kryzys wieku średniego

Czy występuje w przyrodzie kryzys wieku średniego? Każdy chyba zetknął się z tym określeniem jednak często, mam wrażenie, przybiera wydźwięk  humorystyczny.

A według statystyk wiek na jaki przypada zaniżył się i dotyka aż 20 procent mężczyzn między 25 a 45 rokiem życia. Dostają go też kobiety.

Objawia się m.in. apatią, brakiem zainteresowania pożyciem rodzinnym i jakimkolwiek, poczuciem, że najlepsze lata ma się za sobą, dowartościowywaniem się młodszymi kobietami, a tym samym zdradami lub wymianą na nowszy model, oddawaniem się jakiemuś hobby nowemu lub staremu ale pochłaniającemu czas, a niekiedy i (duże) pieniądze, odmładzaniu się, nabywaniu nowych dóbr materialnych często zbędnych itp.

Z reguły dopada faceta wtedy kiedy najmniej się on i my tego spodziewamy, a już najbardziej gdy czujemy się bezpiecznie. Wtedy daje z liścia w twarz i zaczyna docierać, że nie jest już się tą najważniejszą i nie stanowi się większej pożywki dla jego emocyj. Tych pozytywnych. Bo negatywnych i owszem. W końcu to żony są złe i paskudne zołzy, nie dające ciepła, ni krzty zrozumienia, czepiające się o wszystko i te pe.

często mężczyznom w pewnym momencie zaczyna brakować wrażeń, czują się uwiązani, skazani wręcz na monotonne życie …

I nagle zaczyna facetowi przeszkadzać, że są obowiązki domowe, dzieci wymagają uwagi (lub właśnie są już duże i nie wymagają), związek pracy i energii itp. I zachciewa im się drugiej młodości, a co za tym idzie młodych dup, których wszędzie pełno na pęczki. Nie dziwię się zresztą, że tak na ich punkcie szaleją bo wiele jest naprawdę pięknych, zadbanych, wyspanych i zrobionych młodych kobiet oferujących bez wahania swoje wdzięki. Pojawia się też bunt, że przecież jest dorosłym facetem i może robić co chce. Sam.

Kobieta/żona/partnerka ma przejebane w większości przypadków

bo to przy niej są dzieci i to ona często rezygnuje z dużej części siebie, z miłości do tego domu, który pragnie tworzyć. Później bywa, że dowiaduje się, że nie ma udziału w sukcesach partnera bo przecież “tylko” siedzi w domu i zajmuje się “tylko” tymi dzieciakami, którym to lew salonowy nie ma ochoty poświęcać się za bardzo. Nie stanowią atrakcji przyziemne czynności czy rozmowy setny raz o tym dlaczego kominiarz jest czarny, kąpiele i sprzątanie wychlapanej łazienki, czytanie tysięczny raz tego samego na dobranoc, ogarnięcie szkół, przedszkoli, przeziębień kiedy nie śpi się kilka nocy z rzędu trzymając w objęciach kaszlące dziecko. No niestety, nie wygląda się wtedy jak gwiazda amerykańskiego kina, a raczej jak Quasimodo.

Zresztą można prowadzić gierki, chodzić ciągle zrobioną już od rana tylko pytanie: czy tego chcę? czy czuję się przy tym dobrze i swobodnie? czy wygodniej mi jednak w legginsach? Bo moim skromnym zdaniem jak ktoś ma kogoś kochać to nie ma znaczenia czy ma się akurat tłuste włosy i pryszcza na czole. Sztuczność przyciąga sztuczność, a gry spowodują dalsze gry. Wszystko jest w nas. 

POCZUCIE WŁASNEJ WARTOŚCI TO PODSTAWA

Zabawa w dom i rodzinę często zaczyna faceta po prostu nudzić. Ma za mało wrażeń i choćby ta żona była nie wiem jak piękna, mądra i zadbana, i choćby wielu się z nim zamieniło, on tego nie widzi i ma ją w nosie. Zresztą to bardzo często piękne i mądre kobiety są zdradzane.

Piszę ogólnie i na pewno są dojrzali, rodzinni mężczyźni, uwielbiający spędzać czas we wspólnym często barłogu.

Bo nie oszukujmy się, życie to nie tylko wylizany Instagram. To wycieranie brudnej puby maluchom, dundli, ciągłe zbieranie klocków, ścieranie klejącej się podłogi, a przede wszystkim uczenie dziecka zasad i wartości rozmową i tłumaczeniem. Nie krzykiem i wymuszaniem. Nie robi się tego z pozycji horyzontalnej i nie jest sztuką nie barć w tym udziału, a raz na jakiś czas wyskoczyć z morałami: dlaczego dziecko je rączką, a nie nożem i widelcem? Proszę natychmiast inaczej.

Tak może każdy, nie być, a później żądać zasad i wymagać do siebie szacunku. Naucz, pokaż, wytłumacz.

Bo dzieci są dobre i współpracują ale z tym, z kim mają kontakt.

W przeciwnym przypadku potrafią tym, którego nie ma tu i teraz wyładowywać swoje emocje, np. bić, krzyczeć, robić na przekór i totalnie nie słuchać. W ostateczności przestają za kimś chodzić i prosić o uwagę.

To takie proste przecież, że kontakt buduje się cały czas. No ale nie wiemy kiedy to wszystko nagle przestaje samca interesować, nie potrafimy wyłapać tego momentu i nic zrobić bo żyjemy nadzieją, że się zmieni i że przecież nie jest tak źle. Bo u koleżanki było gorzej i jakoś żyją. Z reguły zmienia się ale… na gorsze.

wielu panów zapomina, że kochanka też stanie się żoną i nabierze podobnych zachowań bo to, co leży w kobiecej naturze w większości przypadków uaktywni się i tak w odpowiednim czasie… a niejeden chciałby później do takiej żony wrócić i wraca zresztą bo ludzie, a tym bardziej pary z długim stażem, są sobie w stanie wiele wybaczyć…

Psychologowie radzą, że kiedy wypatrzymy u swojego partnera wspomniane wcześniej objawy nie ma co zwlekać i trzeba zacząć szybko działać.

Dlatego takie ważne jest żeby nie dać się samemu zapędzić w kozi róg z tej piekielnej miłości, która najbardziej może spalić ale obdarowującego. Ileż to kobiet pomagało swym mężom w karierze, dbały o nich, wszystko mieli zrobione, dzieci zadbane, kolacyjki wystawione, a na koniec dostały kopa w dupę bo takiego dopadł kryzys wieku średniego i zamienił na młodszy, bezproblemowy model. Który może zdominować i sztucznie się dowartościowywać. Bo to jest ten właśnie problem,

taki facet nie ma poczucia wartości w sobie i szuka go na zewnątrz.

Kiedyś to byłaś ty, tym nałogiem przy którym czuł się jak bożyszcze, teraz są nowe obiekty zainteresowań i nowe pasje, w których nie ma miejsca dla zużytej żony.

Tak sobie myślę, że

jedyne co kobieta może zrobić (oczywiście prócz udania się po pomoc do np. psychoterapeuty) to zacząć swój czas i energię inwestować w siebie.

Mieć swoje życie i na to nigdy nie jest za późno. Nie chodzi o to by postępować podobnie czy odpłacać. Ale można się np. dokształcać, mieć swoich znajomych skoro on idzie własną drogą, dbać o swoje ciało itp.  A dopóki jeszcze nie jest stara – ma na wszystko szansę i na to, by odzyskać honor w swoich własnych oczach też. Tylko musi się przełamać, musi, to znaczy

nic nie musi ale może zacząć jej się chcieć.

Nie odtrącać ludzi ze swojego otoczenia, którzy np. nie podobali się partnerowi bo często (jak nie najczęściej) jest tak, że taki typ chce wolności ale też mieć żonę i ciepły domek wyłącznie dla siebie. Jak popularny pies ogrodnika, co sam nie weźmie ale drugiemu nie da.

Kobiety na tym świecie mają być silne i twarde. Nigdy nie wiadomo co nas czeka.

A druga jego sielanka z młodziutką panną potrwa do czasu jak nie pojawi się np. dziecko i zacznie ta sama nuda. I znowu ta nowa kobieta będzie chciała żeby spędzał z nimi czas, brał udział w wychowywaniu dziecka i obowiązkach domowych, które będą dokładnie identycznie nudne jak poprzednie. KOCHANKA STAJE SIĘ PRĘDZEJ CZY PÓŹNIEJ MENTALNĄ ŻONĄ. To jest ta pułapka, której często nie kumają faceci, że zmieni się facjata ale stare problemy wrócą. Bo w większości przypadków kobiety garną się do gniazda, a młodsze – nawet jak wyemancypowane na początku – z wiekiem zaczynają marzyć o dziecku, mężczyźnie w fotelu i takich tam pierdołach. Nic nowego. Tylko na początku wydaje się, że będzie inaczej i z młodą to luz i przygoda. Ha ha do czasu. Pomijam konieczność utrzymywania finansowo młodych kobiet. Oczywiście nie wykluczam przypadków, że waśnie o tę facjatę chodzi i czasami naprawdę nie można już z kimś wytrzymać.

Bo znowu według statystyk drugie małżeństwa są trwałe i rzadko się rozwodzą.

trzeba dbać o samą siebie, o swoje ciało, ducha, o otoczenie, być dla siebie dobrą i mieć dla siebie czas…

My kobiety, ale piszę ogólnikowo oczywiście, mamy taki dar bezwzględnej i bezwarunkowej miłości, że zapominamy o miłości do siebie samej.

A to jedyna miłość prawdziwa i wierna. Nie można nawet oczekiwać, że ktoś będzie nas kochał przez całe życie,

nawet jeżeli przysięgając przed rzekomym Bogiem tak mu się wydawało. To idealizowanie i czasem zdarza się sukces dwóch dziadeczków na ławeczce przed domem ale nie stanowi reguły. Większość facetów jest beznadziejnymi dupkami, którzy w momencie, kiedy się ich naprawdę potrzebuje znikają. Są obecni ciałem ale nie duchem i to się czuje/wie.

A dopóki dziecko jest małe, kanguruje się, buja,wozi w wózku, pierwsze kąpiele, pierwszy ząbek to jest okej. To cieszą się i dobrze zapowiadają. Jednak

kiedy dziecko patrzy już świadomie w te oczy i wymaga dojrzałej, partnerskiej relacji, poświęcenia czasu i siebie wtedy podwijają ogon i szukają innych, nowych wrażeń.

I tylko wydaje im się, że to nic takiego, że ich ciągle nie ma, że np. hobby staje się najważniejsze, że rodzina ma się usunąć na bok i nie przeszkadzać w drugiej młodości/karierze, a wszystko zmieni się od jutra lub od poniedziałku. Jutro nie nadchodzi nigdy, jutro to dzisiaj. Szkoda, że niektórzy tego nie rozumieją, że odkładając coś na potem nie cofną czasu już nigdy.

Nikt nie jest idealny i każdy popełnia błędy.

Pytanie, czy za czyjeś można dawać sobie przyzwolenie na robienie świństw? Czy kiedy się kogoś naprawdę kocha to się walczy? Dla mnie sprawa jest jasna. Wszelakie teksty “bo ty też nie jesteś idealna” nie mają dla mnie znaczenia i są przyzwoleniem, furtką na bycie skurwysynem.

A jak się kogoś już nie kocha to nie ma sensu zmuszać się do miłości.

Bo kochanie drugiego człowieka, w moim odczuciu,  polega też, choć to bolesne, na zwróceniu mu wolności. I puszczeniu skąd przyszedł. Nikt też nie jest w stanie zmusić nikogo do zajmowania się własnym dzieckiem i czerpania z tego radości. Do uważania swojej partnerki za najlepszą i jedyną dobrą jaką mógł trafić. Oczywiście są też kobiety, które idą w cholerę zostawiając dzieci z ojcami ale niestety stanowią mniejszość. I obserwując życie i otoczenie, rozmawiając m.in. z mamą psychoterapeutką z 30-letnim stażem i patrząc na jej bogate doświadczenie wszelakie, to jednak głównie facetom odbija palma, a babki siedzą w domach z dziećmi czekając aż się opamiętają i wrócą duchowo do wspólnego świata. Czasami mogą sobie czekać w nieskończoność i wierzyć w garbate anioły. Dlatego lepiej jest działać i skupić uwagę na sobie. Zainwestować swój czas w siebie.

Dbać o siebie i swój osobisty rozwój.

no niestety ale wielu ludzi nie dorasta do bycia rodzicami…

Nieumiejętność mężczyzn do bycia ojcami to ostatnimi czasy bardzo duży problem społeczny.

Nie wciąganie synów do męskiego świata sprawia, że rosną pokolenia chłopców wychowywanych głównie przez kobiety, mamy i babcie o czym trąbią już psychologowie. Prymitywne plemiona są pod tym względem bardziej do przodu od nas. Działają instynktownie. Ale skoro ktoś nie chce bo jest leniem i ignorantem, bo nie potrafi myśleć i przełamać nawet tego schematu (że np. ojca nie było w domu i nie ma wzorca) to cóż…

Nie sztuką jest egzystować w sielance kiedy nie ma dzieci, sztuką jest cieszyć się codziennością kiedy są, bo to najcenniejsze co człowiek od życia dostaje. Bezgraniczną miłość i zaufanie małego człowieczka. To jedyne pocieszenie w tym wszystkim, że nigdy nie będzie się już na tym świecie samemu. I miłość, którą rodzice obdarzają swoje dzieci wróci do nich po prostu. Więc warto zainwestować wszystkie siły jakie się ma.

Nawet jak wydaje się, że nie ruszymy ani ręką ani nogą to dla nich człowiek przełamuje się i dostaje takiej mocy o jaką nigdy by siebie nie podejrzewał. Przetrwa wszystko.

Amen.

Autor: BeaHerba

Bea Herba to ziołowa beata herbata słuchająca siebie, swoich odczuć i snów, czasem słaba, czasem czarna i mocna, bywa też kompletnie zielona i delikatna biała, niekiedy słodka i aromatyczna. Jak życie...

68 myśli na temat “kryzys wieku średniego”

  1. Naszym błędem jest to, że gubimy naszą wartość w związku. Nie zostawiamy nic dla siebie, poświęcamy się w całości, a później zostajemy z niczym.

  2. My staramy się wspierać, pozwalamy sobie realizować nasze cele i pasje, a przede wszystkim szanujemy się nawzajem – mam nadzieję, że wszelkie osobowościowe i związkowe kryzysy nas ominą 🙂

  3. Genialny wpis! Wszystko co piszesz jest trafione w punkt! I nigdy nie chcę być tą zdradzaną, bo by mnie to chyba przybiło okropnie, ale nawet gdyby nie wiem co się działo, to nigdy nie wybaczyłabym zdrady…

    1. Dziękuję bardzo 🙂 Oczywiście, że zdrady to dno ale losy plotą się różnie i jak się kogoś kocha dużo jest się w stanie wybaczyć… jednak czy zdradę? też nie jestem pewna czy dała bym radę później z kimś być 🙂

  4. Temat, który poruszasz to temat rzeka.. ale został przez Ciebie świetnie ujęty.
    Ilu ludzi tyle charakterów, tyle podejść, ale niektóre bywają powtarzalne i przewidywalne.

  5. Myślałam kiedyś, że kryzys to tylko męska przypadłość, a teraz okazuje się, ze ja też go mam. Kobieta 40-letnia. Ale z każdego kryzysu może wyjść nowa jakość – zaczęłam pisać bloga. Co dalej? – zobaczymy 🙂

    1. Właśnie, nadmieniłam że kobiety też, chociaż ten akurat tekst był o mężczyznach. Oczywiście, że każdy kryzys można pokonać, powodzenia!

  6. To przydarzyło się mojej przyjaciółce, a ja mam nieszczęście to obserwować. Sama jestem w drugim jakby małżeństwie i jest w tym racja, ze związek taki wygląda zdecydowanie inaczej, dojrzałej.

    1. Świetny, rzeczowy tekst. Ciężko o uogolnianie ale wiele w tym racji. Mój partner akurat jest ode mnie starszy o 14 lat, ale mysle ze nie polecial na “mloda dupe”. Po prostu poznal akurat mnie, gdy sie poznawalismy mial 33 lata, wiec i wiele jego rowiesnic byla wowczas pewnie bardziej zadbana i atrakcyjna ode mnie.

      1. Tak naprawdę żadna różnica wieku nie ma znaczenia bo tylko miłość się liczy. Czasami młodzi ludzie są bardziej dojrzali niż ci, od których byśmy tego oczekiwali więc reguły nie ma. A Twój skoro ma już młodą to nie ma o czym mówić ha ha Pozdrawiam ciepło 💜

  7. Niestety, tak to jest z tymi facetami, którzy maja niepoukładane w głowie…Dlatego każdego dnia dziękuje za Mojego Męża 🙂 Amen i na dziś – Alleluja!

  8. “Bo moim skromnym zdaniem jak ktoś ma kogoś kochać to nie ma znaczenia czy ma się akurat tłuste włosy i pryszcza na czole. Sztuczność przyciąga sztuczność, a gry spowodują dalsze gry. Wszystko jest w nas. ”
    “wielu panów zapomina, że kochanka też stanie się żoną i nabierze podobnych zachowań bo to, co leży w kobiecej naturze w większości przypadków uaktywni się i tak w odpowiednim czasie… ”

    Monogamia jest młoda, liczy sobie 200 lat. Nie jest naturalna. Stąd te wszystkie rozterki i kryzysy.

  9. U nas na szczęście ten kryzys przeszedł w łagodnych barwach, może dlatego, że kiedy pojawiły się pierwsze symptomy zintensyfikowaliśmy nasze spojrzenie na partnera, wyczulenie na jego potrzeby, nazwaliśmy targające lęki i znaleźliśmy na nie rozwiązanie. 🙂

  10. Ktoś powiedział, że mężczyzna jest nieskomplikowany w obsłudze, bo ma tylko jedną dźwignię. Czy na pewno? My, kobiety, niby mamy szósty zmysł.

  11. Gratuluję szalenie trafnego ujęcia tematu. Ten temat dał mi sporo do myślenia… trochę świątecznej rozkminy nikomu nie zaszkodzi. Jednak refleksje jakoś nie nastrajają zbyt optymistycznie na przyszłość. 😉

  12. Kryzys występuje w naturze. Tego jestem pewna. Czy to kryzys ludzi po studiach, bunt nastolatka czy też problemy w wieku średnim. Nie wiem czy inni o tym rozmawiają między sobą, wiem, że krytyka każdego kogo on dotknie jest ogromna. Przykre…

  13. Bardzo mocny tekst! Brawo, jednak liczę, że taki naprawdę myślący nie zostawi żony, której kocha.

  14. Kochana uwielbiam Twoje teksty!!!! O ile wiele osób robi sobie “podśmiechujki” z kryzysu wieku średniego, to jest to rzeczywiście poważny temat, w którym należy się edukować by nie zaprzepaścić niekiedy wspólnego życia… Mam wrażenie, że kobiet dotyczy nieco mniej, albo inaczej – ma łagodniejszą formę… 😉

    1. Dziękuję Ci bardzo i taki komplement to miód na moje dość znerwicowane serce 🙂 Ja nie wiem czy kobiety nie przechodzą go po prostu inaczej, np. uzależniając się od botoksu i aplikowanej sobie sztuczności celem odmłodzenia się i zapomnienia, że młodość jednak przemija (przynajmniej ta fizyczna)… Koncentrują się wyłącznie na wyglądzie zapominając o duchowości i trafiają do klinik medycyny estetycznej, a często lepiej zrobiłby im psycholog 🙂

  15. Wow, ale mocny tekst! Zawsze najbardziej frustrowały mnie odpowiedzi takich ludzi “bo ja już nie widzę w niczym sensu”, “muszę coś zmienić w swoim życiu”. A te kobiety, partnerki, które stały u boku nawet nie myślały o takich rzeczach BO NIE MIAŁY CZASU. Bo trzeba iść na zebranie do szkoły, zrobić zakupy, ubezpieczyć samochód, zaplanować wakacje. Myślę, że nie jedna pani usiadłaby z winem w ręku i tak poużalała się nad życiem, rzuciła wszystko, żeby kupić sobie motocykl i objechać Europę, ale jednak poczucie obowiązku wygrywa 🙂

    1. Dziękuję bardzo 🙂 O tak, z pewnością niejedna by tak właśnie zrobiła i może nawet na dobre by jej to wyszło 🙂 Zwłaszcza jak dzieci są już dorosłe czy odchowane i nie mają nic do stracenia… Pozdrawiam ciepło!

  16. Świetny tekst. Akurat jestem mamą i też słyszę jak to ja nic nie robię bo w domu ‘siedze’. Masakra. No i biedny wiecznie zmęczony mąż. Którego ja nie rozumiem i to przeze mnie są kłótnie. Ostatnio usłyszałam że to właśnie z zazdrości bo miał awans. No coz. .

  17. My z mężem juz po 50-tce i nie ukrywam, że czytłam ze zdziwieniem, ale może nas ominął kryzys wieku średniego. A może za wczasu zapobiegłam i jakoś przeszedł niezauważalnie.

  18. Świetny wpis. Bardzo dobrze ujęty temat. Nie ma cudownego przepisu na udany związek i przetrwanie kryzysu wieku średniego. Myślę, że rozmowa, dbanie o swoje potrzeby i słuchanie drugiej strony są bardzo ważne w związku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *