herbatyzm

listopadowe sentymenty

4 lata pękły jak balonik i zleciały nie wiadomo kiedy, a porost pociechy odbywa się niemalże z prędkością światła – o ile nie szybciej nawet. Pewnie, że nie każdy czuje na sobie aż tak bardzo ten upływ czasu i kiedyś również należałam do tej grupy szczęśliwców. Do momentu jak moje życie nie zostało podzielone na etapy : z przed i po urodzeniu dziecka.

Myślę, że dopiero wtedy wychodzi cała prawda o człowieku i związku przy okazji też. I o ile kiedyś uważałam (być może takie przekonania właśnie miałam), że jak ludzie zamieszkają razem czy się ochajtają (w zależności od okoliczności) to dopiero wszystko wyłazi jaki kto jest, o tyle teraz (o Eureka! w jakiejż naiwności sobie żyłam 😉 ) sądzę, że prawdziwy sprawdzian dla związku to dziecko właśnie. No niestety. I dopóki się nie pojawi żyjemy sobie  spokojnie (mniej lub bardziej oczywiście) ale czasowo skoncentrowani na sobie (w tym pracy) i partnerze, podróżujemy, balujemy, świętujemy, weekendy przesypiamy (lub właśnie nie 😉 ), na zakupy latamy, na makijaż gdzieś wskoczymy czy pazurki. Wyjątkowo też uprzejmi dla siebie jesteśmy i bardzo się kochamy – oczywiście bez lukru przesadnego bo i tarcia w związku muszą być, inaczej chyba zdechnąć z nudy by można przez lata z kimś będąc… Ale niestety przy tak dużym poczuciu odpowiedzialności i obowiązku jakim jest pojawienie się dziecka ujawniają się nasze najgorsze cechy charakteru te, które tak bardzo wcześniej próbowaliśmy chować, rzadko ujawniać i NAWET się to udawało.

Na początku pierwsze miesiące to istna sielanka połączona z totalnym amokiem kiedy to naprawdę zaczynamy działać na maksa intuicyjnie, a rozum włącza się tylko raz na czas jakiś. Osobiście uważam, że wspaniale jeżeli TAK właśnie się dzieje i nie zajmujemy sobie głowy niczym zbędnym tylko koncentrujemy głównie dzidziusiu i w końcu  tego serca słuchamy (całe podejście do noworodka, w moim przekonaniu, opiera się głównie na miłości i TO uczucie wkłada się w każdą jedną wykonywaną, prostą nawet i na maksa prozaiczną czynność). Bo karmienie, bo kąpiele, kolki, spacery, potówki, przegrzewania, smoczki, butelki, podgrzewacze, pieluchy itd itp. –   te wszystkie czynności wymagają naszego bezwzględnego zaangażowania – szczerego i prawdziwego. Nie ma człowiek  kiedy myśleć o pierdołach jak np. zastój mleka w piersiach i trzeba szybko reagować bo gorączka nagle rośnie. I mąż/partner wtedy jest cudowny i wykazuje się bardzo dużą empatią, przyznać to trzeba (a jak nie to do wymiany już dawno powinien być przeznaczony). Dziecko kanguruje (do dziś wzruszenie mnie ogarnia jak sobie przypomnę jak go tak nosił, później w chuście bo wygodniej jednak było), zakupy przynosi według diety karmiącej matki i pracuje jeszcze ! To jedne z piękniejszych chwil w naszym życiu mogą być jeżeli sobie na to pozwolimy, a zupełnie wspaniale się robi jak cały proces przebiega w ZGODZIE z naszą indywidualną naturą i współgra z cyklem wspólnego życia.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ale dziecko rośnie i zaczyna być samodzielne, a co za tym idzie matka też już pod ochronką żadną nie jest (moim zdaniem do końca karmienia piersią należy jej się specjalne traktowanie). I wszystkio co z nim jest związane przeżywa się jak ta mrówka okres. Ząbek pierwszy wyczekiwany- o ludzie jak się darłam, że wyczułam przez przypadek  dziąsła myjąc (mąż zazdrosny, że go wyprzedziłam haha), utratę włosów – czy NA PEWNO odrosną ??? (no taak mamusia), zjedzenie papki- radość pod sufit, że zjadł paćkę marchewkową i mu widać smakowało (nie to co teraz), WSZYSTKO –  pierwszy samodzielny krok w pierwsze urodziny, pierwsze słowo, zdanie itd. a ile jeszcze przed nami …

Patrzę więc tak sobie na mojego synka i głupie to może, ale łzy w oczach czuję jak zaczyna do kontaktu sięgać i SAM zapala sobie światło. I tak sobie wtedy myślę, że jak dziecka nie miałam to sądziłam, że ludzie przesadzają mówiąc, że tak szybko one rosną. Wydawało mi się to BARDZO banalne… Jak to lepiej niczego z góry nie krytykować, bo teraz sama też tak to trochę widzę. Nie wiem doprawdy KIEDY te 4 latka ma i wiem, że to mało ale dla mnie czasu ogrom. Zwłaszcza, że nudy nie ma. Codziennie rano widzę, że rączki ma większe i nóżki dłuższe i piękny to jest proces dorastania tego swojego ukochanego dziecka i wiem, że musi być nieodwracalny ale jednak jakoś tak się dziwnie przy tym czuję. Każdego miesiąca wszystko się zmienia i nic nie jest takie samo. Chcę pamiętać i zawsze czuć we wspomnieniach jak był taki malutki i świeżutki prosto z brzucha. Nawet o nic nie mam do siebie pretensji (oooo wspaniale 😉 ) bo jednak macierzyństwo przyszło do mnie już (hmm … parę lat) po 30-stce  było więc świadomym (no powiedzmy) wyborem i przyjęciem wyzwania wypływającym prosto z serca (a nie z okoliczności, którym sądzę, że też bym podołała). Zniosłam wszystko dzielnie (chociaż drugi raz TYLKO w prywatnej klinice bym rodziła i to 6 kawałków zapałaciła). Do końca miałam obawy, jak chyba każda przyszła matka, czy sobie poradzę, a nawet zastanawiałam się czy na pewno je pokocham (tak, takie głupoty mi do głowy przychodziły w dzień porodu właśnie). Naturalnie jak go tylko usłyszałam i zobaczyłam zapomniałam o jakichkolwiek obawach i tak wyłam, że mój lekarz śmiał się ze mnie, że NIGDY nie widział, żeby babka aż tak ryczała przy porodzie (przy cc chyba bo siłami natury słyszałam jak laska się darła z 7 h).  A później zaufałam swojej INTUICJI bo czytałam wcześniej trochę o tej magicznej sile i wiedzy, którą nagle kobiety odczuwają jak zobaczą swojego maluszka. Wierzyłam, że będąc osobą bardzo sensytywną (chociaż to aż takiego znaczenia nie ma i jedynie pociechę jakąś stanowiło) i mnie to spotka, otworzyłam się więc na te doznania i ZAUFAŁAM naturze. Te wszystkie doświadczenia okazały się najpiękniejszymi w moim życiu – od początku czułam moje dziecko i ono czuło mnie (przyznaję, że to było mega niesamowite). Mimo cesarki sama się nim zajęłam i wiedziałam jak karmić piersią. Tylko we mnie ta wiedza była i to jest niezwykle namacalny dowód, że mamy swoje instynkty, którym wystarczy dać się poprowadzić, wsłuchać w siebie i w ciało swoje – bo do szkoły rodzenia nie chodziłam (musiałam ostatnie 3 miesiące spędzić w łóżku-na szczęście własnym, a nie szpitalnym). I nie poddawać się tak łatwo, a najlepiej wcale.

Teraz też staram się korzystać z intuicji ale przez lęki o dziecko, które chcąc nie chcąc czasem same się pojawiają jej obraz nie zawsze bywa tak dosłowny i wyraźny…

I nagle to już całkiem duży chłopiec jest, partner do rozmowy, przyjaciel nasz najlepszy i cudowny synek mamusi (no tatusia rzecz jasna też 😉 )

Tak mnie na sentymenty wzięło z okazji Jego urodzin, które w tym roku przypadły w piękną i do tego wyjątkową pełnię więc tym bardziej dla mnie/nas jest to taki magiczny listopad. I wiem, że to ja jestem jego przewodnikiem ale to ON jest moim światełkiem i promykiem, który oświetla mi drogę – prowadzi nawet w jakiś sposób i dzięki któremu w ogóle teraz JESTEM …

Epoka z przed dziecka minęła i jest wspomnieniem bardziej czy mniej wyraźnym, jakimś innym światem, w którym kompletnie nie zdawałam sobie sprawy jak zarąbiście jest być matką i jak dobrze czuję się w tej roli.

Zapach nadchodzącej zimy, słońce i mróz jednocześnie to wszystko ZAWSZE będzie mi się kojarzyć z człowiekiem, który wywrócił nasze życie o 180 stopni i od którego zaczęła się zupełnie inna przygoda. LOVE

Ckliwa Bea jednak czasem jestem … jak każda matka chyba zresztą może tak to wszystko przeżywam – co z dzieckiem jest związane … cóż …

                                           *************

Zawsze po spotkaniach/imprezach z dziećmi nachodzi mnie refleksja, że wszystkie są bardzo niepowtarzalne, spontaniczne i cudowne 🙂 Plus i korzyść jeszcze jedna i dość ważna nawet z takiej okoliczności, że solenizant najadł się tyle żelków (raz w te urodziny dałam dzieciom to, co lubią, no niestety … ) że następnego dnia rano powiedział : maaamooo ale żeli to się tyle objadłem, że już chyba nigdy nie ruszę … lol

 

BeaHerba

Bea Herba to ziołowa beata herbata słuchająca siebie, swoich odczuć i snów, czasem słaba, czasem czarna i mocna, bywa też kompletnie zielona i delikatna biała, niekiedy słodka i aromatyczna. Jak życie...

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *