i znowu te matki

Lubię czasami trochę poprowokować ludzi 🙂 I tak na przykład

uśmiecham się do przechodniów na ulicy

lub pań ekspedientek w sklepach i innych jednostek społecznych. Niby nic takiego, prawda? Zadziwia jednak skostniałość polskiego społeczeństwa kiedy to na zwykły i pospolity uśmiech reagują na tyle różnych sposobów tylko nie… uśmiechem.

Chociaż im częściej świadomie praktykuję owy zwyczaj tym więcej ludzi jednak odwzajemnia moje radosne emocje.

Pierwszy dzień – nazwijmy to eksperymentu bo nie z przypadku się kielczyłam tylko nakierowana byłam na reakcje ludzi, a do tego rzeczywiście wiele sytuacji, nawet prozaicznych np. na ulicy wywołuje po prostu uśmiech i pojawia się sam – był zaskakujący. Niektórzy patrzą zdziwieni, starsi na ogół rozglądają się dookoła jakby szukali wzrokiem kogoś innego obok siebie, młodzi chętniej się rewanżują, a najsłabiej chyba (niestety) matki z dziećmi. I znowu te matki 😉

Bea Herba ze swoim Herbatnikiem. Lubimy ludzi, którzy lubią się śmiać 🙂

I sama będąc taką właśnie matką z dzieckiem kompletnie nie rozumiem

tej ponurości spojrzenia, wzroku wbitego w ziemię i zero jakiejś zwykłej życzliwości. Matule mam wrażenie celują w smutasowaniu, być może przygniecione poczuciem nadmiaru obowiązków, może zmęczone pociechą i zakupami, może to, a może sro. A może tylko ja to tak postrzegam i właśnie matki zauważam? Na pewno miny mają często zacięte i ani grama uśmiechu. Albo uśmiechają się odwrotnie tzn. kącikami ust w dół. Mejbi bejbi.

Faktem jest, że będąc gościem na zagranicznych wojażach chyba nigdzie nie spotkałam się z takim zaskoczeniem na zwykły, najzwyklejszy uśmiech. I nawet w naszym kurorcie jeziorowo wypoczynkowym nastroje zmianie uległy i niegdyś ludzie jakoś tak spontaniczniej i ochoczo reagowali na siebie czy nawiązywali znajomości. Przenosząc spostrzeżenia na grunt wiejski sytuacja więc wygląda dość podobnie i na 20 spotkanych przypadkowo ludzi jakieś 2 odwzajemniają pozdrowienie czy w ogóle wyrażają jakąkolwiek chęć do uczynienia tego. Kierowcy z kolei to kolejna inna wredna nacja (ani uśmiechu ani nawet kultury jakiejkolwiek za grosz. I często czym piękniejsze auto tym wredniejsza gęba – chociaż znowu może to ja coś takiego wyłapuję).

A jak się powie komuś nieznajomemu do tego „dzień dobry”… Oooo to już czasem zaczyna bardzo przezywać ta osoba sytuację, od razu widać, że milion myśli przelatuje przez jej głowę w tym pada najważniejsze pytanie: SKĄD skąd skąd ja ją znam, lub skąd ONA zna mnie 🙂

Oczywiście trzeba kogoś znać żeby wyrzec słowa przywitania i oznaki uprzejmości ujawnić 🙂

to dopiero szczęście  🙂

Nooo dobra, przesadzam. Skoro coś takiego robię, to tak jak wspomniałam na początku, ludzie zaczynają odwzajemniać co bardzo polubiłam i motywuje mnie do dalszego niecnego postępku. Poza tym nie jestem odosobnionym przypadkiem (przynajmniej w czymś). Bo idzie sobie taka beatka wariatka drogą i cieszy się, że słońce świeci, że trawa zielona, że nie ma akurat kataru alergicznego i nos wolny, że dziecko podskakuje szczęśliwe obok, że niemowlak w wózku się do niej uśmiecha, że powstrzymała się od zeżarcia glutenu, ot takie zwykłe malutkie drobiazgi, które sprawiają, że zatrzymuje się w ulubionym (i niezbędnym) TU I TERAZ. I te sekundy zespolenia z Wszechświatem i połączenia z Ziemią działają na mnie uskrzydlająco. Bosa stopa postawiona na trawie, przytulenie (jakiegoś) psa, pogłaskanie swojego kota, gorąca kąpiel albo zimna w jeziorze jest tego całe mnóstwo dzięki czemu można w danej chwili poczuć szczęście absolutnie całym sobą i zestroić z Kosmosem. Nie euforycznie, po prostu zwyczajnie czuję się wtedy szczęśliwa. O  niczym nie myślę tylko się sobie cieszę 🙂 Ze wszystkiego co tylko do głowy mej przychodzi i serce podpowiada. Dlaczego nie, wszak zrobię chłopakom dobrą rybę na obiad, którą udało mnie się dostać, a czasem nie zdążę po świeżą, nigdzie się nie spieszę, mam zdrowe dziecko i piękne życie, którego nie zamieniłabym na żadne inne 🙂 Żyję i to też jest powód do radości 🙂

Dlatego zachęcam do prowokowania większej ilości stanów zachwytu i krzewienia pozytywnej energii samemu. A jak nie dajemy rady to odwzajemnijmy te, które płyną do nas od innych ludzi. Bo płyną!!! Czasami może tego nie dostrzegamy (nie chcemy bo wolimy i łatwiej jest narzekać), a wystarczy spojrzeć nieco dalej niż czubeczek własnego nosa i wyjść poza własne problemy i smutki 🙂 Dobrze też robi terapia śmiechem i to naprawdę działa! Na początku wydawało mi się całkiem odjechane, może nie skuteczne ale zwracam honor. Nawet jak zaczynamy śmiać się z jakiejś bzdury trochę na siłę to później idzie już z górki 🙂

Ps. Widzę ostatnio w necie rozdmuchiwanie takich chyba trochę sztucznych problemów, typu, że ciężarnym  nie ustępuje nikt miejsca w kolejkach i tramwajach, że z dziećmi nikt nie przepuści itp. Byle biadolić. Jak zwykle matki szturmem pod takimi postami wypisują jaki świat jest podły, jak w 9-tym miesiącu ciąży NIKT miejsca nie zwolnił, nawet jak się sama domagała. Łe rety ludziska! A mnie wszyscy zawsze przepuszczali i do dziś tak jest. Może dlatego, że sama zawsze tak robiłam i walczyłam o ciężarne, wpuszczałam babki z dzieciakami i byłam przychylnie do nich nastawiona. W myśl mojej ulubionej zasady CO SIEJESZ TO ZBIERASZ 🙂 I gdyby tak szczerze przeanalizować swoje zachowanie to dostajemy dokładnie to, co sami dajemy 🙂 Nawet jeżeli nam się to nie podoba i wydaje kompletną bzdurą. To tym bardziej warto zastanowić się chwilkę nad tematem i sobą, cmokasy herbatasy :**

chwila samotności na łonie przyrody wyzwala nieziemskie odczucia wdzięczności i radości 🙂

Autor: BeaHerba

Bea Herba to ziołowa beata herbata słuchająca siebie, swoich odczuć i snów, czasem słaba, czasem czarna i mocna, bywa też kompletnie zielona i delikatna biała, niekiedy słodka i aromatyczna. Jak życie...

2 myśli na temat “i znowu te matki”

  1. Pamiętam jak kiedyś nieświadomie się zagapiłam i to nie w ścianę, nie w okno czy jakiś przedmiot, ale akurat w siedzącą naprzeciwko w autobusie kobietę. Ona zaczęła do mnie robić wściekłe miny i w końcu do mnie dotarło, że się gapię. Jednak po co u licha od razu takie miny? Dlaczego nie uśmiech? A może po prostu zebrałam, to co kiedyś zasiałam? Kto wie.

  2. A wiesz Aniu, że całkiem możliwe z tym zbieraniem? Może gdyby człowiek żył zawsze uważnie zrozumiałby bez żalu i pretensji dlaczego ma tak jak ma 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *