psychologia herbaciana

dorosłe dziecko alkoholika

Termin DDA charakteryzuje wszystkich, których rodzice lub jedno z nich jest uwikłane w chorobę alkoholową i oznacza nic innego jak Dorosłe Dziecko Alkoholika. To bardzo złożony i trudny problem, a funkcjonowanie w tym schemacie oddala ludzi m.in. od nawiązywania prawidłowych relacji i podkopuje życie praktycznie non stop (w takiej czy innej sferze). Nawet jak już będzie się wydawało, że jest dobrze, to bez przerobienia z profesjonalistą tematu dużo się jeszcze może popsuć…

Odważnie powiem, że KAŻDY którego to dotyka najlepiej gdyby udał się jak najszybciej na psychoterapię pod tym właśnie kątem. Dla dorosłych dzieci alkoholików.

To całkiem inna terapia niż np. dla samego uzależnionego i jest prowadzona w zupełnie inny sposób. Ja wiem, że wielu ludzi ma świadomość z jakiej pochodzi rodziny, część wybaczyła już nawet rodzicom nałóg, pogodziła z sytuacją ale z tym jarzmem nie da się na dłuższą metę ułożyć sobie szczęśliwego życia z ludźmi, na których nam zależy, bez profesjonalnego przerobienia tematu. Psychoterapeuta wie jakie stosować ćwiczenia i jak prowadzić terapię żeby udało się wyzwolić z bardzo silnych kodów i ról, które zostają narzucone od najmłodszych lat na takiego człowieka. Na alkoholizm choruje bowiem cała rodzina i nie jest to sprawa tylko uzależnionego. A z tych negatywnych energii, żalu, smutku, rozpaczy, lęku, niesprawiedliwości, winy, kary, łez itd. powstaje całkiem wyniszczająca mieszanka. Zapadająca głęboko w podświadomość, a ta jak wiadomo steruje naszym życiem. Świadomość jest tylko pierwszym krokiem do zmiany. Niezbędnym do dalszego ruszenia w drogę.

dobry psychoterapeuta da nam wskazówki jak dalej żyć i postępować ale każdy rodzaj terapii, chociażby w darmowej poradni będzie krokiem do lepszego życia… jak ktoś chce to zawsze wyciągnie coś dla siebie, byle zacząć…

A pokrótce

bazujemy na kilku rolach w jakie wchodzą dzieci i w zależności od predyspozycji indywidualnych przyjmują właśnie takie, a nie inne funkcje. One determinują ich dalsze życie.

I sytuacje, w jakich dorastaliśmy przenosimy na wszystkie inne płaszczyzny życia, zwłaszcza na relacje z najbliższymi. Często nie zdając sobie sprawy z tego, że cały czas powielamy te same zachowania, które na dłuższą metę nie przysparzają nam szczęścia. Tkwimy w roli, która nie jest do końca prawdziwa i nasza (tylko z biegiem lat taka się wydaje) bo została obrana na poradzenie sobie z trudną sytuacją i stała metodą na przetrwanie. Można nie zdawać sobie sprawy z tego w ogóle (bo działamy podświadomie), można częściowo, kiedy mówimy, że nie chcemy żeby było tak jak w domu, a później nie wiadomo kiedy dzieje się dokładnie podobnie.

To tak jakby teatr grał cały czas to samo przedstawienie tylko zmieniają się aktorzy, co może dawać fałszywe poczucie innej sztuki.

A tu dupsko blade, bo relacje np. z pijącego ojca przenosimy np. na męża, czasem bogu ducha winnego bo nie jest uzależniony ale taką nadajemy mu rolę. Sprawa jest o tyle skomplikowana, że dorosłe dzieci i w ogóle dzieci alkoholików są bardzo przewrażliwione na swoim punkcie i potrafią po mistrzowsku manipulować otoczeniem, tak jak manipulowali sytuacją w rodzinie żeby coś dla siebie osiągnąć czy uzyskać spokój. Proszę mnie źle nie zrozumieć, nie oceniam w kategorii dobrze/źle – tak po prostu jest. Dziecko, którego rodzic pije musi się nieźle nagimnastykować, często żeby w ogóle przetrwać czy przeżyć nawet.

Musi sobie przerabiać to wszystko na swój własny sposób. Musi godzić się nierzadko np. z matką, która zamiata problem pod dywan (nota bene sama ciężko współuzależniona potrzebuje terapii), musi brać udział w przedstawieniu, że np. ojciec nie był taki pijany tylko chory (jak np. inne dzieci zauważają i śmieją się), uczy się kłamstwa i manipulacji celem ochrony siebie i swojej delikatnej duszy.

Takie dziecko nie wie kompletnie o co chodzi ale musi podołać sytuacji, z której nie ma wyjścia.

I tu słowo “musi” nabiera tu innego znaczenia. Nie widzi w ogóle innego sposobu na życie, bo taki pokazuje dorosły rodzic, a nie mając nikogo za przewodnika po świecie emocji – błądzi po omacku samo.  W tym przypadku brak tego, który prowadzi za rękę i opieka nad dzieckiem sprowadza się często do zaspokojenia podstawowych potrzeb i ślepej miłości (bo nie odmawiam jej barku, przynajmniej nie we wszystkich przypadkach). Jednak miłość przemawia też czynami dlatego taka duża rozbieżność w tym co trzeźwy i zdrowy rodzic robi, a mówi.

o tym marzą WSZYSTKIE dzieci, o szczęśliwej i kochającej się rodzinie…

I dzieci kochają te np. matki, które za plecami robią dla nich co mogą ale też nienawidzą za np. nieprzerwanie wspólnego cierpienia i słabość. Dzieci nie rozumieją skąd to się bierze, tylko czują.

Nie rozumieją dlaczego taka matka nie odejdzie skoro cierpi.

Skoro cierpią wszyscy, a przede wszystkim najmłodsi. Zresztą, kochają też samego uzależnionego i gubią w tej trudnej, pełnej bólu i łez miłości. Nie wiedzą kompletnie o co w tym wszystkim chodzi. Jak można kochać i nienawidzić? A najgorsze jest to, że w dorosłym życiu padają ofiarami już samych siebie i np. manipulując otoczeniem w konsekwencji tracą tych, których kochają. Bo nikt, kto tego nie przeżył, nie rozumie dlaczego taka osoba tak, a nie inaczej reaguje, dlaczego gra czy dziwnie się zachowuje (a skąd ma wiedzieć jak DDA jest sam nieświadomy tego, co się z nim dzieje), nie podoła i wycofuje się z takiej relacji. Można sobie najprędzej przyciągnąć kogoś równie współuzależnionego i fundować wzajemne jazdy po bani.

I to wszystko powielane latami staje się sposobem na życie. I manipulacja która wcześniej była systemem obronnym nie jest już potrzebna, lecz ten człowiek tego nie wie i nadal manipulując ludźmi dookoła daje sobie fałszywe poczucie przewagi.

A tkwi w zaklętym kręgu. Bo nie wystarczy się od rodziców odciąć i wyprowadzić. To zostaje w człowieku na zawsze. Dopóki  nie zmierzy się z demonem. Tak naprawdę sukcesy w uwolnieniu się mają ludzie, którzy długo podtrzymują kontakt z prowadzącym psychoterapeutą i tacy, którzy idą na terapię razem z rodzicem, który problemu bezpośrednio nie ma i poddają się jej jak najszybciej wspólnie.

Po latach np. takie narastające do właśnie zdrowego rodzica żale, że nic nie zrobił z tym faktem mogą bardzo niszczyć od środka, mimo całej miłości do tej osoby i zaburzać relacje nie tylko z nią ale z każdą, którą współuzależniony wciśnie w tę rolę. A emocje mają prawo być różne i na nienawiść też jest miejsce. Te sprzeczności, one nie ułatwiają życia, miotają się ludziska siląc na szacunek do rodziców nawet, jak na to nie mają wewnętrznej zgody. A przypominam, że czasem żeby pokochać trzeba najpierw znienawidzić i zaakceptować też te emocje, które ogólnie uchodzą za złe. Natomiast są to tylko ludzkie stereotypy bo wszystkie swoje emocje trzeba szanować. Inaczej nie chcą się zmienić.

maski i role, które przyjmują dzieci w rodzinach alkoholowych mają bardzo poważne konsekwencje w dorosłym życiu, czym prędzej podjęta odpowiednia terapia tym lepiej…

Dla ułatwienia rozpoznania w czym tkwimy, wymieniam role, które przyjmujemy w rodzinie z problemem alkoholowym. Może odnajdziesz tam siebie i coś z tym zrobisz, czego serdecznie Ci życzę. Mogą się zmieniać w zależności od przejawianego przez nas temperamentu i zgodnie z cyklem naszych przemian.

1. BOHATER – to osoba o zdecydowanym temperamencie, silna i nawet przebojowa, biorąca na siebie dużo różnych wyzwań i obowiązków, pomagająca zdrowemu rodzicowi, często robiąca i załatwiająca trudne sprawy za niego, zresztą sama wyrywa się do zdań specjalnych, perfekcjonista w każdym calu. Takie dziecko przejmuje rolę dorosłego, chce rodzinie przysporzyć powodów do dumy, być chwalone itp. Nie jest w stanie sprostać temu wyzwaniu gdyż pomijany jest cykl dorastania i z dziecka robi się dojrzała i dorosła osóbka ponad normę. Będzie robić wszystko tak, żeby nie przysparzać zmartwień rodzinie, kosztem siebie.

2. BŁAZEN/MASKOTKA – dziecko, które wszystko próbuje obrócić w żart i nawet na np. pogrzebie strzela dowcipami, ma mechanizm obronny polegający na rozładowywaniu sytuacji śmiechem, którym przykrywa smutek i ciągle udaje wesołego (zresztą “udaje” to nie jest najwłaściwsze słowo, wchodzi w to). Dużo rozrabia i próbuje różnych żartów. Jest lekiem na smutną rodzinę, oczekuje się od niego rozładowywania napięcia, a rodzice lubią się nim popisywać przed innymi (jak małpką w cyrku). Niestety nawet jak dorośnie nadal będzie w roli tego, co ma rozbawiać otoczenie, kogoś niepoważnego i nadpobudliwego. Ponieważ w rodzinie nie jest traktowany poważnie nie mówi się mu o ważnych sprawach i nie bierze udziału w podejmowaniu jakichkolwiek decyzji. Maskotka jeżeli nie potrafi poprawić komuś humoru czuje się dnem, nie ma swojej wartości, odczuwa niepokój i ogromne napięcie.

3. DZIECKO NIEWIDZIALNE – dziecko spokojne, o sangwinistycznym temperamencie, łagodne i dobre z natury, ucieka w świat swoich fantazji, jakby wyłącza się z życia, może dobrze się uczyć, czytać, odrealniać, byle tylko nie widzieć, nie myśleć i nie czuć. Wybiera świat iluzji.  Ma poczucie jakby go nie było i że lepiej będzie jak zniknie z powierzchni ziemi. Zwykle nie sprawia kłopotów wychowawczych i niczego nie chce. Często uznawane jest za nieśmiałe i zamknięte w sobie. Z powodzeniem potrafi długo izolować się od otoczenia, nie nawiązuje głębokich relacji międzyludzkich i nie umie wyrażać swoich potrzeb. Nawet nie wie jakie one tak naprawdę są.

4. KOZIOŁ OFIARNY – to dziecko, na którym rodzina wyładowuje swoje negatywne emocje, wszystko co złe jest zwalane na niego, a on potrafi dostarczać i takich argumentów żeby tylko ktoś zwrócił na niego uwagę. To przeciwieństwo bohatera, postrzegane jest jako trudne, źle wychowane, przynoszące kłopoty i same problemy. Jest o tyle podobny do bohatera, że przejmuje problemy rodziny na siebie. Kozioł ofiarny może zacząć nienawidzić świata i ludzi, którzy nie dają mu szansy na bycie dobrym. To ktoś, na kogo można zrzucić za wszystko winę, bo jest przecież trudnym i niedobrym dzieckiem i to przez niego są problemy w rodzinie.

nikt niczemu nie jest do końca winny bo wszyscy jesteśmy ofiarami ofiar…

Pisząc to zrobiło mi się bardzo smutno na sercu i żal mi tych wszystkich dzieci, które kochają swoich rodziców za nic, a dostają od nich takie wątpliwe atrakcje. Dzieci, których w takich rodzinach

główną siłą napędową jest ciągły lęk i strach, w mniejszym lub większym stężeniu.

Dzieci, które nie mogą tak do końca być dziećmi. Dzieci, które przejmują na siebie obowiązki dorosłych. Dzieci, które już od najmłodszych lat zakładają maski i kłamią żeby inne dzieci i inni dorośli nie widzieli prawdy. Dzieci, które ciągle się czegoś wstydzą, które nie zaznają spokoju, czy taka pijana matka nie zrobi im wstydu przed szkołą, czy taki ojciec nie przyłoży podczas obiadu lub nie umrze po prostu na klatce schodowej. Dzieci, które mają prawo być dziećmi. Dzieci, które same nie prosiły się by przyjść na ten świat. Dzieci, które ufają bezgranicznie, że nic złego ze strony rodzica ich nie spotka. Dzieci, które każdego poranka mają nadzieję i wierzą temu płaczącemu, napranemu rodzicowi, że wszystko się zmieni (bo oczywiście alkoholik funduje huśtawkę w dwie strony). Dzieci, które

jako dorosłe nadal funkcjonują pod przewodnictwem takich emocji i czują zagrożenie chociaż go już nie ma. Ale to siedzi w ich głowach i duszy.

Zakorzeniło się bardzo i samo nie wyparuje (niestety, choć chciałabym  żeby tak było).

Zrozum, jeżeli w Twojej rodzinie jest lub był (bo rodzic może nie żyć lub poddał się leczeniu) alkoholizm i nie przeszedłeś terapii, to czy tego chcesz czy nie funkcjonujesz w którymś schemacie i nadal pełnisz którąś z ról.

Oczywiście one mogą występować, jak już wspomniałam, zamiennie, a Ty zaprzeczając stwarzasz sobie kolejne iluzje i oddalasz się od wyzwolenia. Jeżeli jesteś takim dzieckiem, pamiętaj, NIGDY nie jest za późno na podjęcie psychoterapii, zawsze możesz zacząć, jeżeli masz partnera uwikłanego w chorobę alkoholową też nie zwlekaj z pójściem do poradni z dziećmi i ze sobą. Oni Cię pokierują co robić, czy postarać się o przymusowe leczenie, czy np. przestać walczyć i po prostu odejść. Takie grupy dają siłę i wsparcie całej rodzinie, pomagają zacząć żyć na nowo. I to akurat dobrze u nas hula, uwierz. Niech tamten chleje ale Ty się lecz. Lecz, bo życie nie będzie Cię pieściło, ani tym bardziej Twoich dzieci (a tego przecież nie chcesz bo paradoksalnie pragniesz dla nich wszystkiego co najlepsze prawda?), które na to patrzą i widzą/wiedzą co się dzieje, tego jednego są świadome, że jest problem i to duży. A samemu się go nie przemieli. Nie ma praktycznie szans.

Odważ się!

Bo to najsilniejsze kody, kody z dzieciństwa, a zaburzony proces dorastania zbiera żniwo do końca życia.

zawsze możemy zmienić sytuację, nie ma takich bez wyjścia, to my sami się blokujemy i czasem łatwiej tkwić w znanym cierpieniu niż sięgać po nowe dobro…

Nie wstydź się, to tylko w naszym rozwiniętym zajebiście kraju psychoterapia nie jest popularną metodą pomocy lecz zapewniam Cię, że jedyną skuteczną. Wielu ludzi po jej przejściu funkcjonuje zupełnie normalnie, a ich relacje z otoczeniem i swoją już rodziną nabierają zupełnie innego charakteru.

Pamiętaj, masz wpływ na jakość swojego życia i zmianę.

Może czas to zrobić? I choć wiem, że psychoterapia nie jest czymś łatwym bo wymaga zaangażowania i spojrzenia prawdzie (o sobie) w oczy, to jest jedyną słuszną drogą ku wolności umysłu i ducha, ku zwiększeniu świadomości siebie, a także budowaniu relacji w oparciu o zdrowe zasady. Ściskam i przytulam wewnętrzne dzieci, które przez to przeszły… I 3mam kciuki za te, które mogą zostać uratowane.

BeaHerba

Bea Herba to ziołowa beata herbata słuchająca siebie, swoich odczuć i snów, czasem słaba, czasem czarna i mocna, bywa też kompletnie zielona i delikatna biała, niekiedy słodka i aromatyczna. Jak życie...

You may also like...

42 Comments

  1. Również uważam, że każdy, kto jest dorosłym dzieckiem alkoholika powinien udać się na terapię, by w przyszłości budować poprawnie relacje.

  2. Otworzyłaś mi oczy tym wpisem. Jak z każdym problemem psychologicznym – nie dotyczy to tylko jednostki, ale całej rodziny

    1. Niestety, choruje cała rodzina i im szybciej to sobie człowiek uzmysłowi tym lepiej. Cieszę się, że tekst się przydał, są naprawdę dobre grupy wsparcia i warto z nich skorzystać. Warto się spróbować z tego wyzwolić i wiedzieć co się z nami i naszym życiem dzieje. Przytulam

  3. Aga Agnieszka says:

    Przeczytałam jednym tchem… <3 Temat bardzo trudny, smutny, przytłaczający – wiem coś o tym… Bardzo profesjonalne podejście do temu i całkowicie się z Tobą zgadzam, że powinno się pójść na terapię, bo samemu ciężko poradzić sobie z takim ciężarem… Jednak jak znam nasze społeczeństwo to niewiele osób się na taki krok odważy… Mimo wszystko… Własnym kosztem!

    1. Dlatego piszę czasem takie teksty i choć wiem, że ludzie wolą czytać o dupie maryny to może chociaż jedna osoba coś załapie i pójdzie po pomoc… Temat uzależnień w naszym kraju jest niemodny, zamiatany pod dywan, a przodujemy w Europie pod względem ilości kupowanego alkoholu więc o czymś to świadczy…

  4. To musi byc dramatyczna sytuacja dla takiego dziecka… Faktycznie, tylko terapia jest rozwiazaniem.

    1. Nie ma Moniko innego… A dzieci cierpią najbardziej i na nich wszystko się odbija …

  5. To bardzo trudne zagadnienie. Myślę, że ważne jest również wsparcie z zewnątrz.

    1. Oczywiście i to bardzo, praktycznie bez niego ani rusz…

  6. Poważna sprawa… Ale zawsze warto walczyć, bez względu na przeszłość.

    1. Zawsze warto walczyć o siebie i o swoje dzieci. O samego uzależnionego też ale z tym różnie bywa i czasem lepiej skoncentrować się na sobie…

  7. Niestety, kiedy jedno z rodziców pije, to zawsze dotyka to wszystkich członków rodziny. Myślę, ze najbardziej cierpią dzieci.

  8. Bardzo trudny temat.. Dobrze, że o tym piszesz, dzieciaki, ani zresztą dorośli nie są w stanie stwierdzić że jest z nimi coś nie tak po takich przejściach :/

    1. W ogóle tego nie dostrzegają, dorośli często nie chcą, a i dzieci uczą się mechanizmów wyparcia, jedynie czują, że coś jest nie tak…

  9. Dziękuję Ci za ten wpis! Od pewnego czasu miałam podobne przeświadczenie, że bliska mi osoba potrzebuje terapii… Jest typowym dzieckiem alkoholika i to prawda, że bez pomocy z zewnątrz, ani rusz 🙁

    1. Niestety to duży problem ale ludzie nie zdają sobie z tego sprawy… Trzeba krok po kroku spróbować dotrzeć do takiej osoby i zachęcić do terapii, która naprawdę pomaga i wielu ludzi zaczyna funkcjonować normalnie. Ale wymaga od nas nakładu pracy i zaangażowania – to jedyny warunek. Bo często ludzie chcą coś zmienić tylko nie siebie, pozdrawiam, życzę powodzenia i cieszę się, że tekst się przydał 🙂

  10. Ja dorosłe dziecko alkoholika(dalej pijacego), popłakałam się czytając ten tekst, chociaż przerobiłam wiele książek na ten temat, nie jest łatwo żyć w takim domu, ale dla nie których też ciężko odejść. Pamiętam, jak po kolejnych dramatach ojciec trzeźwy obiecywał mi zawsze, że już przestanie, że nie będzie pił. Ja wierzyłam, zawsze, zawsze miałam nadzieję, ale zawsze była dupaaaa…. Kiedy znikal na parę dni, a wracał pobity, myślałam czemu nas nie kochasz, czemu wolisz gadać do wódki. Zaczęłam się bać pijanych ludzi kiedy miałam 7lat, zaczęło się od kiedy mój ojciec, pobił mamę, kiedy ona uciekła po pomoc, uklekną przede mną i powiedział, że on nas kocha, ale jak ona tu wejdzie zabije ją. (na tym zakończę). Dzięki, że mam mamę, która nigdy nie wstydziła się iść po pomoc, dzięki niej trwamy, choć jest dużo zła jeszcze. Pisz więcej Bea takich tekstów, jest wiele ludzi którzy szukają pomocy chociaż w takiej formie. 💗💗💗💗

    1. Bardzo się cieszę, że tekst się przydaje chociaż oczywiście wolałabym żeby takich problemów na świecie nie było. Z całego serca dziękuje Ci za podzielenie się swoją historią bo może to właśnie ona kogoś zachęci i spowoduje, że uczyni pierwszy krok do zmiany i wybierze leczenie. Kochana, przytulam Cię mocno i jest mi bardzo przykro, że przez to przeszłaś. To ciężki bagaż doświadczeń dla dziecka i całe szczęście, że Twoja mama była przytomna. Uporać się z tym wszystkim nie jest lekko, a tym bardziej jak ojciec Was kochał i mimo nałogu nie zatracił tego uczucia do Was. Wielu uzależnionych to wspaniali ludzie nie radzący sobie z tym światem. To ciężka choroba i o tym też należy pamiętać, nie idzie przestać ot tak sobie pić ale oczywiście nie jest to niemożliwe. Jednak pomoc fachowca jest niezbędna. Buziaki herbaciaki :**

  11. Szkoda, że tak naprawdę bagatelizuje się problemy DDA o ile sobie społecznie “radzi” a nie powiela schematy alkoholika. Przecież wyszedł na dobre mimo patologii prawda? To nic, że nie potrafi poprawnie nazywać uczuć czy nie mieć żalu do siebie o wszystko…

    1. W ogóle sprawy uzależnień są bagatelizowane, a sprzedaż ilości alkoholu w naszym kraju przerażająca. Przyzwolenie społeczne też swoje robi i normalnym są takie zachowania dopóki, tak jak wspomniałaś, nie czynią jakiejś strasznej szkody…

  12. Trudny temat. Doskonale go potraktowałaś pokazując szerokość problemu. I jeden z ważniejszych punktów: „I dzieci kochają te np. matki, które za plecami robią dla nich co mogą ale też nienawidzą za np. nieprzerwanie wspólnego cierpienia i słabość. Dzieci nie rozumieją skąd to się bierze, tylko czują.”
    Szkoda, ze ludzie ‚boją się’ chodzić do specjalistów…

    1. Dziękuję. Może świadomość w końcu ulegnie zmianie i ludzie zrozumieją, że psychoterapia jest czymś zupełnie naturalnym, co poprawia jakość naszego życia i zamiast zamęczać swoimi problemami ludzi wokoło lepiej zrobić to u profesjonalisty..

  13. Alkoholizm to choroba, która dotyka całych rodzin i nie leczona wlecze się przez pokolenia.
    Niestety również DDA powinny przejść terapie, by w przyszłości prowadzić “normalne” życie i budować zdrowe relacje z innymi ludźmi.

    1. Ale wielu ludzi uważa, że to uzależniony ma problem, a oni nie…

  14. Trudny Ale bardzo istotny i zbyt często pomijany temat.

  15. Znam taki przypadek. Wychuchana jedynaczka, która dostawała wszystko co chciała. Na pozór normalna rodzina, ale dało się zauważyć jakieś trudności w kontaktach z rodzicami. Dopiero po jakimś czasie dowiedziałam się, że jest DDA. Przeszła długą terapię, która pomogła jej uporać się z przeszłością i ułożyć szczęśliwe relacje w jej własnej rodzinie.

    1. Często te na pozór normalne rodziny skrywają ogromne dramaty…

  16. karolina gleinert says:

    Bardzo ciekawy temat, super przestawiony.

  17. Jak przyglądam się osobom, które wyszły z trudnych domów – alkohol, przemoc emocjonalna, rozwody rodziców to zaczynam doceniam moich rodziców, że potrafili zapewnić mi taki spokój. Choć w młodości miałem bardzo długą listę pretensji i żali do nich. Pamiętam, że dopóki nie trafiłem na książkę “Strach przed lataniem” to nie mogłem zrozumieć zdania – kocham i nienawidzę matki. Zupełnie te dwa sprzeczne słowa nie mieściły się w moim spojrzeniu na rodziców. Nie wierzyłem, że tacy rodzice istnieją. Szczere rozmowy z przyjaciółmi i znajomymi szybko zweryfikowały moje myślenie. Takich rodziców jest mnóstwo. Wychowanie w takich warunkach to straszna trauma.

  18. Niestety, biorąc pod uwagę dziedzictwo PRL-u i dzisiejsze czasy, gdzie ludzie piją również, tyle że inaczej, z DDA mamy styczność praktycznie wszyscy. Bezpośrednio albo pośrednio, w bliskim otoczeniu. Przykre, bo wyjść ze schematów nie jest łatwo.

  19. Bardzo smutny, poważny, ale i ważny temat….

    1. Nie mogłam go pominąć…

  20. Psychoterpia to żaden powód do wstydu, ani dowód na to, że człowiek jest słaby. Wręcz przeciwnie – to dobrze, że zdajemy sobie sprawę z naszych problemów i chcemy z nimi walczyć. To jest własnie nasza siła. A DDA to szczególna grupa, która przede wszystkim zasługuje na pomoc i zrozumienie.

    1. Dokładnie TAK ! Pozdrawiam

  21. Bardzo profesjonalne podejście do trudnego tematu.

    1. dziękuję bardzo !

  22. Nawet mam komu podsunąć ten tekst. Strasznie to smutne, że rodzice do takiego stopnia determinują nasze życie.

    1. Dobrze jeżeli komuś się ten tekst przyda, może zrozumie, że warto iść po pomoc żeby móc ułożyć sobie życie… Tak, to dzieciństwo determinuje nasze życie…

  23. Podjęłaś się trudnego i niewygodnego tematu i w sposób nienachalny, ale rzeczowy pokazałaś oblicze problemu, jakim jest alkoholizm w kontekście DDA. Ważna by różnymi kanałami pokazywać, że psychoterapia po prostu pomaga.

    1. Dziękuję. Z racji terapeutycznego domu w jakim dorastałam, ciężkich przeżyć i poradzenia sobie z nimi właśnie dzięki psychoterapii nie byłabym sobą gdybym nie pisała o tym i nie zachęcała ludzi w większości chyba tekstów do skorzystania z takiej pomocy. Szkoda, że w Polsce nadal mało popularna…

  24. Bardzo mądry artykuł! Mimo że zgłębiałem trochę temat sam bardzo dużo się dowiedziałem od Ciebie i dało mi to dużo wglądów na temat znajomych. Dziękuję Ci bardzo!
    Z tym, że z rolami jest też nie do końca tak jak piszesz – rzadko zdarzają się czyste role w dowolnym systemie. Najczęściej mamy do czynienia z ich wymieszaniem albo dzieckiem, które zmienia je w trakcie życia i posiada kilka trybów, które się przełączają w zależności od sytuacji w dorosłości (bo całe konfiguracje schematów mające pewną samodzielność to zgodnie z CBT już tryby).

    1. BeaHerba says:

      Dziękuję Ci bardzo za dobre słowo! Nie chciałam już tak szczegółowo się rozpisywać bo musiałabym artykuł podzielić na dwie części, a jedynie wspomniałam, że role zmieniają się. Jednak często wracają do wyjściowej i ciągną tą, która jest najbliższa temperamentowi ( a ten ulega na przestrzeni życia człowieka zmianom), pozdrawiam ciepło 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *