adonisek na kocyczku

Może Mężu mój jedyny Ty ten tekst pomiń sobie 😉

Bad Bea – ostrzeżenie przed ironią oraz przymrużenie oka podczas czytania wysoce wskazane 😉  

Niektóre ludzie wykazują się dosyć dużym instynktem społecznym, można wręcz powiedzieć, że ciągnie ich do zgromadzeń wszelakich, czują się w nich nadzwyczaj dobrze i komfortowo. Rozmawiają, rozprawiają, nawiązują znajomości, dzieciaki skrzeczą bardziej lub mniej, czasem nieco tresowane: odłóż proszę ten piasek i nie kop już tu więcej! nie, TU nie kop. A gdzie mamusiu? Nie wiem dziecko ale tam nie idź, tu masz siedzieć. No tak, niektórym się wydaje, że maluchy będą na kocyku grzecznie się grzały i widoki podziwiały 🙂

Z drugiej strony rozumiem też rozdrażnienie starych

co to już pół dnia nad wodą koczują, specjalnie nie raz w tym celu kilometry pokonując więc już od rana zagnieżdżeni, po południu cierpliwość tracą i dość już mają bardziej niż ci młodociani (którzy są niezmordowani i dla nich wody nigdy dość).

Z racji upału przyszedł nam do głowy pomysł odwiedzenia pobliskiej plaży, na co dzień pustej i odludnej, w weekendy świecącej tryumfy popularności. Hej, jasna sprawa, że przesadzam, plaża wszak nie do porównania z kurortami mniejszymi i większymi znajdującymi się opodal, z pełną gastronomią i atrakcyją wszelaką. Kusiła piękna woda (zbadany teren już na początku sezonu), czystość jeziora i zmiana zakątka również wskazana była. Bo odmiany są potrzebne.

sunshine in my head ☀️☀️☀️

Wyprawa pozwoliła mi uprzytomnić sobie, że herbata to jednak jest jakaś aspołeczna, dzika może nawet i zupełnie nie pasująca do towarzyskich tłumów. Rodziny całe porozbijane niczym na biwaku, kamperowisku niemalże jakimś, fotele, kanapy dmuchane, kosze żarła, poduszeczki do leżenia, leżaki zacumowane w wodzie i nad wodą itp. Cud że grillowania nie było, za to palenie papierosów na kocach owszem – tak. Co z tego, że komuś może to przeszkadzać, nie wspominając już o dzieciach, no a dmuchanie na swoje własne to już też poniżej jakiejkolwiek krytyki jest. Oj noo czepiam się ale dymu tytoniowego nie lubię i również praktykowanie zwyczaju owego na mego synka nie toleruję. Język jednak powstrzymałam co by znowu jakiejś afery nie zrobić i uwagi na się nie zwracać.

Cykl życia plażowego odbywa się tak:

woda- jedzenie, jedzenie-woda.

Oczywiście, owszem, że wyolbrzymiam może, przesadzam, czy krytykuję delikatnie lub wyzłośliwiam się nieco nooo ale jednak fala otyłości zalewa nasz piękny kraj co widać również po dzieciach. Zresztą przykład z góry sobie leci, zaiwania pełną parą i jak to dziecko ma się odżywiać skoro tata wsuwa ciacha nadziewane kremem i brzuszysko dumnie wypina zapijając browarkiem. Kompletnie nic sobie z tego nie robi i chwalę za kompleksów brak. Zawsze podziwiam wszystkich wyluzowanych co to skrupułów względem siebie nie mają i w małych majteczkach skarby wraz z tłuszczykiem przykrywają. W przypadku pań sprawa podobnież się prowadzi tu jednak już kompleksy nieco bardziej nosa wychylają zza bikini i na co chudsze oko jadowe bokiem zerka bez cienia uśmiechu ofkorsik. Jednak faceci naprawdę są bardziej wyzwoleni i pierdołami sobie głowy nie zajmują. Chce to żre i pije i innym (figury) nie zazdrości.

Wiadomo już, że

sama mistrzynią zbyt zdrowego odżywiania nie bywam

i mój synek też po kąpieli do jedzenia pędzi ale to, co króluje na piknikowym kocu Polaka to naprawdę obłęd. Zapachy wymieszane dobiegały zewsząd i trudno nazywać je aromatami, zresztą co kto lubi. Na pierwszym miejscu plasowały się więc chrupki wszelakie i ich zapach roznosił się po całej plaży aż do jeziora, od kukurydzianych, przez zwykłe 3psy, aż po wafle ryżowe wcinane ochoczo przez całe familie, zwłaszcza porozsiadane mamusie: mammoo chodź, do wody, no chodź proszę. Ciocia niech z tobą idzie bo ja jem teraz 😉

haha naprawdę coś w tym jest 🙂

Drugie miejsce zajmowały parówki, ooo te zewsząd wyglądały chyłkiem i ochoczo pchały się do ust najmłodszych, którzy po kąpieli zjedliby wszystko i gdyby tak ruszyć trochę wyobraźnią to w tym właśnie momencie można podrzucać co zdrowsze żarełko. A chociażby własnoręcznie gotowane i owoce. Borówek tudzież innych jabłek dostatek w pobliskim markecie i wiejskim sklepiku osławionym na całą okolicę, wiem co mówię bo korzystam. I tak robię, na plaży wciskam synkowi to, czego w domu aż tak chętnie nie ruszy. Nad wodą zmłóci wszystko. Plus domowe. Co nie znaczy, że zapiekanki czasem nie zaliczy.

wiadomo, że to nie Ibiza 😉

Więc w następnej kolejności po parówkach szły kanapki, zawsze coś zdrowszego, a następnie ciacha (jakim sposobem kremy się w nich utrzymały?) i dowożone z pobliskiego Wiatraka tacki frytek w ilościach kilkanaście na rodzinę. Rozumiem, wakacje i to ze mną jest coś nie tak, że się wtrącam i prowadzę niechybnie swe obserwacje (może głodna ciągle jestem i dlatego), no ale…

Tak sobie patrząc na to zacne grono z uwzględnieniem oczywiście facetów

(laski jak laski, pobieżnie okiem przerzuciłam) i co tu kryć, jednak na nich lubię uwagę skoncentrować – to niestety NIC absolutnie NIC ciekawego. Smutne to i żałosne bo podwaliny były ale niestety zniknęły w tonach tłuszczu. Wybredna (wredna też) jestem, to prawda ale nie aż tak żeby trochę wzroku nie nacieszyć. Zwłaszcza, że sport owy od lat uprawiam latem czynnie i aż tak słabo to już dawno nie było. Nie tylko zresztą tu. ZAWSZE coś tam się ciekawego nawinęło. A przecież plaża, nagość, każdy na każdego luka bardziej lub mniej odważnie (bo cóż tu robić ciekawszego), to zależy od przypadku i daleka jestem od oceniania ale… cóż… stało się. Kto zresztą tego nie czyni? Może jedynie się nie przyznać i zaprzeczać, że: niee ja nie, ja na nikogo i niczyje ciało nie patrzę i wzrokiem omijam. Taak, jasne, akuracik. Po tylu latach małżeństwa to chyba można sobie zerknąć, co nie? Może to zdrowo nawet? Mężu, wybacz ale gdybyś był ze mną to logicznym jest, że koncentracja byłaby tylko na Tobie i Twym osobistym brzuchu. A tak lubiąc sobie swoje statystyki prywatne prowadzić wypatrzyłam… 1 sztukę ciekawszego okaza.

boskie ciało to nie wszystko i mnie najbardziej kręci (jednak) intelekt 😀

Może nie był za wyskoki ale wiekiem przystępny, opalony i świetnie zbudowany. Wręcz książkowo. I gdy w końcu na chwilę na tym kocu zaległam nie musząc brodzić nieprzerwanie w wodzie, tudzież mule w poszukiwaniu kamieni i taszczenia martwej ważki i będąc wolną od błota, małż wszelakich i młodego zapatrzyłam się nawet z jakąś tam przyjemnością i relaksem. W kooońcu coś bo już sądziłam, że absolutnie nic na oko ciekawego się do końca smażingu nie nawinie. Człowiek na wsi bowiem atrakcyj spragniony, wypuszczony do ludzi niczym z buszu no i kobietą (sobą może?) bym nie była. Więc ciało boskie przyznać trzeba, zastanawiające jest tylko, że przy takim umięśnieniu papierosa trzymał w zębach ale przecież nikt nie oczekuje poziomu nie wiadomo jakiego jeno wygląd w tym przypadku ma znaczenie, a na urlopie folgować można.

I tak sobie pół leżąc z tym fajnym pejzażem w ślepiach

nagle jakiś cień mi przesłania Adonisa

iii już go prawie nie widzę, za to na plan pierwszy wyłania się olbrzym, z burzą lokowanych włosów i brzuch duży, ogromniasty jak i cały wieloryb zasłaniający złotą tarczę dość dokładnie, naturalnie razem z Adonisem. Takie ot zaćmienie słońca. Eee no weź się facet odsuń… Ale nie, wieloryb stanął, wszystko szczelnie przesłonił i się… mną zainteresował, może myślał, że na niego się gapiłam haha. Uśmieszek strzelił, włosami zawiał i łypał już tak do końca. Nie domyślił się, a może właśnie tak, bo kolegę twardo przed mym wzrokiem osłaniał 😀

Tak więc folklor musi być lecz ja na zapachy wyczulona i kiełbaski w nosie kręcą negatywnie, do tego mix balsamów do opalania, mazideł po i wszelakie pryskacze na komary. Może też się mogłam napsikać bo mucha leśna mnie zaatakowała i to lato upływa mi po hasłem opuchlizna. Alergię mam na ukąszenia i nigdzie ruszyć się nie mogę bo od razu akurat mnie kąsają. Adonisa zresztą tez żarły ale on był chyba wyjątkowo aktywny z charakteru bo i przy żonie nie usiadł ni razu i cały czas coś robił. Może dobrze, wyszkolony prawidłowo, koce trzepał, przypory pływackie suszył, dzieci karmił, dysponował co kto gdzie i jak, w międzyczasie przeszedł kilka razy plażę dookoła, przez telefon gadał, w piłkę grał, pływał, jadł, palił,  a na finiszu w końcu głosik dosłyszałam, który to zapiszczał: oj jak sobie plecki dziś spaliłem, to słoneczko takie ostre 🙂 Padłam. To znaczy leżałam więc bym padła 😉 A to wszystko w 40 minut działo się. Adonis głosik miał niczym myszka i do tego z wielką chęcią operował zdrobnieniami. I znowu na potworzycę wyjdę bo sama też czasem nie omieszkam (jak w tym tekście), no ale umięśniony facet i takie mysie piski? Nieee nooo już lepiej było nic nie słyszeć 🙂 Adonisek na kocyczku 🙂

spocona herbata w bikini lata 😜 i żre same ogórki z sałatą 😉 a później każdy każdemu czegoś tam zazdrości: ci co jedzą bez opamiętania figury chudszym, a ci co poszczą bezkarnego żarcia innym 🙂

Ale czego się dla dziecka nie robi, które chce do innych dzieci, a w takich spędach to wiadomo, że ich cała masa. Plażing dość zabawny jednak basta i ni grama więcej… Po takim doświadczeniu zaraz się docenia własny grajdół z ograniczoną ilością ludzi i nowym pomostem całym w słońcu 🙂 YO

można i tak 😉

Na zakończenie historyjka króciutka 😉 :

idą deptakiem plażowym 3 babeczki, jedna naprawdę otyła, druga okrąglejsza i trzecia najszczuplejsza. Ta pierwsza wcina gofra z bitą śmietaną, owocami, polewą i rodzynki też mi błysły (znowu herba głodna i zazdrosna), druga gofra z owocami, a trzecia same owoce w kubeczku z jakąś tam polewą podjada. Yyy a ta znowu na diecie – mówi ta pierwsza upaćkana śmietanką dobrze ubitą… 😉

JESTEŚ TYM CO JESZ 🙂

Warto o tym pamiętać. Nie jęczęć, brać na klatę albo… próbować coś zmienić. Bo później zasilamy koncerny farmaceutyczne i stoimy w kolejkach do lekarzy na co i rusz jakieś schorzenia. A dieta ma w 60-ciu % znaczenie jak funkcjonuje nasz organizm i jak funkcjonujemy my, razem z naszym duchem. Nie chodzi o katowanie się ale mądry wybór. Poza tym KAŻDY naprawdę każdy dobrze by było gdyby przynajmniej raz do roku przeprowadził detoks organizmu. I o tym jeszcze jakiś tekst będzie poparty dowodami herbacianymi 🙂 YO

herbaciany synek wcina na plaży borówki 😀 plus prowiant przygotowany przez mamę: kanapka z żółtym serem, pomidorowa w słoiku i kotlet z piersi kurczaka 🙂

 

lęki myte deszczem i zabite marzenie

Deszcz

może i piękny jest. Może nastrojowy i może ma jakiś tam (nawet) swój urok. Wydzwania o dach te swoje melodie i robi się rzeczywiście klimatycznie. Po mimo ponurości chmur niesie ze sobą magię. Nawet w nocy kiedy człowiek zbudzi się przez szum wiatru i słyszy wielkie krople, a sam leży w ciepłym łóżeczku odczuwa romantyzm chwili. Bardziej słychać go jak uderza o dach domu niż o blokowe szyby. Czasem może niebo płacze ale to wersja bardziej nostalgiczna (dla smutasów).

wyszliśmy do lasu na grzyby prosto w…. burzę 🙂 maamoo, nie jesteśmy przecież z cukru, nie? 😉

Tak czy inaczej woda z nieba potrzebna jest każdemu, a już na pewno stepowemu klimatowi Wielkopolski 😉 Na dowód, że ten region Polski właśnie stepowieje leje sobie po prostu kilka dni ciągiem. I wszystko ładnie pięknie ale do pewnego momentu. Bo będąc posiadaczem dziecia czasami można już ogłupieć z „nadmiaru” wrażeń. Trzeba posługiwać się nie lada wyobraźnią i kreatywnością żeby te godziny jakoś zagęścić i zagospodarować. Narzekając na ogólne braki czasowe w dni ulewne nagle okazuje się, że dzień robi się z gumy, flaczeje, a minuta za minutą wolno płyną wyjątkowo. A dziecko chce atrakcji, zajęć i ile można grać w Angry Birdsy czy Train Station lub inną Piglly. Pomijając nie pedagogiczne udostępnianie swojego laptopa na dłużej niż godzinkę to znudzenie ogarnia i dużego i małego.

deszcz nie deszcz podwórko wzywa 😀

Malowanie fajna rzecz i śmiało korzystamy z używania farb wszelakich, kartek, kartonów, arkuszy w domostwie wynalezionych i innych przydatnych wstążek do czynienia prawdziwych dzieł sztuki. Przymusowy odpoczynek nie jest jednak tym co poniektórzy sobie cenią czy lubią w nadmiarze i niemożność biegania, pływania i uprawiania innych grzybów bardzo mierzi, żeby nie powiedzieć dołuje. Cóż bowiem po tym, że chciałoby się jak nie można.

nieskoszona trawa miejscem jadowitego przestępstwa stała się 😉

W moim osobistym przypadku zbiegło się dobrze w czasie bo zostałam pokąsana, tudzież oparzona rośliną jadowitą lub innym robalem nieco bardziej toksycznym. Opalając się na brzuchu, na zwykłym moim ogrodzie i jeszcze zwyklejszym kocu, trzymając stopę poza nim nagle poczułam ogromne swędzenie jej wierzchu. Po 10 minutach spuchła niemal jak bania i nie powiem, wystraszyłam się nico (zwłaszcza zakłóconej estetyki). Śladów po ukąszeniu zero, a ona jak szalona się powiększa w oczach. Z racji oddalenia od jakichkolwiek ośrodków medycznych poszedł ocet i propolis. Punkt apteczny kilka kilometrów dalej czynny (aż) do 15, a lekarz to już w ogóle o takiej godzinie w przychodni nie bywa, zresztą ta zamknięta na 10 spustów. Najbardziej ucieszyło się oczywiście dziecko: mamo, jedziemy na pogotowie? no pooowiedz, że jedziemy z tą twoją stopą na pogotowie… ja tak bardzo chcę 🙂 no tak 🙂

EDIT: po skoszeniu trawy okazało się, że niedaleko mojej miejscówki zagnieździły się jakieś dziwne mrówki targające jeszcze dziwniejsze jajeczka, obrzydliwe i zapewne wysoce trujące 🙂 Mężu, to nie wina diety! 😉

Dzieci cieszą się ze wszystkiego i wszystko potrafią obrócić na pozytywne ale może to wynikać z ich nieświadomości. Bo skąd mogą wiedzieć nie bywając w takich miejscach co kogo czeka. Książeczki podsycają ciekawość, wyjące karetki i inne ambulanse stanowią czystą rozrywkę, a środek pojazdu to już w ogóle atrakcja nie do przecenienia: mamo, może jednak wezwiemy prawdziwą karetkę do tej twojej nogi? 

gdyby nie moja mama nigdy nie byłabym sobą, walczyła o mnie jak jak lew ❤️❤️❤️ synek Ją uwielbia i wcale się nie dziwię ❤️❤️❤️
Czy my dorośli możemy przejąć coś z tego dziecięcego zachwytu?

Może warto próbować podejść do życia jak do przygody, ciekawej niewiadomej, a nie biadolić i dawać się ponieść swoim lękom i ograniczeniom? We mnie synek rozbudził lęk właśnie pytaniami o szkołę i zerówkę do której w przyszłym roku pójdzie. Nagle dopadły mnie traumatyczne wspomnienia i próbuję przesterować tę swoją głowę, że nie każdy przecież tak miał. Nie chcę opowiadać mu (przynajmniej nie teraz) o różnych koszmarach, które przeżyłam, prześladowaniach przez nauczycieli, rozwodzie rodziców, który w małym miasteczku okazał się polem do wyżywania się na mnie pań nauczycielek bo ojciec nie przychodził już i nie rozmawiał po męsku. A matkę miały za nic (znowu napisałam dosłownie ale tak po prostu jest, że z facetami te piczki liczą się zupełnie inaczej). Nie chcę straszyć go moją wstrętną koleżanką z wystającymi zębami i grubymi okularami, która nienawidziła mnie jak psa, podkładała świnie, buntowała innych bo miałam soczki z Niemiec (ze słomką-co za wydarzenie), które przynosiłam do szkoły i którymi chętnie się dzieliłam z innymi. I za to obrywałam, za to cierpiałam, że miała i dała, że przychodzili do mnie do domu, korzystali z zagranicznych słodyczy, koleżanki pożyczały ciuchy, a później miały jawne pretensje, że ja mam, a one nie. Zębata ciągnęła się za mną do liceum i tam też niestety na nią trafiłam. Prawie mnie wykończyła psychicznie z zazdrości, że grałam w amatorskim teatrze Macochę w Kopciuszku i w zasadzie to moja rola wybiła się na plan pierwszy. Ludzie przychodzili (również do teatru) zobaczyć właśnie mnie 🙂 Ona była Ochmistrzynią. Napisała mi kiedyś w pamiętniku taki wierszyk, który utkwił mi do dziś:

Ja cię ko… ale nogą

Ja cię lu… ale wodą

Ja cię ści… ale drzwiami

taka przyjaźń między nami.

miałam wrażenie, że się od niej nie uwolnię…

Zabite marzenie

Zabawne, prawda? Ale jednak ona naprawdę kierowała się tą zasadą z czego zdałam sobie sprawę parę lat później. Skoro jednak to zapamiętałam – znaczy wryło się i już. Z liceum musiałam odejść, nastawiała ludzi przeciwko mnie, nauczyciele wtórowali, że jestem aktoreczką i dawali pały za nic. Dlaczego? Nie wiem. Czy ktoś, kto się czymś wyróżnia, np. talentem zawsze obrywa, czy może w większych miastach jest inaczej?

Mam nadzieję, bo aktor z Wrocławia (co za zbieg okoliczności) prowadzący to kółko przygotowywał mnie do zdawania do szkoły teatralnej o czym marzyłam i może nawet bym się dostała. Kto wie? Niemniej jednak zniszczona przez grupę, która to nagle przestała się do mnie odzywać, a niektóre koleżanki trzymając z tamtą smutno się do mnie uśmiechały i widziałam zażenowanie w ich oczach skutecznie zabiły moje marzenie (oczywiście sama to zrobiłam niewiarą w siebie i brakiem odwagi). Aktor też odszedł bo nie miał z kim pracować i nie podobało mu się to co zrobiły. Nie odważyłam się więcej po nie sięgnąć. Nie maiłam siły walczyć z wronami i dałam się pokonać. Poszłam inną drogą, przynajmniej z dala od Zębatej małpy. Paradoksalnie silniejsza. Później spotykałam te same dziewczyny w różnych okolicznościach małego miasta, które zawsze czuły się w moim towarzystwie dziwnie, jakoś tak pytająco na mnie patrzyły ale nie, nigdy nie maiłam do nich żalu. Wiedziałam, że dały się zmanipulować jędzy i nie potrafiły przeciwstawić jej sile przebicia w atakowaniu kogoś kogo sobie upatrzyła. Może bały się, że spotka je to samo? Tylko paru chłopaków trzymało do końca ze mną sztamę i jak się okazuje na facetów zawsze mogłam liczyć 🙂 Ups, padło na mnie. Taki los. Że zawsze w tych szkołach się wyróżniałam na tle innych nie odzywając się nawet i siedząc w przysłowiowym kącie w worku.

bad bea, chodzi i myśli 🙂 im bardziej się ktoś boi tym bardziej odważne postawy przejawia 😉

Były też dobre wspomnienia, chociażby z handlówki ale one są kompletnie przysłonięte złymi. Przynajmniej teraz. Nagle pojawił się we mnie paniczny lęk, nie jak synek da sobie radę tylko jak JA sobie poradzę. Czuje się jakbym to ja miała iść do szkoły, a nie on. Mam stracha przed nauczycielami i konfrontacją z ludźmi ze szkół. Wiem, że będzie trzeba to przełamać, że potrafię i dam nawet radę.

Może jak minie PMS zacznę bardziej przychylnie patrzeć na swoją przeszłość i skupię na tym co dobre. Na ten moment jednak od (częstych) pytań dziecka o szkołę śnią mi się w te deszczowe noce koszmary. Budzę się i nie mogę spać bo przypomina mi się to wszystko, a synka nieco ściemniam, że szkoła jest super i opowiadam te pozytywne strony. Pełna obaw nie chcę go do niczego zrazić. I powtarzam sobie, że to dopiero za rok, że się przygotuję psychicznie i przeprogramuję umysł. Ale każde pytanie działa na mnie trzęsawką w środku. Wszystko wróciło.

Lęki siedzą czasem głębiej niż się spodziewamy i wychodzą z dużym opóźniaczem. Niby przecież to przepracowałam, niby się uporałam z przeszłością, a jednak nie do końca. Spodziewałam się nawet w jakimś sensie powrotu do tych wspomnień jednak nie sądziłam, że do tego stopnia we mnie siedzą. I to nie on się boi tylko ja. Przeszłość jednak nie istnieje, jest „tylko” tu i teraz co nie zwalnia mnie z odpowiedzialności ze zmierzeniem się z tą marą. Dla niego i przede wszystkim dla swojego wyzwolenia i SIEBIE.  Bo nie chcę projektować dziecku swoich negatywnych przeżyć. Dlatego opowiadam mu, że szkoła to wspaniała przygoda i będzie fajnie. Dziwnie się trochę czuję bo chciałabym w to wierzyć.

wybaczam wszystkim i wybaczam sobie OMMM OMMM OMMM

a dzisiaj jest pierwszy dzień reszty mojego życia 🙂

to oczywiście wyrywek z życia herbaty, a takich przeżyć, kolorowych i szarych, a nawet czarnych ma znacznie więcej 😉

relaksik, tym razem pytań o szkołę nie było 😉

W moim konkretnym przypadku niektóre teksty są swego rodzaju katarsis i… tak się stało też tym razem 🙂 Koleżankę nazwałam sobie może mało ładnie, zgadzam się ale nie wszystkie brzydule są w porządku. Kto przeczytał temu dziękuję i pozdrawiam serdecznie 🙂 bea

nożycoręka

Mamo, nie ma przekleństw (noo może jedno malutkie), możesz czytać 😛

Wszystko ładnie pięknie ale bycie fryzjerką z przymusu może wpędzić człowieka w zakłopotanie. Pierwszych kilka razy okej, człowiek włoski podcinał z radością nawet, z przyjemnością jakąś też jednak im dalej w las tym ciemniej.

lepiej za daleko w las nie chadzać z gołymi nogami 😀

I tak bardziej odrośniętych włosów nie idzie uciąć prosto, dziecię wierci się i kręci, a pójścia do prawdziwego fryzjera stanowczo odmawia. Oczywiście, powie ktoś, że trzeba było się kiedyś uprzeć, że z przymusu, jedynie tylko tak do tego dojść mogło bo żadne formy przekupstwa ani propozycji nie do odrzucenia od początku w grę nie wchodzą.

Dziecię ma się jednak wychowywać bez przemocy, zbędnych krzyków i płaczów

i masz teraz babo nowy zawód: fryzjerka. A w zasadzie nożycoręka 😉 Wolny wychów szczęśliwy, zadowolony i po mimo, że już był blisko fryzjerskiego fotela ostatecznie przed finiszem się wycofał i koniec. Nadal więc uparcie protestuje i kontaktu z zawodowcem sprytnie unika.

póki co grzywka wygląda jak wygląda 😉 czyli super… 🙂

Zanim przystąpię do cięcia oznajmiam więc już na kilka dni przed, że proceder będzie miał niebawem miejsce, przygotowuję psychicznie i zachęcam do samego końca do odwiedzenia (może jednak?) salonu (nadzieja umiera ostatnia). Ponieważ najbardziej nie lubi wpadających do oczu kosmyków znalazłam patent – na mokro w wannie. Warunek taki, że muszę sama do tej wanny z nim wejść, razem z nożycami fryzjerskimi (jestem więc świetnie przygotowana*) i zgrzebłem zgrabnie operować. Dobrze jak wanna wielka i babcina, a nie nasza blokowa to można się pławić i wyginać, pozy przybierać i dzieciem we wsze strony kręcić. Jednak nigdy przenigdy nie będzie to efekt wymarzony chociaż… wiedziona wieloletnią obserwacją jak robią to prawdziwi fryzjerzy jakoś tak dzierżąc te nożyce w dłoni zaczęłam kombinować innych sposobów haha i sama nie wierzę, że to zrobiłam 🙂

*czasami nawet za „świetnie” bo korci mnie podcinanie własnej grzywki 😉

Najsłabiej oceniam odpowiednią długość i pierwsze cięcie najważniejsze. Jak nie tak wyjdzie to dupsko zbite, zęby i inne otręby murowane. Obcinanie w wannie ma też tę zaletę, że nie uciekają małe stopy po całym domu tylko siedzą w jednym miejscu. Normalnie, zanim na ten genialny sposób wpadłam, była szopka, on biegał po całej chacie, a nawet dalej, a ja za nim z nożycami i grzebieniem 😀 Czasem przegląd mojego portfela, kosmetyków lub dzierżenie smartfona działał cuda ale też do czasu. Można się teraz śmiać ale do śmiechu mi nie było jak kiedyś mu ucho zahaczyłam. Bo fiknął w trakcie niespodzianie. Wtedy pierwszy raz odważnie pomyślałam, że rzucam ten nowy zawód i już nigdy, never nożyczek fryzjerskich się nie podejmę. Do następnego zarośnięcia i lamentów, próśb, całusków synka, że tylko mama ma to robić 🙂 I mama wymięka… Cóż, widocznie taki los mamy my mamy 😉 Więc temat ciągnie się dalej i prócz mnie (ucho krwawiło jednak nieco) nikt zrażony niczym nie jest.

tu nieco zapuszczone i zębiaste 😉

Zauważyłam też, że wiele od dnia zależy i mojego zrywu, weny*, której lepiej nie przegapić. Zdarzyło się bowiem, że czułam zew podcięcia włosia i go zignorowałam. Tłumacząc sobie, że bez przesady, teraz mi się nie chce, coś innego mam do roboty itakdalej… I zawsze klapa była.

A z tym wewnętrznym głosem, który przemawia do człowieka wszystko jakoś łatwiej przychodzi i się udaje.

Bez nerwów, gładko i z efektem pożądanym 🙂 I jak go słyszę w tej czy innej sprawie to się nie zawodzę 🙂

*potrzebna do wszystkiego, nawet do prozaicznych czynności. Dobrze działać pod jej wpływem, wszystko wtedy przebiega naturalnie, jak się poddamy i rozumem za dużo nie kombinujemy 🙂

Idąc dalej fryzjerskim tropem jak przystało na prawdziwą Nożycoręką strzygę sekatorem krzewy i drzewa w ogrodzie, a także pokrzywy, bluszcze i inne rośliny. Do tymianku wybieram sprzęcik mniejszy, zwykłe nożyczki ale znowu jednak ONE 🙂 Towarzyszą mi każdego dnia w takiej czy innej formie. Rozhulałam się, najpierw włosy później wrzosy 😉 Zahaczam też o trawy ale kosiarką, więc nie to samo. Niemniej jednak i z trawą obcować bardzo lubię…

Leżak – największym moim sprzymierzeńcem (jednak) jest. Do tego lasy, puste drogi i ja stanowimy całkiem dobrane trio i nie ma znaczenie czy pomykam z buta biegnąc (tak TAK TAK właśnie biegnąc) czy jadąc rowerem (o NIE NIE nie, niech nikt mi nie staje na drodze). Od razu skrzydła rosną, samo się po prostu dzieje i można poczuć znowu to cudowne uczucie wolności. Jednak przyroda działa kojąco na poszarpaną życiem i miastem duszę i jak pierwszy szok minął czuję ogromną wdzięczność, że mogę napawać się nią do woli. Plaża też cała moja z nowym pomostem (wolałam stary ale trza się cieszyć, że jest, a nie być taką sentymentalną piczką).

Teraz fragment taki, że Ty mężu nie czytaj i przeskocz do następnego akapitu Otóż prędkość w rowerze spodobała mnie się bardzo i ten (znowu) włos przy tym rozwiany. Jakieś takie powolne bujanie za bardzo Herbacie nie wychodzi i żałuję, że jak byłam młodsza bardziej się nie wkręciłam w jakąś jazdę wyczynową. Bo moja Żółta Strzała po terenie też zacnie sunie i podoba mi się to. W życiu rowerzycy górskiej nie zamieniłabym na żadną zwykłą i podrzędną damkę, tym bardziej na leśne podłoże.

herbatnica górska 😉

A ponieważ mój wiejsko-miejski żywot jest zakręcony jak lody z automatu donoszę o spostrzeżeniach z blokowiska. I tak słuchając wypowiedzi naszego rzekomego prezydenta odnośnie wizyty innego prezydenta USA jak to

nasz kraj jest krajem ludzi uśmiechniętych, zadowolonych z życia, o wysokiej stopie ekonomicznej

samochodowe samoje*** i nowe kolczyki rulezz 🙂

mało nie padłam na podłogę. Musiałam natomiast przerzucić kanał bo pan Andrzej nie bywa chyba w MOPS-ie, w przychodni czy na blokowisku. Nie chadza też po marketach i nie widzi ile serdecznych „uśmiechów” przekazują sobie ludzie. I tak dziecię bawiąc się na naszym osiedlowym placu zmusiło mię do ponownych obserwcyj i na mój uśmiech odpowiedziała tylko hiszpanka, tudzież włoszka, która to zdziwienia nie okazała żadnego. Reszta bez zmian. Mierzące się ponuraki nie pilnujące dzieci albo z kolei pilnujące nadmiernie. Włącznie z babcią (nie pierwszą już) wykazującą oburzenie, że ktoś śmie chcieć zjeżdżać na rampie (na wyczynowej hulajnodze), a przecież to takie świetne miejsce do wypuszczania nań niemowlaków pląsających na czworaczka 😀 Zwrócenie uwagi, a w zasadzie odezwanie się tylko, że po to właśnie jest rampa (do jeżdżenia of kors) poskutkowało oburzeniem, zabraniem dzieciaka ostentacyjnie i nie powiedzeniem zwykłego nawet „do widzenia”. Przynajmniej małolaty się ucieszyły 🙂 YO

i znowu te matki

Lubię czasami trochę poprowokować ludzi 🙂 I tak na przykład

uśmiecham się do przechodniów na ulicy

lub pań ekspedientek w sklepach i innych jednostek społecznych. Niby nic takiego, prawda? Zadziwia jednak skostniałość polskiego społeczeństwa kiedy to na zwykły i pospolity uśmiech reagują na tyle różnych sposobów tylko nie… uśmiechem.

Chociaż im częściej świadomie praktykuję owy zwyczaj tym więcej ludzi jednak odwzajemnia moje radosne emocje.

Pierwszy dzień – nazwijmy to eksperymentu bo nie z przypadku się kielczyłam tylko nakierowana byłam na reakcje ludzi, a do tego rzeczywiście wiele sytuacji, nawet prozaicznych np. na ulicy wywołuje po prostu uśmiech i pojawia się sam – był zaskakujący. Niektórzy patrzą zdziwieni, starsi na ogół rozglądają się dookoła jakby szukali wzrokiem kogoś innego obok siebie, młodzi chętniej się rewanżują, a najsłabiej chyba (niestety) matki z dziećmi. I znowu te matki 😉

Bea Herba ze swoim Herbatnikiem. Lubimy ludzi, którzy lubią się śmiać 🙂

I sama będąc taką właśnie matką z dzieckiem kompletnie nie rozumiem

tej ponurości spojrzenia, wzroku wbitego w ziemię i zero jakiejś zwykłej życzliwości. Matule mam wrażenie celują w smutasowaniu, być może przygniecione poczuciem nadmiaru obowiązków, może zmęczone pociechą i zakupami, może to, a może sro. A może tylko ja to tak postrzegam i właśnie matki zauważam? Na pewno miny mają często zacięte i ani grama uśmiechu. Albo uśmiechają się odwrotnie tzn. kącikami ust w dół. Mejbi bejbi.

Faktem jest, że będąc gościem na zagranicznych wojażach chyba nigdzie nie spotkałam się z takim zaskoczeniem na zwykły, najzwyklejszy uśmiech. I nawet w naszym kurorcie jeziorowo wypoczynkowym nastroje zmianie uległy i niegdyś ludzie jakoś tak spontaniczniej i ochoczo reagowali na siebie czy nawiązywali znajomości. Przenosząc spostrzeżenia na grunt wiejski sytuacja więc wygląda dość podobnie i na 20 spotkanych przypadkowo ludzi jakieś 2 odwzajemniają pozdrowienie czy w ogóle wyrażają jakąkolwiek chęć do uczynienia tego. Kierowcy z kolei to kolejna inna wredna nacja (ani uśmiechu ani nawet kultury jakiejkolwiek za grosz. I często czym piękniejsze auto tym wredniejsza gęba – chociaż znowu może to ja coś takiego wyłapuję).

A jak się powie komuś nieznajomemu do tego „dzień dobry”… Oooo to już czasem zaczyna bardzo przezywać ta osoba sytuację, od razu widać, że milion myśli przelatuje przez jej głowę w tym pada najważniejsze pytanie: SKĄD skąd skąd ja ją znam, lub skąd ONA zna mnie 🙂

Oczywiście trzeba kogoś znać żeby wyrzec słowa przywitania i oznaki uprzejmości ujawnić 🙂

to dopiero szczęście  🙂

Nooo dobra, przesadzam. Skoro coś takiego robię, to tak jak wspomniałam na początku, ludzie zaczynają odwzajemniać co bardzo polubiłam i motywuje mnie do dalszego niecnego postępku. Poza tym nie jestem odosobnionym przypadkiem (przynajmniej w czymś). Bo idzie sobie taka beatka wariatka drogą i cieszy się, że słońce świeci, że trawa zielona, że nie ma akurat kataru alergicznego i nos wolny, że dziecko podskakuje szczęśliwe obok, że niemowlak w wózku się do niej uśmiecha, że powstrzymała się od zeżarcia glutenu, ot takie zwykłe malutkie drobiazgi, które sprawiają, że zatrzymuje się w ulubionym (i niezbędnym) TU I TERAZ. I te sekundy zespolenia z Wszechświatem i połączenia z Ziemią działają na mnie uskrzydlająco. Bosa stopa postawiona na trawie, przytulenie (jakiegoś) psa, pogłaskanie swojego kota, gorąca kąpiel albo zimna w jeziorze jest tego całe mnóstwo dzięki czemu można w danej chwili poczuć szczęście absolutnie całym sobą i zestroić z Kosmosem. Nie euforycznie, po prostu zwyczajnie czuję się wtedy szczęśliwa. O  niczym nie myślę tylko się sobie cieszę 🙂 Ze wszystkiego co tylko do głowy mej przychodzi i serce podpowiada. Dlaczego nie, wszak zrobię chłopakom dobrą rybę na obiad, którą udało mnie się dostać, a czasem nie zdążę po świeżą, nigdzie się nie spieszę, mam zdrowe dziecko i piękne życie, którego nie zamieniłabym na żadne inne 🙂 Żyję i to też jest powód do radości 🙂

Dlatego zachęcam do prowokowania większej ilości stanów zachwytu i krzewienia pozytywnej energii samemu. A jak nie dajemy rady to odwzajemnijmy te, które płyną do nas od innych ludzi. Bo płyną!!! Czasami może tego nie dostrzegamy (nie chcemy bo wolimy i łatwiej jest narzekać), a wystarczy spojrzeć nieco dalej niż czubeczek własnego nosa i wyjść poza własne problemy i smutki 🙂 Dobrze też robi terapia śmiechem i to naprawdę działa! Na początku wydawało mi się całkiem odjechane, może nie skuteczne ale zwracam honor. Nawet jak zaczynamy śmiać się z jakiejś bzdury trochę na siłę to później idzie już z górki 🙂

Ps. Widzę ostatnio w necie rozdmuchiwanie takich chyba trochę sztucznych problemów, typu, że ciężarnym  nie ustępuje nikt miejsca w kolejkach i tramwajach, że z dziećmi nikt nie przepuści itp. Byle biadolić. Jak zwykle matki szturmem pod takimi postami wypisują jaki świat jest podły, jak w 9-tym miesiącu ciąży NIKT miejsca nie zwolnił, nawet jak się sama domagała. Łe rety ludziska! A mnie wszyscy zawsze przepuszczali i do dziś tak jest. Może dlatego, że sama zawsze tak robiłam i walczyłam o ciężarne, wpuszczałam babki z dzieciakami i byłam przychylnie do nich nastawiona. W myśl mojej ulubionej zasady CO SIEJESZ TO ZBIERASZ 🙂 I gdyby tak szczerze przeanalizować swoje zachowanie to dostajemy dokładnie to, co sami dajemy 🙂 Nawet jeżeli nam się to nie podoba i wydaje kompletną bzdurą. To tym bardziej warto zastanowić się chwilkę nad tematem i sobą, cmokasy herbatasy :**

chwila samotności na łonie przyrody wyzwala nieziemskie odczucia wdzięczności i radości 🙂

list

Nie będę pisać jak to jest być matką ani co się w moim życiu zmieniło jak nią zostałam. Nie będę pisać o trudach macierzyństwa ani jego urokach. Nie będę pisać o karmieniu piersią ani cudzie narodzin.

*******************

Chciałam Ci tylko powiedzieć, że dotyk Twoich dłoni jest zawsze ze mną kiedy zamykam oczy. Twoje włosy opadają na moją twarz kiedy miałam lat 4, 14 i oby 40. Nie ma znaczenia odległość, no może tylko taką że tęsknię. Ale serce moje jest zawsze przy Tobie nawet jeżeli dzielą nas kilometry. Są to kilometry miłości i wzruszeń których mi dostarczyłaś.

Nie mają znaczenia Twoje popełniane błędy bo każdy jest człowiekiem, a Ty zawsze byłaś ponad moje choćby nie wiem jakie złe były. I gdy tak ostatnio jak Cię odwiedziłam na tę jedną noc dałaś mi zwykłe buzi na dobranoc i pochyliłaś się zwyczajnie, zupełnie jak kiedy miałam te kilka lat, przeniosłaś mnie w czasy bezpiecznego dzieciństwa, a zapach Twojej skóry i włosów spotęgował to uczucie.

I wiesz, płakałam jak wyszłaś ale Ci tego nie powiedziałam bo jakoś tak chciałam zostać z tym sama i nie robić z siebie dziecka w Twoich oczach. Chciałam zatrzymać to wspomnienie jak dobrze mi było, jak bezpiecznie się zawsze czułam, bez trosk, zmartwień tylko po prostu żyłam i dorastałam. Kończył się dzień i usypiałam w miękkiej pościeli wiedząc, że jesteś obok. Zawsze. Ale to były łzy szczęścia, powrotu na ułamek sekundy to Twego łona nawet i to poczucie chciałam zatrzymać jak najdłużej. Napawałam się tym i delektowałam.

Te cudowne ułamki sekund dla mnie trwały wieczność i dały mi taką siłę do rozwiązywania zadań, które na mnie czekały, że nie mam słów. Dla mnie byłaś i jesteś najpiękniejsza ale to żaden ewenement bo przecież każda matka dla każdego dziecka jest ta NAJ, ta wyjątkowa i najlepsza.

Dziękuję Ci za tolerancję kiedy wszyscy złorzeczyli, że nic ze mnie nie będzie, za stanie murem kiedy wagarowałam i wiedziałam, że robię źle ale nie potrafiłam inaczej. Za zaufanie kiedy oznajmiłam, że po 3 miesiącach znajomości wychodzę za mąż, a dulskie koleżanki jazgotały że nic z tego nie będzie. Ty jedna wiedziałaś, że postępując w zgodzie ze swoją intuicją robię dobrze nawet jeżeli mnożyły się przeszkody. Jednak To właśnie nikt inny tylko Ty nauczyłaś mnie słuchać siebie i swoich odczuć. Dzięki Tobie mogę być tym kim chcę i nie czuję się winna.

Dzięki Tobie zbierałam się kiedy byłam rozsypana i nie potrzeba było słów tylko bycie przy mnie. Ty tę dzikość rozumiesz, szanujesz i akceptujesz bo sama przecież taka jesteś 🙂 Ja jestem częścią Ciebie tak samo jak Ty jesteś częścią mnie. Dziękuję za wiarę kiedy ja sama w siebie nie wierzę, a Ty zawsze wierzysz za nas dwie i cały świat. Za to, że nauczyłaś mnie być kobietą i niczego nie ukrywałaś nawet jak wszyscy dookoła stukali się w głowę.

I wiesz, mogłabym Ci dziękować jeszcze całą noc i cały dzień ale najważniejsze że jesteś. Że właśnie Ty jesteś moją mamą i możemy razem przeżywać przygodę zwaną życiem. I choć to życie różne pisze scenariusze to nasza przyjaźń przetrwa wszystko i sięga gwiazd. Jestem jaka jestem i Ty to wiesz, znasz mnie i dziękuję, że czasem idealizujesz choć akurat mi daleko do ideału i zawsze szłam własną drogą. To dzięki Tobie mogłam i mogę po niej iść, a Twoje ręce mnie prowadzą.

I tamtej nocy wróciły wspomnienia i nie bałam się swoich odczuć. Bo chyba trochę jednak na zawsze pozostajemy dziećmi. Nawet jak na chwilę zamieniamy się rolami i stajemy rodzicami swoich rodziców. Wiem, że to może zagmatwane 🙂

Całuję Twoje dłonie, usta, czoło i włosy i kończę bo istnieje ryzyko powodzi łez i zrobię się przesadnie romantyczna. Dla mnie Dzień Matki jest codziennie bo każdego dnia odczuwam głęboką wdzięczność za to, że Cię po prostu mam 🙂 i Ty to wiesz.

Marzeniem moim jest być tak dobrą i wielką mamą choć w ułamku tego jaka Ty jesteś. I tego życzę w ten dzień sobie. A czego życzę Tobie to przecież jasne i oczywiste jak nasza Miłość 🙂

I to jest mój list do Ciebie, a żeby nudy nie było tym razem w takiej formie bo wiem, że zaglądasz na Herbatę 🙂  do zobaczenia

pamiętajmy też o Niej 🙂 Matce nas wszystkich …

poje***** z poplątaniem

Ach jaka ja ostatnio bywam modna. Przez zupełny przypadek oczywiście i w jednej kategorii. Przynajmniej jedynej zauważalnej 🙂
Otóż wszystko za sprawą mojej fryzjerki Ani. Może nawet stylistki na pewno na miarę największej Wrocławskiej gwiazdy Fedoryszyna (polecam faceta w ciemno, jest boski) do którego chadzałam do czasu urodzenia dziecka. Później okazało się, że zupełnie nagle zrobiłam się baardzo oszczędna no i w życiu nie wydam 600 na włosy (długie nie długi ale cena zaporowa). Wcześniej jakąś lżejszą rękę miałam i sobie nie żałowałam.

Wyrastające kosmate stworzenia potrzebują bowiem ręki prawdziwego fachowca i już od wczesnych lat młodości przyzwyczaiłam je do wyjątkowego traktowania. Oczywiście po milionie prób własnoręcznych eksperymentów, a nożyczki (prawdziwe, fryzjerskie), którymi ciacham synka (włosy) i moją grzywkę próbują czasem zwieść na manowce.
W Poznaniu miałam bardzo wspaniałego Krissa ale nie róbmy cyrku, bez przesady, nie będę w tymże celu pokonywała tyle kilometrów. Tak więc jest ten jeden zajebisty no ale okazało się, że Ania dorównuje mu w zupełności i mam nadzieję, że na stałe do tegoż atelier nie trafi. Czego z drugiej strony serdecznie jej życzę bo droga rozwoju u kogoś takiego otwarta na oścież. A że człowiek naprawdę przyjazny i na poziomie, lubi szkolić dobrych ludzi, to i nie traktuje ich jak konkurencję. A wiem, że już tam parę razy była, niestety 😉

Tak czy inaczej kompletnie nie znam się na tych fryzowych nowinkach i jak w zeszłym roku powiedziała, że zrobiła mi ombre kompletnie nie skumałam o co chodzi. Dopiero po czasie słyszę i widzę (na FB): a ja zrobiłam sobie ombre… Omber tu i omber tam. Wow, myślę sobie, w końcu mam coś na czasie 🙂
W tym roku też nie zawiodła i dostałam sombre. I co? na topie wyjątkowym, tu i tam widzę sombre – to jest TO 🙂 Farbowała zupełnie inaczej niż zwykle, tarmosiła końcówki, strzępiła i kombinowała, a efekt zajebiście naturalny z uwzględnieniem tylko siwusów (no niestety, trawę pszeniczną czas kupić, może ów proces starzenia nieodwołalnego nieco powstrzyma).

Gdyby nie fryzjer człowiek byłby znacznie w tyle, ogonie zupełnym, a koleżanki szaleją i wiedzą modową błyszczą 🙂 Bezpośrednio na sobie.

Wiosny brak, czapka zimowa w torebce obowiązkowa (czego włosy wprost nienawidzą i fryz ukiszony, a w domu wyglądał tak pięknie), dziecię wynudzone na maksa i słabo wybiegane czasem budzi się przedwcześnie do apopleksji rodziców doprowadzając. Walka trwa. Nierówna, bo facet szybki, poduszka pod pachę i tup tup do drugiego pokoju już w kulkę zawinięty :

jaaa JAAAA idę do pracy !!!!  – dobiega wycie z gawry.

No tak, jasna sprawa, przecież matka codziennie ma święto i wypoczęta wyjątkowo spać nie musi 😉 Ale z racji PMS-a, o którym za chwilkę, wywalczyłam sobie swoim babskim sposobem dodatkową niedzielę na sen od rana, bo oczywiście ten późniejszy się nie liczy. Nie było lekko, nawet w konsekwencji zachowania swego nikczemnego przepraszałam ale cóż. Jak się ten PMS przypierdoli to na amen i litości nie ma 🙂 Zaćmienie całkowite umysłowe powoduje, które to na wieczór lekko się ulatnia ale poczynione szkody zostają… Niektóre nawet odwracalne, inne niestety nie.

A tak w ogóle to zespół napięcia przedmiesiączkowego- po polsku ZNP- właśnie jest naprawdę ale to naprawdę bardziej skomplikowany niż się wydaje. I wcale się nie dziwię, że afekt powoduje, co czasem zakrawa już na defekt (mózgu). Komórki szare głupieją, wyprowadzają się czachy, a ta dymi, pulsuje i wymyśla niestworzone rzeczy. Nie wiem sama, czy to ja będąc starszą dziwaczeję jeszcze bardziej czy może już o menopauzę zahaczam delikatną (hihihi). Faktem jest, że z kobietami w tym trudnym czasie wytrzymać ciężko, z cudem wręcz graniczy jakiekolwiek pożycie i tak naprawdę największe pojebanie z poplątaniem dopada wszystkich włącznie z nią samą. I prawdę mówią te wszystkie zabawne memy typu:

chciałabym, nie, nie teraz, przytul, spierdalaj, czeeeekoooolaaaadaaaaa aaaa ale jestem gruuubaaaa, jak ja wyglądam, jestem zajebista i teraz będę płakała, o tak cały dzień BĘDĘ SOBIE PŁAKAŁA:) a co nie wolno mi? MI nie wolno? Bo MI to NIC nie wolno buuuu.

I jak o tym nie pisać? Kiedy samo pod pazury wskakuje 😉

Próbowałam różnych metod, nie pomogła nawet ciąża i po roku karmienia piersią nadszedł on, okres niezłomny i wierny jak pies, a w raz z nim wiadomo, PMS w darmowym pakiecie, którego nikt nie zamawiał. Więc piłam już zioła, stosowałam dietę, medytację, relaksację, masowanie punktów na stopach/dłoniach/głowie/nosie/uszach/podniebieniu itp. i…. nic. Już już czasami byłam bliska uwierzeniu, że będzie git, wycofał się, bo każdy miesiąc bez niego (a zdarzają się takowe) wywołuje nadzieję, nadziejunię choćby maleńką ale jednak wraca uparty jak ten osioł. Może więc niektóre kobiety są na niego skazane, chociaż głowy mądre, lekarskie, zielarskie, medyczne czysto i alternatywnie uważają inaczej. A KCE PTA CJA. To jedyny lek jaki okazuje się być pomocnym i sprawdzonym (co nie oznacza łatwy). A także wydawanie ostrzeżenia przez niebezpieczeństwem – też trochę działa.
Że być go nie powinno, a jeżeli jest to znaczy coś nie tak hula. Hula krasula całe życie tak samo tak więc nie jestem przekonana do teoryj owych.
I szkody poczyniam na sobie ale za te na rodzinie to już ukarana być muszę i raz pozwoliłam swojemu facetowi przyłożyć sobie na goły tyłek. Przepraszam za wynurzenia ale lepiej się poczułam a nawet bardzo dobrze 🙂 Masochizm to kolejna rzecz ZNP – czyli sama destrukcja. W każdym razie pomysł okazał się wyjątkowo trafiony i polecam serdecznie 😉 Lepsze to niż pochlastanie się żyletką 😉

Obwieszczam więc kilka dni co rano z rzędu, że mama jest nieznośna, hormony szaleją jak dzikie konie na Jakucji, później wyję i przepraszam. O tak, wycie pomaga na chwilę, dziecię z otwarta buzią przygląda się mamie wariatce i mówi z politowaniem : mamaooo weź ty już dostań ten okres 🙂 Niech chłopak wie, niechaj przygotowany od małego będzie i ssie z mlekiem matki życiowe mądrości o kobietach 🙂 Może mniej rzeczy go później zaskoczy.

Boszhe, rozumie chyba 🙂
Faceci, nie macie z nami lekko, oj nie 🙂 Wielkie sorry czynię w stronę Waszą i dziękuję, że nas tak kochacie mimo wszystko 🙂 YO

P(M)s. Sądzę, że pogoda zupełnie nakręca sytuację, nie współpracuje, podpowiada i podsuwa mordercze instynkty, zachęca do złego czyli żarcia i rozniecania lokalnych afer. Przez które później można czuć się nieszczęśliwą do woli. Sama jestem wściekła na siebie, co odreagowuję na najbliższych, a jak. W obłędu błędnym kole haha. Rykoszet mknie nawet 200 km dalej nie bacząc na nic i nikogo. Celny wyjątkowo, skubany. Poza tym sprawdziłam, przed ową niedyspozycją waga sama rośnie o około kilosa, a po maleje. Nooo to już w głowie się nie mieści przeciętnemu (i nie) facetowi, że jest możliwe bardzo silne odczuwanie tego owego kilosa, co to rozrasta się do 100, a może i do tysiąca. Widać go okiem gołym, lupy nie potrzeba, a spojrzenie w lustro wiele wyjaśnia 🙂

Miłego dnia bez makijażu (5 maja) ciekawe która zaryzykowała (nie liczą się te poniżej 30-chy wyglądające zawsze dobrze 🙂 ) całusek herbatusek :**

A to ja, no make-up i mój sombrer – trochę widać, oł jee 🙂

Może po ostatnich fotach nikogo już nie zgorszę 😛

 

woman no cry

Nie pojmuję tego świata dlaczego kobieta traktowana jest tak przedmiotowo. Dlaczego jak staje się niepotrzebna wielu facetów po prostu wyrzuca ją na śmietnik. Może należy się cieszyć, że żyjemy w tej zacofanej Polsce i nie jest u nas jeszcze aż tak źle jak w innych krajach.

Np. w takiej Rosji. Wiele żon bogaczy wymienia się na młodszy i nowszy model pozbawiając „starych” dotychczasowych standardów w jakich żyły. U nas raczej praktykuje się sprawdzony model trójkąta: mąż, żona i kochanka. A jak już się na kontrakty wcześniejsze pokolenie najeździło np. do takiego Iraku czy Libii i ziarno na podatny grunt padło to hulaj dusza bez ograniczeń. Marzą im się te haremy, baby zahukane i pamiętam jak mój ojciec opowiadał, że żon po kilkanaście przed kanjpą w Iraku czekało, a panowie się bawili. Zachciało się przenoszenia na nasz grunt arabskich zwyczajów to skończyło się rozwodem (w wielu przypadkach również mi znanych). A można było dla kasy i majątku siedzieć z kurwiarzem, który po każdej przygodzie wracał skruszony i odchodzić nie zamierzał. Strach co prawda o pożycie erotyczne czy jakiejś niespodzianki nie przytarga do domu i tu żarty kończą się właśnie. Można iść do seksuologa leczyć z seksoholizmu ale mało który przyjmuje coś takiego do wiadomości czując się przez kolejne podboje jeszcze większym samcem alfa.

A że pieniądz jest bogiem to wiadomo odkąd świat istnieje ale przecież rozwijamy się i oczy na pewne kwestie otwierają się przecież? Więc dlaczego tak się dzieje, że z każdej strony kobieta jest poszkodowana? Rodzi te dzieci, zajmuje domem, wspiera męża w interesach, a taki później nawet nie podzieli się majątkiem, na który tak naprawdę wspólnie pracowali. Chociaż pytanie „dlaczego” to ponoć najdurniejsze pytanie świata, na które odpowiedzi najczęściej nie ma i nie będzie. Tak jak nie ma wytłumaczenia na tę dominację męską w świecie. Chyba tylko ze względu na pozornie słabszą płeć i powiedzmy niedyspozycje związane z wydawaniem na świat dzieci. Bo organizm wyczerpany zajściem w ciążę i porodem można zastraszyć i łatwiej zdominować. Czy naprawdę tak to musi tak wyglądać?

Wszędzie chyba prawie (może z wyjątkiem Skandynawii gdzie babki zupełnie niemal przejęły męskie odruchy aż do przesady nawet) kobiety na tych samych stanowiskach mniej zarabiają i są dyskryminowane za naturalne właściwości. Np. będąc zarejestrowaną w urzędzie pracy dowiedziałam się, że nie ma dla mnie ani jednej oferty dlatego, że posiadam dziecko. TO nadal się dzieje! A może nawet nasila, nie wiem. Pozornie pod płaszczykiem równouprawnienia nadal tkwimy w degradacji społecznej i dopóki jesteśmy młode i bezdzietne mamy szansę przebicia. Później niestety te szanse maleją, kurczą się, a niekiedy zanikają zupełnie. Trzeba być bardzo przedsiębiorczą i zaradną, a także silną fizycznie i psychicznie żeby podołać wyzwaniom jakie życie niesie. Sam fakt bycia matką już jest nie lada treningiem i swego rodzaju obciążeniem dla kobiety głównie. I piękne to przecież, a tak wypierane przez cywilizację i zabijana jest radość z rodzenia kiedy trzeba iść do pracy i spojrzeć rzeczywistości w oczy. Że dzieciak do maminej spódnicy długo chce być przyklejony.

Fajnie jak partnerzy razem dojrzewają, potrafią się podzielić obowiązkami i jest wsparcie od faceta. Oczywiście to loteria bo jak się później okazuje niejeden zwija się i szuka nowego gniazda. Może więc im więcej kasy tym rzeczywiście musi więcej być rozumu i nie gniewajcie się faceci za te słowa ale na papierze kobieta najlepiej niech ma z czym w razie czego zostanie. Pół biedy (że użyję nielubianego zwrotu) jak majątki na rodzinę rozpisane, wtedy pan i władca nic legalnie nie posiada to i wyskoki ma mniej szkodliwe. To znaczy czysto towarzyskie i rozrywkowe, a o rozwodzie nie myśli. Bo często żony właśnie biorą na siebie większość niewygodnych zobowiązań i przy odrobinie sprytu po cichutku rozdają karty. Czym więcej nazbieranych dóbr tym trudniej bowiem je podzielić, sprzedawać i rozstawać się. Więc rzeczywiście często te pieniądze ludzi łączą bardziej niż co innego i dzieci nawet. Niemniej jednak lepiej być mądrą niż głupią i nie bać się zawalczyć o swoje.

No bo można zasuwać w galerii po 12 godzin dziennie i dziecko widywać 3 razy w tygodniu. Przy takim trybie pracy wychodząc rano i wracając o 22 nie ma szans na normalny kontakt z potomstwem, do którego stworzyła nas przecież mądra natura. Znam kobiety tak żyjące i cierpiące nawet ale co mają zrobić. Wpieprzone w kredyty z mniej przedsiębiorczym mężem nie mają czasem wyjścia, ktoś zarobić musi. Jestem pełna podziwu tak jak dla wszystkich kobiet na tym świecie. Które trochę się już wyzwoliły spod jarzma męskiej dominacji no ale jednak jeszcze daleko nam do bycia prawdziwie szanowanymi. Ogólnie w polityce traktowane jak milutki dodatek, rozhisteryzowane bomby hormonów, które za bardzo mają się nie odzywać, a jedynie tyle ile trzeba. I wyglądać – ale to ewentualnie.

Oczywiście co poniektóre na własne życzenie sobie to robią i siedzą np. siłą przy zamożnych (lub też nie) mężach, a później nieszczęśliwe. Bo my kobiety mamy taką właściwość przerabiania sobie rzeczywistości, godzenia się na półśrodki i przymykania oczy na to, na co mają być otwarte. Wiele wybacza zdrady (chociaż cierpią strasznie) i nie wiadomo czy to z własnego egoizmu czasem, szlachetności czy innych, równie ważnych dla nich, pobudek. Nie chcą dostrzegać sygnałów, które płyną od faceta, że ma dość, nie szanuje, wytyka wady, niekiedy nawet stosuje przemoc psychiczną i fizyczną, a one nic. Niezłomnie wierzą, że to przejściowe, że dla dobra dzieci nie mogą nic zrobić itp. Po co się oszukiwać? Jak ma mieć kochanki i zamienić na młodszy model żadna szlachetność nie pomoże i nic nie da. Wręcz przeciwnie. Pogarsza naszą, kobiet sytuację. Dajemy się wykorzystywać, a później płaczemy. Robimy więc to sobie trochę na własne życzenie zamiast czasem drania rzucić i z honorem odejść.

Czy przykład sfrustrowanej matki jest tym, co chcemy zaszczepić naszym dzieciom? Nikogo nie namawiam do rozwodu bo jest to ostateczność (jeżeli inne formy próby ratowania związku zawiodły) ale do szanowania się w swoim indywidualnym poczuciu moralności i etyki. Czy na pewno trzymamy niszczący nas związek dla często już dorosłych dzieci? Czy jest to tylko zasłona dymna żeby niczego nie zmieniać bo wolimy już to cierpienie własne, jęczenie i biadolenie niż podjęcie wyzwania i ryzyka i rozpoczęcia życia na nowo. Może warunki nam się nieco pogorszą, a znajomi odsuną (wychodzi bowiem kto tym znajomym w ogóle był). Tak to niestety często jest, że kto ma kasę ten ma władzę, a niektórzy (chyba większość) mężczyzn przez naturę już są tak usposobieni, że lubią dominować i rywalizować między sobą więc to za nimi pójdą znajomi i dotychczasowe życie. Czyli często to wszystko przypomina zlepek iluzji i to takich, które sami sobie w głowie wytwarzamy.

Pewnie, że im więcej hajsu tym czasami (paradoksalnie) trudniej i bardziej to wszystko się komplikuje. Jak się trafi na chama bez klasy to zostawi kobietę z niczym, szybko udowadnia, że majątku nie posiada żadnego, no a to że mieszka w pałacu i jeździ super furą to oczywiście nie jego i nic o tym nie wie. Ostatnio widziałam żarty (chyba) dwóch arabek, że mąż musi żonę trochę zbić jak nabroiła. Jedna drugą kijkiem pacała i bardzo się przy tym śmiały. Ale to widocznie akceptują jak murzyni, którzy wolność dostali i od oprawcy nie odeszli. Znają tylko takie życie, od dziecka tłoczona jest propaganda anty żeńska, godzą się na to i przyjmują z pokorą. Dla Europejczyków to nie do pomyślenia chociaż ogólnie wszędzie dominacja męska zatacza swe kręgi. Okazuje się, że takich nacji jest więcej bo i w Chinach kobiety lekko nie mają, a ciąże z dziewczynkami musiały być usuwane.

Traktowane jak gorszy sorty bo rodzimy, zajmujemy się domem i tworzymy rodzinę. Co nie jest traktowane w kategoriach pracy tylko i wyłącznie babskiej przyjemności, a czasami fanaberii (chciałaś dziecko to masz). Po czym biorą pomoc domową i opiekunkę, za które płacą. Paradoksy życia są niezliczone jednak w sprawie kobiet niewiele się zmienia i dlatego cenię feministki za przypominaniu światu o co w tym wszystkim kaman. Niech walczą.

Faceci chcą decydować o naszych pochwach co już wkurza mnie zupełnie i nawet jak mieliby tę rację kompletnie jej nie przyjmuję. Jak może jeden z drugim co nigdy w ciążę nie zajdzie dyktować warunki i zasady życia naszych brzuchów? Doprawdy to kompletnie niezrozumiałe. Słabsza płeć jest bardzo silna i nie musi posuwać się do takich wykrętów żeby podnieść sobie wartość. Wnerwiam się jak słucham tego całego cyrku i nagonek na kobiety. Że albo za dużo poświęcają czasu pracy, albo źle, że zajmują się domem i dziećmi. To

co w takim razie jest dobre?

Dużo kobiet marzy o wychowywaniu dzieci i nie mogą tego robić. Presja społeczeństwa, że matka my być wieloczynnościowa i przypominająca cyborga jest bardzo silna. Ma pracować, po zajmować się dzieckiem (które sama przecież chciała), rano wstawać i lecieć na siłkę żeby być fit, sprzątać to wiadomo, rozwijać się naukowo, gotować i co jeszcze? A! nie krzyczeć, nie denerwować się, wszystko znosić, dać się skopać przez system, za dużo nie pytać i tyrać na 3 etaty. Bo facet po pracy odpoczywa, a kobieta zajmuje się (tylko przecież) domem. Facet to nawet po zabawie z dzieckiem musi odpocząć. Czy nie jest może tak, że same sobie to robimy? Nie szanujemy się godząc na ubóstwo duchowe, a co za tym idzie inni (czyli mężczyźni) też nas nie szanują. Bo trzymamy się niekiedy zbyt kurczowo swojego życia nie widząc, że ono już nie jest takie nasze. Nie próbujemy odejść w porę tylko walczymy o jakieś nieistniejące uczucie, a później czujemy rozczarowanie.

W Żonach Oligarchów miliarder na urodzinach żony wytykał jej przy gościach wiek: ona już jest TAKA stara tylko dobrze wygląda ale nie dajcie się zwieść, to muzeum. I tu nastąpiło hi hi hi, a sama zainteresowana pokornie się uśmiechała NIC nie mówiąc. A później rozpacz. Dlaczego się na to godzimy? Bo mamy nadzieję, że nie będzie aż tak źle? Dlaczego często same dajemy się poniżać mężowi, szefowi, lekarzowi, a później synowi (i dzieciom w ogóle). Wylewamy swoją frustrację na inne kobiety zazdroszcząc im lepszego/innego życia ale nie dbając o jakość własnego. Dzieci też dorosną i szacunku nie buduje się dając na ich oczach całe życie się pomniejszać.

U bogaczy (z obserwacji własnych od wielu lat czynionych) zauważam taką prawidłowość, że albo kobieta robi interesy (z kolei kosztem dzieci, co tez ma swoje konsekwencje) albo jest tylko kurą domową i nikim więcej. A dyktator pije drinki, rucha dziwki i się cieszy. Ona przyzwyczajona do takiego trybu życia, sądzi, że skoro dom jest na nią jej pozycja jest bezpieczna, jedzie na lekach antydepresyjnych udając szczęśliwą w swoim świecie mikro zakupów (w porównaniu do pana) scedowana na jego łaskę (lub nie bo jak zechce i tak się zwinie do młodszej, dziwki lub bardziej szanującej się). Albo albo. Nie ma środka. Co bardziej przedsiębiorcze mają na siebie właśnie pozapisywane mienie i to ono trzyma tych facetów przy nich. Gdyby było inaczej dawno co poniektóre byłyby wymienione na inny model.

I ok, niech tak żyją jak chcą tylko jakie wartości przekazujemy kolejnym pokoleniom? Bo syn obserwując jak ojciec traktuje matkę tak samo będzie traktował swoją żonę. Bo córka, która widzi, że mąż nie szanuje żony najczęściej wejdzie w podobna rolę. Nieświadomie. Tylko nieliczni łamią schemat. A za pieniądze można kupić sobie trochę pewności siebie, która czym sztuczniejsza tym okrutniej się przejawiająca na najbliższych. I

im większy dominator tym bardziej zakompleksiony dupek.

Bo ktoś, kto szanuje siebie szanuje też innych. Innej możliwości nie ma. I pieniądze szczęścia nie dają ale władzę absolutną tak i o to wielu facetom chodzi. Dlatego mając już ich dużo chcą jeszcze więcej. Tylko zapominają często gdzie kończą się interesy, a zaczyna dom i rodzina. Później dzieciaki uciekają z tych wielkich, bogatych domów i ani nogi postawić w nich nie chcą. Błędne koło. Stoją puste pałace budowane z myślą o rodzinie pokoleniowej.

A może jednak olać konwenanse i żyć swoim życiem? Albo przynajmniej mądrze się zabezpieczać i nie ufać ślepo losowi bo tam gdzie pieniądze nie ma sentymentów i będąc w średnim wieku można się zdziwić. Spróbować też nie dać się wcisnąć w te wszystkie wypada/nie wypada i robić swoje w zgodzie z wewnętrznym głosem? Każdy wszak go ma tylko nie każdy słucha. Same też musimy stać na straży swojego szacunku bo tylko wtedy będziemy prawdziwie szanowane.

Obserwuję ostatnimi czasy trend na identyczność, a wszystko co inne jest tłamszone i wytykane. Szkoda też, że cud wydawania na świat przez kobiety dzieci jest taki zdegradowany do podrzędnej czynności fizjologicznej i kompletnie się go nie szanuje. Niektóre dzikie plemiona (np. w Wenezueli, polecam lekturę „W głębokim kontinuum”) więcej mądrości w tej sprawie mają niż my ucywilizowani. Intuicyjnie wiedzą, że kobieta przez to z natury jest słabsza. A my? Po 3 miesiącach od porodu zapierdalamy do roboty, udajemy, że dzieci nie chcą naszej piersi, dajemy z siebie żartować, a później sfrustrowane płaczemy po nocach. Więc no woman no cry tylko bierz los we własne ręce na ile to w danym momencie możliwe i leć do przodu bo życie ziemskie teraz mamy jedno 🙂

Mój ojciec choć bardzo zamożny oligarchą nie jest ale założywszy nową rodzinę odciął się zupełnie i po latach przestał nawet odbierać telefon ani nie chce zobaczyć swojego własnego, podobnego do niego wnuka. Wszystko rozbijało się o pieniądze, których nigdy nie chciałam, a na stare lata dopiero zrozumiałam, że bez nich żyć nie można. Buntowałam się i wierzyłam, że są niepotrzebne. I jak już Hitler kiedyś rozpropagował:

kłamstwo powtarzane przez lata staje się prawdą.

Dlatego nowe żony często odsuwają od poprzednich dzieci, a nieliczne są uczciwe i w porządku. Wiekszość łapie faceta (podatnego) na dupę i chce tylko jego pieniędzy. Reszta znaczenia nie ma. Nigdy tego wszystkiego nie zrozumiem chociaż pytanie „dlaczego” samo ciśnie się co jakiś czas na usta… Może za bardzo mierzę ludzi swoją miarą? Na szczęście udało mi się złamać schemat o czym może kiedyś napiszę 🙂 A na razie dziękuje Ci mamo, że postępowałaś w zgodzie z wartościami o jakich mówiłaś 🙂 I choć żadne decyzje w życiu podejmowane nie przechodzą bez konsekwencji to lepiej wybierać mniejsze zło 😉

PEACE&LOVE

grubsza i głupsza

Przychodzi karmiąca piersią od 6 miesięcy matka do lekarza ginekologa. Mówi, że ma nieregularny okres, a on co? Zapisuje hormony. Na jakiej podstawie? Bez zlecenia badań hormonalnych chyba jest jasnowidzem skoro wie, które na jakim są poziomie.

Po 3 tygodniach przyjmowania i zaufania do doktora babeczka przytyła około 6 kilo, czuje się źle i znacznie gorzej niż przed. Okej, może nie każdy interesuje się medycyną alternatywną, nie wszyscy muszą czytać o różnych badaniach, analizować stan swojego organizmu na milion sposobów, wszak lekarz jest jakby od tego. Chyba… Zapisują recepty jak leci i to już nie pierwszy znany mi przypadek.

Kobiety, nie dajcie sobie wciskać hormonów bez badań!

Na oko żaden lekarz nie wie czego mamy za dużo, a czego za mało. Lepiej eksperymentować z oczyszczaniem organizmu czy (ewentualnie) ziołami, a nie silnymi lekami, które mogą w konsekwencji uzależnić nasze ciało od ich przyjmowania. Do tego podczas karmienia naturalnego tym bardziej hormony szaleją i zapisywanie ich na wyrost bo…? większości pomogły? czy z innych pobudek? jest nadużyciem całkiem sporym…

A tak w ogóle żołąde(cze)k po świętach sięga kolan, a może zamiast jednego są już dwa. Całkiem możliwe bo gdzie to żarcie się mieści nie pojmuję. Oby tylko mieć na tyle siły żeby ucztowanie w porę zakończyć. Bo czekolada co dziecię dostało od zająca (to wszystko przez niego!) i inne wyroby jej podobne chodzą za mną, prześladują i kuszą. Uzależnienie na pewno daje o sobie znać i zobaczymy ile rozumu mi zostało. Jak na razie bowiem jestem głupsza i grubsza.

Głupsza bo wraz z zakazanym na co dzień pokarmem rozumu mi ubywa wprost proporcjonalnie do jego spożywania. Czyli im więcej żrę tym bardziej się uwsteczniam, czarnych plam umysłowych dostaję i zapominam co jest ważne i ważniejsze (od zdrowia po myśli niszczące). Grubsza – wiadomo. Kalorie powietrzem jednak nie są i ochoczo, radośnie, z entuzjazmem postanawiają odkładać się tu i tam, dosłownie podśpiewując z zachwytu, że w końcu im się udało. A taka była oporna, wytrwała i rozsądna – piszczą. No cóż…

chwile ulotne, a święta przewrotne.

I tak lubię świętować ale jednak zawsze zostaję na złą drogę sprowadzona, jak nie przez Gwiazdora to dla odmiany Zająca. I żalu do nikogo nie ujawniam, a wyłącznie skarcę siebie gromko za popełnione wielkanocne przestępstwa i uleganie namowom do złego fikcyjnym postaciom (prawie nie istniejącym).

A wykroczenia były oj były. Bo oprócz pochłaniania wybór padał na pozycje horyzontalną, na dodatek Z ZAMKNIĘTYMI OCZAMI. O tu już wina pogody na wokandę wkracza gdyż słońca jak na lekarstwo i mało dietetycznie. Hipotonia dawała o sobie znać po kilkakroć i musem trzeba było leżeć plackiem (to chyba jednak wyboru nie miałam), a skutkiem ubocznym stało się podsypianie. Ze sportu więc chyżo trafiałam jajkiem do buzi lub ręką do czekolady (po czym do buzi 😉 ). Zawsze celnie 🙂

O liczbie 4 na wadze zapomnieć można i trzeba będzie  się znowu z piątką bujać. A było już tak pięknie. Co prawda obrażona na odmierznik cielesny długo stopy nań nie postawiłam i tym bardziej zaskoczenie po czasie było miłe. Teraz uczynię podobnie, kopnę wagę w kąt i odczekam dni kilka(naście) z konfrontacją. Czasami jednak łatwiej się żyje z mniejszym wiedzy zasobem. Głodówka mnie nie minie, powrót do zatraconych zasad, ochlewanie wodą i innymi specyfikami, a także ruch, sport i dotlenianie. Bo bikini czeka i mruga okiem. To zachęcająco to znowu pochmurnie i spode łba. Ono bezlitośnie obnaży wszystkie grzechy główne i poboczne przy okazji też.

W prezencie iście świątecznym wypatrzyłam nową zmarszczkę i to już jest JAWNE PRZEGIĘCIE. No bo JAK i SKĄD? Czyżby z kaloriami w komitywie były i wspólnie atakowały? Czas zacząć myśleć o botoksie i nie ma zmiłuj się. Niektóre z koleżanek od dawna już korzystają (tak tak widać 😉 )(chociaż hmm…może to MA BYĆ WIDAĆ…?) i nic że do siebie powoli wzajemnie upodobnione ale płaskie i wyprasowane, nie rzadko z wargami uwagę odwracającymi 🙂 A może właśnie postawić na usta albo cycki? Z biustem boję braku czucia w sutkach, doprawdy wyjątkowo nieprzyjemne musi być pozbawienie ich erogenności i czy to naprawdę kobietom nie przeszkadza? No że facetom nie to wiadomo 🙂 Oczywiście są przypadki życie i wygląd ratujące co jest całkiem zrozumiałe, zrozumiałe zresztą jest wszystko i sama też bym poprawiła gdyby prócz szałowego widoku konsekwencji nadmiaru nie było. Niestety nie realne. Wolę więc mniejsze ale z czuciem 🙂

Z nosem podobnie. Już parę razy myślałam o korekcie, a nawet do głowy przychodziło mi zgłoszenie się do programu korygującego fizis. I tu już widzę – słyszę faceta HA HA HA. Może racji trochę ma i często to są babskie fanaberie ale gdybym więcej odwagi miała nosa też bym zmieniła (poza tym coś w tym jest, że kobiety często stroją się i odchudzają dla innych kobiet, później dla siebie i na końcu dla faceta haha). Wysmukliła i uszlachetniła ziemniaka. Jednak cena wyższa niż finansowa i raz, że lęk przed bólem, dwa przed potencjalnym błędem chirurga. A co jak TEN raz akurat mu się nie uda? Nóż się omsknie nie tak jak trzeba? To jednak nie Brazylia gdzie operacje plastyczne z wizytą u dentysty porównać można. Więc jedynie strzykawki się nie pękam 😀

Póki co mogę powoli zmienić rajstopy na pończochy bo cieplej się jednak troszkę zrobiło 🙂 YO

Fotka stara ale zawsze przyjemnie popatrzeć na własny tyłek bez cellulitu 😉 Koleżanka chyba się nie obrazi za wrzucony relikt z przeszłości 😉 W końcu byłyśmy młode i piękne 😛 Teraz jeno pikne… hihi

no to wiosna

Kwitnące drzewa są niesamowite. W ogóle wiosna ma w sobie jakąś magię. Zapach kwiatów od razu kojarzy mi się z beztroskim dzieciństwem, kiedy to szwędało się miedzy blokami i kombinowało. W ogóle nie miało się ochoty wracać do domu, a mama musiała siłą niemalże ściągać na kolację i czasami wołała przez okno beeeeaaaaataaaa. Pierwsze zdjęcie kurtki i wyjście w bluzie cieszy do dziś zupełnie tak samo jak wiele lat temu. Owszem, czas płynął jakby inaczej, dni były ciut dłuższe, a tygodnie czasem stały w miejscu. Później przychodziły upragnione wakacje i w ogóle człowiek nogi w domu praktycznie nie postawił.

Podkładanie monet na tory, ależ to była zabawa. Ciekawe czy moja mama o tym wiedziała… Pewnie nie. Rodzice jednak nie wiedzą o wielu rzeczach ale gdyby było inaczej chyba od razu by osiwieli albo ołysieli 🙂 Teraz będąc po drugiej stronie barykady może lepiej wziąć na to poprawkę 🙂 I rzeczywiście, może niektórzy kierują się (pewnie nieświadomym) kluczem, że dziecko przy tablecie siedzi chociaż w domu i się nie włóczy nie wiadomo gdzie. Teraz tak mi przyszło do głowy… Bo problem jest i to zapewne złożony.

W tej chwili najważniejszy i w centrum uwagi domostwa przeciętnego wyposażonego w dziecię na stanie jest nie kto inny jak…

komputer.

Era cyber świata nastała i trzeba się z tym pogodzić. Bo nie jesteśmy w stanie uchronić przed tym dziecka, owszem, możemy opóźniać zapoznanie, nie dawać smartfona do łapki, nie udostępniać gier, nie pokazywać swojego fejsbuka itp. Ale żyjąc w jakieś społeczności i cywilizacji prędzej czy później latorośl zacznie ze sprzętu korzystać. Choćby nawet nie chciało szkoła zmusi do tego więc jak ma załapać bakcyla i uzależnić się, nie daj Boże, to tak się stanie. Może dużo w tym rozwagi rodziców i chęci do wspólnego spędzania czasu? Nie chodzi bowiem o to by całkowicie zakazać ani też o to by udostępniać bez opamiętania. Jak we wszystkim potrzebna

równowaga.

Chociaż jestem cichym obserwatorem, że coraz więcej dzieci jest właśnie uzależnionych od komputera, gier i wirtualnego świata. Chyba najbardziej od bycia akceptowanym przez wirtualnych znajomych, którzy nie oceniają tylko . Próbuję sobie odpowiedzieć na pytania

czy nic z tym nie idzie zrobić? Czy można jednak zapobiec i gdzie rodzice popełniają błąd, że dzieciak oddala się od nich i żyje zastępczym życiem?

Czy czasami nie jest tak, że opiekunowie idą na łatwiznę, wepchną ten tablet, internet i hulaj dusza? Brzydko mówiąc z głowy… Nie trzeba się wysilać i można myśleć o dorosłych, jakże ważnych przecież, problemach. A później płacz. I oczywiście wszyscy niewinni, nikt niby sprzętu nie daje, każdy się wypiera, że czas dziecku poświęca, grać nie pozwala no tylko problem zaczyna narastać aż okazuje się, że 10-cio latek ma 60 wirtualnych znajomych i łupie w pełne przemocy strzelanki.

Hello, czy na pewno to my, dorośli, do tego nie doprowadzamy, a później lamentujemy? Kiedyś jakoś żyło się bez tego całego cyrku i może dzieci agresywne też bywały no ale jednak do tego stopnia i w tak szybkim tempie nie załamywały się jak teraz. Trzeba było stoczyć tych parę podwórkowych bitew, a nie sztucznych dających sztuczne poczucie wartości w świecie, którego nie ma. Ustalić prawdziwą, a nie wirtualną hierarchię. Często takim małolatom mylić się może, co prawdą a co fikcją jest i prosta droga do depresji i załamki. A czasami może być już naprawdę późno żeby nagle chcieć wyciągnąć to dziecko z domu i jak ma 14 lat to może mieć już nas i rozmowy z nami po prostu w nosie. Kontakt buduje się non stop, a nie wtedy kiedy rodzice nagle są go rządni i gotowi.

I żeby nie było, mój 4-letni synek śmiga w kompie czasami lepiej niż ja, obsługuje nasze telefony i gra w Angry Birdsy czy Train Station lub Pigly. Uznaliśmy, że jak ma to być zakazanym owocem, który smakuje znacznie lepiej to niech się zapoznaje i uczy mądrze korzystać. Nie wiem jaki będzie rezultat bo nie mam w tych sprawach doświadczenia, a jedynie książki, pedagogów i intuicję 🙂 Poza tym sami korzystamy, a dziecku mielibyśmy zabronić? Tak mi wychodzi, że to jakoś nie w porządku wobec małego naśladowcy, który wiele rzeczy doskonale rozumie i umie łączyć sobie fakty*…

*Podobnie jak rodzice, którzy za plecami dziecka jedzą niezdrowe rzeczy licząc, że ono tego nie widzi. Nawet jeżeli przez pierwsze dzieciństwo taki sposób przejdzie, to tylko dawanie przykładu postawą własną wyposażyć może dzieciaka we właściwe zachowania. Prędzej czy później połapie się, że matka czipsów nie daje ale sama wieczorem, przepraszam za słowo, wpierdala. I tak to zakoduje i chwyci prędzej czy później za świństwo aż dochrapie się nadwagi. PRZYKŁAD IDZIE Z GÓRY. Pomijam element kłamstwa, który też bardzo rzutuje na relacje z dziećmi.

Naszemu pokoleniu w głowie się nie mieści jak można wybierać siedzenie w domu przed kompem zamiast hasania po podwórkach, które cały czas mają ten swój niepowtarzalny urok i zapach. Obiadów, kamienic, betonu, śmietnika, budzących się drzew i przygody. Trwają leniwie czekając i zachęcając do zabawy. Przechodzenie piwnicami z klatki do klatki, skakanie w gumę, no to było coś. I chłopaki tez skakały, a na pewno stali jako filary, żeby dziewczyny mogły fikać. Pomijam badmintona, wrotki czy bujanie się na trzepaku w różnych zwisach i konfiguracjach 🙂 I czy to wrodzone czy nabyte cechy, że się chciało? Ale z tego co pamiętam wszystkie dzieciaki pląsały po dworze, również te mniej sprawnie fizycznie i zawsze dla nich jakaś rola przypadała w udziale. Choćby miały tylko liczyć albo wołać pobite gary 🙂

A pierwsze samotne wyprawy do lodziarni, to było coś 🙂 W sklepie tylko Bambino więc w waflu WŁOSKIE miały smak ekstazy. I w ogóle

czy te lody naprawdę były takie pyszne czy po prostu TAK smakowały z dziecięcego punktu języka 🙂 ?

Teraz jak małolat czuje, że trochę odstaje od reszty znajduje pocieszenie w nierealnej rzeczywistości, a tym samym naraża się (nie) wiadomo na co. Wycofują się życia towarzyskiego, nawet rodzinnego i zamykają w świecie swoich fantazji/iluzji. Dzieci zawsze były okrutne względem siebie ale chyba nigdy aż tak mocno nie przeżywały jak teraz porażek. Mam wrażenie, że nawet nie potrafią się z nimi zmierzyć i od razu odpuszczają. Bardzo dużo cierpi na depresje, a nawet podejmuje próby samobójcze. Kiedyś tylko sporadycznie słyszało się o takich przypadkach i wiem co piszę bo przecież „siedzę” w tematyce psyche chcąc nie chcąc od lat 😀 Szok. Utożsamiają się ze światem snem, widmem, którego NIE MA.

Tysiące znajomych na fejsbuku może zrobić kuku.

Swoją wartość mierzą zdobytymi lajkami i może to przerosnąć młodego człowieka. Sama tracę po niektórych tekstach czytelników (przynajmniej z FB) i każdego mi szkoda 🙂 A takie małolaty cierpią ogromnie, przeżywają wszystko 100 razy bardziej i są bardzo wrażliwe. Niby ta (pajęcza) sieć jest potrzebna i ma swoje plusy ale też nieźle ryje beret.

A może dorośli sami to prowokują bo kiedyś mama brała termos, gotowała jajka, pakowała pomidory i dawaj na piknik nad wodę czy za miasto po prostu. Zwykły chleb z rozciapanym masłem smakował jak nie wiem co, a frytki wyskubane na plaży miały wartość nieziemską. Kto nie pamięta wbicia zębów w pomidorka, którego pestki ciekły po palcach i brodzie i było się totalnie uświnionym słodkim sokiem. W ogóle syropy rozrabiane z wodą lub kompoty, które chyba były w każdym domu. Kto myślał o galeriach handlowych i zakupach w weekendy… chyba tylko w sobotę rano szło się na targ i robiło zakupy, a później nie było leżenia i pierdzenia 😉 Jak ktoś miał fiata 126 P pakował do niego familię, dobytek i pryskał w teren. A na kolację kanapki z szynką i herbata z cytryną cieszyły i smakowały jak szalone. Nie sztuczne burgery w sztucznej burgerowni.

Bieganie jest zajebiste. Chociaż w mieście bardzo duża rewia mody i uśmiechają się tylko faceci. W ogóle przy okazji obserwuję, że więcej biega facetów właśnie, a lasek zdecydowanie mniej. Czyżby byli bardziej konsekwentni? Ale to temat może do następnych rozważań. Pozdrawiam…

Królowa Królików

Tak się czasem zastanawiam czy kiedykolwiek spoważnieję i jak spojrzę w lustro to poczuję się na mniej więcej swój przedział wiekowy.

Na początku sądziłam, że przełom nastąpi kiedy urodzę dziecko i stanę się panią Beatą, znowu w szpilkach i koszuli, dojrzałą i nieco bardziej dystyngowaną. Już na porodówce rzeczywistość odbiegła nieco od wyobrażeń gdyż wszyscy brali mnie za młodszą niż jestem dzięki czemu sama też poczułam się bezkarnie młodsza. A tak się starałam 🙂 Później sądziłam, że wydorośleję razem z rosnącym dzieckiem, ale ups… poszło w drugą stronę. Aktualnie przeglądając się i patrząc na to swoje odbicie nie dowierzam, że mam już tyle lat ile mam i jestem trochę rozczarowana tym faktem. Nie żebym źle się czuła w swoim ciele, absolutnie nic z tych rzeczy ale jednak nie wierzę czasem, że ta czydziecha już dawno wybiła. Teraz czasu nie liczę, wiek uznałam, że posiadam taki jaki mam w sercu czy też głowie lub i tu i tu. Do dorosłej pani Herbaty daleko mi jak stąd do księżyca i to na jego drugą stronę. Nie mam już nawet ochoty taka być, przynajmniej na razie zanim dziecię edukacji w publicznych miejscach nie zacznie. Świadomie wybieram trampki i spódnice w myszy i nie zamierzam niczego na siłę zmieniać. Nie wiem też jak mogłam tyle śmigać w butach na obcasach. Jeszcze w ciąży. Zwłaszcza, że sama czasem czuję się jak to dziecko i doskonale pamiętam co przeżywałam dorastając. Chociaż nie wiem czy to dobrze i czy nie utkwiłam za bardzo gdzieś w przeszłości. Jednak słuchając czasem rodziców nastolatków jakąś taką jedność z nimi czuję i wyjątkowo ich przeżycia rozumiem.

Niektóre woły doskonale więc pamiętają jak cielakami były 🙂

I chociaż są już dinozaurami to może lepiej gdyby taki stan rzeczy jeszcze się utrzymał 😀

W ogóle czas na posiadanie dziecka chyba żaden dobry nie jest i paradoksalnie każdy wiek ma te swoje plusy. Rzeczywistość młodego człowieka to pełen spontan, energii jakby więcej, może nawet siły fizycznej – chociaż ze mną akurat różnie bywało. Czasem mnie te doświadczenia przerastały i mając lat 20 czułam się na 30. Co za przewrotność losu, bo teraz jest zupełnie odwrotnie. No ale przestałam się aż tak wszystkim przejmować i zostawiły się jeno bieżące stresy. Z kolei dojrzałe, że tak powiem macierzyństwo skutkuje uwstecznieniem i powrotem do młodości. To znaczy niektórzy świadomie z przywileju rezygnują nie bawiąc się z pociechą i odmawiając wariactw zwalając je na karby przedszkola czy innych dzieci dopasowanych doń wiekowo. Słyszałam też o przypadkach, że babeczki zachodzą szybko w drugą ciążę żeby dzieciaki razem się bawiły i mają z głowy. Naprawdę, podobno tak robią. PODZIWIAM, no podziwiam szczerze takie podejście i ODWAGĘ bo z 1 rozbestwioną sztuką czasem nie idzie sobie poradzić, a co dopiero z dwoma. Ale każdy radzi sobie jak umie i ja oczywiście nie jestem żadną idealną mamuśką.

I tak na ten przykład

zostałam Królową Królików 🙂

Mamusiuniu kochana, jesteś MOJĄ Królową Królików i koniec. Masz tu bilet z wykupioną miejscówką, zwierzaki pod opiekę bo przecież nie mogą być w podróży same i jedziemy na Islandię 😉

Bardzo fajna zabawa w pociąg, moja ulubiona i polecam 🙂 Miałam wykupioną kuszetkę, pod kuratelą ekipa, a naczelny mój królik – przewodnik 🙂 Oczywiście w takim wagonie spać można do woli, kurs do Islandii (z biletem pod brodą do kontroli) dość daleki i oko przymknięte oficjalnie, legalnie, a nawet z musu: mamulku kochana śpij i zamknij już te oczy bo masz przecież bilet w wagonie sypialnym.

Dwa razy powtarzać nie trzeba 🙂

Więc bardzo chciałabym mieć dzieci sztuk więcej ale jednak już bym się na ten krok nie porwała (no może gdyby się wygrało parę dużych baniek w totka). Najfajniej mają ci co jedno dziecko już nastoletnie, a drugie malutkie. Ale oczywiście punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Znajomi, którzy są w takiej sytuacji czasem jednak narzekają nieco na słabe wyhulanie młodzieńcze. Odwala im z opóźniaczem i to czasem całkiem mocno. Albo ponosiło w trakcie dzieciństwa malucha i nie dość czasu mu poświęcali.

Rzeczywiście, teraz nie wyobrażam sobie przeimprezować soboty z afterem, a co dopiero całego weekendu (o dłuższych maratonach nie wspominając). Jakoś tak nie potrafię, nie chcę nawet i wolę być sprawna i na chodzie dla synka. Poza tym tyle hasaliśmy, że w pewnym momencie samo się odechciało i zapragnęliśmy stabilizacji i radości, którą dziecko jednak do związku wnosi. Test to co prawda nie byle jaki i nie żadne zamieszkanie razem czy nawet ślub jest sprawdzianem dla pary, a potomstwo właśnie. Czasami cud jak człowiek się w ogóle odważy, a i okazuje się że w czasach totalnej cywilizacji cudem niekiedy jest zajście w ciążę. Chociaż doskonale rozumiem kobiety, które decyzję ową odwlekają.

Niestety czasami czym dłużej tym później człowiek jakby większe obawy na stanie posiada, odwagi coraz mniej, która paruje jakby nie symetrycznie do wieku. Czyli młodsi idziemy na żywioł, a czym starsi tym bardziej zaczynamy się bać. Bać np. utraty wolności (i słusznie), obowiązku (też racja) i innych. Nie ma co idealizować sytuacji bo tak się dzieje. Nie pośpimy, nie pojedziemy czasem, nie odpoczniemy, nie chodzimy bez plam na ciuchach, nie mamy czystej kanapy jest za to notorycznie w jakimś miejscu klejąca podłoga, przyczepiona plastelina podstępnie wychylająca się z kącików domu i wiele wiele innych czających się suprajsów 🙂 Nie wspominając o masie atrakcji czasem mniej zabawnych jak dzieciaki chorują, dostają wysypki, nie chcą rysować, są kompletnie niesforne i wymieniać by można cały dzień. Ale mimo wszystko lepiej pamiętać, że

życie lubi płatać czasem takie figielki, że jak się może to się nie chce, a jak by się chciało to już nie można. 

I jak to wychwycić w odpowiednim momencie?

Dziwne to jest jak Królowa Królików uświadamia sobie, że już jest dość wiekowa 🙂 Chociaż wcale tak się  nie czuje i może nawet nie wygląda. Ale ząb czasu gryzie i po piętach depcze. Można jedynie dbać o kondycję psychiczną i fizyczną przy czym uważam, że jak się spróbuje zapanować nad jedną z wymienionych sfer to i reszta się udaje. Wprowadzenie zasad np. zdrowego odżywiania pomaga zapanować nad swoim życiem, a tym samym nad rozbrykaną psyche. I odwrotnie też działa, jak zaczynamy karmić się pożytecznymi myślami, łapiemy to poczucie bezpieczeństwa to i zaczynamy dobrze się odżywiać, przestajemy traktować siebie jak śmietnik i porządkujemy swoje wnętrze. Potem nagle dostajemy ochoty np. na wiosenne porządki, mycie okien itp. i symbolicznie oczyszczamy sobie swoją przestrzeń zarówno fizyczną jak i duchową.

Uwielbiam takie zwykłe, wyświechtane, pospolite powiedzonko

JESTEŚ TYM CO JESZ 

Ono uzmysłaiwia mi czy na pewno chcę być taka jak pożywienie do kotła wrzucane i pomaga się trochę opanować. YO