mimowolny świadek

Podążając sobie przez nasz piękny kraj polskimi kolejami pociągowymi mogłam pośledzić wycięte w pień drzewa w miejscach, w których naprawdę chapło mnie zdziwienie. Np. oddzielające domy od torów kolejowych piękne starodrzewy leżały smutno pokotem. Naprawdę nie chroniły cię człowieku przed kurzem, pyłem i hałasem? Jesteś pewny, że wolisz widzieć sapiące pociągi?

Pędzą te ludzie w owczym pędzie i chyba zadziałała już po prostu psychologia tłumu bo przecież nie logika. No bo jakie mogą być rozsądne argumenty na zakupienie na ten przykład działki nad jeziorem w lesie i wyrzynanie najpiękniejszych, dużych, dorodnych drzew, z dala od domu dodam, które stały sobie latami wieloma, dawały cień, tlen i schronienie ptakom (chociaż ten argument dla przeciętnego kowalskiego najsłabszy chyba bo w dupie ma przyrodę). Idź sobie ludziu jeden z drugim na pustynię i łąkę pustą, najlepiej bezpośrednio przy jakiejś trasie żeby nudy nie było to i cisza w uchu nie zadzwoni, jak przyrody widok ci szkodzi…

Tam wybuduj daczę. Smutek, żal i dziwne uczucie w duszy jak sobie na to wszystko tak spoglądam. I długo unikałam tematu, nie czytałam i nie patrzyłam ale odgłos pił nigdy nie był aż tak częsty i jazgotliwy. Rozumiem jakieś naprawdę urągające życiu choinki… Świadkiem  więc się mimowolnym różnych zdarzeń człowiek staje.

A może tylko tych, na które sami zwracamy uwagę?

Wracając do naszej bany to i tu nagle i niespodziewanie stałam żem się czegoś współodbiorcą. Podróż upływała nad wyraz przyjemnie do tej właśnie chwili. Kiedy na korytarzu prawie to pustego pośpiechu relacji Gdynia-Wrocław zobaczyłam kobietę z chłopcem. Duże dorodne babsko niby coś tłumaczyło synowi chyba na oko lat 8. Popłakiwał ale ok. Czasem dzieciaki broją naprawdę dobrze. Że dojście do naszego przedziału z moim szkrabem zajmowało dość długą czasową odległość śledziłam mimochodem akcję dalej. I nagle owa pani niby głaszcze dziecko po włosach, a za chwilę jak myślała, że nikt nie patrzy, jeb go w czoło całkiem mocno. Przeszło mi przez głowę, że może mi się tylko przewidziało ale czujność wzrosła. Obserwuję scenkę dalej, a babsko bierze go za rękę, wykręca, ściska z całej siły, szarpie i bije po ramionach w międzyczasie strzelając szybkie plaskacze w głowę. Chłopak prosi „przestań, nie rób mi tak”, wije się i płacze. Wszystko dzieje się jednak bardzo cicho, ten bezgłośny prawie płacz i błaganie dlatego sądzę, że była to standardowa akcja w wykonaniu tej pani. Wielkoludka przy tym z miną agresywną i tak zaciętą, że przyznaję niechętnie ale też się jej trochę wystraszyłam.

Ile człowiek musi ze sobą walk stoczyć… Bo jestem przeciwna przemocy jakiejkolwiek tym bardziej względem dzieci, a tu byle ciche zastraszanie i robienie krzywdy, a ja się w ogóle ZASTANAWIAM. Z drugiej strony energia całego zajścia była mocna i wyczuwało się przemoc właśnie. Powietrze gęstawe. Ponieważ osoba ma nikczemnego wzrostu jest i przy takiej kobyle również słabej wagi, wieczór prawie, ludzi brak (dalej obok dwie starsze panie), sama więc z synkiem – włącza mnie się alarm, że może lepiej gęby nie otwierać. Ale wyglądam z przedziału i daję do zrozumienia, że jestem i się zainteresowałam. Ona patrzy też w moją stronę i trochę jakby traci rozmach. Za chwilę nabieram większej odwagi i postanawiam jednak coś powiedzieć. Nie chcę być taka jak większość tępaków co wycina drzewa i za nic nie mogę stopić się z nieczułym społeczeństwem. Choć te moje rozważania trwały sekundy to na korytarzu nikogo już nie ma. Później chłopiec po nim chodzi i się do mnie uśmiecha bo agresywny potwór dał mu spokój. W oczach wdzięczność. Pocieszam się marnie, że może trochę zbiłam ją z tropu tym natrętnym gapieniem  się.

Ogólnie nigdy człowiek nie wie czy jakaś siła nie chroni go właśnie przed wdaniem się w coś wyjątkowo nieprzyjemnego o nieznanych kompletnie konsekwencjach. Bo podczas wysiadania zobaczyłam, że dzieciaków było około 5 sztuk więc może to nie matka tylko, o zgrozo, jakaś inna osoba sprawująca nad nimi opiekę (po analizie zachowania obojgu raczej jednak ktoś bliski i wyprowadzenie na bok z dala od świadków miała opatentowane. Z dużą pewnością siebie czyniła to wszystko, a chłopiec wiedział pewnie, że jak się wydrze to dopiero będzie jazda. W domu. Jeszcze chyba gorzej bo tam już naprawdę NIKT NIE WIDZI CO SIĘ DZIEJE). I dodatkowo na stanie mieli dużego faceta z ryja na głąba wyglądającego. Sorry, że używam takich słów ale widział doskonale co się działo. Babsko też siedziało dalej wielkie bez zmian i dalej mega najeżone, że w ogóle lepiej na taką nie spoglądać (mimo, że ubrana całkiem dobrze. Ale wiadomo, że wygląd i ciuchy nie stanowią o człowieku). Oczywiście wiem doskonale, że nie można czuć się słabszą ani wchodzić mentalnie w rolę ofiary dlatego w drzwiach przedziału swego (umysłu) stałam i łypałam zanim sił nabrałam i postanowiłam się odezwać.

Wiem już też, że nie jest łatwo czasem szybko reagować na coś takiego i to tylko tłumaczenie, że mała i drobna jestem. Nigdy nie brakowało mi odwagi i normalnie zrobiłabym niezłą rozpierduchę w tym pociągu. „Normalnie” czyli bez dziecka. Ale dbając o moje własne pisklę gdzieś z tyłu głowy coś mi świtało, że muszę myśleć rozsądnie i zachować ostrożność. Zwłaszcza, że nawet nie miał kto nam spojrzeć na rzeczy jak szliśmy do wc. A plecak żył swoim życiem i przeważał  w drugą stronę 🙂

Bardzo się zdenerwowałam i chylę czoła przed wszystkimi, którzy wykazują się spontanicznym odruchem. Co do swojej postawy nie jestem z siebie w nadmiarze dumna.

Herbata wyjątkowo słabo pyskata.

Nie mniej jednak patrzmy i miejmy te oczy otwarte bo przemoc wobec dzieciaków dzieje się na każdym kroku i w Polsce 70 procent rodzin korzysta z takich „metod wychowawczych”. Szok. Niby rozwinięte społeczeństwo, a dosłownie biją dzieci i uważają klapsy za wyjątkowo pomocną metodę. Tylko leniwcy paskudni i ci co sami jej doznali tak postępują. Tylko ludzie, którzy nie myślą, „zapominają” jak się czuli gdy byli bici i nadal tak robią. Powielają schemat (bo tylko takie zachowanie znają) i wielu naprawdę uważa, że to jest jedyny skuteczny sposób na ukrócenie dziecka. I ogólnie współczuję temu łańcuchowi przemocy ale wpierdol należałby się każdemu kto krzywdzi w ten sposób dalej.

To przemówiła przeze mnie matka…

Widocznie taka też jest mentalność polaków co wybiją zwierzęta, wytną drzewa, a na koniec zleją dzieciaka żeby nauczyć manier i poczuć siłę. Tak, poczuć, że ma się tę przewagę nad kompletnie słabszym człowiekiem (ale o tym zapomina rozjuszone ego). I pokazać kto rządzi. Dziecko kocha rodzica bez względu na wszystko i niektórzy później biedni skrzywdzeni ludzie opiniują, że bicie na zdrowie im wyszło (ale nie wiedzą pewnie, nie potrafią sobie nawet wyobrazić, jak zajebiście wpływa nie bicie dziecka tylko próba zrozumienia go. Nie wiedzą jak dobrze to robi i procentuje w późniejszych, dorosłych relacjach z rodzicami, światem i sobą). Boże, jak mi przykro tego słuchać. Ci dorośli są cały czas tymi dziećmi i tylko ciało się postarzało i dojrzało. Najlepiej od razu udać się do psychoterapeuty i zacząć kopać w swoich emocjach żeby odnaleźć te prawdziwe, a nie przekłamane przez pryzmat dziecięcej miłości. Dzieci dorastające też potrafią się oszukiwać dlatego później jako osoby dojrzałe nie mają kontaktu z samymi sobą i swoimi prawdziwymi uczuciami. Błądzą we mgle oszukując się dalej i próbując wmówić sobie, że coś tragicznego było jednak ok. Stosują taki bardzo niebezpieczny mechanizm obronny. NIE MOŻNA NIKOGO BIĆ!!! Nie można i koniec. Przemoc jest chora, zła i nie czyni z ciebie lepiej wychowanego człowieka ani lepiej radzącej sobie osoby w życiu. Jeżeli tak myślisz to żyjesz w iluzjach. Nikt nigdy nie miał PRAWA cię fizycznie ani psychicznie krzywdzić. I uwierz, to nie wyszło ci na dobre. Tylko tak ci się wydaje i CHCESZ w to wierzyć bo boisz się konfrontacji. Boisz się pomyśleć, że rodzic cię nie kochał prawdziwą miłością, nie był dobry i czuły, nie poświęcał czasu, że ciągle mu się przeszkadzało, a może nawet nie chciał żebyś się urodził (dużo jest możliwości jednak czasami żeby kogoś naprawdę pokochać i mu wybaczyć trzeba go znienawidzić. W stosunku do rodziców niektórym w głowie się to nie mieści nauczeni, że uczucia względem nich mają być tylko dobre, że dali nam życie i inne tym podobne wpojone od dzieciństwa „prawdy”, za które mamy być wdzięczni, a które to owszem są też prawdziwe ale w nadmiernej ilości wciskane utrudniają nazywanie swoich uczuć po imieniu i w ogóle dawania sobie prawa do takiej np. nienawiści. A to emocja jak każda inna i nie należy się jej bać. Trzeba wyrzucić z siebie żal, że rodzic, osoba, której ufaliśmy maksymalnie, zawiodła nas), a co dalej idzie spychasz do podświadomości lęk przed odrzuceniem co oczywiście ma dalsze przykre konsekwencje. Nawet jeżeli pozornie tego nie chcesz zobaczyć i patrzysz tylko przez pryzmat swojego chcenia, a nie tego jak jest.

Sposobów dotarcia do dziecka jest znacznie więcej, a ta droga jest najbardziej skrótową i najłatwiejszą z możliwych. Wystarczy pokazać siłę pięści. Dziecko będzie się ciebie bało, tak jak ty bałeś się tego kto robił to tobie. I nie ma tu żadnego autorytetu bo jego się nie buduje w taki sposób. I  jeżeli dziecko czegoś więcej nie zrobi bo dostało na tyłek lub inaczej je zastraszyłeś to nie dlatego, że ciebie szanuje… na pewno nie. BOI się ciebie. To jedyny powód. Nawet jak przez lata będzie sobie wmawiać, że tak nie jest i nauczy się z tym kłamstwem żyć. Taki mały człowieczek, któremu niemożliwie skacze kortyzol w chwili silnych nieprzyjemnych doznań żyje w stresie, a stres nie wywołuje u niego logicznego myślenia, na którym ci wiele razy zależy. Bo zależy prawda? Żeby wszystko rozumiało najlepiej od razu. Żeby myślało jak dorosły. W ten sposób NIE ZROZUMIE nic. Będzie się TYLKO bało. Nie przyspieszy to jego naturalnego procesu dorastania i poznawania życia w swoim tempie. I  zapamiętuje strach. A że cię kocha postara się nie zrobić tak ponownie. Z miłości. Co oczywiście jest możliwe ale nie możliwością jest popełnienie przez niego kolejnych błędów, które się tobie nie będą podobać… Zaczyna się błędne koło. Choć do końca tego wszystkiego nie ogarnia bo postrzega świat przez emocje właśnie. Wszyscy wiemy jak spontaniczne są dzieci. NIE POTRAFIĄ INACZEJ! Jak później mają się pilnować by takimi nie być? To dla nich bardzo duże obciążenie psychiczne. Pogubi się takie dziecko to pewne. Zniszczony system nerwowy rzutuje na nas do końca życia zwłaszcza ten we wczesnym dzieciństwie kiedy się konstruujemy. I trzeba nie lada wysiłku (chęci) żeby go sobie trochę podreperować czy naprawić.

Dobrze więc próbować zdać sobie z tego sprawę i przełamać schemat. To cholernie trudne czasem ale MOŻLIWE. Jeżeli jesteś w to uwikłany(ana) zmień myślenie natychmiast i wyzwól z tego! Rodzic, który cię bił robił źle i ty też postępując w ten sposób nie czynisz właściwie. Zrozum to. Napraw póki czas bo na to zawsze jest odpowiednia pora. OBUDŹ SIĘ!

Pomijam fakt, że co poniektórzy złożą w niedzielę te splamione bólem czyjegoś serduszka ręce i polecą do kościoła udawać jacy są nieskazitelni, a księdzu suto sypną na tacę celem rozgrzeszenia się ze swoich rzekomych win. W pierś pełną gniewu i agresji się jednak nie uderzą, a słowa Jezusa za nic mają.

Pamiętajmy, że agresja rodzi agresję ZAWSZE. A przemoc wyzwala przemoc. Nie ma innej możliwości.

Niektórzy ludzie nie powinni może mieć dzieci z takim podejściem. Mnie nikt nigdy nie uderzył, a bywałam naprawdę paskudna (bardzo nawet) ale znam wiele smutnych i dramatycznych historii z różnych warstw społecznych bicia, np. za oceny czy inne równie absurdalne powody. Bicia za to, że dzieci w ten sposób chcą zwrócić NASZĄ uwagę, wołają spójrz na mnie nawet kosztem swojej skóry. I naprawdę wolą TO – byle tylko ten ojciec/matka się nimi zainteresowali. Posuną się do wszystkiego żeby doprowadzić nas na skraj zdenerwowania i wystawią na próbę. I przykre jest to, że niektóre małolaty robią to później w sposób coraz bardziej świadomy.

Brak czasu dla dzieciaków – groźna choroba cywilizacyjna która cały czas się chronicznie rozprzestrzenia. A wystarczy tak nie wiele, tym bardziej, że żyjemy teraz w świecie przepływu informacji. Otwórzmy się więc, że SĄ inne możliwości, dajmy sobie szansę na nową jakość życia pełną prawdziwej miłości, a nie miłości okupionej łzami i cierpieniem najmłodszych, nic nie winnych dzieci. Czy to jest naprawdę ideą tego pięknego i dobrego uczucia? Czy NAPRAWDĘ krzywdzi się kogoś kogo się kocha? Tak na chłopski rozum to jednak NIE. Zastanówmy się nad sobą, swoim zachowaniem i spróbujmy spojrzeć na świat oczami dziecka. Słuchajmy go i sprezentujmy dar najcenniejszy, który mamy SIEBIE. Bo dzieciom wszystkim bez wyjątku TYLKO O TO CHODZI. Czym gorsze zachowanie dziecka tym większe wołanie o miłość (i tym wrażliwszy też mały człowiek, który potrzebuje wyjątkowo dużo uwagi przede wszystkim najbliższych mu osób, w oczach których się przegląda i buduje poczucie własnej wartości). To naprawdę nie jest aż takie skomplikowane. Wystarczy chcieć się przełamać i ZASTANOWIĆ. Dać sobie pomóc. Świadomość – od niej się wszystko zaczyna. Naprawdę warto zniżyć się do ich poziomu bo są czasami mądrzejsze od nas. Dzięki dzieciom możemy też się cały czas rozwijać i mierzyć z tym co kiedyś mogło być nie do przeskoczenia.

Nie wymagaj od dziecka tego czego sam nie jesteś w stanie zrobić. Nie żądaj by było spokojne jeżeli demonstrujesz inną postawę. Naśladuje Cię i zachowuje dokładnie tak, jak TY! Spójrz, ono jest TOBĄ. 

PEACE&LOVE

Jeżeli ktoś wytrwał do końca i przeczytał całość to jestem szalenie ciekawa co byście Państwo zrobili na moim miejscu? buziaki herbaciaki

Ps. Następnym razem jeżeli będę świadkiem czegoś podobnego, a nie będę czuła się dość pewnie, poproszę kogoś o solidarność i pomoc w interwencji. YO

Autor: BeaHerba

Bea Herba to ziołowa beata herbata słuchająca siebie, swoich odczuć i snów, czasem słaba, czasem czarna i mocna, bywa też kompletnie zielona i delikatna biała, niekiedy słodka i aromatyczna. Jak życie...

5 myśli na temat “mimowolny świadek”

  1. Przeczytałam bo sama Pani wsadziła swój link na stronę Kobiet Mocy- ale skoro tak bardzo domaga się Pani odpowiedzi co sądzę – to . Jestem w szoku.
    Jak można nie zareagować i pisać tony słów na temat tego jacy straszni są ludzie bo nie reagują? Jeśli nie udaje mi się zrobić czegoś co bym chciała ( zdarza się ), czego nie potrafię to w milczeniu i z wstydem biorę to na siebie i muszę z tym żyć mając nadzieje i pilnując się żeby następnym razem reagować – ale pisać o tym w takim tonie ? Pani raczy żartować
    Albo pisać o wycince drzew oj oj oj jak strasznie – a ile Pani drzew posadziła, ile akcji przeciw wycince Pani zrobiła? Ja nie zrobiłam żadnej dlatego nie pisze o tym – po cichu tylko oddaje głosy w różnych akcjach i petycjach. Odzywam się tylko jeśli zrobię. Pani tez radzę – inaczej naraża się Pani na negatywne osądy, na złe samopoczucie, te wszystkie słowa i tak nie zakryją tego co trzeba było zrobić – zareagować. Bała się Pani ? rozumiem – sama często się boję – ale kurna do cholery – mozna zadzwonić na policje, iśc do konduktora zgłosic mu to żeby zadzwonił na policję . Myśli Pani że gdyby się odezwała do tej kobiety w stylu Człowieku co Ty wyprawiasz z tm dzieckiem? To ona by coś Pani zrobiła ? Nie. Bo tylko tchórz bije słabszych. Ale dla tego dziecka byłby to znak – znak , że nie jest samo. A tak nie zmieniło się nic. Musi Pani z tym żyć. nie pisze tych słów z hejtem i radością w głowie – ty zła kobieto nie zareagowałaś – nie pisze z smutkiem – bo dociera do mnie ile zła każdy tzw.Normalny człowiek wyrządza innym z strachu, ile ja musiałam bezwiednie go zrobić innym kiedy byłam młodsza, nieświadoma, wystraszona. Pisze to bo mam nadzieję, że to Panią wstrząśnie i obudzi to o czym pisała.
    i tak ja reaguję od kilku lat, przełamanie bariery strachu jest trudne – ale możliwe

  2. Bardzo trudny temat. Kiedyś słyszałam, że lepiej nie reagować, bo dziecko oberwie podwójnie w domu bez świadków. Ale pewnie Pani wyżej ma racje, że przynajmniej dostanie sygnał, że ktoś zareagował, że nie jest samo, że tak nie powinno być. Nie lubię gdybać. Czasem w sytuacjach stresowych reaguję odważnie a czasami olewam problem bagatelizując go, więc trudno mi powiedzieć. Na pewno będąc z dzieckiem myślałabym o jego bezpieczeństwie, z drugiej strony chcę przy dziecku zachowywać się tak jak powinno…no trudny temat.

    1. Osobiście pierwszy raz się spotkałam z taką sytuacją na żywo. Byłam nieźle zaskoczona bo przemoc jest mi obca w praktyce. Jednak lepiej reagować chociaż intuicja podpowiadała mi żeby zachować ostrożność. Bo sama w prawie pustym pociągu z dzieckiem. Wiem, że to może słabe wytłumaczenie i ktoś tu mnie objechał ale cóż… Chociaż wyjrzałam z przedziału i w nim stałam, a kobieta ewidentnie to zauważyła i trochę spasowała, bo później jechali dalej i był spokój. Jednak ma Pani rację, co się później dzieje w domach to Bóg raczy wiedzieć…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *