herbatyzm

beata na miotle lata

A ja lubię to nasze polskie Święto Zmarłych* … Już od dziecka dobrze na mnie działało ale może przez to, że listopadowa dziewczyna jestem 🙂 Zawsze przenosi mnie do czasów i ludzi, których już nie ma, a którzy (dla mnie) żyją w innym wymiarze… I o ile na co dzień staram się nie robić wypraw ku przeszłości, tak ten raz folguję sobie bezkarnie… Beata zatem na miotle czasu lata … 😉

*to chyba błąd w sformułowaniu, może nazwa potoczna, bo rzeczywiście nazywa się ono Wszystkich Świętych… Może to mi się tak wkręciło…?

Najpierw jako dzieciakowi zupełnemu wybitnie

bardzo podobało mi się moczenie paluchów w roztopionym wosku w odkrytych i pachnących ogniem zniczach.

Robiły się kolorowe skorupy, a zabawa polegała na tym, kto więcej kolorów zbierze i na jak największą ilość paluchów. Ze szkoły z kolei tuż przed 1 listopada jeździliśmy na radziecki cmentarz groby sprzątać i też atrakcja była bo lekcje odwołane, a i klimat kolorowej choć zgniłej jesieni pociągający…

Później okazało się, że spotkania rodzinne po cmentarzu są nader interesujące bo po 1. można kombinować z kuzynostwem rzeczy dla dorosłych zarezerwowane, a po 2. zawsze było pyszne jedzenie przygotowane przez babcie i ciotki. I nie było, że ktoś nie dojedzie na ten rodzinny zlot. Przez x lat wszystkie kończyły się na wsi u mojej babci bo najbliżej cmentarza mieszkała, a póki dziadek żył to już istne biby były. Z wódeczką, marynowanymi grzybkami, bigosem i innymi typowo tradycyjnymi potrawami. Obowiązkowo jakaś ciotka Krysia się trafiała co to milion niewygodnych pytań zadawała i krytykowała wszytko co innością (w jej pojęciu) było …

Z mamą co roku

uciekałyśmy z cmentarza

pierwsze gdyż z racji umiejscowienia na górce przy jeziorze wiało niemiłosiernie i zawsze byłyśmy za cienko ubrane. A babcia mówiła Beaciu weź czapkę i rękawiczki, załóż spodnie i kozaki… A nie mini i goła głowa. Ale na podwórku cieplej jakby było, a poza tym okazji do pokazówki nie można było przegapić 😉 Bo a nuż ktoś ciekawy się trafi to wyglądać trzeba 🙂
Jak prysnęłyśmy to prosto pod gorący kaflowy piec, w którym często babcia paliła specjalnie na nasze przyjazdy bo jak koty grzałyśmy się przy nim godzinami … W skrytce czekał sernik wiedeński i ajerkoniak robiony przez babcię i żaden sklepowy do pięt mu nie sięga… Jak ja żałuję, że nigdy nie wzięłam przepisu skupiona zawsze nie na tym co trzeba

Czasami, po śmierci dziadka, zdarzały się rzeczy dziwne i niewytłumaczalne, a to kroki w domu słychać było, a to ciężka klamka mosiężna sama trzaskała i tym podobne historie, które bardzo ubarwiały nam (mamie i mi) rzeczywistość… Kto nie chce niech nie wierzy 😉 babcia też nie wierzyła dopóki kiedyś pewnej zimowej nocy nie usłyszała jak dziadek zapewne, który swój dom kochał szalenie, chadzał po nim w sposób tylko dla niego charakterystyczny, a nam doskonale znany (plus dwóch świadków dodatkowych, którzy z wrażenia mało nie padli). Ale te zdarzenia dawały nam siłę żeby przetrwać i nie rozpaczać, dawały swego rodzaju Moc, że życie nie kończy się tu tak po prostu jak się nam zapędzonym w rzeczywistej materii wydaje … I że zostawimy wszystko, a zabierzemy ? no właśnie CO zabierzemy … ?

matka-boska
to anioł z mojego dzieciństwa, kiedyś nie był taki kolorowy ale płacze tak samo… i tak samo go lubię…

Wiele lat później zatęskniłam za tym piecem, domem dużym i nie wszędzie dogrzanym, wylizywaniem resztek alkoholu po gościach z moim ukochanym ciotecznym bratem, ogrodem marznącym, zapachem późnych jabłek przechowywanych na strychu, a rozchodzącym się po całym domu, zakamarkami licznymi, w których chowałam się przed światem i samą sobą, magicznym strychem pełnym historii, który plądrowałam miliony razy i zawsze coś ciekawego znalazłam. Cieszę się, że chłonęłam te chwile jak głupia i słuchałam Dżemu 😉 Dzięki temu w każdym momencie potrafię przypomnieć sobie, w którym miejscu na wycackanym, czarodziejskim ogrodzie babci, pełnym ziół, porzeczek, drzew – rosły pomidory, gdzie sadziła kapustę i z najmniejszym szczegółami pamiętam każdy kwiat i dróżkę. Ileż to pogrzebów motyli i gąsienic tam urządziłam i nagrobków własnoręcznie postawiłam 😉

Wszystko się zmieniło, tamtych ludzi już nie ma, ani rodzinnych imprez. Prawda jest taka, że

wszystko wygląda zupełnie inaczej.

Bo tłumy męczą, pokazówy kto więcej zniczy i kwiatów położy przechodzą same siebie, rodzina mało rodzinna, w zasadzie to tyłka się ruszać nie chce z ciepłego domu i można cieszyć dniem z najbliższymi, przy których lata się w piżamie dowoli. Na groby jedziemy kilka dni wcześniej bez zbędnej egzaltacji i nerwówy. Znicze palimy u siebie w ogrodzie bo z lasu daleko wszędzie, a z małym dzieckiem i tak niczego nie idzie zaplanować. Poza tym świeczki płoną u nas cały przed świąteczny tydzień. Ogólnie nie mam nic przeciwko temu szaleństwu i cieszę się nawet z niego bo i tak przodownikami kultu zmarłych nie jesteśmy …

dynia
lubię bawić się synkiem, a wycinanie dyni i pieczenie ciasta dyniowego to sama radość 🙂

I chociaż Dziady bliższe sercu memu i nasze obyczaje, to wycinam też dynie z ogromną przyjemnością, faszeruję świeczkami i cieszę radością synka 🙂 Z wnętrza kombinuję ciasto dyniowe. Ale zakażmy – zakażmy dzieciom się bawić i przebierać, postawmy je w kościołach na klęczkach i niech się modlić uczą… (ale anty kościelna się zrobiłam). Po co oswajać je ze śmiercią w sposób prosty i wesoły ? Po co naukę z zabawy czerpać mają… Polska Ameryką i tak nigdy nie będzie, spokojnie ludziska, nie bójcie się o to … A że dzieci na tym ucierpią … Grunt, że jest kolejny temat do wyżycia się … Ja tam popieram wszystkie zabawy zwłaszcza te integrujące dzieci z rodzicami bo są okazją do bycia razem i utrzymania kontaktu, na którym ponoć tak wszystkim zależy …
Na koniec jeszcze dla komentujących afery helloweenowe z udziałem dzieci, którzy to takowych na stanie nie posiadają – HAHAHA i wielkie HA HA peace&love

 

BeaHerba

Bea Herba to ziołowa beata herbata słuchająca siebie, swoich odczuć i snów, czasem słaba, czasem czarna i mocna, bywa też kompletnie zielona i delikatna biała, niekiedy słodka i aromatyczna. Jak życie...

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *