jak w korcu maku

PODOBNE RÓŻNICE

A ja tak sobie myślę, że ludzie dobierają się w pary na zasadzie duchowych i energetycznych podobieństw. Nawet jak pozornie wydaje się, że są całkiem różni to okazuje się, po bliższym przyjrzeniu (lub jak kto woli głębszej analizie), że jednak mają wiele cech wspólnych i dobrali się jak w korcu maku. Tylko czasem bardzo mocno nie chcemy tego zobaczyć i zaprzeczamy (że jesteśmy niby tacy inni) 😉

po wielu latach bycia w związku i obserwacji innych śmiem twierdzić, że nie ma tak, że ludzie męczą się ze sobą… męczą się bo tak chcą, bo przyciągnęli do siebie sytuację na miarę swoich myśli, swojej wartości i uczuć… jeżeli nie dają naprawdę rady ze sobą wytrzymać to się po prostu rozstają… i patrząc na milionerów, którzy także się rozwodzą żaden majątek, którym tylu się zasłania, nie utrzyma związku…

Są takie pary, które narzekają jakie to są nieszczęśliwe, rozwodzą się, rozstają itp. czasami nawet często (oczywiście teoretycznie  bo jakoś żadne się nie pakuje), a nawet robią sobie większe świństwa. Zdradzają, nie szanują się, ciągle kłócą albo z kolei nie odzywają całe dnie, a jednak nadal są razem. Nie sądzę, że ktoś przy zdrowych zmysłach jest w stanie wytrzymać w tym podobnym związku. Owszem, mężczyźni (bez urazy Panowie) bardziej celują w nie przejmowanie się pierdołami i gdzieś już udowodniono (może nawet to wynik amerykańskich uczonych haha), że przeciętnemu i standardowemu mężczyźnie wystarczy do życia dobra miska i seks. A te całe uczucia nie dominują, w przeważającej większości, ich postrzegania związku i nie stanowi brak miłości żadnego większego problemu celem zwarcia związku (również małżeńskiego).

MAŁŻEŃSTWA Z ROZSĄDKU

Może nawet coś w tym jest bo choć ludzie niechętnie się do tego przyznają to widziałam związki, a nawet małżeństwa na siłę kreowane. Takie z rozsądku. Niektóre się rozpadły (na szczęście zanim pojawiły się dzieci), inne trwają do dziś. Dziewczyny z kolei tak mają, że jak się uprą na jakiegoś to nie odpuszczą choćby nie wiadomo co się działo. I wielu facetów wiele lat temu miało je totalnie gdzieś, mam wrażenie, że trzymali je jako wyjście awaryjne, jak coś lepszego się nie trafi… a one przetrzymały. Spora ilość z tych facetów, którzy zdradzali te laski przy każdej okazji, szaleli za innymi kobietami i byli krótko mówiąc do wzięcia, dało się najpierw chwycić (w większości przypadków) na te dzieci, a w dalszej kolejności na życie razem. Może nawet ta miłość przyszła z tak zwanym czasem i się uspokoili (czy facet, który zdradza na starcie utrzyma wierność do mety?), nie przeczę, nie wykluczam, że wypracowane psychicznie uczucie pojawić się mogło.

Bo skoro te kobiety już tyle wytrzymały, zawsze były, niczym się nie zraziły, wybaczały zdrady (no musiały jakoś się z tym uporać zanim na dobre się oszukały, że może komuś lub im się tylko wydawało), gotowe do największych poświęceń to i może zostały na pokręcony sposób pokochane.

A może dobrali się po prostu na zasadzie podobnego potencjału energetycznego i przyciągnęli do siebie partnerów na miarę swoich możliwości? Hmm…                                                                                                  Skłaniam się ku tej teorii bo nic nie dzieje się bez przyczyny…

najłatwiej próbować omotać faceta seksem… słabe to trochę bo faceci na dłuższą metę takich kobiet i tak nie szanują…

SZACUNEK DO SIEBIE

Kobieta, która nie odpuszcza chociaż mężczyzna nią poniewiera (krótko i dosadnie mówiąc) to typ człowieka bluszcza i widziałam w moim małym miasteczku wiele takich. Niebrzydkich, niegłupich kobiet, a dających tak sobą pomiatać w imię złapania męża. Bo w pipidówach to ciągle jest największa kariera. Trafić dobrą partię i się ustawić.

Od razu przepraszam bo nie chcę generalizować, to są tylko moje spostrzeżenia, doświadczenia, obserwacyje wieloletnie i wnioski. Które to w dobie mediów społecznościowych pchają się same. I jak patrzę tak czasem na niektóre fotki to jestem w szoku, że te babki dalej są z TYMI facetami. Teraz już spokojne na twarzach (przynajmniej pozornie), często na tle domków itp. z nawet całą gromadą dzieci… Przetrwały, uff…

Nie neguję takiego stylu życia, każdy ma prawo postępować po swojemu i mieć swój kodeks etyczny. Prawda jest taka, że wielu facetów się wyszaleje i na stare lata siadają w miejscu.

W dużym mieście, dla porównania, widzę natomiast, że jest nieco inaczej, tzn. kobiety są bardziej wyemancypowane chociaż również obluszczyłyby jakiegoś mężczyznę bardzo chętnie. Sprawa nie idzie też w większości przypadków o barnie na dziecko bo dzieci aż tak (szybko) mieć nie chcą lub jakiejś już na stanie posiadają ale tak czy inaczej dążą tak naprawdę do związku i… Miłości ….

MIŁOŚĆ

Bo to o nią tak naprawdę dziewczynom chodzi (no chyba, że polują od razu świadomie dla kasy) i nie ma znaczenia czy upatrzony pan ma żonę czy dzieci, niektórym to nie przeszkadza i prą do celu po najniższej linii oporu.  I są wyrachowane laski ale większość w głębi ducha ale takie prawdziwego ducha, a nie co mówią innym (lub nawet czasem sobie) pragnie uczucia. Ba, uczucia wyjątkowego, jedynego w swoim rodzaju i tepe. Tym bardziej kobiety inteligentne, wykształcone, oczytane – mają tym samym większe wymagania. Co nie znaczy, że postępują zgodnie z nimi i nie kombinują za bardzo z dawaniem tyłka.

A są faceci , którzy hojnie korzystają z “podstępu” kobiet, jakoby chciały omotać delikwenta seksem i wcale zresztą im się nie dziwię (bo kobiety potrafią być naprawdę zadbane i przekonujące, że nie chcą się wiązać). No prócz chorób wenerycznych, które nadal istnieją i tu wtrącę, że hiv nadal jest mega popularny tylko o tym się nie trąbi. Pojawił się też nawrót kiły więc… cóż… rozwiązłość seksualna może wiele kosztować. Ale gro osób obojga płci na to nie patrzy, nie chce zobowiązań więc spotykają się dla rozrywki wierząc, że kobieta naprawdę jak mówi, że się nie zakocha to się nie zakocha.

To oczywiście tylko wymówka żeby nie myśleć o uczuciach innych (kobiet) i korzystać z tego, co oferują. A porządne dziewczyny nie chodzą z kobieciarzami do łóżka. Nie muszą posuwać się do manipulacji ciałem wtedy, kiedy sytuacja z góry skazana jest na niepowodzenie. A że my, kobiety ciałem manipulujemy to sprawa oczywista. Jeżeli gra jest na wyważonym poziomie i nie zatracamy granic to z praktycznie każdym mężczyzną spotykanym na swej drodze załatwi się każdą sprawę maksymalnie na swoją korzyść. Sorry za szczerość. Z gejem też 😉

Ale wracam bo odbiegłam trochę…

JAK W KORCU MAKU

nawet jak z pozoru ludzie wyglądają na całkiem różnych – to właśnie m.in. podobieństwa trzymają ich ze sobą całe lata…

Więc tak czy inaczej, czy to w dużym mieście czy dziurze ludzie nie wiążą się ze sobą bez przyczyny i nie tkwią w czymś całe lata nawet jak twierdzą, że są nieszczęśliwi. Przyciągamy do siebie dokładnie to czym jesteśmy sami i z czym w danym momencie rezonujemy. W sadzie nawet żyjemy z mentalnym bliźniakiem. Jesteśmy totalnym odbiciem siebie. Kompletnym lustrem. Jak nie cech fizycznych (bo i takie pary się zdarzają) to charakteru albo emocji, albo temperamentu, poglądów itp.

Oczywiście skrajnie różne cechy też posiadamy i może właśnie dlatego to wszystko czasem tak mocno trze? Że im więcej różnic tym trudniej żyć ze sobą w harmonii ale jednak często ludzie są ciągle razem i w większości przypadków nigdzie się nie wybierają. Nawet jak tak wykrzykują. Czyli te różnice nie są dominujące. Dominują podobieństwa i podstawy, których gołym okiem czasem nie dostrzegamy.

I ja wiem, że może człowiek nie chcieć tak na to spojrzeć bo sama też długo (lub co jakiś czas) zaprzecza(ła)m i się przed tym wzbrania(ła)m… Jednak tak po prostu jest. I do tego czym dłużej razem tym jeszcze bardziej upodabniamy się do siebie wzajemnie 🙂 Wszystko to, co wytykamy swojemu partnerowi posiadamy na stanie sami. A jak nie – to związki nie przetrzymają próby czasu i nawet facet potrafi odejść i wnieść sprawę o rozwód (chociaż ze statystyk bardzo rzadko inicjatywa taka wychodzi od niego).

Im dłużej jestem mężatką i im więcej parom się przyglądam to nie ma w zasadzie innej możliwości. Jesteśmy z takim partnerem z jakim rezonuje akurat nasza dusza i cali my. Inaczej byśmy ze sobą nie wytrzymali i żadna miłość by nie przetrwała. W sprawach fundamentalnych tacy ludzie są podobni do siebie jak dwie krople wody. I tak naprawdę wcale nie chcą niczego zmienić (partnera), tylko lubią sobie pogadać (bo gdyby mieli zmienić to już by to zrobili).

tak naprawdę wszystko kręci się wokół jednego – MIŁOŚCI… bo każdy chce być kochany, nawet jak wydaje mu się, że nie… To potrzebuje akceptacji i drugiego człowieka…

Bo nie ma tak, że ktoś się baaardzo męczy w związku i jest w nim dla jakiejś idei chyba (czy z przyzwyczajenia). To są bzdury. Owszem, miłość albo jest albo jej nie ma. Jednak można nauczyć się kochać kogoś jak człowieka, bo np. jest dobry, ma fajny charakter, jest zaradny, daje poczucie bezpieczeństwa, kocha nas itp i z nim przeżyć lata. Tak, w taką miłość wypracowaną nawet przez długi czas wierzę. Miłość-przyjaźń. Można wszak kochać wielu ludzi. Ale to nie jest to “coś” o co większości chodzi. To nie jest ten strzał, który zdarza się niezwykle rzadko w życiu. Czasami raz, czasami dwa, może trzy, zależy jakie kto ma szczęście 😉 Chemia albo jest albo jej nie ma. Od razu. Nawet jak zaskakuje od przyjaźni. Ale jeżeli zaskakuje i sprawdza się taki letni schemat przez lata to znaczy, że coś w tych ludziach jest co sprawia, że są razem.

A że działamy podświadomie to ego i świadomość wespół lubią różnym teoryjom zaprzeczać 😉 Bo wolimy jęczeć i poddawać się swoim słabościom niż pracować nad sobą i brać swoje decyzje i swoje życie na swoją klatę… Łatwiej zrzucać odpowiedzialność na kogoś niż doszukać się w sobie, że mamy partnerów na miarę SWOICH możliwości energetycznych. HOUK

zdjęcie tytułowe: Eritrea Studio

Autor: BeaHerba

Bea Herba to ziołowa beata herbata słuchająca siebie, swoich odczuć i snów, czasem słaba, czasem czarna i mocna, bywa też kompletnie zielona i delikatna biała, niekiedy słodka i aromatyczna. Jak życie...

78 myśli na temat “jak w korcu maku”

  1. Zajmuję się związkami troche zawodowo i dużo prawdy jest w twoim wpisie. osobiście uważam, że jeżeli nam coś nie pasuje to zmieńmy a nie narzekajmy, może nasz wybór był poprostu nietrafiony. ja wiem, że do swoich porażek najtrudniej sie przyznać, ale nie warto męczyć się całe życie, tam gdzieś czeka na nas ten z korca:-)

    1. o dokładnie tak, a skoro ktoś narzeka ale niczego nie zmienia to w moim odczuciu po prostu nie chce i jest mu na pokrętny sposób dobrze 🙂

  2. W sumie zawsze dobieralam sie w pare z calkowita przeciwnoscia i nic z tego nie wychodzilo na dluzsza mete, wiec mysle podobnie jak Ty. Moj maz i ja to woda i ogien, ale po 7 latach wspolnych zawuwazam niesamowite podobienstwa. Moze to tez fakt ze znamy sie juz jak lyse konie? Nie wiem ale ciesze sie ze mam najlepszego przyjaciela jako meza 😀

  3. Jak to trafnie ujęłaś: gdyby mieli zmienić, to by po prostu zmienili. I coś w tym jest – wiążemy się z osobami, które są w jakimś (bardzo dużym) stopniu odbiciem nas samych. A że zmieniamy się przez całe życie, to śmiem podtrzymać teorię, że człowiek nie jest monogamiczny. No chyba, ze trafi na partnera, który będzie zmieniał się i rezonował razem z nim.

    1. Zgadzam się z Tobą całkowicie, jak nie rezonuje to na dłuższą metę nic z tego nie będzie chyba, że ktoś się uprze na siłę… Pozdrawiam 🙂

  4. A nie jest to czasem tak, że ciągle szukamy tego “czegoś”, bo to jest takie bajkowe, tak od razu wszystko jest super 🙂 A wyuczenie się miłości i uczucia lub po prostu przyjaźni to długi proces.. Przestraszył mnie Twój artykuł, bo czasem się boję, że kiedyś takim typem zostanę…

    1. W moim odczuciu fajnie jak jednak coś zaskoczy i nie chodzi o wielkie uniesienia ale wspólną energię. Jak nam z kimś fajnie i dobrze przy kimś się czujemy. Druga sprawa to proza życia, która się tak czy inaczej w końcu pojawia i wtedy wychodzi prawda o ludziach i związku… Każdy jest inny i ma inne potrzeby, u mnie chemia z kimś jest albo jej nie ma, w każdej relacji 🙂

  5. Mnie kiedyś powiedzano, rozejrzyj się dookoła bo ten ktoś jest blisko Ciebie. Może za szybko żyjesz, nie zwaracasz uwagi. I tak było. Osoba która odmieniła moje życie, była tuż obok. Jest do tej pory. Na pierwszy rzut oka można powiedzieć ogień I woda. Przy bliższym poznaniu jedno ciało. Piękny tekst Beata.

  6. Świetny artykuł, z którym się zgadzam. Mam podobne odczucia, że w pary dobieramy się na zasadzie podobieństw i wysyłanych fal energetycznych. I myślę, że to dobrze. 🙂

    1. A z kobietami nie wiem, bardziej przyglądam się mężczyznom pod tym kątem. Jakoś też nie wychwyciłam tendencji odwrotnej tak dominującej jak ta pierwsza. Bo owszem, są też tacy mężczyźni bluszcze ale jak ich postrzegamy?

  7. Sama jestem ze wsi i na szczęście parice na ślub z byle kim, byle w okolicy 20 urodzin obserwuję coraz rzadziej. Choć niestety znam i takie przypadki.
    Zgadzam się ze stwierdzeniem, że dobieramy się w pary pod wieloma względami podobne, rezonujące ze sobą. I choć jest wiele różnic pomiędzy mną a moim mężem, to w najważniejszych sprawach jesteśmy bardzo podobni 🙂

  8. totalnie nie myslalam o tym w jaki sposob ludzie sie dobieraja. ja z moim obecnym partnerem to kompletnie do siebie nie pasujemy, ale jakos się przyciągnelismy ;p

  9. Mówi się, że każdy człowiek ma swoją drugą połówkę gdzieś tam w świecie. Ja w to wierzyłam i wierzę. Odnalazłam moją połówkę i tworzymy razem doskonałą całość:)

  10. Jestem z moim chłopakiem już 6 lat i chyba dobraliśmy się w tym korcu maku 🙂 Przez ten czas trochę ja się zmieniłam, trochę on, czasem się kłócimy, ale raczej nie ma między nami cichych dni, bo sporo rozmawiamy i mimo trudnych charakterów zazwyczaj potrafimy pójść na kompromis 🙂
    Podoba mi się ten wpis 🙂

  11. Ja nie wierzę w żadne dobieranie się 😛 to jest taka magia. Po prostu dwoje ludzi się spotyka i wiedzą, że chcą być ze sobą 😉

  12. Dużo i dobrze napisane. Krótkim podsumowaniem dodam jedynie, że autentyczna strona związku znana jest ostatecznie tylko samym zainteresowanym. Faktycznie, pozornie różni ludzie gdzieś tam, w jakimś kosmicznym ułamku, potrafią znaleźć wspólną niszę.

  13. Początkowo myślałam, że jesteśmy z mężem diametralnie różni, dziś po ponad trzydziestu latach wspólnego życia, zauważam więcej podobieństw niż różnic. Wymieszaliśmy nasze cechy, zgarnęliśmy coś od partnera jednocześnie przekazując mu coś swojego? 😉

    1. Pewnie tak się właśnie też stało ale podejrzewam, że ludzi mimo diametrlanych różnic łączy może też jakaś taka wrażliwość np. postrzegania świata 🙂

      1. U nas bazą stał się wspólny jednolity system wartości, zgadzający się w każdym szczególe, dlatego pewnie różnice charakterów i osobowości zeszły na drugi plan. Cieszę się, że poznałam osobę tak różną ode mnie, wiele mnie uczy, ale i sama uczę. 🙂 A przecież we wczesnej młodości zupełnie inny obraz związku wydawał mi się najlepszym. 🙂

        1. Czyli baza jest konkretna 🙂 Różnice są cudowne, możemy uczuć się wzajemnie innego postrzegania świata i siebie 🙂 Ale baza to jednak podstawa 😉

  14. Dokładnie wczoraj przegadałam z koleżanką na ten temat całe popołudnie… Jakież to skomplikowane, trudne i pogmatwane – szczególnie w dzisiejszych czasach, czasach zakłamania, udawania, retuszowania itp.

  15. Lubię przyglądać się parom, obserwować relacje między małżonkami. Czasem jestem zupełnie zaskoczony i zastanawiam się w jaki sposób dany związek przetrwał tyle czasu. Motywacje są przeróżne, na niektóre to nawet nigdy bym nie wpadł.

  16. My z mężem jesteśmy naprawdę różni, może nie skrajnie, ale jednak sporo cech nas różni. I choć czasem są burze to ta inność nas jednak scala. Bo każde ma inne silne strony, inne obowiązki i dzięki temu fajnie się uzupełniamy.

  17. Bardzo konkretnie podsumowałaś różnorakie dywagacje na temat związków – mamy takie relacje na jakie nas mentalnie stać. A to na co nas stać jest uwarunkowane tym, co sami posiadamy, czyli np tym, co dostaliśmy od rodziców w dzieciństwie ( schematy matkowania, zdobywania, usprawiedliwiania itp). Dodajmy do tego jeszcze stopień zakorzenienia archetypów w stylu rycerz na białym koniu, chłopaki nie płaczą, dziewczynki muszą być grzeczne oraz stara panna jest be, i w zasadzie mamy obraz całości. Z tym że nie wolno również zapominać o społecznym postrzeganiu różnic między płciami, bo przecież kobietę, która w imię miłości czeka na nawrócenie ukochanego , bardzo łatwo rozgrzeszyć, natomiast mężczyźnie znoszącemu dzielnie kobiece jazdy i zdrady raczej nie okazano by litości. Z drugiej zaś strony, spróbujmy sobie wyobrazić bajkę o Pięknej i Bestii, w której bestia jest kobietą…

    1. Zgadza się to wszystko co napisałaś. Ja sądzę, że kobiety to też są niekiedy bestie, może nawet większe od mężczyzn…

    1. Ja myślę, że często łączy ludzi np. wrażliwość, jakiś element emocjonalny, w którym funkcjonują podobnie itp. A podrywają różni, to prawda 🙂

  18. Nawet wnikliwa psychoanaliza nie jest w stanie pokazać co tak na prawdę łączy parę. Tym bardziej powierzchowne przyglądanie się zewnątrz! Jak powiedział kiedyś ktoś mądry na jednym z wykładów, że tylko osoby pozostające ze sobą w relacji są w stanie ocenić co im daje wspólny związek, czy są ze sobą szczęśliwi oraz czy się kochają. To bardzo intymny świat dwojga ludzi. Większość związku zewnątrz wygląda na lepsze niż są tak na prawdę. I odwrotnie, te które wydają nam się beznadziejne trwają latami. Co nie oznacza, że są destrukcyjne.

    1. A kto powiedział, że przyglądam się powierzchownie i na zewnątrz 😉 znam bardzo wiele par, ludzi różnych, w różnych stanach cywilnych, sama jestem w 17 letnim małżeństwie i prowadzę swoje obserwacje 🙂 To czy ludzie są ze sobą szczęśliwi i się kochają to jedno, a elementy wspólne to drugie. Głów mądrych jest dużo i ile ich tyle spostrzeżeń, poglądów, wniosków. A skoro niektórzy tkwią w czymś latami chociaż nie chcą i coś jest do niczego to jakaś przyczyna tego jest. I moim zdaniem są to właśnie paradoksalnie podobieństwa, z czym oczywiście zgadzać się nie trzeba. Pozdrawiam

  19. Nie generalizowałabym i nie nazywała każdej kobiety, która wybaczy zdradę, kobietą – bluszczem. Prawdą jest, że ludzie dobierają się w pary, bo jakieś składniki ich dusz są do siebie podobne, ale jednak przeciwieństwa się przyciągają.

    1. Ależ nie każda taka jest, oczywiście. W moim odczuciu po wielu latach życia i doświadczeń śmiem przypuszczać, że to jednak podobne przyciąga podobne. Kiedyś uważałam inaczej ale zmieniłam zdanie. Jest jakiś punkt, który ludzi łączy, nawet jak pozornie wydaje się, że są totalnie różni.

  20. Ciekawa analiza. Mi się akurat wydaje, że często trwanie w nie do końca nas satysfakcjonującym, toksycznym związku wynika ze strachu przed samotnoscią.

  21. Zgadzam się z Tobą, choć z moim mężem jesteśmy pozornie zupełnie różni, to w sprawach fundamentalnych mamy to samo zdanie i to własnie jest nasz klucz do sukcesu 🙂

  22. Bardzo ciekawy tekst, przeczytałam z zainteresowaniem. Również uwazam, że dobierając się w pary jesteśmy w jakimś stopniu podobni, a z czasem te podobieństwo jest coraz wieksze.

  23. Często żyjemy za szybko i wiele rzeczy nam umyka, również fajnych ludzi. W wolnej chwili można wróć w przeszłość i przeanalizować, czy gdzieś , kiedyś komuś nie poświęciliśmy za mało czasu, przespaliśmy, byliśmy za bardzo zapatrzeni w swoje potrzeby.

  24. A ja im dłużej jestem mężatką tym mniej widzę wokół siebie naprawdę szczęśliwych par. Myślę, że ludzie nie zostali stworzeni do monogamii ani do tego, by być z jedną osobą na całe życie. To sztuczne ograniczenia kulturowe, które w efekcie prowadzą do tego że po trzydziestu latach siedzą naprzeciwko siebie ludzie znudzeni sobą, którzy nie mają sobie nic do powiedzenia.

  25. Pomiatać może każdy każdym – płeć nie ma tu znaczenia. Kobiety wcale nie są w tym gorsze od mężczyzn. No, ale wiadomo, punkt widzenia zależy od… 🙂

    1. Jasne, że tak. Może też być tak, że kobiety lubią robić z siebie cierpiętnice i w moim odczuciu są większymi manipulatorkami… Pozdrawiam 🙂

  26. Czasem też czegoś nie widać “na pierwszy rzut oka” 😉 no i na wybór partnera ma wpływ w dużej mierze nasz ojciec, potem matka i otoczenie. Jeśli to zawodzi, dużo częściej zawodzi partner 🙂

    1. wzorce wyniesione z domu są mega ważne, takich później sobie znajdujemy partnerów jakie ich odbicie… dobrze być tego świadomym i pracować nad sobą bo oczywiście można mieć fuksa ale na niego lepiej nie liczyć 😉

  27. Fajnie się czytało, jestem od wielu lat w związku i wydaje mi się że my się po prosty uzupełniamy, dwie całkowicie inne osoby a jednak razem. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *