matka beatka

Czasami zastanawiam się czy te naczynia w zlewie muszą się tak dziko mnożyć? Mają zdolność kompletnej klonizacji, niby myję wszystko na bieżąco, a one nadal SĄ. I czekają na tego, który pierwszy się nad nimi ulituje.

To znaczy wiadomo, że z własnej woli zrobię to raczej ja. Facet jak to facet, będzie pół dnia przechodził obok i nie zauważy. Tylko ulubiony jego kubek stoi zawsze gotowy do zaparzenia herbaty w miarę schludny 🙂 Czytałam gdzieś takie porady dla kobiet, że

żeby wyegzekwować pomoc partnera w podrzędnych czynnościach domowych należy zaprzestać wykonywania tychże.

O super rada, być może nawet skuteczna i w końcu gdyby

Czytaj dalej matka beatka

(w głowie) remont

(Po)pieprzone sny, muszą być takie dosłowne… I przekleństwo to czasem większe, aniżeli błogosławieństwo bo od razu zmuszają wątłą niekiedy duszyczkę do pełnej konfrontacji.

sny snom nie równe 😉

Z drugiej strony piękne co ta

podświadomość potrafi wyprawiać także kiedy śpimy

i jakim fantastycznym tworem jest nasza psychika i ciało astralne, które to sobie (czasem) wędruje i podgląda to i owo. Zawsze jestem tak samo mocno zafascynowana tym zjawiskiem choć nie koniecznie (zawsze) zadowolona.

Czytaj dalej (w głowie) remont

listopadowa dziewczyna cz.1

A deszcz dalej kapie kiedy zasypiasz i w odstępach czasowych nagle jakieś kap kap dźwięczy ci w uszach coraz ciszej i ciszej. Wszystko zmyje, ma w sobie tę moc, magiczną lub nie ale ma, że coś oczyszcza. I daje przy tym jakąś taką ulgę. Niełatwą może ale jednak.

Że pewne sprawy mimo pozornych trudności się układają.

Że żyjesz ty i ten twój smutek, który niewątpliwie gdzieś tam jest i czasem się pokaże (przynajmniej w listopadzie), przypomni o sobie, że jeszcze się na stałe nie wyprowadził, a może nawet nigdy tego nie zrobi… Chociaż gdy wychodzi słońce i widać liście, których na drzewach już prawie nie ma ale błyszczą kolorami, wtedy jakoś listopadowej dziewczynie robi się lżej na sercu i zapomina. Może jednocześnie przypomina sobie, znowu całkiem paradoksalnie, te zajebiście dobre odczucia i po prostu żyje. A może żeby coś sobie przypomnieć trzeba o czymś innym zapomnieć… ?

Nie szkoda Pani takich pięknych paznokci na to ciągłe mycie naczyń? Nie lepiej byłoby dotykać nimi czyjąś skórę?
czasami można dostać z liścia w twarz…

Przeżywa dzień i chwilę spokoju w teraźniejszości. Tak bywa co nie znaczy, że jest zawsze 🙂 Niektórzy ludzie po prostu (za) dużo czują, (za) dużo myślą i pokonują morza emocji w sobie.

Czytaj dalej listopadowa dziewczyna cz.1

jesienny romans

I wraca człowiek do takiego domu, mało że w pakiecie z PMS-em to na dodatek zewsząd wyglądają pokusy… I wdaje się w

jesienny romans

choć wcale tego nie chce 😉 A może chce i sam się o to prosi?

Ciągoty o tyle chamskie, że czekoladowe, eksportowe, organiczne i po prostu przepyyyszne… Jak tu zachować jakąkolwiek dietę? Dietę, phi, zdrowy rozsądek… W obliczu takiego wyzwania wiem, że świat jest duży, czekolada jeszcze większa, a ja no cóż… malutka zupełnie…

Tak więc 1 miejski dzień i 6 kolejnych, zaraz po powrocie z lasu, żyłam tylko tą czekoladą. Niestety ze skutkiem tragicznym i powiększającym moje 4 litery nieubłaganie. Noo ale jam jest z tych co się siebie dość czepiają, a z napięciem to i tak nie jest łatwo wygrać, więc ukojenie spadło na mnie wprost z nieba szerokiego. W zasadzie

walka od razu skazana była na niepowodzenie,

nierówna, a przeciwnik podstępny, wiedzący kiedy się schować i kiedy ponownie zaatakować.

chłopaki…

Faceci aż tak się nie przejmują,

Czytaj dalej jesienny romans

adonisek na kocyczku

Może Mężu mój jedyny Ty ten tekst pomiń sobie 😉

Bad Bea – ostrzeżenie przed ironią oraz przymrużenie oka podczas czytania wysoce wskazane 😉  

Niektóre ludzie wykazują się dosyć dużym instynktem społecznym, można wręcz powiedzieć, że ciągnie ich do zgromadzeń wszelakich, czują się w nich nadzwyczaj dobrze i komfortowo. Rozmawiają, rozprawiają, nawiązują znajomości, dzieciaki skrzeczą bardziej lub mniej, czasem nieco tresowane: odłóż proszę ten piasek i nie kop już tu więcej! nie, TU nie kop. A gdzie mamusiu? Nie wiem dziecko ale tam nie idź, tu masz siedzieć. No tak, niektórym się wydaje, że maluchy będą na kocyku grzecznie się grzały i widoki podziwiały 🙂

Z drugiej strony rozumiem też rozdrażnienie starych

co to już pół dnia nad wodą koczują, specjalnie nie raz w tym celu kilometry pokonując więc już od rana zagnieżdżeni,

Czytaj dalej adonisek na kocyczku

lęki myte deszczem i zabite marzenie

Deszcz

może i piękny jest. Może nastrojowy i może ma jakiś tam (nawet) swój urok. Wydzwania o dach te swoje melodie i robi się rzeczywiście klimatycznie. Po mimo ponurości chmur niesie ze sobą magię. Nawet w nocy kiedy człowiek zbudzi się przez szum wiatru i słyszy wielkie krople, a sam leży w ciepłym łóżeczku odczuwa romantyzm chwili. Bardziej słychać go jak uderza o dach domu niż o blokowe szyby. Czasem może niebo płacze ale to wersja bardziej nostalgiczna (dla smutasów).

wyszliśmy do lasu na grzyby prosto w…. burzę 🙂 maamoo, nie jesteśmy przecież z cukru, nie? 😉

Tak czy inaczej woda z nieba potrzebna jest każdemu, a już na pewno stepowemu klimatowi Wielkopolski 😉 Na dowód, że ten region Polski właśnie stepowieje leje sobie po prostu kilka dni ciągiem. I wszystko ładnie pięknie ale do pewnego momentu. Bo będąc posiadaczem dziecia czasami można już ogłupieć z “nadmiaru” wrażeń. Trzeba posługiwać się nie lada wyobraźnią i kreatywnością żeby te godziny jakoś zagęścić i zagospodarować. Narzekając na ogólne braki czasowe w dni ulewne nagle okazuje się, że dzień robi się z gumy, flaczeje, a minuta za minutą wolno płyną wyjątkowo.

Czytaj dalej lęki myte deszczem i zabite marzenie

nożycoręka

Mamo, nie ma przekleństw (noo może jedno malutkie), możesz czytać 😛

Wszystko ładnie pięknie ale bycie fryzjerką z przymusu może wpędzić człowieka w zakłopotanie. Pierwszych kilka razy okej, człowiek włoski podcinał z radością nawet, z przyjemnością jakąś też jednak im dalej w las tym ciemniej.

lepiej za daleko w las nie chadzać z gołymi nogami 😀

I tak bardziej odrośniętych włosów nie idzie uciąć prosto, dziecię wierci się i kręci, a pójścia do prawdziwego fryzjera stanowczo odmawia. Oczywiście, powie ktoś, że trzeba było się kiedyś uprzeć, że z przymusu, jedynie tylko tak do tego dojść mogło bo żadne formy przekupstwa ani propozycji nie do odrzucenia od początku w grę nie wchodzą.

Czytaj dalej nożycoręka

i znowu te matki

Lubię czasami trochę poprowokować ludzi 🙂 I tak na przykład

uśmiecham się do przechodniów na ulicy

lub pań ekspedientek w sklepach i innych jednostek społecznych. Niby nic takiego, prawda? Zadziwia jednak skostniałość polskiego społeczeństwa kiedy to na zwykły i pospolity uśmiech reagują na tyle różnych sposobów tylko nie… uśmiechem.

Chociaż im częściej świadomie praktykuję owy zwyczaj tym więcej ludzi jednak odwzajemnia moje radosne emocje.

Pierwszy dzień – nazwijmy to eksperymentu bo nie z przypadku się kielczyłam tylko nakierowana byłam na reakcje ludzi, a do tego rzeczywiście wiele sytuacji, nawet prozaicznych np. na ulicy wywołuje po prostu uśmiech i pojawia się sam – był zaskakujący. Niektórzy patrzą zdziwieni, starsi na ogół rozglądają się dookoła jakby szukali wzrokiem kogoś innego obok siebie, młodzi chętniej się rewanżują, a najsłabiej chyba (niestety) matki z dziećmi. I znowu te matki 😉

Bea Herba ze swoim Herbatnikiem. Lubimy ludzi, którzy lubią się śmiać 🙂

I sama będąc taką właśnie matką z dzieckiem kompletnie nie rozumiem

Czytaj dalej i znowu te matki

list

Nie będę pisać jak to jest być matką ani co się w moim życiu zmieniło jak nią zostałam. Nie będę pisać o trudach macierzyństwa ani jego urokach. Nie będę pisać o karmieniu piersią ani cudzie narodzin.

*******************

Chciałam Ci tylko powiedzieć, że dotyk Twoich dłoni jest zawsze ze mną kiedy zamykam oczy. Twoje włosy opadają na moją twarz kiedy miałam lat 4, 14 i oby 40. Nie ma znaczenia odległość, no może tylko taką że tęsknię. Ale serce moje jest zawsze przy Tobie nawet jeżeli dzielą nas kilometry. Są to kilometry miłości i wzruszeń których mi dostarczyłaś.

Nie mają znaczenia Twoje popełniane błędy bo każdy jest człowiekiem, a Ty zawsze byłaś ponad moje choćby nie wiem jakie złe były. I gdy tak ostatnio jak Cię odwiedziłam na tę jedną noc dałaś mi zwykłe buzi na dobranoc i pochyliłaś się zwyczajnie, zupełnie jak kiedy miałam te kilka lat, przeniosłaś mnie w czasy bezpiecznego dzieciństwa, a zapach Twojej skóry i włosów spotęgował to uczucie.

I wiesz, płakałam jak wyszłaś ale Ci tego nie powiedziałam bo jakoś tak chciałam zostać z tym sama i nie robić z siebie dziecka w Twoich oczach. Chciałam zatrzymać to wspomnienie jak dobrze mi było, jak bezpiecznie się zawsze czułam, bez trosk, zmartwień tylko po prostu żyłam i dorastałam. Kończył się dzień i usypiałam w miękkiej pościeli wiedząc, że jesteś obok. Zawsze. Ale to były łzy szczęścia, powrotu na ułamek sekundy to Twego łona nawet i to poczucie chciałam zatrzymać jak najdłużej. Napawałam się tym i delektowałam.

Czytaj dalej list

poje***** z poplątaniem

Ach jaka ja ostatnio bywam modna. Przez zupełny przypadek oczywiście i w jednej kategorii. Przynajmniej jedynej zauważalnej 🙂
Otóż wszystko za sprawą mojej fryzjerki Ani. Może nawet stylistki na pewno na miarę największej Wrocławskiej gwiazdy Fedoryszyna (polecam faceta w ciemno, jest boski) do którego chadzałam do czasu urodzenia dziecka. Później okazało się, że zupełnie nagle zrobiłam się baardzo oszczędna no i w życiu nie wydam 600 na włosy (długie nie długi ale cena zaporowa). Wcześniej jakąś lżejszą rękę miałam i sobie nie żałowałam.

Wyrastające kosmate stworzenia potrzebują bowiem ręki prawdziwego fachowca i już od wczesnych lat młodości przyzwyczaiłam je do wyjątkowego traktowania. Oczywiście po milionie prób własnoręcznych eksperymentów, a nożyczki (prawdziwe, fryzjerskie), którymi ciacham synka (włosy) i moją grzywkę próbują czasem zwieść na manowce.
W Poznaniu miałam bardzo wspaniałego Krissa ale nie róbmy cyrku, bez przesady, nie będę w tymże celu pokonywała tyle kilometrów. Tak więc jest ten jeden zajebisty no ale okazało się, że Ania dorównuje mu w zupełności i mam nadzieję, że na stałe do tegoż atelier nie trafi. Czego z drugiej strony serdecznie jej życzę bo droga rozwoju u kogoś takiego otwarta na oścież. A że człowiek naprawdę przyjazny i na poziomie, lubi szkolić dobrych ludzi, to i nie traktuje ich jak konkurencję. A wiem, że już tam parę razy była, niestety 😉

Tak czy inaczej kompletnie nie znam się na tych fryzowych nowinkach i jak w zeszłym roku powiedziała, że zrobiła mi ombre kompletnie nie skumałam o co chodzi. Dopiero po czasie słyszę i widzę (na FB): a ja zrobiłam sobie ombre… Omber tu i omber tam. Wow, myślę sobie, w końcu mam coś na czasie 🙂
W tym roku też nie zawiodła i dostałam sombre. I co? na topie wyjątkowym, tu i tam widzę sombre – to jest TO 🙂 Farbowała zupełnie inaczej niż zwykle, tarmosiła końcówki, strzępiła i kombinowała, a efekt zajebiście naturalny z uwzględnieniem tylko siwusów (no niestety, trawę pszeniczną czas kupić, może ów proces starzenia nieodwołalnego nieco powstrzyma).

Gdyby nie fryzjer człowiek byłby znacznie w tyle, ogonie zupełnym, a koleżanki szaleją i wiedzą modową błyszczą 🙂 Bezpośrednio na sobie.

Wiosny brak, czapka zimowa w torebce obowiązkowa (czego włosy wprost nienawidzą i fryz ukiszony, a w domu wyglądał tak pięknie), dziecię wynudzone na maksa i słabo wybiegane czasem budzi się przedwcześnie do apopleksji rodziców doprowadzając. Walka trwa. Nierówna, bo facet szybki, poduszka pod pachę i tup tup do drugiego pokoju już w kulkę zawinięty :

jaaa JAAAA idę do pracy !!!!  – dobiega wycie z gawry.

No tak, jasna sprawa, przecież matka codziennie ma święto i wypoczęta wyjątkowo spać nie musi 😉 Ale z racji PMS-a, o którym za chwilkę, wywalczyłam sobie swoim babskim sposobem dodatkową niedzielę na sen od rana, bo oczywiście ten późniejszy się nie liczy. Nie było lekko, nawet w konsekwencji zachowania swego nikczemnego przepraszałam ale cóż. Jak się ten PMS przypierdoli to na amen i litości nie ma 🙂 Zaćmienie całkowite umysłowe powoduje, które to na wieczór lekko się ulatnia ale poczynione szkody zostają… Niektóre nawet odwracalne, inne niestety nie.

A tak w ogóle to zespół napięcia przedmiesiączkowego- po polsku ZNP- właśnie jest naprawdę ale to naprawdę bardziej skomplikowany niż się wydaje. I wcale się nie dziwię, że afekt powoduje, co czasem zakrawa już na defekt (mózgu). Komórki szare głupieją, wyprowadzają się czachy, a ta dymi, pulsuje i wymyśla niestworzone rzeczy. Nie wiem sama, czy to ja będąc starszą dziwaczeję jeszcze bardziej czy może już o menopauzę zahaczam delikatną (hihihi). Faktem jest, że z kobietami w tym trudnym czasie wytrzymać ciężko, z cudem wręcz graniczy jakiekolwiek pożycie i tak naprawdę największe pojebanie z poplątaniem dopada wszystkich włącznie z nią samą. I prawdę mówią te wszystkie zabawne memy typu:

chciałabym, nie, nie teraz, przytul, spierdalaj, czeeeekoooolaaaadaaaaa aaaa ale jestem gruuubaaaa, jak ja wyglądam, jestem zajebista i teraz będę płakała, o tak cały dzień BĘDĘ SOBIE PŁAKAŁA:) a co nie wolno mi? MI nie wolno? Bo MI to NIC nie wolno buuuu.

I jak o tym nie pisać? Kiedy samo pod pazury wskakuje 😉

Próbowałam różnych metod, nie pomogła nawet ciąża i po roku karmienia piersią nadszedł on, okres niezłomny i wierny jak pies, a w raz z nim wiadomo, PMS w darmowym pakiecie, którego nikt nie zamawiał. Więc piłam już zioła, stosowałam dietę, medytację, relaksację, masowanie punktów na stopach/dłoniach/głowie/nosie/uszach/podniebieniu itp. i…. nic. Już już czasami byłam bliska uwierzeniu, że będzie git, wycofał się, bo każdy miesiąc bez niego (a zdarzają się takowe) wywołuje nadzieję, nadziejunię choćby maleńką ale jednak wraca uparty jak ten osioł. Może więc niektóre kobiety są na niego skazane, chociaż głowy mądre, lekarskie, zielarskie, medyczne czysto i alternatywnie uważają inaczej. A KCE PTA CJA. To jedyny lek jaki okazuje się być pomocnym i sprawdzonym (co nie oznacza łatwy). A także wydawanie ostrzeżenia przez niebezpieczeństwem – też trochę działa.
Że być go nie powinno, a jeżeli jest to znaczy coś nie tak hula. Hula krasula całe życie tak samo tak więc nie jestem przekonana do teoryj owych.
I szkody poczyniam na sobie ale za te na rodzinie to już ukarana być muszę i raz pozwoliłam swojemu facetowi przyłożyć sobie na goły tyłek. Przepraszam za wynurzenia ale lepiej się poczułam a nawet bardzo dobrze 🙂 Masochizm to kolejna rzecz ZNP – czyli sama destrukcja. W każdym razie pomysł okazał się wyjątkowo trafiony i polecam serdecznie 😉 Lepsze to niż pochlastanie się żyletką 😉

Obwieszczam więc kilka dni co rano z rzędu, że mama jest nieznośna, hormony szaleją jak dzikie konie na Jakucji, później wyję i przepraszam. O tak, wycie pomaga na chwilę, dziecię z otwarta buzią przygląda się mamie wariatce i mówi z politowaniem : mamaooo weź ty już dostań ten okres 🙂 Niech chłopak wie, niechaj przygotowany od małego będzie i ssie z mlekiem matki życiowe mądrości o kobietach 🙂 Może mniej rzeczy go później zaskoczy.

Boszhe, rozumie chyba 🙂
Faceci, nie macie z nami lekko, oj nie 🙂 Wielkie sorry czynię w stronę Waszą i dziękuję, że nas tak kochacie mimo wszystko 🙂 YO

P(M)s. Sądzę, że pogoda zupełnie nakręca sytuację, nie współpracuje, podpowiada i podsuwa mordercze instynkty, zachęca do złego czyli żarcia i rozniecania lokalnych afer. Przez które później można czuć się nieszczęśliwą do woli. Sama jestem wściekła na siebie, co odreagowuję na najbliższych, a jak. W obłędu błędnym kole haha. Rykoszet mknie nawet 200 km dalej nie bacząc na nic i nikogo. Celny wyjątkowo, skubany. Poza tym sprawdziłam, przed ową niedyspozycją waga sama rośnie o około kilosa, a po maleje. Nooo to już w głowie się nie mieści przeciętnemu (i nie) facetowi, że jest możliwe bardzo silne odczuwanie tego owego kilosa, co to rozrasta się do 100, a może i do tysiąca. Widać go okiem gołym, lupy nie potrzeba, a spojrzenie w lustro wiele wyjaśnia 🙂

Miłego dnia bez makijażu (5 maja) ciekawe która zaryzykowała (nie liczą się te poniżej 30-chy wyglądające zawsze dobrze 🙂 ) całusek herbatusek :**

A to ja, no make-up i mój sombrer – trochę widać, oł jee 🙂

Może po ostatnich fotach nikogo już nie zgorszę 😛