herbatyzm

równa waga

Jak ja kocham swoją piżamę i łóżko własne… Może nawet jestem mentalnym niedźwiedziem, który zimą jedyne o czym marzy to żeby zapaść w zimowy sen … Dlatego ile mogę latam porozbierana jak najbliżej legowiska swego. Jest tam chyba po prostu jakiś magnes, który mnie przyciąga bardzo i ubierać mi się za nic nie chce …

Zawsze lubiłam jesienią i zimą siedzieć zaryta w domu i w łóżku swoim obłożona książkami, a  wychodziłam tylko do szkoły i na imprezy. Człowiek aż tylu obowiązków jednak nie miał chociaż tak bluźnił na przymus edukacji.  I po co? Skoro to najlepsze lata były … Teraz zresztą też są i nie ma powodów do jęczenia. Raczej do entuzjazmu, a przynajmniej umiarkowanej radości bez zbytniej euforii.

Jak  we wszystkim potrzebna jest ta RÓWNOWAGA. Słowo znane niby doskonale i przesłanie, które niesie również z kosmosu nagle nie spadło. Na pewno są ludzie przez naturę obdarzeni ową równowagą i wykazują sami z siebie tendencję do umiarkowania. A niektórzy mają za zadanie dobrnąć do tej całej równowagi, zapoznać się z nią i zatrzymać na dłużej. Osobiście zawsze jawiła mi się jako jakaś obca istota i kompletnie do mnie nie pasująca ale jednak zdawałam sobie sprawę, że jest pożyteczna i potrzebna w życiu. I o ile udało mi się ją jakoś utrzymać względem potencjalnych nałogów to już z emocjami nie było/jest tak łatwo. Jako stworzenie nader uczuciowe bowiem do granicy możliwości naciągałam zawsze poziom swoich emocji. Wyszargałam je, a później musiałam jakoś z powrotem posklejać. Intuicyjnie uciekałam więc  w totalne odosobnienie, bez telefonu i uprzedzenia. Nawet jak już telefony komórkowe były nie zabierałam po prostu żeby nie kusił. I ową równowagę łapałam z powrotem. Z czasem zaczęłam pilnować bardziej emocji, naczytana książek o zaburzeniach osobowości o tym, że po euforii zawsze jest totalny spadek i czym większa euforia tym większy i boleśniejszy upadek na glebę właśnie. Prawda to i trzeba zawsze o tym pamiętać. Że cieszyć się trzeba ale bez przesady. Bo jak się za bardzo nakręcimy  to ubywa dużo energii, którą później, w najlepszym przypadku, trzeba uzupełnić. W najgorszym można doprowadzić się do depresji lub jakichś zaburzeń skrajnych nawet.

Dlatego najlepiej panować nad sobą i poziom życiowej energii utrzymywać na możliwie stałym poziomie. To samo odnosi się do dołów jakichś i zapędzania w psychiczny kozi róg przez samego siebie wyłącznie i osobiście. I czujemy czasem tę granicę, której nie należy przekraczać i wiemy kiedy jeszcze jest szansa na powstrzymanie negatywnej lawiny emocjonalnej, która rusza tylko przez nas w ruch wprawiona. Jak się poddam tej destrukcyjnej cesze swego charakteru (może to w charakterze luka jakaś?) to jestem później bardzo zła, że nie dałam rady i nie powstrzymałam się w porę. Bo spadek energii też jest przy tym ogromny i uzupełnić go łatwo nie jest. Chciałabym mieć taką swoją stałą równowagę (równą wagę też 😉 ) wewnętrzną i ba! zewnętrzną. Bo niczego nie może być ani za dużo ani za mało. To takie proste przecież jest ! Zwłaszcza, że gdyby iść takim tokiem rozumowania, że to co wewnątrz to i na zewnątrz nabiera to wszystko jakiegoś sensu i nadzieję daje 🙂

A tylu ludzi, z obserwacji moich wychodzi – bo kocham ich obserwować  –  ma takie właśnie skoki i moje to pikuś czasem. Euforyzują się, skaczą, szaleją, że szczęśliwi tacy i super wszystko, a później dół i rozpacz… Mniej przyjemnie się robi w przypadku jak już zupełnie nie idzie nad tym  samemu zapanować. Dobrze chociaż na początek zdać sobie z tego sprawę, uświadomić i przyjąć do siebie. A później zacząć wyłapywać metodą obserwacji swojego JA albo udać się po pomoc do specjalisty. Może gdyby człowiek miał czas tylko sobą się zajmować, medytować, żyć spokojnie (to chyba samemu 😉 ) – jakoś łatwiej by z tym spokojem szło. Ale wiadomo – wytłumaczenie zawsze się znajdzie dlatego sztuką jest pracować nad sobą we wszystkich życiowych sytuacjach bez biadolenia, że gdyby coś tam, to coś tam …

Czy może jest tak, że moglibyśmy zmienić w sobie WSZYSTKO gdybyśmy jakieś większe chęci mieli ? Zapał jakiś taki albo może motywację? Dobrze jak już się na tą pozytywną falę wskoczy i nastawi odpowiednio. Wtedy rzeczywiście wszystko idzie samo … I pilnuje równowagi, że za dużo to później znaczy za mało…  Nie wiem, głupia czasem jestem czy zmieniać czy akceptować? A może trochę zmieniać jak już coś naprawdę nie pasuje, a resztę akceptować? Bo akceptacja i miłość do samego siebie to jednak jakaś podstawa egzystencji jest. W zasadzie można nawet przyjąć, że początkiem prawdziwie szczęśliwego życia być może nawet … Nie można  chyba (?) być tak na stówę szczęśliwym jeżeli ciągle w głowie za coś człowiek się obwinia i czepia siebie nieustannie. A to, że za mało wykształcony, że zbyt emocjonalny właśnie, że diety nie stosuje, że niesłowny jakiś, marudny itd.itp. No przecież każdy ma wady i zalety, plusy i minusy i nie może być inaczej. Skoro jest nam dane doświadczać tylu wewnętrznych przeżyć to może trzeba je barć jak leci ? Również to, co złe w nas siedzi. A jak się słabo z tym czujemy i nie możemy za nic akceptacji włączyć to też nie obwiniać się tylko próbować jednak  COŚ tam zmienić ? Tak jak z figurą, albo się kochamy i niczym nie przejmujemy, jemy sobie bez żalu albo jak nie możemy w lutrze na siebie patrzeć i przysparza nam to dużo wewnętrznej złości i dołuje – zacisnąć te zębiska i wziąć za siebie.

kamy

jednak jestem niedźwiedziem 🙂

plus z deszczowej aury – pies nie ma ochoty na spacery – tylko na pazurkach na mokrą trawę wychodzi po czym pędzi do domu ile w łapach sił 😉

a tak w ogóle to teraz jestem już wagą właśnie, a nie żadnym tam skorpionem i mi się ta zmiana barrdzo podoba 🙂

BeaHerba

Bea Herba to ziołowa beata herbata słuchająca siebie, swoich odczuć i snów, czasem słaba, czasem czarna i mocna, bywa też kompletnie zielona i delikatna biała, niekiedy słodka i aromatyczna. Jak życie...

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *