jesienny romans

I wraca człowiek do takiego domu, mało że w pakiecie z PMS-em to na dodatek zewsząd wyglądają pokusy… I wdaje się w

jesienny romans

choć wcale tego nie chce 😉 A może chce i sam się o to prosi?

Ciągoty o tyle chamskie, że czekoladowe, eksportowe, organiczne i po prostu przepyyyszne… Jak tu zachować jakąkolwiek dietę? Dietę, phi, zdrowy rozsądek… W obliczu takiego wyzwania wiem, że świat jest duży, czekolada jeszcze większa, a ja no cóż… malutka zupełnie…

Tak więc 1 miejski dzień i 6 kolejnych, zaraz po powrocie z lasu, żyłam tylko tą czekoladą. Niestety ze skutkiem tragicznym i powiększającym moje 4 litery nieubłaganie. Noo ale jam jest z tych co się siebie dość czepiają, a z napięciem to i tak nie jest łatwo wygrać, więc ukojenie spadło na mnie wprost z nieba szerokiego. W zasadzie

walka od razu skazana była na niepowodzenie,

nierówna, a przeciwnik podstępny, wiedzący kiedy się schować i kiedy ponownie zaatakować.

chłopaki…

Faceci aż tak się nie przejmują,

Czytaj dalej jesienny romans

adonisek na kocyczku

Może Mężu mój jedyny Ty ten tekst pomiń sobie 😉

Bad Bea – ostrzeżenie przed ironią oraz przymrużenie oka podczas czytania wysoce wskazane 😉  

Niektóre ludzie wykazują się dosyć dużym instynktem społecznym, można wręcz powiedzieć, że ciągnie ich do zgromadzeń wszelakich, czują się w nich nadzwyczaj dobrze i komfortowo. Rozmawiają, rozprawiają, nawiązują znajomości, dzieciaki skrzeczą bardziej lub mniej, czasem nieco tresowane: odłóż proszę ten piasek i nie kop już tu więcej! nie, TU nie kop. A gdzie mamusiu? Nie wiem dziecko ale tam nie idź, tu masz siedzieć. No tak, niektórym się wydaje, że maluchy będą na kocyku grzecznie się grzały i widoki podziwiały 🙂

Z drugiej strony rozumiem też rozdrażnienie starych

co to już pół dnia nad wodą koczują, specjalnie nie raz w tym celu kilometry pokonując więc już od rana zagnieżdżeni,

Czytaj dalej adonisek na kocyczku

lęki myte deszczem i zabite marzenie

Deszcz

może i piękny jest. Może nastrojowy i może ma jakiś tam (nawet) swój urok. Wydzwania o dach te swoje melodie i robi się rzeczywiście klimatycznie. Po mimo ponurości chmur niesie ze sobą magię. Nawet w nocy kiedy człowiek zbudzi się przez szum wiatru i słyszy wielkie krople, a sam leży w ciepłym łóżeczku odczuwa romantyzm chwili. Bardziej słychać go jak uderza o dach domu niż o blokowe szyby. Czasem może niebo płacze ale to wersja bardziej nostalgiczna (dla smutasów).

wyszliśmy do lasu na grzyby prosto w…. burzę 🙂 maamoo, nie jesteśmy przecież z cukru, nie? 😉

Tak czy inaczej woda z nieba potrzebna jest każdemu, a już na pewno stepowemu klimatowi Wielkopolski 😉 Na dowód, że ten region Polski właśnie stepowieje leje sobie po prostu kilka dni ciągiem. I wszystko ładnie pięknie ale do pewnego momentu. Bo będąc posiadaczem dziecia czasami można już ogłupieć z „nadmiaru” wrażeń. Trzeba posługiwać się nie lada wyobraźnią i kreatywnością żeby te godziny jakoś zagęścić i zagospodarować. Narzekając na ogólne braki czasowe w dni ulewne nagle okazuje się, że dzień robi się z gumy, flaczeje, a minuta za minutą wolno płyną wyjątkowo.

Czytaj dalej lęki myte deszczem i zabite marzenie

nożycoręka

Mamo, nie ma przekleństw (noo może jedno malutkie), możesz czytać 😛

Wszystko ładnie pięknie ale bycie fryzjerką z przymusu może wpędzić człowieka w zakłopotanie. Pierwszych kilka razy okej, człowiek włoski podcinał z radością nawet, z przyjemnością jakąś też jednak im dalej w las tym ciemniej.

lepiej za daleko w las nie chadzać z gołymi nogami 😀

I tak bardziej odrośniętych włosów nie idzie uciąć prosto, dziecię wierci się i kręci, a pójścia do prawdziwego fryzjera stanowczo odmawia. Oczywiście, powie ktoś, że trzeba było się kiedyś uprzeć, że z przymusu, jedynie tylko tak do tego dojść mogło bo żadne formy przekupstwa ani propozycji nie do odrzucenia od początku w grę nie wchodzą.

Czytaj dalej nożycoręka

i znowu te matki

Lubię czasami trochę poprowokować ludzi 🙂 I tak na przykład

uśmiecham się do przechodniów na ulicy

lub pań ekspedientek w sklepach i innych jednostek społecznych. Niby nic takiego, prawda? Zadziwia jednak skostniałość polskiego społeczeństwa kiedy to na zwykły i pospolity uśmiech reagują na tyle różnych sposobów tylko nie… uśmiechem.

Chociaż im częściej świadomie praktykuję owy zwyczaj tym więcej ludzi jednak odwzajemnia moje radosne emocje.

Pierwszy dzień – nazwijmy to eksperymentu bo nie z przypadku się kielczyłam tylko nakierowana byłam na reakcje ludzi, a do tego rzeczywiście wiele sytuacji, nawet prozaicznych np. na ulicy wywołuje po prostu uśmiech i pojawia się sam – był zaskakujący. Niektórzy patrzą zdziwieni, starsi na ogół rozglądają się dookoła jakby szukali wzrokiem kogoś innego obok siebie, młodzi chętniej się rewanżują, a najsłabiej chyba (niestety) matki z dziećmi. I znowu te matki 😉

Bea Herba ze swoim Herbatnikiem. Lubimy ludzi, którzy lubią się śmiać 🙂

I sama będąc taką właśnie matką z dzieckiem kompletnie nie rozumiem

Czytaj dalej i znowu te matki

list

Nie będę pisać jak to jest być matką ani co się w moim życiu zmieniło jak nią zostałam. Nie będę pisać o trudach macierzyństwa ani jego urokach. Nie będę pisać o karmieniu piersią ani cudzie narodzin.

*******************

Chciałam Ci tylko powiedzieć, że dotyk Twoich dłoni jest zawsze ze mną kiedy zamykam oczy. Twoje włosy opadają na moją twarz kiedy miałam lat 4, 14 i oby 40. Nie ma znaczenia odległość, no może tylko taką że tęsknię. Ale serce moje jest zawsze przy Tobie nawet jeżeli dzielą nas kilometry. Są to kilometry miłości i wzruszeń których mi dostarczyłaś.

Nie mają znaczenia Twoje popełniane błędy bo każdy jest człowiekiem, a Ty zawsze byłaś ponad moje choćby nie wiem jakie złe były. I gdy tak ostatnio jak Cię odwiedziłam na tę jedną noc dałaś mi zwykłe buzi na dobranoc i pochyliłaś się zwyczajnie, zupełnie jak kiedy miałam te kilka lat, przeniosłaś mnie w czasy bezpiecznego dzieciństwa, a zapach Twojej skóry i włosów spotęgował to uczucie.

I wiesz, płakałam jak wyszłaś ale Ci tego nie powiedziałam bo jakoś tak chciałam zostać z tym sama i nie robić z siebie dziecka w Twoich oczach. Chciałam zatrzymać to wspomnienie jak dobrze mi było, jak bezpiecznie się zawsze czułam, bez trosk, zmartwień tylko po prostu żyłam i dorastałam. Kończył się dzień i usypiałam w miękkiej pościeli wiedząc, że jesteś obok. Zawsze. Ale to były łzy szczęścia, powrotu na ułamek sekundy to Twego łona nawet i to poczucie chciałam zatrzymać jak najdłużej. Napawałam się tym i delektowałam.

Czytaj dalej list

poje***** z poplątaniem

Ach jaka ja ostatnio bywam modna. Przez zupełny przypadek oczywiście i w jednej kategorii. Przynajmniej jedynej zauważalnej 🙂
Otóż wszystko za sprawą mojej fryzjerki Ani. Może nawet stylistki na pewno na miarę największej Wrocławskiej gwiazdy Fedoryszyna (polecam faceta w ciemno, jest boski) do którego chadzałam do czasu urodzenia dziecka. Później okazało się, że zupełnie nagle zrobiłam się baardzo oszczędna no i w życiu nie wydam 600 na włosy (długie nie długi ale cena zaporowa). Wcześniej jakąś lżejszą rękę miałam i sobie nie żałowałam.

Wyrastające kosmate stworzenia potrzebują bowiem ręki prawdziwego fachowca i już od wczesnych lat młodości przyzwyczaiłam je do wyjątkowego traktowania. Oczywiście po milionie prób własnoręcznych eksperymentów, a nożyczki (prawdziwe, fryzjerskie), którymi ciacham synka (włosy) i moją grzywkę próbują czasem zwieść na manowce.
W Poznaniu miałam bardzo wspaniałego Krissa ale nie róbmy cyrku, bez przesady, nie będę w tymże celu pokonywała tyle kilometrów. Tak więc jest ten jeden zajebisty no ale okazało się, że Ania dorównuje mu w zupełności i mam nadzieję, że na stałe do tegoż atelier nie trafi. Czego z drugiej strony serdecznie jej życzę bo droga rozwoju u kogoś takiego otwarta na oścież. A że człowiek naprawdę przyjazny i na poziomie, lubi szkolić dobrych ludzi, to i nie traktuje ich jak konkurencję. A wiem, że już tam parę razy była, niestety 😉

Tak czy inaczej kompletnie nie znam się na tych fryzowych nowinkach i jak w zeszłym roku powiedziała, że zrobiła mi ombre kompletnie nie skumałam o co chodzi. Dopiero po czasie słyszę i widzę (na FB): a ja zrobiłam sobie ombre… Omber tu i omber tam. Wow, myślę sobie, w końcu mam coś na czasie 🙂
W tym roku też nie zawiodła i dostałam sombre. I co? na topie wyjątkowym, tu i tam widzę sombre – to jest TO 🙂 Farbowała zupełnie inaczej niż zwykle, tarmosiła końcówki, strzępiła i kombinowała, a efekt zajebiście naturalny z uwzględnieniem tylko siwusów (no niestety, trawę pszeniczną czas kupić, może ów proces starzenia nieodwołalnego nieco powstrzyma).

Gdyby nie fryzjer człowiek byłby znacznie w tyle, ogonie zupełnym, a koleżanki szaleją i wiedzą modową błyszczą 🙂 Bezpośrednio na sobie.

Wiosny brak, czapka zimowa w torebce obowiązkowa (czego włosy wprost nienawidzą i fryz ukiszony, a w domu wyglądał tak pięknie), dziecię wynudzone na maksa i słabo wybiegane czasem budzi się przedwcześnie do apopleksji rodziców doprowadzając. Walka trwa. Nierówna, bo facet szybki, poduszka pod pachę i tup tup do drugiego pokoju już w kulkę zawinięty :

jaaa JAAAA idę do pracy !!!!  – dobiega wycie z gawry.

No tak, jasna sprawa, przecież matka codziennie ma święto i wypoczęta wyjątkowo spać nie musi 😉 Ale z racji PMS-a, o którym za chwilkę, wywalczyłam sobie swoim babskim sposobem dodatkową niedzielę na sen od rana, bo oczywiście ten późniejszy się nie liczy. Nie było lekko, nawet w konsekwencji zachowania swego nikczemnego przepraszałam ale cóż. Jak się ten PMS przypierdoli to na amen i litości nie ma 🙂 Zaćmienie całkowite umysłowe powoduje, które to na wieczór lekko się ulatnia ale poczynione szkody zostają… Niektóre nawet odwracalne, inne niestety nie.

A tak w ogóle to zespół napięcia przedmiesiączkowego- po polsku ZNP- właśnie jest naprawdę ale to naprawdę bardziej skomplikowany niż się wydaje. I wcale się nie dziwię, że afekt powoduje, co czasem zakrawa już na defekt (mózgu). Komórki szare głupieją, wyprowadzają się czachy, a ta dymi, pulsuje i wymyśla niestworzone rzeczy. Nie wiem sama, czy to ja będąc starszą dziwaczeję jeszcze bardziej czy może już o menopauzę zahaczam delikatną (hihihi). Faktem jest, że z kobietami w tym trudnym czasie wytrzymać ciężko, z cudem wręcz graniczy jakiekolwiek pożycie i tak naprawdę największe pojebanie z poplątaniem dopada wszystkich włącznie z nią samą. I prawdę mówią te wszystkie zabawne memy typu:

chciałabym, nie, nie teraz, przytul, spierdalaj, czeeeekoooolaaaadaaaaa aaaa ale jestem gruuubaaaa, jak ja wyglądam, jestem zajebista i teraz będę płakała, o tak cały dzień BĘDĘ SOBIE PŁAKAŁA:) a co nie wolno mi? MI nie wolno? Bo MI to NIC nie wolno buuuu.

I jak o tym nie pisać? Kiedy samo pod pazury wskakuje 😉

Próbowałam różnych metod, nie pomogła nawet ciąża i po roku karmienia piersią nadszedł on, okres niezłomny i wierny jak pies, a w raz z nim wiadomo, PMS w darmowym pakiecie, którego nikt nie zamawiał. Więc piłam już zioła, stosowałam dietę, medytację, relaksację, masowanie punktów na stopach/dłoniach/głowie/nosie/uszach/podniebieniu itp. i…. nic. Już już czasami byłam bliska uwierzeniu, że będzie git, wycofał się, bo każdy miesiąc bez niego (a zdarzają się takowe) wywołuje nadzieję, nadziejunię choćby maleńką ale jednak wraca uparty jak ten osioł. Może więc niektóre kobiety są na niego skazane, chociaż głowy mądre, lekarskie, zielarskie, medyczne czysto i alternatywnie uważają inaczej. A KCE PTA CJA. To jedyny lek jaki okazuje się być pomocnym i sprawdzonym (co nie oznacza łatwy). A także wydawanie ostrzeżenia przez niebezpieczeństwem – też trochę działa.
Że być go nie powinno, a jeżeli jest to znaczy coś nie tak hula. Hula krasula całe życie tak samo tak więc nie jestem przekonana do teoryj owych.
I szkody poczyniam na sobie ale za te na rodzinie to już ukarana być muszę i raz pozwoliłam swojemu facetowi przyłożyć sobie na goły tyłek. Przepraszam za wynurzenia ale lepiej się poczułam a nawet bardzo dobrze 🙂 Masochizm to kolejna rzecz ZNP – czyli sama destrukcja. W każdym razie pomysł okazał się wyjątkowo trafiony i polecam serdecznie 😉 Lepsze to niż pochlastanie się żyletką 😉

Obwieszczam więc kilka dni co rano z rzędu, że mama jest nieznośna, hormony szaleją jak dzikie konie na Jakucji, później wyję i przepraszam. O tak, wycie pomaga na chwilę, dziecię z otwarta buzią przygląda się mamie wariatce i mówi z politowaniem : mamaooo weź ty już dostań ten okres 🙂 Niech chłopak wie, niechaj przygotowany od małego będzie i ssie z mlekiem matki życiowe mądrości o kobietach 🙂 Może mniej rzeczy go później zaskoczy.

Boszhe, rozumie chyba 🙂
Faceci, nie macie z nami lekko, oj nie 🙂 Wielkie sorry czynię w stronę Waszą i dziękuję, że nas tak kochacie mimo wszystko 🙂 YO

P(M)s. Sądzę, że pogoda zupełnie nakręca sytuację, nie współpracuje, podpowiada i podsuwa mordercze instynkty, zachęca do złego czyli żarcia i rozniecania lokalnych afer. Przez które później można czuć się nieszczęśliwą do woli. Sama jestem wściekła na siebie, co odreagowuję na najbliższych, a jak. W obłędu błędnym kole haha. Rykoszet mknie nawet 200 km dalej nie bacząc na nic i nikogo. Celny wyjątkowo, skubany. Poza tym sprawdziłam, przed ową niedyspozycją waga sama rośnie o około kilosa, a po maleje. Nooo to już w głowie się nie mieści przeciętnemu (i nie) facetowi, że jest możliwe bardzo silne odczuwanie tego owego kilosa, co to rozrasta się do 100, a może i do tysiąca. Widać go okiem gołym, lupy nie potrzeba, a spojrzenie w lustro wiele wyjaśnia 🙂

Miłego dnia bez makijażu (5 maja) ciekawe która zaryzykowała (nie liczą się te poniżej 30-chy wyglądające zawsze dobrze 🙂 ) całusek herbatusek :**

A to ja, no make-up i mój sombrer – trochę widać, oł jee 🙂

Może po ostatnich fotach nikogo już nie zgorszę 😛

 

woman no cry

Nie pojmuję tego świata dlaczego kobieta traktowana jest tak przedmiotowo. Dlaczego jak staje się niepotrzebna wielu facetów po prostu wyrzuca ją na śmietnik. Może należy się cieszyć, że żyjemy w tej zacofanej Polsce i nie jest u nas jeszcze aż tak źle jak w innych krajach.

Np. w takiej Rosji. Wiele żon bogaczy wymienia się na młodszy i nowszy model pozbawiając „starych” dotychczasowych standardów w jakich żyły. U nas raczej praktykuje się sprawdzony model trójkąta: mąż, żona i kochanka. A jak już się na kontrakty wcześniejsze pokolenie najeździło np. do takiego Iraku czy Libii i ziarno na podatny grunt padło to hulaj dusza bez ograniczeń. Marzą im się te haremy, baby zahukane i pamiętam jak mój ojciec opowiadał, że żon po kilkanaście przed kanjpą w Iraku czekało, a panowie się bawili. Czytaj dalej woman no cry

grubsza i głupsza

Przychodzi karmiąca piersią od 6 miesięcy matka do lekarza ginekologa. Mówi, że ma nieregularny okres, a on co? Zapisuje hormony. Na jakiej podstawie? Bez zlecenia badań hormonalnych chyba jest jasnowidzem skoro wie, które na jakim są poziomie.

Po 3 tygodniach przyjmowania i zaufania do doktora babeczka przytyła około 6 kilo, czuje się źle i znacznie gorzej niż przed. Okej, może nie każdy interesuje się medycyną alternatywną, nie wszyscy muszą czytać o różnych badaniach, analizować stan swojego organizmu na milion sposobów, wszak lekarz jest jakby od tego. Chyba… Zapisują recepty jak leci i to już nie pierwszy znany mi przypadek.

Kobiety, nie dajcie sobie wciskać hormonów bez badań!

Na oko żaden lekarz nie wie czego mamy za dużo, a czego za mało. Lepiej eksperymentować z oczyszczaniem organizmu czy (ewentualnie) ziołami, a nie silnymi lekami, które mogą w konsekwencji uzależnić nasze ciało od ich przyjmowania. Do tego podczas karmienia naturalnego tym bardziej hormony szaleją i zapisywanie ich na wyrost bo…? większości pomogły? czy z innych pobudek? jest nadużyciem całkiem sporym…

A tak w ogóle żołąde(cze)k po świętach sięga kolan, a może zamiast jednego są już dwa. Całkiem możliwe bo gdzie to żarcie się mieści nie pojmuję. Oby tylko mieć na tyle siły żeby ucztowanie w porę zakończyć. Bo czekolada co dziecię dostało od zająca (to wszystko przez niego!) i inne wyroby jej podobne chodzą za mną, prześladują i kuszą. Uzależnienie na pewno daje o sobie znać i zobaczymy ile rozumu mi zostało. Jak na razie bowiem jestem głupsza i grubsza.

Głupsza bo wraz z zakazanym na co dzień pokarmem rozumu mi ubywa wprost proporcjonalnie do jego spożywania. Czyli im więcej żrę tym bardziej się uwsteczniam, czarnych plam umysłowych dostaję i zapominam co jest ważne i ważniejsze (od zdrowia po myśli niszczące). Grubsza – wiadomo. Kalorie powietrzem jednak nie są i ochoczo, radośnie, z entuzjazmem postanawiają odkładać się tu i tam, dosłownie podśpiewując z zachwytu, że w końcu im się udało. A taka była oporna, wytrwała i rozsądna – piszczą. No cóż…

chwile ulotne, a święta przewrotne.

I tak lubię świętować ale jednak zawsze zostaję na złą drogę sprowadzona, jak nie przez Gwiazdora to dla odmiany Zająca. I żalu do nikogo nie ujawniam, a wyłącznie skarcę siebie gromko za popełnione wielkanocne przestępstwa i uleganie namowom do złego fikcyjnym postaciom (prawie nie istniejącym).

A wykroczenia były oj były. Bo oprócz pochłaniania wybór padał na pozycje horyzontalną, na dodatek Z ZAMKNIĘTYMI OCZAMI. O tu już wina pogody na wokandę wkracza gdyż słońca jak na lekarstwo i mało dietetycznie. Hipotonia dawała o sobie znać po kilkakroć i musem trzeba było leżeć plackiem (to chyba jednak wyboru nie miałam), a skutkiem ubocznym stało się podsypianie. Ze sportu więc chyżo trafiałam jajkiem do buzi lub ręką do czekolady (po czym do buzi 😉 ). Zawsze celnie 🙂

O liczbie 4 na wadze zapomnieć można i trzeba będzie  się znowu z piątką bujać. A było już tak pięknie. Co prawda obrażona na odmierznik cielesny długo stopy nań nie postawiłam i tym bardziej zaskoczenie po czasie było miłe. Teraz uczynię podobnie, kopnę wagę w kąt i odczekam dni kilka(naście) z konfrontacją. Czasami jednak łatwiej się żyje z mniejszym wiedzy zasobem. Głodówka mnie nie minie, powrót do zatraconych zasad, ochlewanie wodą i innymi specyfikami, a także ruch, sport i dotlenianie. Bo bikini czeka i mruga okiem. To zachęcająco to znowu pochmurnie i spode łba. Ono bezlitośnie obnaży wszystkie grzechy główne i poboczne przy okazji też.

W prezencie iście świątecznym wypatrzyłam nową zmarszczkę i to już jest JAWNE PRZEGIĘCIE. No bo JAK i SKĄD? Czyżby z kaloriami w komitywie były i wspólnie atakowały? Czas zacząć myśleć o botoksie i nie ma zmiłuj się. Niektóre z koleżanek od dawna już korzystają (tak tak widać 😉 )(chociaż hmm…może to MA BYĆ WIDAĆ…?) i nic że do siebie powoli wzajemnie upodobnione ale płaskie i wyprasowane, nie rzadko z wargami uwagę odwracającymi 🙂 A może właśnie postawić na usta albo cycki? Z biustem boję braku czucia w sutkach, doprawdy wyjątkowo nieprzyjemne musi być pozbawienie ich erogenności i czy to naprawdę kobietom nie przeszkadza? No że facetom nie to wiadomo 🙂 Oczywiście są przypadki życie i wygląd ratujące co jest całkiem zrozumiałe, zrozumiałe zresztą jest wszystko i sama też bym poprawiła gdyby prócz szałowego widoku konsekwencji nadmiaru nie było. Niestety nie realne. Wolę więc mniejsze ale z czuciem 🙂

Z nosem podobnie. Już parę razy myślałam o korekcie, a nawet do głowy przychodziło mi zgłoszenie się do programu korygującego fizis. I tu już widzę – słyszę faceta HA HA HA. Może racji trochę ma i często to są babskie fanaberie ale gdybym więcej odwagi miała nosa też bym zmieniła (poza tym coś w tym jest, że kobiety często stroją się i odchudzają dla innych kobiet, później dla siebie i na końcu dla faceta haha). Wysmukliła i uszlachetniła ziemniaka. Jednak cena wyższa niż finansowa i raz, że lęk przed bólem, dwa przed potencjalnym błędem chirurga. A co jak TEN raz akurat mu się nie uda? Nóż się omsknie nie tak jak trzeba? To jednak nie Brazylia gdzie operacje plastyczne z wizytą u dentysty porównać można. Więc jedynie strzykawki się nie pękam 😀

Póki co mogę powoli zmienić rajstopy na pończochy bo cieplej się jednak troszkę zrobiło 🙂 YO

Fotka stara ale zawsze przyjemnie popatrzeć na własny tyłek bez cellulitu 😉 Koleżanka chyba się nie obrazi za wrzucony relikt z przeszłości 😉 W końcu byłyśmy młode i piękne 😛 Teraz jeno pikne… hihi

no to wiosna

Kwitnące drzewa są niesamowite. W ogóle wiosna ma w sobie jakąś magię. Zapach kwiatów od razu kojarzy mi się z beztroskim dzieciństwem, kiedy to szwędało się miedzy blokami i kombinowało. W ogóle nie miało się ochoty wracać do domu, a mama musiała siłą niemalże ściągać na kolację i czasami wołała przez okno beeeeaaaaataaaa. Pierwsze zdjęcie kurtki i wyjście w bluzie cieszy do dziś zupełnie tak samo jak wiele lat temu. Owszem, czas płynął jakby inaczej, dni były ciut dłuższe, a tygodnie czasem stały w miejscu. Później przychodziły upragnione wakacje i w ogóle człowiek nogi w domu praktycznie nie postawił.

Podkładanie monet na tory, ależ to była zabawa. Ciekawe czy moja mama o tym wiedziała… Pewnie nie. Rodzice jednak nie wiedzą o wielu rzeczach ale gdyby było inaczej chyba od razu by osiwieli albo ołysieli 🙂 Teraz będąc po drugiej stronie barykady może lepiej wziąć na to poprawkę 🙂 I rzeczywiście, może niektórzy kierują się (pewnie nieświadomym) kluczem, że dziecko przy tablecie siedzi chociaż w domu i się nie włóczy nie wiadomo gdzie. Teraz tak mi przyszło do głowy… Bo problem jest i to zapewne złożony.

W tej chwili najważniejszy i w centrum uwagi domostwa przeciętnego wyposażonego w dziecię na stanie jest nie kto inny jak…

komputer.

Era cyber świata nastała i trzeba się z tym pogodzić. Bo nie jesteśmy w stanie uchronić przed tym dziecka, owszem, możemy opóźniać zapoznanie, nie dawać smartfona do łapki, nie udostępniać gier, nie pokazywać swojego fejsbuka itp. Ale żyjąc w jakieś społeczności i cywilizacji prędzej czy później latorośl zacznie ze sprzętu korzystać. Choćby nawet nie chciało szkoła zmusi do tego więc jak ma załapać bakcyla i uzależnić się, nie daj Boże, to tak się stanie. Może dużo w tym rozwagi rodziców i chęci do wspólnego spędzania czasu? Nie chodzi bowiem o to by całkowicie zakazać ani też o to by udostępniać bez opamiętania. Jak we wszystkim potrzebna

równowaga.

Chociaż jestem cichym obserwatorem, że coraz więcej dzieci jest właśnie uzależnionych od komputera, gier i wirtualnego świata. Chyba najbardziej od bycia akceptowanym przez wirtualnych znajomych, którzy nie oceniają tylko . Próbuję sobie odpowiedzieć na pytania

czy nic z tym nie idzie zrobić? Czy można jednak zapobiec i gdzie rodzice popełniają błąd, że dzieciak oddala się od nich i żyje zastępczym życiem?

Czy czasami nie jest tak, że opiekunowie idą na łatwiznę, wepchną ten tablet, internet i hulaj dusza? Brzydko mówiąc z głowy… Nie trzeba się wysilać i można myśleć o dorosłych, jakże ważnych przecież, problemach. A później płacz. I oczywiście wszyscy niewinni, nikt niby sprzętu nie daje, każdy się wypiera, że czas dziecku poświęca, grać nie pozwala no tylko problem zaczyna narastać aż okazuje się, że 10-cio latek ma 60 wirtualnych znajomych i łupie w pełne przemocy strzelanki.

Hello, czy na pewno to my, dorośli, do tego nie doprowadzamy, a później lamentujemy? Kiedyś jakoś żyło się bez tego całego cyrku i może dzieci agresywne też bywały no ale jednak do tego stopnia i w tak szybkim tempie nie załamywały się jak teraz. Trzeba było stoczyć tych parę podwórkowych bitew, a nie sztucznych dających sztuczne poczucie wartości w świecie, którego nie ma. Ustalić prawdziwą, a nie wirtualną hierarchię. Często takim małolatom mylić się może, co prawdą a co fikcją jest i prosta droga do depresji i załamki. A czasami może być już naprawdę późno żeby nagle chcieć wyciągnąć to dziecko z domu i jak ma 14 lat to może mieć już nas i rozmowy z nami po prostu w nosie. Kontakt buduje się non stop, a nie wtedy kiedy rodzice nagle są go rządni i gotowi.

I żeby nie było, mój 4-letni synek śmiga w kompie czasami lepiej niż ja, obsługuje nasze telefony i gra w Angry Birdsy czy Train Station lub Pigly. Uznaliśmy, że jak ma to być zakazanym owocem, który smakuje znacznie lepiej to niech się zapoznaje i uczy mądrze korzystać. Nie wiem jaki będzie rezultat bo nie mam w tych sprawach doświadczenia, a jedynie książki, pedagogów i intuicję 🙂 Poza tym sami korzystamy, a dziecku mielibyśmy zabronić? Tak mi wychodzi, że to jakoś nie w porządku wobec małego naśladowcy, który wiele rzeczy doskonale rozumie i umie łączyć sobie fakty*…

*Podobnie jak rodzice, którzy za plecami dziecka jedzą niezdrowe rzeczy licząc, że ono tego nie widzi. Nawet jeżeli przez pierwsze dzieciństwo taki sposób przejdzie, to tylko dawanie przykładu postawą własną wyposażyć może dzieciaka we właściwe zachowania. Prędzej czy później połapie się, że matka czipsów nie daje ale sama wieczorem, przepraszam za słowo, wpierdala. I tak to zakoduje i chwyci prędzej czy później za świństwo aż dochrapie się nadwagi. PRZYKŁAD IDZIE Z GÓRY. Pomijam element kłamstwa, który też bardzo rzutuje na relacje z dziećmi.

Naszemu pokoleniu w głowie się nie mieści jak można wybierać siedzenie w domu przed kompem zamiast hasania po podwórkach, które cały czas mają ten swój niepowtarzalny urok i zapach. Obiadów, kamienic, betonu, śmietnika, budzących się drzew i przygody. Trwają leniwie czekając i zachęcając do zabawy. Przechodzenie piwnicami z klatki do klatki, skakanie w gumę, no to było coś. I chłopaki tez skakały, a na pewno stali jako filary, żeby dziewczyny mogły fikać. Pomijam badmintona, wrotki czy bujanie się na trzepaku w różnych zwisach i konfiguracjach 🙂 I czy to wrodzone czy nabyte cechy, że się chciało? Ale z tego co pamiętam wszystkie dzieciaki pląsały po dworze, również te mniej sprawnie fizycznie i zawsze dla nich jakaś rola przypadała w udziale. Choćby miały tylko liczyć albo wołać pobite gary 🙂

A pierwsze samotne wyprawy do lodziarni, to było coś 🙂 W sklepie tylko Bambino więc w waflu WŁOSKIE miały smak ekstazy. I w ogóle

czy te lody naprawdę były takie pyszne czy po prostu TAK smakowały z dziecięcego punktu języka 🙂 ?

Teraz jak małolat czuje, że trochę odstaje od reszty znajduje pocieszenie w nierealnej rzeczywistości, a tym samym naraża się (nie) wiadomo na co. Wycofują się życia towarzyskiego, nawet rodzinnego i zamykają w świecie swoich fantazji/iluzji. Dzieci zawsze były okrutne względem siebie ale chyba nigdy aż tak mocno nie przeżywały jak teraz porażek. Mam wrażenie, że nawet nie potrafią się z nimi zmierzyć i od razu odpuszczają. Bardzo dużo cierpi na depresje, a nawet podejmuje próby samobójcze. Kiedyś tylko sporadycznie słyszało się o takich przypadkach i wiem co piszę bo przecież „siedzę” w tematyce psyche chcąc nie chcąc od lat 😀 Szok. Utożsamiają się ze światem snem, widmem, którego NIE MA.

Tysiące znajomych na fejsbuku może zrobić kuku.

Swoją wartość mierzą zdobytymi lajkami i może to przerosnąć młodego człowieka. Sama tracę po niektórych tekstach czytelników (przynajmniej z FB) i każdego mi szkoda 🙂 A takie małolaty cierpią ogromnie, przeżywają wszystko 100 razy bardziej i są bardzo wrażliwe. Niby ta (pajęcza) sieć jest potrzebna i ma swoje plusy ale też nieźle ryje beret.

A może dorośli sami to prowokują bo kiedyś mama brała termos, gotowała jajka, pakowała pomidory i dawaj na piknik nad wodę czy za miasto po prostu. Zwykły chleb z rozciapanym masłem smakował jak nie wiem co, a frytki wyskubane na plaży miały wartość nieziemską. Kto nie pamięta wbicia zębów w pomidorka, którego pestki ciekły po palcach i brodzie i było się totalnie uświnionym słodkim sokiem. W ogóle syropy rozrabiane z wodą lub kompoty, które chyba były w każdym domu. Kto myślał o galeriach handlowych i zakupach w weekendy… chyba tylko w sobotę rano szło się na targ i robiło zakupy, a później nie było leżenia i pierdzenia 😉 Jak ktoś miał fiata 126 P pakował do niego familię, dobytek i pryskał w teren. A na kolację kanapki z szynką i herbata z cytryną cieszyły i smakowały jak szalone. Nie sztuczne burgery w sztucznej burgerowni.

Bieganie jest zajebiste. Chociaż w mieście bardzo duża rewia mody i uśmiechają się tylko faceci. W ogóle przy okazji obserwuję, że więcej biega facetów właśnie, a lasek zdecydowanie mniej. Czyżby byli bardziej konsekwentni? Ale to temat może do następnych rozważań. Pozdrawiam…