miejska wieśniaczka, a może wczasowiczka?

Szczerze powiedziawszy mam dość liczenia tych podstępnych kalorii co to tylko życie zatruwają zamiast rozpieszczać i wspierać. Nie chce mi się ciągle myśleć i zastanawiać co zjadłam, jakie wartości odżywcze swemu ciału przekazałam i czy oby na pewno dobrze zrobiłam. Nie mam ochoty liczyć centymetrów ani kilogramów i przejmować cellulitami i innymi ami ani, że nie jestem doskonała i nie mam 20-stu lat. Fizycznie oczywiście bo psychicznie może nawet wciąż i tak 🙂 Nie mam siły non stop myśleć czy zażyłam wszystkie niezbędne suplementy i witaminy i czy wychlałam wystarczającą ilość wody celem nawodowania ciała co to się z wody składa. Mam w nosie to czy biust mi sterczy na odległość, a włosy nie mają siwych traw. Olewam zmarszczki chociaż te aktualnie same się schowały. Może w słońcu się zjarały? Wrzucam na potwierdzenie 😉

żart, na zdjęciu wybranym z wielu zawsze wygląda się w miarę przynajmniej git 😀

Uznaję jedyną dla siebie słuszną słuszność, żeby robić wyłącznie to co czuję i mało tego, co sprawia mi przyjemność. W czym mogę się pławić mentalnie, umysłowo lub cieleśnie. Czasami pozycja pozioma to ta, która sprawia mi największą rozkosz.

No, przełamałam się też do tych jagód i ich zbierania bo w zasadzie to samo pozyskiwanie jest najbardziej uciążliwe, a reszta robi się sama. Tak, sama i nic nie spaliłam (jak do tej pory). Synek uwielbia jagody (poziomki też po drodze zbierane), a zimą dżemiki mamusi więc tu sprawa jasna, poświęcenie świadome, również w kierunku innych głodomorów wysunięte z sercem na dłoni. Jedynie, że 2 h w pozycji kucznej potrafią już tak człowieka pozostawić na dłużej 🙂 Czym jednak częściej czynność powtarzana tym kręgosłup bardziej zahartowany. A pośladki trenowane zupełnie przy okazji całkiem są zadowolone.

rzadko wskakują same 😉 a czasami wyjątkowo gryzą robale różnorakie… zawsze trafia się najlepszy i najgorszy dzień zbierania 🙂

W ogóle to ja oddaję tytuł gospodyni roku i zdaję fartucha. Kompletnie w tym sezonie nie ogarniam, nie nabywam hurtem truskawek, nie robię zapraw i sama nie wiem dlaczego (?). Może z lenistwa, a może z przegapienia dnia bo jak sobie o nich przypominam żeby kupić to już jest zaawansowany wieczór. Mało sprzątam, dziecię odrośnięte więc groźby zjedzenia pasożyta z podłogi nie ma, a skoro i tak za chwilę jest pełno pisaku to po co się nadmiernie wysilać. Kto by spamiętał na wakacjach ile łykać magnezu, ile Wit C i czy już piłam czerwoną koniczynę dzisiaj? Noo jedynie te zioła właśnie mi wychodzą (ale o tym będzie osobny tekst).

Żyję w swoim tempie i cud, że białe baldachy kwiatów czarnego bzu zebrałam i moczę żeby zrobić syrop. Ale samo się złożyło, po prostu spotykając je na spacerze były tak piękne, że żal im było odmówić i głuchym pozostać na to cichutkie kwilenie: zeeerwij mnie… no zeereerwij mnie… i mnie też…

Biegam za to z radością i sądzę, że bieganie może pożreć wspomniane wcześniej kalorie jeżeli nie przesadzę z ich uzupełnianiem (o co u mamusi bardzo łatwo). Do działania odchudzającego roweru nadal nie jestem przekonana i służy raczej jako środek lokomocji celem oddalania się od domostwa.

A tak w ogóle to mam wakacje i jest mi zajebiście dobrze. W upał plażing i smażing, w brzydsze pogodowo dni inne pomysły nam przychodzą chociaż lekki smażing uprawiam z dziką radością niemal codziennie. Bo nad jeziorami pogoda często jest zupełnie inna niż zapowiadali. I są przebłyski słońca kiedy to się akurat przebywa w pobliżu leżaka, a nic na to nie wskazywało (rozbieram się i ubieram z prędkością światła, a bikini to moja druga skóra 😉 ). Leżak często mam z przodu domu, a koc z tyłu lub odwrotnie. Żeby smażyć tył i przód ciała swego. Synek czasami przychodzi i mówi: maamoo odwróć się już, ty frytko, bo jesteś odpowiednio wysmażona 😀

inauguracja z wodą pierwszy raz w tym sezonie oł jee na na na 🙂 była była 😉

A tak przy okazji to nadal obserwuję moje niebo i wyraźnie jak na dłoni widać poczynania wojskowych (?) samolotów w sprawie smug. Robią je na bank jakimś sposobem, w kratkę (siatkę Faradaya) o której wspominałam w innym tekście i każdy naprawdę każdy może zwrócić na to uwagę. Jest szachownica jak byk. Już od rana czasem zasuwają i niszczą nasze piękne niebo pieprzoną sztuczną chmurą, która zawsze psuje pogodę. I zamiast błękitnego to wygląda jak poniżej na fotce. A że wiał dość silny wiatr to rozgonił chmurzyska po horyzont.

antidotum od miasta… spokój i cisza… tzn. ptaki śpiewają jak szalone 😉

Mój dzielny synek miał też atrakcje w parku linowym i nie zjechał ale był bardzo odważny i sam wspiął się na bardzo wysokie drzewo, a na koniec powiedział do pani, że nie zjedzie na linie bo chciał tylko zobaczyć widoki z dużej wysokości 😀 Zszedł też samodzielnie i jestem z niego dumna 🙂

Więc wiejskie życie wygląda mniej więcej tak jak senne marzenie, bo jest przyroda, słońce, pola, zbiory wszelakie ale jest też rozrywka różna zapewniona czy to przez babcię czy to przez zrządzenia losu 🙂

Zawsze też w grę wchodzą zabawy podwórkowe z tego co aktualnie jest po prostu pod ręką lub pod nogą 🙂 Można więc przypinać się liną holowniczą, w prezencie po poprzednim aucie dostaną od taty, do płotu (a jak!) ale można dnia innego jeździć po prostu na bramie bez skrępowania żadnego 😉 I nie ma znaczenia zwracanie uwagi, że może ją zarwać skoro babusia ukochana na wszystko pozwala 😉

Osobiście uwielbiam też wspólne wyprawy we dwoje i okazuje się, że dziecię nasze może przedreptać całkiem spory kawałek drogi. Odrobinę dziwnie tym samym czuję się bez wózka, do którego to przyzwyczajona byłam bardzo i lubiłam z nim chodzić. No i można było załadować cały dobytek 😀 Ale za to odpoczywamy w takich miejscach jak poniżej, do których tylko lasem dojść można lub podpłynąć łódką 🙂

nareszcie opalona 😀 jakkolwiek by to nie zabrzmiało dziewczyny jednak lubią brąz 🙂

A po drodze zdarza nam się wypatrywać zwierząt, które najczęściej są oczywiście żywe i przemieszczające się po padole samopas. Niemniej jednak te pozbawione żywota stanowią nie mniejszy punkt zainteresowania jak czasem nie większy 🙂 Włącznie z przenoszeniem na pobocze 🙂

żyje czy nie? maaaamooo a jak ten wąż jeszcze się obudzi ? 🙂

Po drodze szosami się wałęsając mamy szansę spotykać prawdziwe relikty minionej rzeczywistości. Maaamooo, ty naprawdę kiedyś szłaś do takiej budki porozmawiać? I nie miałaś telefonu? Haha ano nie miałam i szłam do takiej oto budki 😀 Czasami to ona dzwoniła do mnie.

dawno temu na wakacjach, jak jeszcze nigdy bym nie przypuszczała, że tu będziemy mieć dom, telefonowałam z niej do mamy 🙂

Gdy robi się upał i słońce praży najlepiej jest nam na plaży 🙂 Naszej dzikiej i schowanej, całej dla nas. W pakiecie zupa ze świeżych pomidorów z lanymi kluskami, oczywiście klucha od jajek z wiejskich i zadowolonych z życia kur 🙂 Bardzo lubimy jeść w plenerze i synek zawsze czeka co z torby mama wyczaruje 😀

A w torbie jest wszystko, wiadomo, razem z przyborami do kopania w piachu, które nigdy, przenigdy czasem nie zostają użyte. Ale iść muszą bo przecież nagle ten jeden jedyny raz mogłyby być potrzebne i co wtedy???

kobieta wszak zmienną 🙂 i cały ten ruch ma znaczenie 🙂 nie rezygnując z małych grzeszków można się cieszyć dobrą kondycją 😉 gryząc czasem gluten (mmm) i nabiał (jeszcze bardziej mmm) 🙂

Smażing, jak wspomniałam, uprawiam czynny, przekręcając się na boki, latając z(a) dzieckiem, rowerując, biegając i robiąc jeszcze parę(set) innych rzeczy. Więc opalona trochę jestem ale nie taka chuda jak zawsze 😛 Próbowałam parę brzuszków tyle, że w domu mam demotywację, a na siłowni w pobliskim miasteczku za rzadko bywam coby efekt jakiś szałowy zauważyć. Ale w sumie jestem i tak z siebie zadowolona bo jak na swój już nieco zaawansowany wiek źle nie jest, a może nawet można powiedzieć, że bardzo dobrze 😉 Tym bardziej jak na 23 kilosy w ciąży na plus przytyte. Można? Można.

I tym optymistycznym akcentem kończę retrospekcję wakacyjną beaty herbaty, miejskiej wieśniaczki, a może wczasowiczki, skracając wszystko oczywiście jak tylko się da. Jej przygody wykraczają bowiem daleko dalej niźli tych kilka przytoczonych życiowych przykładów i fotek 🙂 Ciao!

Autor: BeaHerba

Bea Herba to ziołowa beata herbata słuchająca siebie, swoich odczuć i snów, czasem słaba, czasem czarna i mocna, bywa też kompletnie zielona i delikatna biała, niekiedy słodka i aromatyczna. Jak życie…

8 myśli na temat “miejska wieśniaczka, a może wczasowiczka?”

  1. Oj jak mi się marzy taki błogostan 🙂 Mam nadzieję, że już niedługo też będę mogła cieszyć się czasem z dziećmi, bieganiem za nimi ;), chwilowym odpoczynkiem w cieniu i pysznymi owocami 😀 Już za chwilę 😉

  2. Ale Ci zazdroszczę 🙂 Poleniuchowałabym gdzieś w głuszy, nad jeziorkiem, uprawiając smażing i plażing 😀 Masz super styl pisania, nieco kąśliwy, ale z jajem 🙂

    1. Kurcze nieco kąśliwa bywam to fakt 🙂 dlatego z góry uprzedzam, że blog nie jest za słodki bo po prostu taka nie jestem 🙂 a ten skorpioni ogon czasem daje o sobie znać 🙂 i dziękuję za odwiedziny z fajnym komentarzem 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *