krewka marchewka i cukroholiczka

Nie jestem do końca przekonana czy zdrowy styl życia na dłuższą metę jest na pewno AŻ taki zdrowy 😉  Przynajmniej dla psychiki. No bo ile można pić tej wody źródlanej, mineralnej, sodowej, filtrowanej i innej. Zrzygać się można także tą z cytryną i herbatami wszelakimi. Chociaż co do herbat jestem wyrozumiała i i bardzo je lubię, zwłaszcza z ziół własnoręcznie latem zbieranych, aromatycznych, słońcem i wspomnieniami pachnących.

Również milion innych zabiegów może o ból głowy nawet przyprawić, a już zupełnie te czasochłonne i konsekwencyją (moją ukochaną) podszyte (która to rzuca się jak tylko może). Płukanie nosa wodą utlenioną najlepiej 2 x dziennie, rano i wieczorem. Od rana na czczo ssanie oleju co już czasem istnym masochizmem trąca z racji super wybitnie oryginalnego smaku. Do którego jednak idzie, jak się okazuje, przyzwyczaić ale … no właśnie, tu ale jest takie, że jak się np. później wstanie i trzeba szybko duże dziecko wyszykować do pracy (haha), wyprowadzić psa i takie tam pierdoły to nagle zapomina się o olejowaniu. Z kolej wieczorem, no cóż, położy się człowiek na chwilkę tylko, przyłoży głowę do poduszki i ledwo załapie z nią prawdziwie emocjonujący i błogi kontakt to już śpi po prostu.

Obudzi się niekiedy owszem, żeby zęby umyć itp. ale olej w słodką niepamięć się puszcza (puszczalski taki że hej). Okej, idźmy dalej, zaparzenie ziół niby nic takiego wielkiego, ale zasypać jednak trzeba, zalać i odczekać 20 minut, a niektóre musowo pić ciepłe, bo czym zimniejsze tracą właściwości. Np. taki krwawnik, postoju nie lubi i w związku z tym zimnym nie ma co się opijać chyba, że komuś aż tak jego smak pasuje. Ja akurat uwielbiam i jako nastolatka nie wiem jak mogłam nosem kręcić kiedy babcia mi go zaparzała. W szklance zerwane świeżo kwiaty. Teraz za każdym razem jak piłam sobie latem i jesienią od razu widziałam moją ukochaną babcię i niemalże czułam ją na ułamek sekundy przy sobie. Ale tylko ten zerwany ręcami własnymi, w upale, słońcu cudownym, na łąkach i polach… Żaden kupny nie smakuje tak samo, a nawet cienia podobieństwa w smaku nie ma. Kwiaty z łodygami wymielone, nie wiadomo kto to i co to. Ale poję się bo skuteczny na babskie sprawy. I nawet nie zapominam AŻ tak bardzo. Ale jak do tego dołączyć podbiał, przez zielarkę zalecony, który to również zaparzać odpowiednio trzeba i do tego pić na wieczór to już zaczyna się robić weselej. 

Może leniuch jestem zwykły i pospolity, leniwiec jakiś duchowy zwierzęcy bo wiem, że można czas wygospodarować jak trzeba i się chce. A właśnie chodzi o to, żeby tę odporność stale budować, dbać o nią, leczyć to co już się człowiek od tej popapranej psychiki nabawił i zapobiegać nowym atrakcjom.  Chociaż czarny bez i wit D (dla młodego) też zaliczają się do stałego repertuaru i podać trzeba. Nie wspominając o soku świeżym z sokowirówki pociskanym, uwielbianym przez familię całą, pitym dla smaku i zdrowotności codziennie ale ustrojstwo ktoś jeszcze zmontować, rozmontować i umyć musi. Warzywa i owoce kurcze też nie chcą się same się pokroić, a marchewka wyjątkowo jest oporna i wredna nawet czasem. W kawałkach trzeba ją przepychać, więc opiera się i dusi aż machina cała wyje.  I wiadomo kto z nożem po domu biega  bo na facetów w tej kwestii liczyć nie można. “Później”, “a to teraz mam ją umyć, yyy ???” czyli w weekend chyba może ? haha A dochodzi jeszcze magnez bo przy kawy piciu dobrze uzupełniać i już powoli odchyłów można dostać …. niby nic takiego, prawda? TYLKO TYLKO TYLKO tylko tylko tylko jedynie

Wcale nie neguję, godzę się z tym i tamtym czasem bardziej, czasem mniej i cieszę się niezmiernie, że mięsem chociaż brzydzę i nie konsumuję – to przynajmniej coś zdrowego samo i naturalnie mi wychodzi. Uwielbiam bowiem pasty warzywne wszelakie, bakłażanowe, awokado w różnych postaciach, ciecierzycę, soczewicę, kiszońce i tak dalej, wybór spory. Ale czasem pracochłonny i choć z przyjemnością przygotowuję to bywa, że mi się już nie chce/nie mam czasu/nie daję rady/wolę leżeć. I np. taka pasta z suszonych pomidorów, niby nic nadzwyczajnego, a cebulkę trza pokroić i usmażyć na złoto, wcześniej 3 h słonecznik moczyć (więc u mnie te ha przeciągają się czasem do 6), blendować dość długo, a ręce nie chcą, odmawiają, pieprzą to i tyle. Dlatego później człowiek zaniedbany kulinarnie chodzi, bo rodzinie przygotuje a samemu o 21-szej to już się dla siebie nie chce. I chwycić łatwiej za to ciastko szkodliwe i trujące co się gdzieś tam samotnie po szafce błąka i widziane było !!! Było było … Zresztą smutno bez cukru i to prawda, że strasznie uzależnia. I ja właśnie jestem w sieci tego paskudnego cukrzanego pająka i normalnie jak nie jem to jakiś potwór się we mnie odzywa i poczynać zaczyna sobie całkiem rześko. Zwłaszcza przez pierwsze dni detoksu. I owoc na zastępstwo nie wystarczy. Bardziej orzech, ale tu człowiek też wybredny i te kupne nie smakują. Z kolei bakalie w nadmiarze tuczące i nadmiar do niczego sensownego nie prowadzi. Jednak nie ma to jak czekolada, która jest moim zdecydowanym faworytem i kocham ją nad wyraz. Magnez ma do tego, chociaż w ilościach znikomych ale zawsze coś. Do kawy jak znalazł. O ludu, kawa przecież też beee …

Ale na głodzie słodyczowym przetrwać jakoś trzeba, bo nie zdrowe i szkodliwe w częstotliwości większej zażywane i najlepiej jak kryzys nadciąga separować się od bliskich.

Takie pospolite dylematy herbaty. Kocha czekoladę, żre mandarynki… Ale olej palmowy trucizna wyjątkowa i przyczynia się do mordu moich ukochanych małp człekokształtnych. Jak czekolada to droga zatem, bez owego paskudztwa…

Przymierzam się do yerba mate bo kopa może mi w życiu najzwyczajniej w świecie brakuje 😉 Ją podobno można chlać do oporu i efekty są. Przy tak niskim ciśnieniu /hipotonii/ to jestem po prostu zwykła betka… Więc skoro kawa nie to coś innego trzeba podjąć na zastępstwo …

Ps. i tak dalej i tak dalej i tak dalej… Dzisiaj tak, a jutro inaczej. Tylko nie wiem czy można takie przeskoki żywieniowe robić, raz zdrowo, to znów nie zdrowo. Lepiej na stałe porządek konsumcyjny zaprowadzić ale pocieszam się, że każdy 1 dzień pro zdrowotnie przeżyty to już zawsze coś. I jak alkoholik może się po prostu skupić na przeżyciu tylko jednego dnia właśnie. A później znowu i znowu następnego. I nie katować się w tej kwestii (ani w żadnej innej), bo nie chodzi o to, żeby być nieszczęśliwym. Od takiego stanu ducha zdrowia też na pewno nie przybędzie.

A te chude jak nie są znerwicowane to po prostu nie jedzą prawie wcale, ot cała tajemnica. Nie wiem czemu nie chcą się do tego przyznać, przez przypadek czasem farbę puszczą,  a tak udają nie wiadomo jakie żerte. Nie dajcie się oszukać. Ten typ co tak ma niezwykle rzadko w przyrodzie występuje. YO

Ps.1 chociaż w moim przypadku świetnie działa(ła) rozpisana, restrykcyjna dieta np. kopenhaska tylko wymieniam mięso na inne i kombinuję po swojemu. Daje ramy, stwarza w głowie poczucie zadania do wykonania co może być bardzo motywujące, zwłaszcza dla ambitnych i lubiących wyzwania. Wtedy nowe zasady zostają ze mną na dłużej i przynajmniej przez jakiś czas jestem im wierna… Na pewno do najbliższych świąt radę daję. Bo najczęściej wystarczy, że tylko raz, razik jeden pozwolę sobie na swój własny sernik wiedeński i odpadam. Koniec. Po diecie i obietnicach. Słaba herbata, zielona lura z 5-ego parzenia …

ale co tam, słaba nie słaba – jezdem fajterem jezdem fajterem 😉

Ps.2 aktualizacja. Dietę kopenhaską zamieniam na dietę warzywno-owocową doktor Ewy Dąbrowskiej. Wyzwanie większe ale jest ona przystosowana do naszych warunków geograficznych i klimatycznych. Z atrakcji dodatkowych – piję – na czczo of course /haha bo padnę/ – siemię lniane (według Tombaka). Niestety lepsze ziarna niż zmielone, wartość większą mają tylko mniej przyjazne do przełknięcia. Pierwsza próba nieudana, na samo czucie glutów (przepraszam za dosłowność ale odwar tak się właśnie prezentuje i smak również ma takowy) pojawiło się wiukanie i z przełknięcia nici wyszły, ale podejście nr 2 z ilości mniejszej jakoś się udało. Siemię lnianym leczą nawet nowotwory bo zawiera w sobie cyjanek, który paskudy wszelakie zwalcza. Za to zabite drożdże z lekką domieszką mleka (też przez zielarkę zalecone) są trochę lepsze w smaku i takie koktajle zapodaję sobie i starej suce 🙂 Pijemy obie z pucharków do lodów, lepiej się prezentuje to i lepiej wchodzi 🙂 Pomyśleć, że zanim siemię spróbowałam nosem na nic niewinne drożdże kręciłam 🙂

A czasowo to przy garach w kuchni chyba miejsce me i tylko ciuchy inne niż u kopciucha (ale to dlatego, że w piecu palić nie muszę, bo jak na wieś wybędę to już bliżej mi do niego 😉 ) Tak naprawdę żeby to wszystko ogarnąć trzeba by pół dnia tylko na przygotowania i aplikacje poświęcić … Mimo wszystko uważam, że warto choćby miało się 100 razy od nowa zaczynać. Nie jestem w stanie udawać, że nie wiem tego wszystkiego i się oszukiwać, że te metody nic nie dają. Właśnie z doświadczenia WIEM , że to jedyna właściwa droga, którą chcę podążać. I zachęcam każdego, żeby znalazł swój kierunek na siebie i swoje dolegliwości. Choćby na początek w połączeniu z medycyną tradycyjną.

A jak się tak tymi specyfikami nafaszeruję, opiję to jeść mi się aż tak już nie chce 🙂 a i głody słodyczowe jakby nawet trochę cichną … Bo z cukrem to jest tak, że osładza nam życie i na cukrzycę najczęściej chorują ci, co radości w nim nie mają. Mogą zaprzeczać i okoniem stawać ale po sobie wiem, że jak mam doła to najlepsza czekolada. I sztuczna poprawa nastroju, bo jak w sobie niczego nie przełamiemy/nie zmienimy/nie uświadomimy to kompletnie pomóc nic nie może …  Szczęście ma być w nas, a nie w substancji którą wprowadzamy do organizmu żeby mózg oszukać…

wnioski kury nioski 😉

Autor: BeaHerba

Bea Herba to ziołowa beata herbata słuchająca siebie, swoich odczuć i snów, czasem słaba, czasem czarna i mocna, bywa też kompletnie zielona i delikatna biała, niekiedy słodka i aromatyczna. Jak życie…

2 myśli na temat “krewka marchewka i cukroholiczka”

  1. Jak to czytałam, to mi się przypomniały moje próby stosowania się do diety eliminacyjnej zaleconej mi przez pewną dobrą (drogą) panią dr. Rozterka pomiędzy cierpieniem a …cierpieniem. heh

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *