głupie to może

SERCE I MÓZG.

Może jest to całkiem prozaiczna sprawa bo oklepana przez jedną z reklam sprozaiczniła ją jeszcze bardziej ale wymienione wyżej narządy odgrywają niezwykle istotną rolę w naszym życiu.

Zarówno jeden jak i drugi mają bardzo duży wpływ na nas, oddziałują wywołując emocje, a jak wiadomo to te sterują naszym myśleniem i w konsekwencji czynami. Do tego są ciekawe gdyż zawiadują całkowicie odmiennymi funkcjami. Cały czas jesteśmy pod wpływem mózgu i słuchaniem duszy czyli dla mnie serca.

Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że często/najczęściej NIE kooperują  spójnie i razem tylko każde nadaje co innego i ma swój repertuar. Nie we wszystkich kwestiach, z reguły najbardziej rywalizują o pozycję w tych najważniejszych dla nas sprawach, kiedy np. nie potrafimy wybrać

czy mamy coś zrobić bo tak nakazuje nam rozsądek, czy może lepiej postąpić tak, jak gdzieś w głębi duszy czujemy.

Zawsze jesteśmy w takich chwilach rozerwani, gryziemy się, analizujemy, przedstawiamy sobie w głowie wszystkie za i przeciw, aż w końcu może dajemy radę podjąć jakąś decyzję – czy taką jak każe rozum, czy dyktuje serce…?

wcale to nie jest taka prawda, bo mózg uspokaja się najczęściej jak emocje to robią… Chyba, że się nie panuje nad swoją głową i stwarza problemy na siłę, a takich  sytuacji tez w życiu nie brakuje. I nadmierne rozmyślanie może pobudzić to, co nie ma być pobudzone… czyli negatywne uczucia… (trochę o tym będzie w drugiej części głupot)

Głupie to może, te moje rozważania ale tak mnie jakoś naszło podczas nocnego krążenia po ogrodzie dnia 1 listopada 2017 roku. Z dynią zapaloną na schodach, po cudownym dniu spędzonym na naszych polskich cmentarzach (konkretnie sztuk 2 i z dużym, emocjonalnym zaangażowaniem).

Dylemat jednak zaiste dość ciekawy bo okazuje się, że

ROZUM NAS często OSZUKUJE, A SERCE z reguły PODPOWIADA PRAWDĘ.

Kolejną kwestią jest to, że trzeba nad nimi, czy raczej Z nimi jednocześnie pracować i próbować ujarzmić.

Zarówno nad wyraz zrównoważony umysł, jak i emocje stymulowane są przez uczucia. Czymkolwiek by one nie były, te emocyje, mają na nas ogromną siłę oddziaływania, podobnie jak to co mówi nam później głowa. Która nawija to, co czujemy. I tak w kółko 🙂 Różni ludzie różnie wybierają i na różnej fali działają, w zależności od indywidualnych predyzspozycyj.

Opanować na zawołanie myśli również nie jest taką prostą sprawą, bo z doświadczenia ale i też mądrych książek wiem, że

większy wpływ na nas mają te całe uczucia i to one często narzucają kierunek myśli i nadają tok rozumowi.

Czy się nam podoba czy nie rządzą nami i już. Nawet nieświadomie dla nas to robią kiedy nam się wydaje, że słuchamy rozumu… A ten doskonale wie jak to wszystko sprytnie wytłumaczyć…

Więc najpierw, w pracy nad sobą, dobrze jest uspokoić emocje, a następnie łatwiej będzie zapanować nad rozumem. Bez tego słabo praktykuje się pozytywne myślenie. Bardzo bowiem trudno (choć może ładniej brzmiałoby niełatwo) opanować głowę i mimo wewnętrznego niepokoju myśleć tak jak MA się myśleć i chciałoby się, i nawet wie się, że jest to niezbędne żeby poczuć w głębi spokój. Każdy to wie, zna ten stan kiedy chce się opanować głowę, a nie można serca, tylko nie każdy bierze go pod uwagę. Spychamy prawdziwe uczucia w otchłań logicznego myślenia, co całkowicie rozumiem. Akurat na mnie zdecydowanie mocniej działa świat odczuć niż głowy (niestety) i głos rozumu czasem jest wręcz zbyt cichy…

A rozum oszukuje, oj oszukuje. To kłamca jeden.

Wiecie na czym złapałam go tak perfidnie, chamsko wręcz? Zaznaczam, że Ameryki nie odkryłam…  Że jak jemy normalne posiłki i wiemy, że mamy zaspokojoną potrzebę jedzenia tak, jak trzeba to tak naprawdę nie możemy i nie mamy podstaw być głodni. A dostajemy nagle na coś ochotę, wieczorkiem na ten przykład i to niezdrowego i mózg nadaje, sugeruje, podpowiada, że jednak jesteś bardzo baaardzo głodny, możesz coś zjeść itp. Kłamczuch, wcale tak nie jest. Człowiek nie potrzebuje aż tyle pokarmów dziennie przyjmować i do tego ten ośrodek przyjemności podobno jest w mózgu ale z kolei

pęd do jedzenia jest ściśle powiązany z emocjami.

To znaczy zażeramy je po prostu na różne okoliczności naszego życia, czasem się oszukujemy, że nic takiego nie jemy, kombinujemy, że niby zdrowo, że skromnie, nie dużo, a jakoś figura i ciało co innego pokazują. Niestety… No sorry ale żadne tłumaczenia tu nie pomogą bo tak jest. Po każdym z nas widać, jak się odżywiamy. Mniej więcej… Bo oczywiście nie upieram się, że tak będzie w każdym przypadku, wszak odstępstw bardzo wiele, a ludzie kolorowi. Ale trochę jednak tak jest. Tym bardziej jak np. przejdziemy na taki post Dąbrowskiej to w zasadzie każdy chudnie. Wychodzi oblicze prawdy o naszym sposobie odżywiania. Nagle zdajemy sobie sprawę, sami przed sobą, ile spożywamy i czego. Rzadko kto by się obnażył publicznie, to delikatne sprawy, słabości, z którymi bardzo niechętnie się mierzymy. Nawet, a może w pierwszej kolejności – przed sobą unikamy konfrontacji.

Złość na siebie też przychodzi czasem, obwinianie itepe. Ale trzeba obiektywnie się przyznać i już. Albo dalej oszukiwać. Np. w uzależnieniu w jakimś sensie od jedzenia, które dopada nas pod bardzo nawet wieloma kątami. Kombinowaniu i np. przesadnym objadaniu. Podjadaniu w nocy i takie tam. Jedzenie śmieciowe, słodycze itede. Głodówkowo, a później na maksa. Jest tego całkiem sporo. O i teraz tak myślę, że faceci robią to bardziej nieświadomie, dlatego, że mają w nosie czy np. tyją (pod warunkiem, że nie jakoś nad wyraz drastycznie), po prostu siedzą i jedzą, a kobiety jednak często rozmyślają o swojej figurze, kondycji, samopoczuciu itepe.

Więc świadomie popełniają grzechy i później bardziej się obwiniają. To rozchwiewa ich emocje jeszcze mocniej i najczęściej jeszcze więcej grzechów popełniają.

Zresztą zasada grzeszenia świadomego i niemożności przerwania tego procesu tyczy się każdego. Czym bardziej czasem chcemy coś przestać robić czy coś zmienić tym odwrotnie – brniemy w to jeszcze bardziej. No i tu wkracza owy Mózg, który koniecznie chce nas przekonać, że jesteśmy w porządku, a w przypadku jedzenia, naprawdę głodni. Głodni i koniec. Bo pracowaliśmy i należy nam się miły wieczór, bo co mam do stracenia jak i tak siedzę sam i oglądam tv, albo: wcale nie jest ze mną tak źle w porównaniu np. do Agaty, która to prowadzi się jeszcze gorzej i żyje, to co sobie będę żałować. No i takie tam w ten deseń.

Często zajadamy może wewnętrzną samotność, a jak wiadomo wcale nie polega ona na ilości znajdujących się wokoło ludzi bo można i jest się niekiedy samotnym w tłumie. Taka samotność duchowa. Obok tej dosłownej kiedy ludzie czują się naprawdę samotni fizycznie. I też na to jedzą lub przyjmują inne środki ucieczkowe.

rozum lubi oszukiwać, a serce wprost przeciwnie, daje nam prawdę w oczy… tylko bardzo nie lubimy jej przyjmować bo wtedy trzeba często pokonywać siebie…

Każdy ma swoją wytrzymałość i niektórzy naprawdę potrafią słuchać wyłącznie tego rozumu bardzo długo. Jestem zafascynowana zróżnicowaniem ludzi, tych naszych narządów, co ma taki wpływ na nas, jak to wszystko ze sobą współpracuje, te emocje z np. narządami wewnętrznymi. Bo jasne jest, że są ze sobą ściśle powiązane.

I stres, który jest wytwarzany przez nasze uczucia, lęki itp. właśnie ma ogromny wpływ na nasze ciało i myślenie.

Więc jak to się nakręci to naprawdę robi się grubo (że tak powiem). Oczywiście mózg potrafi też nieźle namieszać i świętego z równowagi wyprowadzić bo jak zaczynamy nadmiernie analizować, rozmyślać ponad normę, siać w sobie niepokój to nawet jak jesteśmy spokojni i opanowani tracimy ten stan i pobudzamy emocje. Czyli np. pojawia się strach, obawy, nerwy, złość, a czasami nie idzie już później tego powstrzymać i zastopować. Co, gdyby popłynąć dalej, odzwierciedla naszą podświadomość i wygrzebuje z niej te powiedzmy brudy, które to miały już nie istnieć, miało ich nie być ale wyłażą, są i mają się świetnie. A wydawało nam się, że jesteśmy tacy mocarni i opanowani. Dopóki nie zaczynamy myśleć. A są takie przypadki, ludzi nadmiernie eksploatujących rozum.

MYŚLENIE JEDNAK CZASEM BOLI.

W przypadku natłoku uporczywych i niekorzystnych myśli pobudzających emocje najlepiej przerwać ich tok na samym początku, a nawet jeżeli nam się to nie uda – próbować choćby w środku, np. wyjść na spacer, zacząć sprzątać, pograć w odmóżdżającą grę, bawić się z dzieckiem, biegać, zadzwonić do przyjaciela etc.

dlatego niezbędna jest ta wyświechtana, oklepana i pospolita RÓWNOWAGA …

Z kolei działanie wyłącznie pod wpływem uczuć pogrążyłoby nas kompletnie i w skrajnych przypadkach, jak nie panuje się nad swoimi emocjami, dochodzi do różnych, najczarńszych też rzeczy. Więc emocje znacznie głupsze w rzeczy samej. To znaczy tak ogólnikowo, bez urazy. Ale ważne, cholernie ważne jak się je okazuje. I wyłącznie pod ich wpływem też czasem nie warto działać bo można później żałować, o czym przekonałam się nie raz w swoim życiu.

Z drugiej strony błędy błędami ale dają obraz cóż w tej podświadomości piszczy i nad czym lepiej zapanować. Co jest prawdziwą przyczyną rozchwiania i dlaczego później na to wpierdalamy bez opamiętania. Na przykład, bo inni piją, ćpają, uprawiają bezustannie seks z nowymi partnerami, są agresywni i tak dalej. Co chcemy zagłuszyć i jaką pustkę zasklepić pozorami, które na chwilą połechcą ośrodek przyjemności w mózgu ale nie zaspokoją prawdziwych pragnień, tych skrytych w sercu. W przypadku cięższych i bardziej szkodliwych społecznie nałogów warto zastanowić się dlaczego uciekamy, przed czym, przed kim i po co. Bo wszelkie nadmierne i zbyt częste formy odrealnienia stają się sposobami ucieczki przed rzeczywistością, smutkiem i wewnętrzną samotnością.

Tym samym doszłam do jakże nieprzewidzianego sedna sprawy (haha), że we wszystkim

potrzebna jest równowaga.

Kurcze, znowu ona, pani wszystkiego, Harmonia jej na drugie imię. Niby takie nic, drobnostka… A jednak do pozyskania na większą skalę w różnych wielu sektorach życia czasem prawie niemożliwa. Chwiejna jak drzewo. W ogóle można ją do drzewa porównać. Czym grubszy konar i mocniejsze korzenie tym odporniejsze na wiatry, wichury i inne porywy. A słabsze, cieńsze, płytko zakorzenione, tym łatwiejsze do ugięcia i złamania też.

Noo… tak to jest Drodzy Państwo. I na tym się z Wami pożegnam nie wykluczając dalszego ciągu tej historii, a nawet zupełnie go przewidując, że będzie. I pamiętajcie, jak opanuje się emocje to i umysł da się łatwiej kontrolować 🙂

Ps. Uwielbiam w listopadzie otworzyć torebkę ziół zbieranych własnoręcznie latem… I zaparzyć sobie herbatę na różne okoliczności przyrody…

Autor: BeaHerba

Bea Herba to ziołowa beata herbata słuchająca siebie, swoich odczuć i snów, czasem słaba, czasem czarna i mocna, bywa też kompletnie zielona i delikatna biała, niekiedy słodka i aromatyczna. Jak życie…

28 myśli na temat “głupie to może”

  1. Zgadzam się całkowicie… trzeba słuchać serca, ale my lubimy się kierować rozumem, bo wydaje nam się że to właśnie jest oznaka dojrzałości 😉 A serce prawdę Ci powie, tylko emocje trzeba uspokoić, żeby usłyszeć co ma nam do powiedzenia 🙂

  2. Wcale nie głupie te rozważania 🙂 Zgadzam się z Tobą, emocje są trudne do opanowania. Czy tego chcemy czy nie, w znaczny sposób kierują naszą codziennością

    1. haha super komentarz! nie wiem jak pisać prostszym językiem, po prostu robię tak, jak czuję, a w gazetach na zawołanie już teksty produkowałam więc tu się wyżywam po swojemu 🙂

  3. super post – mega ciekawy temat 😀 kiedyś już myślałam nad tym co podpowiada mi serce a co mózg i dochodzę do wniosku, że rozum podpowiada jedno, w dusza mi gra jeszcze coś innego…a serce w rozterce 😀 I tak to już chyba pozostanie, że pogodzić ich nie umiem 😉

  4. Często mówi się, ale wystarczy, że odnajdziesz równowagę. Wszystko brzmi super, ale jak bardzo ciężko ją znlaeżć. Często jest tak, że serce ciągnie nas w zupełnie innym kierunku niż rozum…

  5. Uczucia należy okazywać, ale nie kierować się ich porywami.
    Kierować się należy rozumem, własnymi zasadami, czasem też intuicją.
    Pozdr.

  6. Ile to już razy podjęło się jakąś decyzję pod wpływem emocji, a potem stwierdzało się, że to była zła decyzja. Wiele razy pod wpływem emocji deklarowałem się do cegoś, a potem musiałem jednak przemyśleć sprawę. Nieraz juz załowałem.

  7. Najlepiej zachować równowagę miedzy rozumem, a sercem, ale nie jest to takie łatwe. Sa tez sprawy gdzie lepszym doradca będzie mozg, a znowu w innym wypadku lepiej kierować sie sercem.

  8. Zdecydowanie zgadzam się z podsumowaniem: potrzeba równowagi. Czasem warto posłuchać co nam serce podpowiada, a czasem warto przemyśleć wszystkie za i przeciw. 🙂

  9. Trudna sprawa z tymi emocjami i jedzeniem. Łapię się na tym, że sobie obiecuję nigdy więcej, a potem znów zaczynam. Nie wiem po co i dlaczego. Myślę, że trzeba ćwiczyć uważność. Tylko wtedy jak się zatrzymamy i dostrzeżemy uczucie, będziemy je obserwować dojdziemy do równowagi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *