dzieci (nie)małpy

Mamo (i wszyscy co wrażliwsi), ostrzeżenie przed niebezpieczeństwem 😉 

Zastanawiam się co sprawia, że rośnie nam pokolenie dzieci małp? Czyli takich, które recytują, śpiewają piosenki, co poniektóre nawet posługują się językiem nieco bardziej biblijnym, skomplikowanym nawet i potrafią wymienić 5 grzechów głównych, a nie rozumieją prostych zasad jakże potrzebnych w codziennym życiu. I dla jasności nadmienię, że nie nie mam nic do nabywania artystycznych umiejętności naszych pociech tylko niech to idzie w parze z rozmowami i tłumaczeniem dzieciom co jest dobre, a co złe. Niech to nie będzie głównym punktem naszego zachwytu, zaśpiewałeś to odejdź do swojego pokoju. Jak w cyrku.

Np. czy nie poświęcamy dzieciom za mało czasu? Czy traktujemy po partnersku i dzielimy swoimi doświadczeniami stosownie do wieku? Czy cieszymy się na kolejne tysięczne to samo pytanie czy może odsyłamy dziecko z kwitkiem (tłumacząc sobie nasze zachowanie zmęczeniem, problemami itp.)? Może jestem już nudna ale to takie ważne dla nas i jakości naszego życia, a już na pewno dla najmłodszych …

Czy jestem idealistką?

Oczywiście wiele czynności związanych z pociechami jest bardzo prozaiczna ale jako rodzic, matka, coraz dłużej pełniąc tę funkcję dociera też do mnie, że czujności nie można tracić ani krok, tym bardziej z dziećmi, których się nie zna. Przeraża też jak szybko one wszystko chłoną i chwytają. Przeraża mnie bo okazuje się, że przebywanie w towarzystwie agresywnego dziecka może tę agresję przenieść na siebie, a czym dłużej jest pod wpływem kogoś nie fajnego tym jednak gorzej.

Nikogo nie zamierzam oceniać, tym bardziej dzieci. Dzieci same w sobie są niewinne, często padają ofiarami dorosłych, a owi dorośli też kiedyś dziećmi byli i padli ofiarą innych dorosłych. Tak więc po trosze mniejszej lub większej

wszyscy jesteśmy ofiarami ofiar.

Dlatego wybaczam najmłodszym i staram się wybaczyć też dorosłym. Chociaż przyznaję lekko nie jest. Z perspektywy “zwykłego” człowieka, który sobie po prostu żyje całą złością można by obarczyć dziecko i czyta się czasem w necie o potworach bachorach ale czy ktoś próbuje chociaż odrobinę wpłynąć na sytuację tych dzieci, które zachowania wynoszą z domu? A w konsekwencji przenoszą je na grunt publiczny.

nie jest lekko wypuszczać dzieci w świat…

Przeraża mnie, że wypuszczę dziecko w świat pełen dobra ale też pełen zła. Nie chcę zamykać go w kloszu, nie mam takiego zamiaru ale już boli agresja, z którą prędzej czy później mojemu synkowi przyjdzie się zmierzyć. A jest bardzo wrażliwy i empatyczny. Nie dziwię się też niektórym rodzicom, że sami dokładnie dobierają towarzystwo szkolne i do zabawy, a nawet chronią się w enklawach przez siebie stworzonych. Czy pani w szkole, która ma 30 uczniów w klasie jest w stanie wychwycić każdą patologię? A może nie chce ryzykować swojego spokoju i etatu? Zniszczenia przez chorych rodziców, którzy uważają, że nauczycielka przesadza…

I zastanawiam się czy tak było zawsze? Możesz Drogi Czytelniku wyśmiać mnie za te rozważania ale one pojawiają się w umyśle matki analizatorki czy tego chce czy nie. Bo nie przypominam sobie jak uczęszczałam do takiego przedszkola żeby małe dzieci na siłę wkładały komuś np. kamienie do buzi. Jakoś kompletnie nie kojarzę takich akcji prócz błahych wyskoków w porównaniu do tego. Czy dziecko, które zna na pamięć 10 przykazań bożych, a rodzic chełpi się tym szeroko wie o co w tym wszystkim chodzi? Czy to dziecko rozumie co klepie z pamięci? Chyba nie skoro później idzie i bije młodszego/słabszego. Nikt mu po prostu nie wytłumaczył przerzucając odpowiedzialność na tymczasowych opiekunów.

Stwierdzenie katole-psychole samo ciśnie się mnie na usta. Pod płaszczykiem religijności czynienie drugiemu zła zamiatanego pod przysłowiowy dywan. Przyzwalanie na przemoc. Nie usuwanie agresora z towarzystwa, a zmuszanie do odejścia tych, którzy zostali skrzywdzeni. Czy to logiczne? Normalne? Dla mnie CHORE.

Historia dotyczy pewnego 6 latka, który to już rok temu na imprezie dziecięcej wykazywał paskudne tendencje szerzenia przemocy. I o ile młodszy robił to w sposób łagodniejszy o tyle czym starszy tym sieje większe zagrożenie. Do tego stopnia, że pewna rodzina z poza naszego kontynentu musiała zabrać dzieci z przedszkola tak były prześladowane. I znowu zastanawia mnie reakcja społeczeństwa, która to daje przemocowym rodzicom przyzwolenie na dalsze przemocowe praktyki, a dziecku poczucie wygranej. I umocniło go to w przekonaniu, że jego zachowanie jest przecież okej. Bo to poszkodowane dzieci musiały opuścić grupę, a agresor został. I nawet żaden psycholog nie brał udziału w rozmowach (a może brał ale bardzo słabo i nic o tym nie słyszałam). Może też to ze mną jest coś nie tak ale czy to nie ten chłopiec miałby ponieść konsekwencje? Czyżby aż tak bardzo wychowankowie bali się reakcji rodziców, że NIC kompletnie w tym kierunku nie uczyniono? Nie żal im dziecka, które jest regularnie bite i szarpane? Jak takie dziecko ma się zachowywać? To nierealne oczekiwania względem niego, którym nie sprosta. Naprawdę NIC nie można próbować zrobić? Jedynie litować się nad takim dzieckiem przyzwalając mu na destrukcję? Przecież to go nauczy jeszcze wstrętniejszego zachowania! Czym będzie starszy tym bardziej bezkarny! No skądś się to wszystko bierze! Dlatego w niektórych państwach dzieci, których rodzice zachowują się agresywnie wiedzą gdzie dzwonić po pomoc. A nie udawanie, że nic się nie stało. Bo źródło najczęściej leży w rodzicach i tam się to wszystko zaczyna. A później te potrzaskane dzieci kontynuują i uczą kolejne dzieci zachowania krzywdzącego innych. Może trochę w myśl zasady: z kim przystajesz takim się stajesz. Dzieci to gąbki, które wszystko chłoną, chłoną więc też negatywne wzorce. Dzieci, które dają się sprowokować i podejść takiemu małemu oprawcy (czasami z lęku żeby przemoc nie odwróciła się przeciwko nim) kompletnie nie kumają co robią, a jak dojdzie do jakiejś tragedii wtedy zaczyna się lament. A my rodzice wiemy z kim przebywają nasze dzieci czy tak naprawdę wolimy nie wiedzieć/widzieć? A w przypadku kata zachodzi bardzo silne uwikłanie psychiczne bo ktoś kto jest poniżany i szarpany będzie w taki sam sposób postępował również w celu poczucia się lepszym, dowartościowanym, że skoro ktoś zgnoił mnie to ja zgnoję kogoś i poczuję ulgę (chwilową). Przecież dziecko NIE ROZUMIE tego co się z nim dzieje.

Są ludzie dobrzy ale naiwni

i na słowo wierzą, że ktoś się zmienił. Tylko na słowo czyje? Rodziców? Bo chwilowo ucichł, a może właśnie lepiej się ktoś taki kryje i swoją politykę przeprowadza w inny sposób, bardziej zakamuflowany? I można powiedzieć, że przesadzam bo dzieci to “tylko” dzieci  ale nie, proszę Państwa. Dzieci kształtują się przy nas i są naszym odbiciem. Zachowania agresji i przemocy jeżeli taka jest obecna w domu nie wietrzeją, nie znikają i nie rozpływają się. One się jeszcze bardziej wżerają, zaczynają być sposobem na życie bo dziecko innej metody po prostu nie zna. Czy w katolickim przylądku można mieć oczy zamknięte na bicie? W żadnej instytucji nie może być coś takiego akceptowane! Niedopuszczalna jest przemoc jakakolwiek, tym bardziej na niewinnych i bezbronnych maluchach. I współczuję bardzo temu dziecku ale ponad wszelką wątpliwość chcę chronić swoje.

Nie wiem co to będzie jak ruszymy do szkoły. Czy będę w stanie milczeć, nie widzieć i nie słyszeć? Przykro mi, że mój synek otwarty i szczery trafił na takiego małego prześladowcę, który starszy będąc świadomy w tym co robi, z premedytacją, wyrachowaniem i założonym planem namawiał kolegę do przemocy na moim dziecku. Nakręcał spiralę agresji, szarpania, szydzenia, oddzielania od grupy kogoś, kto mu się nie spodobał. Rozumiem wszystkie jego pobudki ale NIE USPRAWIEDLIWIAM. Na szczęście nic takiego się nie stało bo dorośli kontrolowali sytuację (chociaż rodzica chłopca ani jednego nie było na miejscu), a synek jest bardzo dzielny i waleczny i bronił się bez płaczu i skargi. Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że ma się w tym świecie bronić właśnie i w razie czego przyłożyć.

Wolę chodzić i tłumaczyć się z bójki niż reanimować moje dziecko z potłuczenia psychicznego…

A z takich małolaty się czasem nie podnoszą. Ogromna fala samobójstw jest obecnie wśród nastolatków, którzy nie mają żadnej sensownej podpory wśród zapracowanych rodziców. Spychologia jest bowiem chorobą naszego wieku. Najpierw cały prawie dzień dzieci spędzają w przedszkolu czyli chowają je obcy ludzie, później szkoła i podwórko. Śmiało można założyć, że z takiego chłopca, który mając 6 lat zamyka siłą młodsze dziecko w szafie i trzyma żeby nie wyszło, wpycha komuś kamienie do buzi itp. rośnie przestępca i bandyta, który mając lat 14 może doprowadzić jakiegoś nastolatka do czegoś znacznie gorszego. Wrzucając np. głupi filmik do internetu lub szczując całą grupę. Prowodyr, który zamiast być w porę wyłapany, a rodzina targana po psychologach umacnia się w swojej patologii. Umacniają się rodzice, którzy mają w nosie co się z ich dzieciakiem dzieje i są w 80% społeczeństwa polskiego, które stosuje przemoc i sądzi, że to normalne. Do tego co poniektórzy mogą zakładać, że szkoła jest od wychowywania, a dom to już niekoniecznie.

Jak się to ma do wiary? Ano ni jak.

Jesteśmy dokładnie tacy sami jak (znienawidzeni przez większość Polaków) wyznawcy islamu.

Katoliccy islamiści, nic absolutnie NIC nas od nich nie różni. Psychole mordujący w imię chorej doktryny panoszącej się w mózgu zindoktrynizowanym od niemowlęctwa religią. Tu podobnie, ręce złożone, a dziecku wpierdol.

Mimo wszystko żałuję (jeszcze) dzieci. Swojego, cudzego, każdego. Bo wiem, że nie one odpowiadają za swoje zachowania. To my rodzice ponosimy 100 procent odpowiedzialności za nie. Nie koledzy, szkoła, nauczyciele, ulica. NIE. MY jesteśmy za to odpowiedzialni i my przyczyniamy się do tego. My hodujemy psychopatów swoją tresurą i brakiem czasu. A dalej często milczeniem, które jest przyzwoleniem na przemoc. Tym, że boimy się odezwać i zająć jakieś stanowisko. Tym, że nie wierzymy, że coś da się zrobić i znajdziemy sojuszników. Tym, że odwracamy głowę i nie będziemy się wpieprzać w cudze życie. Tym, że dzisiaj mamy w nosie czyjeś bite dziecko, a jutro ktoś w tym samym nosie będzie miał nasze.

Nie chcę tak. Nawet jeżeli cena będzie wysoka nie chcę zaliczać się do milczących świadków agresji i dramatów. Nawet jeżeli nikomu nie pomogę to pomogę sobie, że próbowałam coś zrobić. A widzę, że przygody dopiero przed nami. Oby jak najlżejsze 🙂

Może więc warto żeby to dziecko chociaż latem, w wakacje, targało się przy tej matce czy ojcu, zostało w tym domu, odsapnęło i złapało równowagę/dystans. Później dzieci wracają za szkoły czy przedszkola podenerwowane, krzyczą albo się wstrętnie zachowują, a w domu dostaną jeszcze za to opieprz zamiast wsparcie i rozmowę. No MUSZĄ SIĘ GDZIEŚ ODREAGOWAĆ!!! Biedne małe istotki wypuszczone na ten świat walczą, radzą sobie jak potrafią, borykają się z historiami, których nie jeden z nas nie chciałby przeżywać. Dorosły wyżyje się na partnerze, dziecku, psie, a ten maluch nie ma uczuć? On nie musi rozładować napięcia? To takie smutne jak traktujemy dzieci. Jak małpy w cyrku, które mają ładnie wyglądać i wiersze klepać ale wyć i złościć się to już be, nie można, nie wypada, dzieciak ma znać swoje miejsce w szeregu etc. A później stawiane nierealne oczekiwania wobec tych dzieci powodują w rodzicach jeszcze większą frustrację. Nie wspominając o szacunku jakiego się domagają tylko czy sami szanowali?

Czy można oczekiwać od kogoś czegoś czego samemu nie potrafi się okazać?

Nie bądźmy później zdziwieni, że dzieci dorastając nie mają dla nas czasu ani serca. Wiem od młodych ludzi, że w przeważającej większości nie mają nawet swoich “starych” wśród znajomych na fejsbuku. Sami na to pracujemy. Że będą chciały jak najszybciej zapomnieć o swoim dzieciństwie pełnym łez i cierpienia. Gotowi odlatywać do innych krajów byle tylko dalej od wspomnień. I coś co dla dorosłego jest incydentem dla dziecka może stanowić traumę na resztę życia.

nie zawsze jest tak spokojnie…

Nasz synek przez kilka godzin dochodził do siebie, krzyczał i płakał. Na zmianę lamentował i histeryzował. Sam wszystko dokładnie opowiedział. Dostał szansę na odreagowanie i zawsze ją od nas dostanie. Bo jest takim samym człowiekiem jak my i ma dokładnie takie same prawa. Do szacunku i wyrażania złych emocji też.

I zdecydowanie rozsądniejszym wyjściem jest stosowanie antykoncepcji niż zachodzenie w niechcianą ciążę. Bo niektórzy ludzie lepiej żeby dzieci nigdy nie mieli. A wpadają i stają się często rodzicami z przymusu nie dając rady podjąć się nowej roli. Plus to, że nie czytają takich tekstów…

Autor: BeaHerba

Bea Herba to ziołowa beata herbata słuchająca siebie, swoich odczuć i snów, czasem słaba, czasem czarna i mocna, bywa też kompletnie zielona i delikatna biała, niekiedy słodka i aromatyczna. Jak życie…

4 myśli na temat “dzieci (nie)małpy”

  1. Długo myślałam czy powinnam coś tu napisać.
    Zacznę od tego że już trochę czekałam na ten tekst 😂😂😂.
    Znam dokładnie sytuacje o których tu piszesz i mogę z czystym sumieniem każdemu powiedzieć że to co piszesz to naprawdę Twoje przeżycia i to jak żyjesz. Jesteś najlepszym przykładem tego ze się da. Da się uwolnić od wszystkich wzorców i być poprostu szczęśliwie wolnym. Ja sama pomału zaczynam rozumieć dlaczego ludzie uważają wolność za najcenniejszy skarb, każda wolność. Dzięki znajomosci i godzinnych rozmowach z Tobą ja tez uczę się wolności, od poczucia winy,od wzorców przemocy a przede wszystkim wolności myśli i uczuć.
    Wiem ze Twój artykuł może pomóc wielu osobom w uwierzeniu ze otrzymają pomoc i spotkają na swojej drodze kogoś komu będą mogli tak bezgranicznie zaufać jak ja mogę Tobie i czuć się swobodnie. Ja czekałam na kogoś takiego jak Ty, przeszłam w zyciu po rozstaniu wielu terapeutów ale nikt nie uczył mnie kochania i akceptacji Siebie! Bez tego dziś już wiem nie da się przejść nigdzie dalej!
    Dziękuje za każdy artykuł pozwalający Nam czytelnikom uwierzyć w siebie i swoje poglądy ❤️❤️😍

    1. Och dziękuję Ci bardzo 🙂 To co napisałaś to miód na moje serce 🙂 Bądź wolna i szczęśliwa kochana moja 🙂 To co było minęło bezpowrotnie, a na teraźniejszość mamy wpływ, swoimi myślami i kreowaniem pozytywnych wizji swojego przyszłego życia. Tyle zawsze możemy próbować zrobić i mamy to w zasięgu ręki i głowy 🙂 Też spotkałam na swojej drodze ludzi, którzy pomogli mi ruszyć dalej, bez ograniczeń umysłowych i duchowych ale nigdy nie sądziłam, że sama kimś takim bywam 🙂 Ściskam Cię mocno i ślę całusy herbatusy 🙂

  2. Wolność, o której wspomniała Patrycja niestety ma różne oblicza. Mnie się wydaje, że rodzice tych agresywnych dzieci mogliby właśnie powiedzieć: jemu należy się wolność i okazywanie uczuć, a nie tłumienie. Mogliby jeszcze dodać, a może twój syn, córka zasłużyła sobie na to, bo bronić się nie umiała itd. itp. Jak widać trzeba wiedzieć na jaką wolność i komu pozwolić. Co dana osoba, dziecko z tą wolnością robi i ze stosowanym na nim bezstresowym wychowaniem.
    Problem duży. Nie mam rozwiązania. Myślę, że również panie z przedszkola ponoszą trochę winy, ale trochę, nie całą. Nie widziały albo nie chciały widzieć tego, co się dzieje i oczywiście lepiej z rodzicami nie rozmawiać agresywnego dziecka. Oczywiście mogę się mylić. Może zauważyły, ale nie potrafiły nic zrobić.
    Dobrze, że poruszasz takie tematy, bo może jednak coś gdzieś do właściwych osób dotrze i zmieni to, co jest.
    Chciałbym napisać coś mądrzejszego, ale to mnie niestety przerasta. Agresja dzieci i nie tylko przerasta moje zrozumienie dlaczego tak się dzieje i co z tym zrobić.

    1. Aniu, dziękuję 🙂 Tak, panie w przedszkolu znają chłopca i agresywnego ojca dlatego nie reagowały dostatecznie mocno. To oczywiście moje subiektywne odczucie ale widzę, że z chłopcem jest coraz gorzej, a do tego dzieci, które się z nim powiedzmy kolegują zaczynają w jego towarzystwie zachowywać się podobnie. Czyli paskudnie. Jeżeli chodzi o wolność to raczej w sensie dorosłego już człowieka, wolność od przeszłości, od przykrych wspomnień, rozpoczęcie nowego życia z czystą kartą i pożegnaniem starych rzeczy. Sądzę, że dzieci muszą mieć mądrą wolność zapewnioną, a nie głupkowatą i małpią. Niby swoboda, a w domu wpiernicz. Wiele zachowań jest po prostu na pokaz przed ludźmi. Jeżeli w domu nie ma agresji, przemocy i patologii to dzieci tak prędko nie przejawiają takich skłonności. Właśnie mnie też to przeraża dlatego jestem za samoobroną i nie zamykaniem oczu. Tylko tak możemy pomóc katowanym dzieciom. Reagować, a rodziców uświadamiać bo oni po prostu nie potrafią inaczej 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *