mamma mia

dont panik

MAMA

Tak się czasem zastanawiam czy wszystkie matki to swego rodzaju panikary? Czy jestem jakimś szczególnie beznadziejnym przypadkiem? Nigdy zresztą nie należałam do jakichś wybitnie odpornych osób ale lęk o własne dziecko kiedy coś się dzieje przechodzi czasem ludzkie pojęcie.

I można się śmiać tudzież stukać w czoło: co ona wymyśla, skoro nie wie nawet co to jest prawdziwa choroba dziecka. I prawda to, a jednak serce mam czasami kilka razy na dobę w gardle. Staram się pracować nad sobą i tą paniką, która to się nagle włącza jakby ktoś wdusił jakiś guzik.

obserwacje wojskowych helikopterów bywają niebezpieczne 😉 błogość popołudnia zakłóciła awaria małego noska…

INTUICJA

Jest coś co oddziela typową panikę od paniki połączonej z intuicją, kiedy nagle coś w środku mówi, że sprawa jest poważniejsza i trzeba szybko konsultacji lekarskiej.

I tak 2 dni z rzędu dziecię moje ruchliwe nad wyraz zapewniło mi atrakcje.

Najpierw wracaliśmy z kilka kilometrów oddalonej od naszego domu plaży z rowerami wodnymi i było już późne popołudnie (ale dałam się namówić na ten spacer bo tak pięknie prosił i patrzył z nadzieją tymi granatowymi ślepkami) więc pewnie zmęczenie też poplątało małe nóżki. Bo zapatrzywszy się na manewry wojskowych helikopterów z pobliskiego lotniska i do tego latające bardzo nisko – potknął się na dość kamienistej drodze ale za pierwszym razem go przytrzymałam. Niestety po chwili wyrwał się z ręki i poooszedł przed siebie… Prosto na nos. Wrzask był straszny, nos dobrze obity, na szczęście bez kropli krwi, no może jedna, spuchł nieco od nasady i od razu zaczęłam zastanawiać się czy nie złamany. Ale dotknąć sobie dał i ogólnie pomogły szybko czynione okłady z wody z jeziora co na chwilę powodowało przerwę w wyciu, bo raz prawie doń nie wpadałam (w toń) i wtedy zaczynał się śmiać. No ale jak żem się naczytała tych wszystkich internetowych porad i opinii o nosach ( chyba jestem już ekspertką) to przez moment serce miałam w gardle. Że złamanie może być niewidoczne, bezkrwawe i takie tam.

Ponieważ nos szybko wracał do siebie – odpuściłam.

jedna z naszych ulubionych restauracji nad jeziorkiem 🙂 ale komary i robale niestety są wszędzie i tu właśnie pogryzły mojego synka… A tak przy okazji, to z całej karty dań wygrywają zawsze frytki lub inne krokiety 😉

Zdarzenie nr 2 było znacznie mnie przyjemne choć zaczęło się bardziej niewinnie od pierwszego. Bo wieczorem późnym będąc w restauracji na kolacji zupełnie nad jeziorem, okazało się, że mimo oprysków pogryzły synka komary. Zresztą nie wiadomo czy tylko one bo urzędował w trawie i nie wiadomo gdzie tam jeszcze wysiadywał. Niby nic takiego, ukąszeń było kilka, dostał wapno, fenistil i sądziłam, że przejdzie jak zawsze (miewał już reakcje alergiczne na ugryzienia). No ale rano pół uda gorące, spuchnięte i czerwone – już  ten widok mnie o drżenie w środku i niepokój przyprawił. Okłady żadne nie pomagały i nawet jak po kolejnej nocy było trochę lepiej to już panika wdarła mnie się do gardła i jęła podduszać bardziej oficjalnie. Czułam wyraźnie, że trzeba jechać na pogotowie. Była to niedziela.

Oczywiście zewsząd szły porady, że mam nie panikować, że to reakcja alergiczna i pewnie przejdzie (bo nie ma gorączki i takie tam) i nie ma co pędzić od razu do lekarza ale jednak ogólnie postawiłam na swoim. I całe szczęście bo od razu poszedł zastrzyk w pupę. Bardzo darł się, ratownikowi mało nie złamał ręki i za nic rosły facet nie był w stanie go przytrzymać, no ale w końcu przytulił się do mamy i jakoś poszło. A może poszło za obiecane największe lody jakie w miasteczku trafimy, zresztą sama też po tych akcjach sobie nie odmówiłam, tym bardziej, że trafiliśmy na wyrób rzemieślniczy i przepyszny…

DONT PANIK

Niby więc nic takiego się nie działo, zwykłe wakacyjne przygody jakich pewnie będzie jeszcze mnóstwo (OMG) w naszym życiu, a człowiek w nerwach niemożebnych. Takich wewnętrznych. I mówię sobie dont panic bea, to są normalne sprawy i zdarzenia, a jednak poskromić tej małpy nie mogę. Nie tak jakbym chciała. Wiem, że trzeba być bardziej twardym (masz mamo rację!) i zazdroszczę wręcz nawet trochę tym co tacy są z natury (może) bo samej opornie mi to wychodzi. Owszem, panika jest schowana, nie wychyla nosa już tak jak na początku (czasami do męża bardziej się wynurza) ale jest. I trzęsę się w środku jak ten królik lub galareta choć tego gołym okiem aż tak (lub wcale) nie widać. Potrafię też działać i w stresie jestem wyjątkowo zmobilizowana do pokonywania wyzwań no ale kosztuje mnie to bardzo dużo nerwów i emocyj. Później dochodzę do siebie ze 2 dni.

bez makijażu, wydanie wiejskie 🙂 człowiek nie może z nerwów za swojego skarba i chciałby go przed wszystkim uchronić…

Jednak idzie odróżnić zwykłą panikę od głosu intuicji, który chyba każda matka posiada bez względu na przywarę pierwszą. I spokoju on nie daje ani w dzień, ani tym bardziej w nocy. Czasami wręcz ta intuicja krzyczy do nas i może jej słuchajmy. Wychodzę z założenia, że lepiej raz za dużo pójść po lekarską poradę, niż o raz za mało. Nie ma co oglądać się na innych, niech myślą i mówią co tam chcą ale jak matce coś podpowiada to podpowiada. I trzeba słuchać tego głosu, a nad resztą próbować zapanować z jak najzimniejsza krwią.  Żeby dziecka nie stresować bardziej*. Bo ogólnie panika to wstrętna małpa, która może nas kompletnie wyssać i wykończyć 😉

latam z tymi preparatami wszelakimi na te komary i inne paskudy ale czasami jednak się nie uchroni dziecia, choćby bardzo się chciało…

* ja jestem szczerą matką. Na pytanie: mamusiu, a ten zastrzyk będzie bolał? Powiedziałam: noo troszkę będzie, jak wyluzujesz pośladek to poczujesz tylko małe ukłucie, a na spiętym bardziej zaboli ale chwilkę, bo to jest szybka akcja. Oczywiście i tak się darł i darłby się nawet jakbym powiedziała, że to nic nie boli ale był przygotowany, że będzie igła i to nie jest takie nic. Nie ma sensu kłamać dzieci, że coś nie będzie bolało jak trochę będzie i jest nieprzyjemne. Lepiej im tłumaczyć co się dzieje. Na mojego bardzo dobrze działają opowieści, że ja też coś przechodziłam, np. zastrzyki i się nie bałam.

Chociaż jak tak popatrzyłam ostatnio w suszarni na 10-tym piętrze w dół, to nie wiem jak udało mi się skoczyć na bungee z 55 metrów (czyli wyżej niż mój wieżowiec). Ale jak opowiadam te różne historie synkowi to nie może się nadziwić, że taka mała mamusia jest TAKA odważna, YO 🙂

BeaHerba

Bea Herba to ziołowa beata herbata słuchająca siebie, swoich odczuć i snów, czasem słaba, czasem czarna i mocna, bywa też kompletnie zielona i delikatna biała, niekiedy słodka i aromatyczna. Jak życie...

You may also like...

79 Comments

  1. Herbatko, ja dzieci nie mam, ale panikuję ciągle i o wszystko. Jakie to jest wyczerpujące… Nie wyobrażam sobie jeszcze paniki przy dziecku, kiedy trzeba zachować spokój

    1. BeaHerba says:

      Ja też należę do panikar, a przy dziecku toczę prawdziwą walkę ze sobą 🙂 Bo jednak nie można mu okazać aż takich emocji żeby mu się bez potrzeby nie udzieliły 🙂

      1. To działasz zupełnie jak ja 🙂

  2. Chyba każda matka ma we krwi wpisaną troskę o własne dziecko. Np. moja nadal martwi się o mnie i moją siostrę, choć jesteśmy już dawno po 18 roku życia. To chyba taki dar (z perspektywy dziecka) i przekleństwo (z perspektywy matki). Życzę dużo wytrwałości i mimo wszystko spokoju!
    Pozdrawiam

    1. BeaHerba says:

      Dziękuję pięknie, przyda się 🙂 I rzeczywiście, nie wiem czy kiedykolwiek jest się w stanie złapać dystans 😉 Pozdrawiam serdecznie !

  3. Z jednej strony panika, że coś może się stać, a z drugiej strony pragnienie, aby nie ograniczać. 🙂

    1. BeaHerba says:

      Dokładnie tak ha ha A jak sobie przypomnę siebie co robiłam to najchętniej nie wypuściłabym go z domu 😉

      1. Nie należałam do tych najgrzeczniejszych, wszędzie musiałam wejść, zobaczyć, dotknąć, kiedyś podczas wakacji weszłam nawet do budy obcego psa (naszych gospodarzy) i z nim razem odpoczywałam, mama w końcu mnie znalazła, przerażona i rozdygotana, bo pies podobno z tych agresywnych, a ja spokojnie go przytulam. Na szczęście nic mi się nie stało. 🙂

        1. BeaHerba says:

          No właśnie… i ja odstawiałam takie numery, że włos się na ręce jeży, a od swojego dziecka człowiek chciałby czegoś innego haha To chyba nierealne 😉

  4. Ale masz ślicznego synka Kochana! :)))
    A co panikowania – wydaje mi się, że mamy są trochę usprawiedliwione – natura tutaj działa by chronić swe młode, a z naturą się nie dyskutuje 😉 😀

    1. BeaHerba says:

      Dziękuję bardzo 🙂 Przyznaję, że jest słodki, a do tego bardzo wygadany 😉 O, może masz rację, jesteśmy jako mamy trochę usprawiedliwione, taki odruch bezwarunkowy 😉

  5. Myślę, że to jest cecha wszystkich mam bez wyjątków! Oczywiście niektóre bardziej a niektóre mniej to okazują 🙂

    1. BeaHerba says:

      Hmm może tak być…

  6. Masz rację panika ogranicza wszystkie matki. Dobrze, że faceci mają inaczej i dlatego mocny udział tatusiów jest tak potrzebny.

    1. BeaHerba says:

      O tak, zgadzam się w pełnej rozciągłości…

  7. Ciężko mi powiedzieć, bo mamą nie jestem, ale obserwując znajomych śmiem twierdzić, że większość mam panikuje ;).

    1. BeaHerba says:

      A jednak 😉 Też tak mi się wydaje 🙂

  8. Odkąd jedno dziecko wymknęło nam się, miało inny plan…
    Jestem przewrażliwiona na punkcie chłopaków. Dlatego mnie nie dziwi twoja troska.

    1. BeaHerba says:

      Dzięki… Życie matki to bardzo dziwna sprawa…

  9. Tak to już z nami, Matkami jest 😉 Chyba nigdy nie przestaniemy panikować…

    1. heheh dokładnie tak, wiecznie spanikowane i oczy do okoła głowy:-p

  10. Nie mam dzieci, ale panikara ze mnie straszna, co to będzie jak później 🙂

  11. morela says:

    Kiedy zabieram siostrzencow na wakacje to martwie sie o nich jak o najcenniejszy skrab. Biegam, sprawdzam, przykrywam itp. Wracam z takich wakacji zadowolona,ze dzieci sie dobrze bawily, ale wykonczona psychicznie 🙂

    1. BeaHerba says:

      Ha ha potrafią nieźle dać w kość 😉 Super taka ciocia, zazdro 😉

  12. Dzieci nie mam, więc staram się nie przejmować, dorosły musi mieć jakiś instynkt zachowawczy 😉

  13. Gosia B says:

    Ja się zastanawiam jak moja mama dała rade przygotwać obiad i wykonac mase innych obowiazków na gospodarstwie gdy my znikalismy jej z oczu. My panikujemy bo chyba za duzo widzimy.

    1. BeaHerba says:

      A może kiedyś były rzeczywiście bardziej wyluzowane? Ja pamiętam jak byłam mała nikt mnie tak nie kontrolował, u babć po wsiach ganiałam godzinami sama, wołali na obiad czy na wyjazd koniem i bryczką po siano itp i nikt nie panikował jak teraz. Co nie znaczy że mama się nie troszczyła, bo robi to do dziś 🙂

  14. Bardzo pouczający post. Panika to coś co zna chyba każda kobieta, najważniejsze jednak żeby nie dać się zwariować i próbować zwalczać swoje słabości i strachy

    1. BeaHerba says:

      O tak, dobrze jest pokonywać swoje ograniczenia i słabości 🙂

  15. Kalejdoskop Renaty says:

    Ja dzieci nie mam, ale obserwując znajomych twierdzę, że większość panikuje. Może, przez to, że widzimy więcej niż nasze mamy 🙂

    Pozdrawiam serdecznie

    Renata

    1. BeaHerba says:

      Za dużo wiemy 😉 pozdrawiam serdecznie 💜

  16. Ja głęboko wierzę w moc intuicji. I kiedy zdarzy mi się jej nie posłuchać, to żałuję.

    1. BeaHerba says:

      O tak, ja słucham jej bezwzględnie i nie daję się zwieść rozumowi 🙂

  17. Mnie się wydaje, że wraz z każdym kolejnym dzieckiem a mam ich 3, mniej we mnie panikary 😉

    1. BeaHerba says:

      O,czyli jednak idzie sytuację opanować 🙂 super ♥

  18. Wiem o czym mówisz. Do bólu znam z autopsji 😉 . Nigdy i o nic/nikogo nie bałam się tak jak o dzieci. Właściwie to w tym strachu najintensywniej odnajduję pojęcie instynktu macierzyńskiego.

    1. BeaHerba says:

      Właśnie, ten rodzaj strachu był mi do tej pory obcy… Nie jestem odosobnionym przypadkiem 🙂

  19. Byłam, poczytałam i jako bezdzietnej trudno mi się odnieść, ale tekst tak z miłością i czułością napisany 🙂

  20. Panika to niezwykle zgubna emocja!

  21. Też jestem matką panikarą, a moja intuicja nie raz uratowała zdrowie mojego dziecka. Bo matki wiedzą najlepiej kiedy jest potrzebna pomoc, a kiedy nie.

    1. BeaHerba says:

      Jeżeli umie się to oddzielić to tak. Jednak panika na dłuższą metę mnie wykańcza dlatego staram się ją jednak opanować 😉

  22. Ciekawska Magdalena says:

    Świetne ujęcie masz na tym ostatnim zdjęciu

    1. BeaHerba says:

      dzięki bardzo 🙂

  23. Marcel says:

    Nie tylko matki to panikary. A intuicja to moim zdaniem coś względnego. 🙂

  24. Nie jestem matką więc dokładnie nie wiem jak to jest.

  25. Ra ane says:

    Bardzo ciekawie napisane.Pozdrawiam.

  26. staram się nie panikować, ale czasem mi się zdarza

  27. Jak dla mnie to jest po prostu w narurze mam ;).

  28. Jak dla mnie to jest po prostu w narurze mam ;). Kiedyś na pewo będę taka sama.

    1. BeaHerba says:

      Może tak, jeżeli tendencja jest i teraz to wszystko na to wskazuje 😉

  29. Też wychodzę z założenia, że lepiej pójść o raz za dużo niż nie w czas i za mało! 🙂
    Panikowałam zaraz po urodzeniu , ale teraz już ochłonęłam i chyba powoli zaczynam oddzielać intuicję od nadmiernej paniki 🙂

    Przystojniak z Twojego synka! 🙂

    1. BeaHerba says:

      No ja po urodzeniu to jak tylko psiknął już się trzęsłam ha ha A teraz czasem synek się już sam śmieje, że jak tylko zakaszlnie to mama z Ibumem leci 😉 ♥
      I dziękujemy za komplement!

  30. Ja jeszcze nie mam dzieci ale są bardzo w planach i coś czuję, że będą okropną panikarą 😀

  31. Bea też jestem matka posrajdupa, ale lepsza taka niż olewająca. A z tym ukąszeniem to mielismy ostatnio podobnie. Cała kostka spuchnięta, że już myślelismy ze skręciła.

    1. BeaHerba says:

      Mnie jak ugryzie leśna mucha to też tak puchnę, a młody do tej pory aż takiej alergii nie miał ale faktycznie drapał bardzo, a i łapki pewnie brudne… I zgadzam się, lepsza trzęsidupa ha ha niż inna 😉

  32. Ja nie panikowałam, nawet wtedy gdy syn przez balkon wszedł na rusztowanie i podszedl do okna żeby mi pokiwać. Masakra ale wtedy własnie zimna krew jest potrzebna.

    1. BeaHerba says:

      O jaa, podziwiam… Chociaż rzeczywiście, w takich momentach człowiek czasami potrafi zachować tą zimną krew..

  33. Ja się śmieję, że u mnie kobiecą intuicję ma mój mąż 😀 on jakoś tak zawsze wyczuje, kiedy można na coś machnąć ręką, a kiedy warto coś zbadać 🙂

    1. BeaHerba says:

      Super! Mój wiele razy też i studzi mnie w tym wszystkim ale czasami są sytuacje, że ja po prostu wiem, pozdrawiam ciepło 🙂

  34. krystynabozenna says:

    Komentarz znikł .. ?? Masz moderację ??
    Wrzucam komentarz bez swojego linka do bloga,
    może się pokaże 🙂

    1. BeaHerba says:

      Jest! Czasami coś fiksuje, dziękuję pięknie za odwiedziny ♥

  35. krystynabozenna says:

    Masz źle ustawione komentarze, jak wrzucam link do swojego bloga w rubryce witryna internetowa, to komentarz ginie. Uporządkuj komentarze. 🙂

    1. BeaHerba says:

      Do tej pory było ok i cały czas się dodają, hmm… Przekażę adminowi…

  36. krystynabozenna says:

    Masz prawo wpadać w panikę, bo chyba natura nas tak właśnie stworzyła
    i chyba chodzi po prostu o bezpieczeństwo dzieci i bardzo dobrze 🙂

  37. Joanna Skrzypek says:

    Jestem typową mamą panikarą, winna! Co mogę poradzić, próbowałam i próbowałam i nic, dalej panikuję 🙂

  38. Nie każda matka panikuje, ale większość 🙂 Tak samo jak większość na początku sprawdza czy noworodek oddycha 🙂 To to już jest 🙂 Najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło 🙂

    1. BeaHerba says:

      Kurcze, ja sprawdzałam 😉 Też się cieszę, że wszystko dobrze się skończyło ale muszę teraz przedsięwziąć jakieś zwiększone środki na te paskudne komary 🙂

  39. Też jestem panikarą – i dlatego np. nie mam prawa jazdy, bo nawet jako pasażer mocno się stresuję. Ale o dziwo kiedy Młodemu coś się stanie to jakoś zmuszam się do zachowania spokoju – bo im bardziej ja panikuję, tym bardziej on też jest przestraszony.

  40. Monika says:

    Każda matka jest chyba trochę nadopiekuńcza i niestety nie mija to z wiekiem!

    1. BeaHerba says:

      No nie mija, nie 😉

  41. Myślę, że lęk o bliskich, to jedna z rzeczy jaką “dostajemy ” w pakiecie zostając matkami 🙂

  42. Taa, jak ja to znam. Szkoda, że niektórzy „wyluzowani” rodzice śmią z tego żartować a nawet wyśmiewać! Nie zważając na nich nadal tkwię przy swoim. To jest silniejsze.

    1. BeaHerba says:

      Ja mam w nosie innych, znajomi niektórzy nie słuchają intuicji i to ich wybór, każdy ponosi konsekwencje swoich…

  43. Strach o dziecko jest na stałe wpisany w rolę mamy. Myślę, że nie ma w tym nic złego, póki nie zacznie nami rządzić i staniemy się nadopiekuńczymi panikarami 🙂

  44. Hmm wydaje mi się, że każda mama trochę panikuje. Kiedy urodziłam pierwszego syna miałam 19 lat. Trochę panikowalam, bo tak naprawdę dopiero się uczyłam być mamą. Przy drugim było już lepiej, ale trzeci urodził się z problemami neurologicznymi, więc teraz na niego staram się chuchać i dmuchać, więc każdy guz czy choroba trafia we mnie 100xbardziej. Strach o dziecko jest przez całe życie. Teraz już rozumiem swoją mamę, kiedy mówiła mi, że się o mnie martwi.

  45. Jejku pamiętam te zastrzyki jak dziś… ;D Byłam dzieckiem alergicznym i całe dzieciństwo w PL chodziłam w strupach, a gdy ugryzła mnie mucha / osa / mrówka to do szpitala w mgnieniu okna, bo mieksce powiekszało się o 200% i zatykało dopływ tlenu… 😉 Nie fajne doświadczenia.

  46. No bo w zasadzie kto miałby robić to za nas, mamy i chronić tak gdzie inni nie dostrzegają 🙂 ja to tak chyba mam pół na pół, czasem przesadzam, czasem olewam 🙂

  47. Zapamiętam tekst. Jeszcze nie jestem mamą, ale moja mama ma dużo z panikary – ale takiej mądrej. Wiem, że się przejmuje, ale nie daje po sobie poznać – rozumiem to dopiero jako dorosła kobieta. Ona się po prostu martwi. Gdzieś usłyszałam, że mama to ktoś, kto ma się o kogo martwić do końca życia – i to właśnie o to chodzi.

    1. BeaHerba says:

      coś w tym jest 🙂 cieszę się, że tekst się spodobał, pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *