casablanca

Czasami nie jest łatwo godzić się z czymś co rzeczywistością się zwie. Tyle planów człowiek robi i co? W jednej chwili wszystko przysłowiowy szlag trafia …
Zwłaszcza z dziećmi owe plany są wyjątkowo ulotne. I tak np. utknęłam na dobre w lesie. Odcięta prawie od świata i rozrywek wszelakich (o nieee, tylko nie too!). I o ile kocham tą przyrodę bardzo o tyle w nadmiarze i z przymusu służyć wszystko chyba przestaje…

Pojawiło się bowiem przeziębienie, przyszła paskuda taka nie wiadomo skąd i się zagnieździła. A w domostwie na stanie 1 panikara i babcia, która to czasem myśli, że na duchu podnosi ale efekt odwrotny jest całkiem.

Ileż już tych przeziebień przeszłam (i zapewne przejdę) a za każdym razem i tak się denerwuję (może jednak kiedyś przestanę?). Mały chłopczyk reaguje zupełnie jak ten większy i trzeba się baardzo dużą cierpliwością wykazywać. Zwłaszcza po którymś dniu siedzenia w domu bo pierwsze doby litość ogromna, bezgraniczna się rodzi i żal młodego jak płacze. A płacze w niebogłosy bo kataru nie znosi, a kaszlu to już chyba nienawidzi… Ja zresztą też nie przepadam. Pierwsze 2 noce zawsze z głowy, sypiam po godzinkę lub góra dwie ciągiem, obstawiona lekami wszelakimi. Kombinuję chemia plus natura, wciskam wszystko co tylko można, nacieram, zakraplam, parówki z ziół i wyciągów różnych podstawiam i dobrze, jak mam apteki i zioła wszelakie w zasięgu ręki. No teraz ten luksus odpadł więc trzeba sobie inaczej radzić w ekstremalnej sytuacji.

Najtrudniej przestawić psychikę, że miało być tak pięknie… Że plany były inne – a ona (no jasne, psychika wyraźnie jest żeńsko-rodzajowa) niepokorna, zmian nie chce, stawia się buntuje i złości. A tu szybko działać trzeba bo dziecku za bardzo nie można okazać aż takich emocji, pora nie bardzo na to właściwa – kiedy czułość, spokój i opanowanie matczyne na pierwszym miejscu być mają. No i we dwójkę, w sensie, z facetem swoim prywatnym – łatwiej jakoś. Bo może i opieprzy czasem ale i na duchu jednak też podniesie i przytuli jak już się ta matka-kobieta rozklei… Mama MOJA cieszy się za to z takiego spraw obrotu i od radości okazywania powstrzymać nie może (mimo żałowania dziecka). Tylko mi na płacz się zbiera. Ale dobrze, że ktoś ma radochę z tej sytuacji i za dobrą monetę bierze 🙂

Bo z partnerem kłócić się można, koty drzeć, boczyć, foszyć, a jak przychodzi do jakiejś chwilowej rozłąki to nagle tęsknota i miłość wielka w sercu wyzbiera i już na dworcu kolejowym istna Casablanca się robi. A tak człowiek na nieistotnych pierdołach skupiony – niepotrzebnie całkiem… I wystarczy wyjechać na trochę i hierarchię szybko można ustalić, KTO i CO tak naprawdę JAKIE ma znacznie.

Człowiek taką przewrotną naturę  ma po prostu. I ile ja bym teraz dała żeby nie musieć znowu stawać na wysokości zadania i walczyć ze sobą – tylko brać sytuację na klatę jak leci …

No nie jest łatwo czasem żyć razem ale osobno to już do kitu zupełnie …

20160724_183114

Może też być tak, że nie umiem bez ruchu siedzieć i zamiast cieszyć się, że przymusowe wolne mam to lamentuję. Ale akurat TERAZ nie chce mi się odpoczywać . Chociaż mama wnukiem się trochę pozajmuje, a ja mogłabym poleżeć na przykład to mnie akurat przewrotnie – nosi i roznosi na wsze strony. Bo odpoczywać lubię ale może bardziej sama z siebie… Istnieje też prawdopodobieństwo, że uciekam przed beatą i konfrontować się z nią nie chcę – bo jak już się odpoczywa to myśli wcale wyłączyć się nie mają zamiaru. Szkoda wielka, że guzika do nich nie ma, mentalny jedynie, a ten nie zawsze działa. Nie mam bowiem do perfekcji opanowanej zmiany myślenia na życzenie. Ćwiczę – owszem. Ale jak mam negatywnych używać to już wolę czymś konkretnym się zająć i odwrócić uwagę. Odkurzacz straszy i obowiązki odstręczają nadal – kwestie przyziemne pozostają więc bez zmian – odpychające wyjątkowo … Książki wszystkie w domu mamy wyczytane, zostały pozycje naukowe i psychologiczne – na które głowy ani ochoty nie mam (a jeszcze bym coś za mądrego przeczytała i się tylko zdenerwowała – stresu dodatkowego unikam bowiem i wystarczy mi ten co mam). Jeszcze słońce wyszło i pogoda piękna się zrobiła… A my w domu. Zostaje więc wierna jak pies, suka może nawet – gimnastyka (pożytek z niej przynajmniej jakiś, a liczenie powtórzeń myśli niepokorne zajmuje).

Sami jesteśmy odpowiedzialni za to, co w tej głowie sobie ubzduramy. Nikt prócz nas osobiście tej mocy nam dać ani zabrać nie może. I chociaż punkt widzenia zależy trochę od punktu siedzenia to jednak bywają też pozytywne strony sytuacji. Tylko nie potrafimy /chcemy ich zobaczyć i przyjąć… Bo czasem wygodniej użalać się nad sobą i może
wcale aż takie szkodliwe to nie jest skoro już
te, a nie inne uczucia się pojawiły? Może lepiej
je z siebie wyrzucić  żeby odzyskać trochę radości i spojrzeć na wszystko z innej perspektywy… Czasami jak sobie tak popłaczę i odreaguję to zaraz inaczej na świat spoglądam  🙂

w ramach zdrowej diety upiekłam eksperymentalną babkę, yeah… Samo robienie poprawiło mi już trochę nastrój – ale za to POSTARAM się nie jeść więcej niż okruchów parę 😉 bo wyszła pyyszna

 

Autor: BeaHerba

Bea Herba to ziołowa beata herbata słuchająca siebie, swoich odczuć i snów, czasem słaba, czasem czarna i mocna, bywa też kompletnie zielona i delikatna biała, niekiedy słodka i aromatyczna. Jak życie…

2 myśli na temat “casablanca”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *