memorisy i inne lisy

Wakacje letnie, jesienne czy zimowe czy jakiekolwiek inne mają to do siebie, że są po prostu zajebiste. I nie chce się wracać do rzeczywistości i tak zwanych obowiązków.

w lesie jest po prostu magicznie…

Lato przeleciało migiem, zawitała jesień, nostalgiczna, kolorowa i uczuciowa. I już już kiedy sądziłam, że wyzwoliłam się z tego sentymentalnego poczucia to jednak wracają do mnie te stare kasztany, które zbierałam lata temu. Ach czemu ta natura taka psotna i przewrotna i głowa czasem spokoju dać nie może?  A może serce, a nie głowa? W tym sensie

czasu nie ma, nie liczy się, zacierają się zupełnie granice tego co było z tym co jest i będzie może nawet.

Czytaj dalej memorisy i inne lisy

dzień świra trwa

Czasami trzeba się wyrwać ze swojej rzeczywistości do innej swojej rzeczywistości i opuścić nocą domowe pielesze. Można zasiedzieć się w tej własnej pieczarze bez ograniczeń, z tv, książką, jedzeniem lub jego brakiem ale ciepłym łóżkiem i własnym kątem.

A łóżko wciąga zawsze tak samo mocno,

czy to jesień czy lato i okazuje się, że znaczenia większego pora roku nie ma, a posiadacze dziecka tym bardziej rozumieją owy stan. Będąc wolnym od obowiązków rodzicielskich również docenia się własne bety ale z racji sypiania w porach biologicznie do tego przystosowanych można czynić to do woli.

Czytaj dalej dzień świra trwa

rzeka życia i jezioro czasu

uwaga, sporo herbaty w herbacie 😉 mało odporni proszeni są o pominięcie tekstu 😉 jest całkiem miło i miętowo

Tak sobie to życie płynie trochę jak ta rzeka i piękne to i dziwne nieco.

Bo każdego roku wszystko wygląda zupełnie inaczej,

a lato jest całkowicie odmienne od poprzedniego. Tym razem moje wakacje prysły jak ta bańka mydlana, zupełnie nie wiadomo kiedy. I niby nic się szczególnego nie działo, żadnych ekstremalnych przeżyć (prócz wejścia na wieżę) nie było, a zniknęły w szponach czasu nie wiadomo kiedy. Utonęły w jeziorze (może).

na zdjęciach czas się zatrzymuje… lubię sobie później wracać do minionych chwil 🙂

Czytaj dalej rzeka życia i jezioro czasu

nurek

Mamo, język mi się dziś wygina i czasami jest łacina 😉 

Więc jak to często bywa można sobie plany robić, snuć, pleść niczym sieć pajęczą, a realia okazują się zgoła odmienne od zakładanych. A już najbardziej nie wiem po co w ogóle na cokolwiek się nastawiać. Chyba żeby potem przykro było, że szlag wszystko w sekundę trafił.

I tak wracając na wiejskie rozdroża roztaczając w głowie sielską wizję niedalekiej przyszłości uderzyłam nosem w beton. I po co mi to było? Jak siem mogłam tak zapędzić w swej pewności, że wszystko ułoży się ściśle według mych założeń? Wszak życie to nie żadna stała, płynie sobie w różne strony i nawet może niekiedy nie wiemy na początku CO jest dla nas takie dobre. A czasem może nam się po prostu tylko coś wydaje 😉 ? A może warto przyjmować każdy scenariusz jako dobrą niewiadomą, niespodziankę losu i przygodę życia?

Czytaj dalej nurek

tak wygląda moje miasto

Powroty bywają piękne ale i zaskakujące… Chociaż czy może zaskoczyć człowieka własny facet tudzież znane od lat blokowisko? Ano nigdy nie przewidzimy dnia ani godziny i za spokojnie spać jednak nie można 😉

wciągam pranę i mówię OMM OMM 😉

W mieszkaniu na naszym wspaniałym osiedlu już w godzinę od powrotu dało się słyszeć trel blokowego dzięcioła (jeszcze nie „jebanego”, jeszcze na relaksie i spokoju wakacyjnym psychika jedzie) i łupanie młotkiem może zbyt głośne nie było lecz dość obrzydliwie natrętne. No tak, sezon remontów (jebanych) się zaczął.

I od 7-mej rano, tuż po dzwonach kościelnych, które chyba cały Wrocław słyszy, od pierwszego poranka przez następne, wyje sobie jakaś maszyna, która to ucicha delikatnie po szczelnym domknięciu okna. Czytaj dalej tak wygląda moje miasto

sen uzdrawiający duszę

Od zawsze wiedziałam, że mój pies, suka, była wyjątkowa i ową wyjątkowość jak się okazuje potrafi objawić również po śmierci. Fizycznej bo czy ta duchowa ogólnie istnieje? Nikt tego do końca nie wie, wszystko jest zlepkiem ludzkich przeczuć, przeżyć osobistych i doświadczeń i każdy może sobie wierzyć w to co chce lub w to, co mu łatwiej przychodzi. Albo poszukać naukowego aspektu sprawy bo i takowe publikacje się pojawiają.

Tak więc przyjeżdżając na wieś musiałam po raz kolejny zmierzyć się ze swoimi wspomnieniami bo co i rusz na każdym kroku coś kojarzyło mi się z nią. I co zrobiła Herbata? Ano zaczęła się nad sobą roztkliwiać, nurzać w przeszłości, a nawet łzy cichcem (małe co prawda ale jednak) ronić. Tu ze mną chodziła, a tu się kąpała, tu leżała, a tu futro w słońcu grzała i w ten deseń różne pierdoły. Jeszcze synek czasem też sobie o niej przypomina, że rok temu z nami łaziła niemal wszędzie i takie tam bohomazy psychiczne zaczęły się w tej mojej głowie jątrzyć.

Aż stało się coś bardzo ciekawego,

Czytaj dalej sen uzdrawiający duszę

miejska wieśniaczka, a może wczasowiczka?

Szczerze powiedziawszy mam dość liczenia tych podstępnych kalorii co to tylko życie zatruwają zamiast rozpieszczać i wspierać. Nie chce mi się ciągle myśleć i zastanawiać co zjadłam, jakie wartości odżywcze swemu ciału przekazałam i czy oby na pewno dobrze zrobiłam. Nie mam ochoty liczyć centymetrów ani kilogramów i przejmować cellulitami i innymi ami ani, że nie jestem doskonała i nie mam 20-stu lat. Fizycznie oczywiście bo psychicznie może nawet wciąż i tak 🙂 Nie mam siły non stop myśleć czy zażyłam wszystkie niezbędne suplementy i witaminy i czy wychlałam wystarczającą ilość wody celem nawodowania ciała co to się z wody składa. Mam w nosie to czy biust mi sterczy na odległość, a włosy nie mają siwych traw. Olewam zmarszczki chociaż te aktualnie same się schowały. Może w słońcu się zjarały? Wrzucam na potwierdzenie 😉

żart, na zdjęciu wybranym z wielu zawsze wygląda się w miarę przynajmniej git 😀

Uznaję jedyną dla siebie słuszną słuszność, żeby robić wyłącznie to co czuję i mało tego, co sprawia mi przyjemność. W czym mogę się pławić mentalnie, umysłowo lub cieleśnie. Czasami pozycja pozioma to ta, która sprawia mi największą rozkosz.

Czytaj dalej miejska wieśniaczka, a może wczasowiczka?

cudze chwalimy, a o swoich piktogramach nie pamiętamy

Napisałam Wam o trujących smugach, a teraz chciałam przypomnieć o czymś mega niesamowitym i również związanym ściśle z naszym niebem. Może nawet to wszystko jest ze sobą jakoś połączone?

A jest o czym pamiętać bo pewnie rodzime kręgi w zbożu nie były takie ogromne jak co poniektóre światowe ale jak na nasze polskie warunki i tak bardzo spektakularne. Być może nawet miały jakiś pośredni związek z naszym katolickim krajem? Nadgorliwe społeczeństwo w jednym z nich znak hostii bowiem wypatrzyło i może ufo wystraszyło?  Nie wiadomo.

rzekoma hostia 😉

Wiadomo natomiast, że chyba o tej Ziemi zapomnieli już kosmici nawet i nie przylatują, nie zaglądają i nie odwiedzają ziemian. Skłaniam się ku teorii, że może rzeczywiście jesteśmy gatunkiem, który oni sobie eksperymentalnie wyhodowali i obserwowali z daleka nasze poczynania podchodząc czasem nieco bliżej z odważnym zamysłem zapoznania się. Eksperyment raczej nie udany gdyż dając nam we władanie taką piękną planetę, różnorodną i kolorową, podobno cudownie wyglądającą z kosmosu, popełnili błąd. Czytaj dalej cudze chwalimy, a o swoich piktogramach nie pamiętamy

zwykły człowiek

Na pewno warto i dobrze mieć marzenia, a może nawet dla higieny psychicznej są one wręcz potrzebne i niezbędne. Tylko czy czasami nas nie przerastają? Są takie, których realizacja to czysta przyjemność, niejako nagroda, która przychodzi bardzo często niespodziewanie ale jednak gdzieś tam w środku czekało się bardziej świadomie lub mniej na spełnienie. A są i takie, może to te kompletnie absurdalne, ze strefy: Niemożliwe. Tak bardzo odjechane, że aż prawdopodobne, że się spełnią właśnie 🙂 Taki sobie paradoksik.

I nagle

jak się dokonuje czy dokonać by miało to człowiek panikuje

i już sam nie wiem czy jest na to gotowy? Tak chyba można powiedzieć bez silenia się na górnolotność. Ale może niewielu ma takie dylematy (herbaty). A może właśnie tak 🙂 Kompletnie nie mam pojęcia. Wiem tylko, że co poniektórzy są nieźle tym życiem potargani i można mówić, że to takie proste i wystarczy chcieć żeby się uczesało. Nie jestem przekonana na ilu to wszystko, ta cała filozofia pozytywnego myślenia (mówiąc w skrócie) tak szybko działa bez jakiejś minimalnej pracy nad sobą czy może bardziej i ładniej brzmi zaangażowania. Żeby pomóc sobie i skorzystać też ze źródeł pomocy. No minimum jakieś trzeba z siebie dać, pomyśleć czy zastanowić się nad sobą, swoim postępowaniem i życiem nawet też.

Czytaj dalej zwykły człowiek

i znowu te matki

Lubię czasami trochę poprowokować ludzi 🙂 I tak na przykład

uśmiecham się do przechodniów na ulicy

lub pań ekspedientek w sklepach i innych jednostek społecznych. Niby nic takiego, prawda? Zadziwia jednak skostniałość polskiego społeczeństwa kiedy to na zwykły i pospolity uśmiech reagują na tyle różnych sposobów tylko nie… uśmiechem.

Chociaż im częściej świadomie praktykuję owy zwyczaj tym więcej ludzi jednak odwzajemnia moje radosne emocje.

Pierwszy dzień – nazwijmy to eksperymentu bo nie z przypadku się kielczyłam tylko nakierowana byłam na reakcje ludzi, a do tego rzeczywiście wiele sytuacji, nawet prozaicznych np. na ulicy wywołuje po prostu uśmiech i pojawia się sam – był zaskakujący. Niektórzy patrzą zdziwieni, starsi na ogół rozglądają się dookoła jakby szukali wzrokiem kogoś innego obok siebie, młodzi chętniej się rewanżują, a najsłabiej chyba (niestety) matki z dziećmi. I znowu te matki 😉

Bea Herba ze swoim Herbatnikiem. Lubimy ludzi, którzy lubią się śmiać 🙂

I sama będąc taką właśnie matką z dzieckiem kompletnie nie rozumiem

Czytaj dalej i znowu te matki