jeszcze słówko o facetach

O sylwestrowym, wrocławskim (i pewnie nie tylko) szaleństwie…

jeszcze słówko… I postulat w obronie facetów 🙂 Tekst jest kontynuacją poprzedniego 🙂

Otóż podkusiło mię pojechać do galeryji Magnolija celem dokonania zakupu głównie kolczyków w ulubionym sklepiku (jest tylko tam). Na szczęście dziecko i męża odesłałam (ale na początku taka pewna tego nie byłam bo autem wygodniej się przemieszczać) do domu, a ja zostałam (bo jak kolczyki to i bluzka mejbi tesz poczebna).

BIEDNI FACECI. Stali wymęczeni, niektórzy buntowali się otwarcie i właśnie w tej biżuterii sytuacja taka – pan mówi: dalej kobieto, bierz już coś, bo ja zwariuję. Znowu masz w ręce te PIERWSZE? Bo ja zaraz zemdleję, litości nie masz, nic nie jadłem od dawna (i tu słania się na półkę między torebki żeby przysiąść, na co zrywa się ekspedientka, że nieee, nie można siadać bo się zawali!!!), już ustawiam się do kolejki i wychodzę jak nie kupisz. Przy czym chłop całkiem rosły i słusznej postawy, a rzucał się jak mała rybka bez wody, nie doprowadzając przy tym do żadnego śladu emocyji żony swej 🙂 Stała niewzruszona i widziałam z jakim namaszczeniem patrzyła na kolce i inne wisiory, a męża to chyba nie słyszała wcale haha.

Inny koleś stał pod Sarą w pół zgięty i pod filar podparty z taką miną (a tam ciuchy w powietrzu niemalże latały, bo pierwszy rzut przecen i wybór największy więc bab całe roje), że już zastanawiałam się czy nie podejść i nie zapytać czy dobrze się czuje. No ale zadzwonił mu telefon i odebrał dość żywiołowo.

Kolejna sytuacja w przymierzalniach, po odstaniu 20 minut potencjalni mierzący dość dobrze z widzenia się już znają, niektórzy przemawiają żartobliwie do siebie i tu kobiety w szale (ja wśród nich z obłędem w oczach, żeby nie było, też na szybko ogarniałam plan odzieży wyjściowej nocnej gdyż miejscówka, w której gra(ł) mój mąż, gwiazda, specyficzna dość).

Więc stoi babeczka z dwoma sweterami, zanim weszła do kabiny już pytała męża chyba, który lepszy? Na co on wskazał na taki z nieco odkrytymi ramionami (seksi dość), czarno czerwony (wcale się nie dziwię, że wybór padł na ten ale fakt, że często facet inaczej podpowie i doradzi niż się spodziewamy i mi też mój mówił jak już go zmusiłam do udzielenia rady, że np. weź kozaczki na obcasie, które tylko moje serce chciało i później żałowało), a ona koniecznie próbowała weprzeć mu pudrowo różowy golf na dole z ferndzelkami, że ładniejszy i praktyczniejszy (to fakt) i bardziej mu się podoba i kropka (rzeczywiście z relacji wychodzi, że nie lubią takich swetrów i dziwnie większości się kojarzą). Minę miała coraz bardziej wściekłą. Uśmiałam się. Zawsze się śmieję jak jestem sama, w przeciwnym razie NIE 😉

oj faceci już marzyli żeby było po wszystkim i sklepy zaczynały się zamykać 😀 lub liczyli, że babki odpuszczą kolejki do przymierzalni 🙂 słyszałam tu i ówdzie nieśmiałe namowy: kup bez mierzenia, przecież można oddać 🙂

Dlatego widziałam, że niektórzy mężczyźni patrzyli z jakąś taką zazdrością, a może bardziej żalem w oczach na mnie, że babka sama i może. A raczej rodzinami łazili. Niemowlaki ryczały, jeden taki siedział w wózku, zapocony, czerwony, z podplutą bułą w rączce darł się, mama szybko przelatywała kiecki, a ojciec z telefonem i bujał. WTF,

po cholerę ciągniecie tych chłopów ze sobą?

Niech idzie na spacer choćby przed tą galerię albo szwęda się bez celu po – jak daje radę. Nic nie ma z takiego faceta.  Zero pożytku. Jeszcze ciągle żerty i wysoce pitny bo spragniony lataniem. Mało, że nie doradzi szczerze i po pewnym czasie mówi, że we wszystkim Ci ładnie*, to jeszcze dziecko też się męczy. Do tego w kulminacyjnym momencie kiedy porada natychmiast potrzebna nie ma go, zawierusza się gdzieś, często podrzucając ruchliwe pisklę, którego miał pilnować. I nerwy niepotrzebne. Szkoda sobie kortyzol podnosić, marudzi: kiedy koniec? co 10 minut pyta: JUŻ? kiedy stąd wyjdziemy? niczym 4-ero latek. A tak jest okazja do samotnego wyrwania się, dziecia pozostawienia w domowym gnieździe i łyknięcia odrobiny wolności. Chociaż to dziwne czasem uczucie kiedy mówię coś do synka, a go obok nie ma 😀 Ludzie podejrzanie łypią 😉

*sprawdzone już dawno temu, w pewnym momencie wzięłam jakąś paskudę do zmierzenia, a on powiedział, że ślicznie w tym wyglądam haha. Byle już wyjść. Chociaż długo nie mogłam pojąć, jak można tych zakupów AŻ TAK nienawidzić? Do dziś zresztą nie rozumiem ale szanuję 🙂 Wtedy ciut zaczynałam kumać, że po euforii początkowej ze wspólnego chadzania wszędzie i doradzaniu niczem psiapsiółka – śladu nie ma… Teraz po prostu przynoszę to co sama uznam, a na poważniejsze wybory oczywiście się godzi i dobrze wykarmiony z dzieciem się buja(ją) 🙂 Ale to po wcześniejszych ustaleniach, nastawieniach i przygotowaniach.

Wracając do akcji ze sweterami (jak ktoś pamięta): była bardzo rozgoryczona bo upierał się przy swoim, później orzekł, że w obu jej cudnie i ma kupić dwa. Nie wyglądała (o dziwo) na usatysfakcjonowaną.

Babie nie dogodzisz bo …

żądna była konkretnej opinii. Może miała Pms-a. Ja na ten przykład chciałam, żeby mąż umył naczynia ale jak zaczął spontanicznie (nagle po kilku h od trunia tyłka) myć, to go zapytałam co robi i po co myje (akurat teraz) bo mi nogi ochlapał. No. Lol.

Jedyni mężczyźni zadowoleni z  zakupów to ci lubiący je po prostu (jednostki przemykające niczym duchy) i geje, pląsający o dziwo w pojedynkę lub sporadycznie z jakąś kumpelą. Plus ci z dużym hajsem, że wpada i nabywa to, co się podoba bez względu na cenę, w sklepach, w których nie ma kolejek do przymierzalni. Nawet w TeKa Maksie luźniej.

no niezbyt chętnie rozdają uśmiechy na zakupach ciężko wzdychając i posapując 🙂

Może też być tak, że

samotni to szaleją i dbają o siebie,

a tym co już upolowali (lub wydaje im się, że to oni hihi) po prostu z czasem się odechciewa. I wychodzi prawdziwa natura. Nienawidzący zakupów wszelakich (jeno w tym narzeczeństwie), a alergią reagujący wręcz na słowo: galeria i autlet (ten dopiero do traumy doprowadza). Dlatego najbardziej lubię robić zakupy ciuchowe sama. Synek niestety nie podziela aż tak mojego entuzjazmu, no czasem traktuje je jako ciekawostkę, byle nie za długo. Jedynie przekupstwem  wabiony chętnie jedzie.

zamiast zdjęcia kiwi wrzucam małża mego w muzycznej, sylwestrowej akcji 😉

A tu poszła po bluzkę, a wyszła z dresami do biegania i kardiganem (tak pisało na metce). Przeceny zaatakowały mnie niespodziewanie, zasyp kiczu i tandety, a nowe kolekcje gdzieś na uboczu. Szło żmudnie choć owocnie. I wyjątkowo ludzie byli do siebie mili i w tych przymierzalniach integrowali się w poczuciu wspólnego cierpienia i humoru sytuacyjnego 🙂

Ps. No niestety, zamiast czarnej kocicy w obcisłym kostiumie będę zamaskowanym owocem kiwi. Mniej efektowniej bo luźno ale bezpieczniej dla własnego dobra psychicznego. Nie chodzi o to, żeby  myśleć czy boczek aby nie wyskoczy z siatki 😉 Do siego roku 2018 🙂

A! I facet z reguły doradzi wersję seksowniejszą i eksponującą nasze walory więc pytać go, żeby się wkurzać pokazując dwa skrajnie różne ciuchy – nie ma sensu 🙂 Bo laski czasem lubią kozaczki koziołki, babcine bluzki, za duże swetry i baleriny. No a oni to już nie koniecznie, chyba, że nas rozbierać albo w dekolty zaglądać… I czasem mój facet zwraca mi honor, że coś mu się nie podobało, a nagle zaczęło. Więc

grunt to swoje własne, twarde zdanie, nie nękanie ich bez potrzeby i trening podejmowania męskich decyzji.

pokochałam kiedyś krawaty również na sobie 😉 w ogóle kobiety w krawatach wyglądają bardzo interesująco 😀

Bo jak facet wchodzi do pierwszego lepszego sklepu i pasują na niego spodnie czy tam inne części garderoby to płaci i wychodzi. A nie tu odkłada i leci dalej w poszukiwaniu szczęścia, żeby w konsekwencji wrócić… do tego pierwszego. To specjalność zarezerwowana (raczej) dla kobiet. Sprzedawałam kilka lat drogie m.in. płaszcze, koszule, krawaty (kocham) i garnitury i była to najwdzięczniejsza praca w handlu jeżeli chodzi o trzaskanie premii 😀  Mało, że dziani kupowali hurtem, to chcieli wszystko, nawet o buty i bieliznę pytali, byle tylko żadnych więcej sklepów nie zaliczać. Do tego zadowoleni wracali jak się ich dobrze ubrało co czystą przyjemność stanowiło. Zdarzało się, że za zajebiście dobrany gajer, np. do ślubu dostawałam przepiękne kwiaty czy czekoladki. W meblach za rabaty szedł hajs do kieszeni 😉 Oczywiście od facetów, YO !

Autor: BeaHerba

Bea Herba to ziołowa beata herbata słuchająca siebie, swoich odczuć i snów, czasem słaba, czasem czarna i mocna, bywa też kompletnie zielona i delikatna biała, niekiedy słodka i aromatyczna. Jak życie...

24 myśli na temat “jeszcze słówko o facetach”

  1. A ja nie ciągam mojego po sklepach!!!;p Najbardziej lubię robić zakupy sama, bo wtedy mam bliżej nieokreślony czas na chodzenie tam gdzie chce… Poza tym mam tendencję do tego, że lubię mierzyć rzeczy po kilka ray – mój chłop mógłby tego nie przeżyć! ;p

    1. O to to, najbardziej lubię sama bo mogę latać tyle ile chcę, a tendencje mam podobna haha Mierzę czasem długi i kilka razy, wracam do sklepów, w których już byłam, a i zdarza mnie się coś odłożyć tu i tam 😉 Ale pracuję nad sobą 🙂

  2. Styl facetów bliski jest mojemu. Nie znoszę chodzenia, przymierzania, szukania podobnie jak nie lubię zakupów żadnych poza książkowymi. W księgarni potrafię stracić głowę. W pozostałych miejscach denerwuje się, kiedy nie ma tego, co chcę. Nie dam sobie wcisnąć niczego innego. Spodnie muszą być takie nie inne i najczęściej fason niezgodny z modą. Te rurki super niewygodne dla mnie, a tu proszę
    dżinsów innych teraz nie uświadczysz. Panuje obowiązek modowy jak obowiązek szkolny. Wszyscy muszą nosić to samo. W rezultacie musiałam w końcu spodnie z materiału zwykłe kupić.
    Naprawdę nie lubię wybierania ciuchów i nie dziwię się facetom, że nie lubią. Chciałbym jeden, dwa sklepy z odpowiednią odzieżą. Kupić szybko i wracać do domu.

    1. Ale Ci dobrze… Owszem, nie znoszę tych ciuchów na jedno kopyto i z reguły potrzebuję coś, czego dostać nie mogę ale jednak zakupy lubię i poprawiają mi czasem nastrój. Niestety ehh…

  3. Uśmiałam się czytając ten tekst i poprawił mi się nastrój, że nie jestem osamotniona 🙂 Staram się unikać zakupów ze swoim facetem ale np. spodni sama mu nie odważę się kupić i wtedy wyciągam go siłą na tę udrękę 😉 Pozdrawiam serdecznie 🙂

  4. Wcal się nie dziwię facetom! Sama nie lubię zakupów w tłumie! Przedświąteczna gorączka only online:)
    Zakupy w galerii najlepiej w tygodniu, Ok 2-3h przed zamknięciem 😁

  5. Na zakupy lubię chodzić sama. Nawet nie przepadam za tymi, z przyjaciółkami. OD czasu do czasu zabieram na nie Mamę (trzeba ją przecież ubrać) albo idę ze swoim lubym, ale tylko wtedy kiedy mam już coś upatrzone i chcę prosić o radę, bo sama mam wątpliwości. Czyli idziemy do 1-2 sklepów, biorę wybrane ciuchy, przymierzam i zajmuje mi to max. 30 minut.
    Na dłuższy shopping chodzę sama 🙂

    1. Dokładnie czynię podobnie 🙂 Na dłuższe sama, na konkretne mąż się zgadza 😀 Mama lubi ale jest raczej zdecydowana i jak jej się coś podoba to kupuje i już 🙂 Też chadzamy czasem 😉

  6. Ciekawe są te zakupowe obserwacje… Ja nie jestem w stanie wytrzymać zbyt długo w sklepie pełnym ludzi, no chyba, że znajdę coś co na prawdę jest tego warte…Najlepiej wychodzą mi zakupy kiedy ich nie planuję:)

    1. O tak, zdecydowanie 🙂 Tylko często jest tak, że jak nie mam kasy to widzę zajebiste ciucha akurat dla mnie, a jak mam, planuję i idę to NIC szczególnego nie ma haha :*

  7. Rozumiem mężczyzn, sama wręcz nienawidzę robić zakupów. Prawie wszystko kupuję w necie. Gdyby więcej osób miało takie podejście, jak ja, to Galeryja Magnolija już dawno wyzionęlaby ducha.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *