green tea

Miałam nie żreć słodyczy, unikać nabiału (w tym żółtych serów, które uwielbiam) itd itp … Miałam miałam miałam … Tyle hucznych planów było i początków … Już już prrrawie mi się udało przetrwać dłużej niż 2 tygodnie ale np. urodziny NAGLE wyskoczyły … Najpierw moje … Noo nie ma już nie wiadomo jakiego powodu do przesadnego obchodzenia tej daty ale na pewno dyspensa na słodycze i różne frykasy /nie koniecznie super zdrowe/ jest. Oczywiście początkowo na 1 – z reguły pierwszy dzień jest przydzielona. Chociaż jak przypadają np. w niedzielę /tak jak teraz/ to obchody zaczęły się już w piątek (weekendu początek). I przeciągnęły się na kilka dni po (nie chce się kończyć święta, nawet do pracy łatwiej się chodzi i chętnie wraca i obowiązki codzienne radośniej wykonuje z taką perspektywą 🙂 ).

Za niedługą chwilę również dziecka urodziny wyskoczyły i co? Miałam nie jeść? Tortu pysznego i innych SŁODYCZY (bożhe, naprawdę gdy widzę słodycze to kwiczę – o nieee). A że wypadły w poniedziałek, w sobotę zaś odbyło się małe spotkanie dla synka – zaczęliśmy w … piątek ha ha (weekendu początek 😉 ). Tak więc są jawne powody do świętowania i życia z poczuciem pełnego konsumpcyjnego luzu, że przecież nie można odmówić (żal by było, szkoda, tyle pyszności, następne za rok etc) i za nic paluchów pędzących po kolejny kęs opanować …

torcik

Bardzo to piękne dni były ale się skończyły. Prędzej czy później trzeba wrócić do tej wspaniałej (cholernej) rzeczywistości i spaść na ziemię. Nie jest trudno mieć miłą atmosferę w domu jak nie ma żadnych szczególnych problemów i wszystko kręci się wokół obiadków i pierdół. Wtedy jakoś łatwiej się wyluzować i przymykać oko na różne, drobne jak się okazuje, niedogodności. Schody pojawiają się jak trzeba się zmierzyć z czymś na co nie było się przygotowanym, co wyskoczyło z nienacka i ŻYCIEM się po prostu nazywa. Przeczytałam ostatnio takie motto (może to jest nawet moje motto jakieś) :

To czym jesteśmy jest rezultatem tego o czym myśleliśmy w przeszłości. Umysł jest wszystkim.
To co myślimy – tym się stajemy

Buddha

OMG normalnie w samo sedno trafione i wierzę, że tak jest. Ogólnie człowiek na jakąś tam prostą wychodzi ale jak na to swoje życie popatrzy od tej strony … nooo… dla mnie ma sens i prawdę w sobie zawiera. Niesie też nadzieję że WSZYSTKO w każdej chwili może ulec zmianie jak zmieni się myślenie (o sobie, o świecie, ludziach, przekonaniach, przeszłości – wszystkim). I że to MY mamy tę moc i w każdej chwili, w każdym momencie możemy to zrobić. Próbować sami chociaż wyłapywać się ile negatywizmu i destrukcji niesiemy myślą, słowem i czynem też.

Tak więc test największy zawsze przechodzimy w obliczu wyzwań życiowych czy przeciwności losu (zwał jak zwał ale słowo „przeciwności” nie niesie niestety zbyt pozytywnej energii). Na początku jeszcze sobie jakoś radzimy i się trzymamy ale później im dalej w las tym ciemniej czasem. W zasadzie próbuję jakoś tak emocjonalnie odciąć się od niektórych sytuacji żeby za bardzo ich nie przeżywać i nawet trochę mi się to udaje. Wiem, że stres bardzo szkodzi przynajmniej MOJEMU zdrowiu, naprawdę, kiedyś jak byłam młodsza kompletnie to do mnie nie docierało ale człowiek młody to rzeczywiście głupkowaty trochę jest i nie szanuje za bardzo siebie. Tak się jakoś dziwnie wydaje, że ta młodość jest dana raz na zawsze i będzie trwać wiecznie. Przynajmniej ja żyłam w takim odrealnieniu i niestety dość długo to trwało. Aż razu pewnego dotarło do mnie NAGLE, że starą  dupą już jestem i najlepsze (pod względem przydatności) lata minęły. Musiałam na nowo odbudować sobie system wartości jako kobieta, która im starsza tym ma bardziej przerąbane (umówmy się, że tak po prostu jest i facetów aż tak upływ czasu nie dotyczy**). Pogodzić się, że czegoś tam nie zrobiłam, może coś tam zmarnowałam i nauczyć się funkcjonować nie jak małolata tylko KOBIETA. Och wcale to takie proste nie było, czas jakiś trwało, dlatego nawet zaniechałam obchodzenia urodzin żeby się nie dołować i tak trochę oszukać siebie – przede wszystkim chciałam. Dziwne to poczucie utraty lat i młodości właściwie i mnie dopadło. A przecież człowiek żył dość intensywnie i czerpał z życia. Ale może właśnie ZA bardzo i bezrozumnie trwonił ten czas. Z drugiej strony nawet ze słabej sytuacji wynika zawsze coś dobrego. Tylko punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Przestałam się w końcu obwiniać, wszak duszę nadal dość młodą posiadam (doświadczoną jedynie bardzo). A teraz jak jest dziecko automatycznie przestałam zawracać sobie głowę pierdołami i nawet się z konieczności troszkę uwsteczniłam – żeby wejść w świat mojego synka.

Widocznie w życiu ciągle jesteśmy poddawani jakimś testom i sprawdzianom, a już na pewno pojawiają się one z tytułu założeń i planów zmiany, o których tyle rozmyślamy i nawet wdrażamy w życie (łatwo idzie jak wszystko dobrze się układa). A tu nagle pies ukochany ma boleriozę i szlag wszystko próbuje trafić. Trzeba się trzymać i być ponad to. Codziennie weterynarz i nerwy, dodatkowy obowiązek dla faceta również bo mobilny to oprócz (nie normowanych godzin pracy) sukę dzielnie wozi. Ale rzeczywiście facetom trudniej się jakoś pogodzić z dodatkowymi obowiązkami, nie mogą zaakceptować tak łatwo zmiany planów i szybko się do nowych okoliczności przystosować. Akceptacja słabo samcowi wychodzi bo swoje sprawy ma, a w domu to ODPOCZYWAĆ chce, a nie  czymś tam dodatkowym się zajmować. Nie wiem dlaczego tak się dzieje i myślałam, że to tylko u mnie ale jednak nie koniecznie – z obserwacji wychodzi, że więcej takich jednostek po świecie chadza. Tacy kurcze wrażliwi. Zresztą dużo nie wytrzymuje spiętrzenia obowiązków i znajdują sobie gdzieś indziej cichy kącik i oazę spokoju (oczywiście do czasu bo w moim przekonaniu każda kochanka i tak żoną się staje). I kto tu jest słaba płeć? No na pewno nie kobiety …

Myślę pozytywnieMyślę pozytywnieMyślę pozytywnie … ( w końcu tyle zrobić mogę i chcę nawet)

Moja podświadomość zna rozwiązanie każdej sytuacji

Jestem spokojna i opanowana OMMM OMMMMMM OMMMMMMMMMM OMMMMMMMM OMMMMMM plus mudry koniecznie

Ps. Na razie udało mi się nie histeryzować aż tak bardzo z powodu suczki i postanowiłam kompletnie zaufać Sile Wyższej. Przemogłam się i w jakimś sensie /po raz milionowy chyba/ otworzyłam na Nią, że tyle razy już mnie/nas przeprowadziła to dlaczego teraz miałoby być inaczej … ? Spróbowałam pogodzić się nawet z tym, że pies już starszy (14 lat jednak ma) i miał dobre życie z nami. Spróbowałam nie przekroczyć tej cieniutkiej linii kiedy stres zacznie kumulować się w moim ciele i zacznę sama siebie zjadać. Usg nie wykazało nowotworu wątroby ani nerek i pod tym kątem mi ulżyło. Jeszcze mają coś tam sprawdzić bo ogólnie duży stan zapalny jest (więc z radości na razie nie skaczę i na wyrost się NIE cieszę) ale teraz już bardziej WIERZĘ, że z tego wyjdzie. I to są te nieprzewidziane sytuacje życiowe, w których wychodzi cała prawda o naszym systemie myślenia i podejściu do życia… Ja jednak jestem jeszcze dość zielona herbata w kwestiach konsekwencji trenowania swojego umysłu i daleko mi do doskonałości… Jedno mi wyjdzie, a drugie ucieknie czasem i w bok odskoczy … Dzisiaj piję piołun (herba-tę).

mala

**hmm… może być tak, że mężczyźni to naprawdę duże emocjonalne dzieci i w ten sposób zatrzymują sobie młodość … Nie dorastając zbytnio … Metoda skuteczna nawet bez względu na to, czy szkodę jakąś niesie 😉 YO

Autor: BeaHerba

Bea Herba to ziołowa beata herbata słuchająca siebie, swoich odczuć i snów, czasem słaba, czasem czarna i mocna, bywa też kompletnie zielona i delikatna biała, niekiedy słodka i aromatyczna. Jak życie...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *