mrok i sen

Czasami najbardziej tego, kogo chcielibyśmy oszukać jesteśmy my sami. Są z pewnością ludzie, którym to się długo udaje, może nawet większość albo całe życie. Zazdroszczę czasami takiego podejścia i chciałabym posiadać ową umiejętność na stanie. Zabić w sobie odczucia, przeczucia i nadmierną wrażliwość odczuwania świata i ludzi. Na dłuższą metę jednak

nie da się uciekać przed sobą i swoją wewnętrzną prawdą

i prędzej czy później przyjdzie nam się z nią zmierzyć.

Jak nie bezpośrednio to w inny, bardziej zawoalowany sposób ale jednak. Chciałabym żeby życie było usłane samymi kwiatami ale nie zawsze jest. I spadają na człowieka jak grom z jasnego nieba sytuacje, z którymi przychodzi mu się skonfrontować czy tego chce czy nie. Z reguły nie chce. Oczywiście jeżeli sami nie spojrzymy prawdzie w oczy dopadnie nas chyłkiem i bokiem, może zmusi nas do przeanalizowania swojego zdrowia, bo na nim też dużo się manifestuje. I problemy spychane do podświadomości, a jeszcze do tego całkiem świadomie, odbiją się w końcu na nim.

prawda wyskoczy jak królik z kapelusza tak czy inaczej i dopadnie…

Co jednak zrobić kiedy nie chce się żadnych zmian, a one nas nieuchronnie dopadają?

Co z tą cholerną intuicją, która czasami staje się przekleństwem, bo WIESZ. Wiesz i żadne logiczne argumenty nie działają, żaden rozum tutaj nie pomaga, a uspokaja emocje tylko na chwilę. Bo człowiek próbuje długo wytłumaczyć sobie wszystko logicznie, że jak czegoś nie widzi to tego nie ma. Ale często jest i odroczenie w czasie zdaje się to potwierdzać. Może takie przeciąganie jest potrzebne by można się na coś przygotować, zahartować jakoś żeby podźwignąć nowe zdarzenia, wybijające nas z naszego świata i burzące poczucie bezpieczeństwa. W końcu który to już raz się pierdoli, tyle przeszłaś przejdziesz i to. Jak? Tak jak do tej pory – jakoś.

Nie chcę czasem być dorosła, pieprzę to odpowiedzialne życie, życie, przed którym nie ma żadnej sensownej ucieczki. Nie zawsze takie czarujące. Kiedy sobie spokojnie śpisz, a tuż nad Twoja głową przelatują demony zwiastujące to, czego się bałaś, a może cały czas podświadomie boisz. Taka mysia dziura byłaby świetnym rozwiązaniem ale ona istnieje tylko w naszych umysłach. To odrealnianie się i samooszukiwanie właśnie, które pomaga na jakąś krótszą lub dłuższą metę. Ale o tę prawdę dużo się rozbija. I np. przypadkowe (czy na pewno?) zbiegi okoliczności nagle zaczynają utwierdzać w podskórnym przekonaniu, że coś jednak jest nie tak.

czasem trzeba zajrzeć w głąb siebie i swojego umysłu czy nam się to podoba czy nie…

Koniec jest nowym początkiem

i to prawda ale tak bardzo czasem tego nowego nie chcemy. Tak dobrze było w starym, że nie jesteśmy w stanie dać się przekonać, że może być lepiej. Zresztą, czy na pewno nowe znaczy lepsze? Chyba niekoniecznie. Ale pewne jest, że boimy się nieznanego, zwłaszcza latami do czegoś przywykając. I prawda to może jakaś, że do niczego nie można nadmiernie się przywiązywać, ba, w ogóle przywiązywać bo później zmiana bardzo boli. Serce krwawi. Tylko jak to zrobić?

Niektórzy uważają, że walka o coś ma sens ale chyba jednak nie zawsze i nie w każdej okoliczności. Przychodzi moment, że walka spala walczącego, że zaczyna zabijać się sam z braku pożądanego efektu i musi pogodzić z przegraną.

Czy warto zatem walczyć żeby i tak przegrać?

Pewnie tak bo przynajmniej mamy poczucie, że coś zrobiliśmy, że nie staliśmy jak ten słup soli tylko dołożyliśmy starań żeby utrzymać coś na powierzchni istnienia. Jednak poddanie się też jest formą pomocy sobie i dopiero jak zaakceptuje się jakiś fakt – coś zaczyna puszczać. Niekoniecznie po naszej myśli (przynajmniej tak nam się na początku wydaje) ale jednak odkleja się.

Pogodzenie się z każdą rzeczą, która nas w życiu dotyka daje siłę, której pozornie przecież wydaje nam się, że nie mamy. Czasem trzeba coś utracić żeby odzyskać. Utracić kawałek siebie żeby odzyskać jeszcze większy kawałek siebie nawet jeżeli policzki będą poparzone od namiaru soli w łzach.

Miłość raz jest raz jej nie ma...
są takie sny, które potrafią człowiekowi dowalić bo coś nieuchronnego zapowiadają, nawet jak z pozoru przesłanie wydaje się zupełnie inne… trzeba wiedzieć jak je interpretować i znać siebie, wtedy ma to duży sens… powiedzą dużo, bardzo dużo i z wyprzedzeniem…

Mrok i sen.

Poczuła zimę na plecach wracając ze spaceru do domu, kiedy zaczął zapadać mrok i zrobiło się prawie ciemno. Wdychała jezioro i nie mogła opędzić się od lodowatych myśli. Może właśnie od nich dreszcz sprawiał wrażenie jeszcze intensywniejszego i zrobiło jej się konkretnie zimno. Warto czasem brać ze sobą rękawiczki. Przynajmniej one dawały jej trochę ciepła.

na jeziorze nadal zima i wieje chłodem…

Tak to jest jak człowiekowi coś się wyśni. Niby odwrotnie, a dosłownie i już czuje, już się wie, że ten sen będzie mieć ogromne znaczenie. Nie idzie się od niego odgonić, a najzabawniejsze (to chyba najwłaściwsze słowo hahaha) jest to, że  pociąga za sobą różne nieprzewidziane zdarzenia, które przewracają się jak Domino. Ruszysz jeden, lecą wszystkie. Niby nie jesteśmy na nie gotowi ale przecież w praktyce były już jakieś sygnały z dna duszy wysyłane do czubka głowy. Lekceważone. Spychane do nikąd (oczywiście, że do podświadomości). W czeluść samego siebie.

Chętnie oddam prorocze sny za przyziemne. Gratis w pakiecie rozhulana intuicja.

Autor: BeaHerba

Bea Herba to ziołowa beata herbata słuchająca siebie, swoich odczuć i snów, czasem słaba, czasem czarna i mocna, bywa też kompletnie zielona i delikatna biała, niekiedy słodka i aromatyczna. Jak życie...

47 myśli na temat “mrok i sen”

  1. Ciekawy tekst. To prawda, “głosów” w głowie nie da się uciszyć na zawsze i prędzej, czy później wyjdą. Jak nie uszami, to nosem. Chociaż mi doskwiera raczej brak zmian, niż obawa przed nimi.

    1. Czyli w drugą stronę też to działa, może trzeba w takim przypadku trochę zmiany samemu prowokować… Może mnie właśnie zainspirowałaś do takiego tekstu, hmmm kto wie 🙂 pozdrawiam serdecznie 🙂

  2. Poruszyłaś kilka wątków, które mnie dotykają w sposób bezspośredni, zmiany w życiu, nadodpowiedzialność, piekło w mojej głowie czy lęk przed zmianami. Natłok tego wszystkiego powoduje, że czasem dziwie się, że jeszcze nie pękła mi głowa. Szkoda, że mieszkasz tak daleko, byłoby o czym gadać 🙂

    1. Holly, zawsze możesz do mnie napisać, co dwie głowy to nie jedna. Mi pomogło zaakceptowanie tych zmian i podejście, że widocznie tak ma być i takie jest życie, płynne i mnie też ta płynność dotyczy. Wylałam morze łez bo zawalił się mój dotychczasowy świat, a może wyobrażenie o nim? i dałam sobie prawo do bólu i przeżycia tego po swojemu. Przestałam walczyć. Rozsypałam się w proch. W głowie za to stworzyłam nową wizję siebie bo mam synka i dla niego muszę dać radę, przypomniałam sobie, że zawsze spadałam na te 4 łapy i tego zaczęłam się najpierw kulawo ale 3mać. A pewnego dnia kiedy myślałam już, że naprawdę sensu w moim życiu większego nie ma obudziłam się silniejsza. Poczułam wartość w sobie, odrodziłam się na nowo i wszystko zaczyna się układać. Wiem też, że nadmierne myślenie nie pomaga dlatego dobrze jest się czymś zajmować i przyglądać się swoim emocjom. Płacz też pomaga i to bardzo. Wyrzucanie uczuć i dobrze robi zmiana otoczenia żeby złapać dystans. Może wyjedź sama gdzieś na weekend. Przytulam Cię mocno 💜

    1. Też tak właśnie myślę, nie ma co walczyć na siłę bo to tylko spala nas emocjonalnie, pozdrawiam ciepło 🙂

  3. Czuję te słowa mocno, bo i ja spychałam mysli i udawałam, że wszystko mi się tylko wydaje. Ale w końcu nadchodzi taki czas, że nie ma już nic do stracenia, a tylko do zyskania i po prostu się działa. I tylko zdziwienie ogarnia, że to takie proste i przyjemne. Zawsze warto sie wsłuchiwać w siebie i sobie ufać. to najtrudniejsze zadanie. Pozdrawiam i rozejrzę się chętnie tutaj.

    1. dokładnie tak, przychodzi moment, że trzeba podjąć jakieś decyzje, zaryzykować i poddać się fali zmian, które i tak mogą wyjść nam na dobre, nawet jak w pierwszym odruchu takie nam się nie wydają… pozdrawiam cieplutko 🙂

  4. Masz rację nie ma nic fajnego w byciu dorosłym – a os śmierci mamy mam tak realistyczne sny, że po przebudzeniu nie wiem gdzie byłam ….

    1. Słuchaj, to są twoje lęki o nie, podświadomie boisz się o dzieci dlatego tak Ci się śni. Moja propozycja to przestać się bać tych snów, potraktować je jako kontakt ze swoją podświadomością czyli coś pozytywnego bo ona tak do Ciebie przemawia i afirmować z kolej świadomie, że Twoje dzieci są bezpieczne lub coś w tym guście, stwórz sobie swoją afirmację i poczytaj książkę “Potęga podświadomości” Joseph Murphy 🙂 Przytulam 🙂

  5. Dla mnie lęk przed zmianami jest czymś strasznym! Już teraz przeżywam to, że będę wracać do pracy – z jednej strony bardzo chcę, z drugiej – boję się jak to będzie. Tak samo było z przeprowadzką… I tak samo jest ze wszystkim innym… Intuicja? – niezawodna, nigdy się nie myli, a ja (tak jak i Ty) zastanawiam się, skąd ona to wszystko wie? 😉 A do dorosłości i odpowiedzialności już się przyzwyczaiłam 😛

  6. I tak ciężko nauczyć się odpuszczać, czy pogodzić się z losem. Jest to bolesne i często niewygodne. W sumie to zawsze niewygodne. Jednak przyjęcie pewnego stanu rzeczy rzeczywiście przynosi ulgę. Nie nad wszystkim można zapanować.

    1. Dokładnie tak, czasami coś się dzieje i już. A zmiany, których nie planujemy po prostu wyzwalają lęk przed nieznanym, pozdrawiam 🙂

  7. Wierzę w sny. Wierzę że nasza podświadomość się na nie przekłada a także w to że bywają prorocze, zwiastujące czy ostrzegające. Wszystko to, co teraz dzieję się w moim życiu zostało zapowiedziane we śnie. Mam też silną intuicję, za bardzo…też mi to czasem przeszkadza w życiu…ale i pomaga niekiedy. Pozdrawiam 🙂

    1. Na dłuższą metę jednak pomaga 🙂 Mi ewidentnie nasila się z wiekiem i akceptuję to tak jak jest, a wyżywam się emocjonalnie w swoich tekstach 🙂 ♥

  8. Pamiętam swoje sny. Zapisuje je. Wracam do nich w swoich tekstach, ale tłumaczyć
    rzadko potrafię. Moja dawna koleżanka umiała. Jednak nasze drogi się rozeszły.
    Nie byłam w stanie słuchać jej marudzenia. Swoje jakoś znoszę. U innych do czasu.
    Wolałabym raczej słyszeć słowa pociechy. Zamiast tego słyszę szczek Pociechy.
    Już Pippi nie chciała być dorosła. Wcale się jej nie dziwię z perspektywy czasu.
    Jak dobrze było być dzieckiem, chociaż wtedy człowiek tego nie doceniał.
    Teraz nie docenia tego co jest w tej chwili i tak w kółko.
    Dziękuję za mądry tekst.

    1. Też nie przepadam za nadmiernym marudzeniem i sama staram się go nie uskuteczniać. Super, że zapisujesz sny, ja niektóre też ale niektóre zapadają w moją głowę na zawsze. Aniu, super to ujełaś, człowiek nigdy nie docenia tego co ma. Pozdrawiam ciepło

  9. “Czasem trzeba coś utracić żeby odzyskać. Utracić kawałek siebie żeby odzyskać jeszcze większy kawałek siebie nawet jeżeli policzki będą poparzone od namiaru soli w łzach.” – pięknie napisane <3 Należę do ludzi, którzy zawsze walczą – choć czasami rzeczywiście jest to walka z wiatrakami! 😉 Edit: Zawsze walczę o to, na czym mi na prawdę zależy…<3

    1. Ja też walczę bo mam waleczną naturę ale czasami nauczyłam się odpuszczać, może żeby uniknąć nadmiernego cierpienia? Sama nie wiem ale wiem, że czasami dobrze jak toczy się samo bez mojej ingerencji 🙂 dziękuję za odwiedziny ♥

  10. Ciekawy tekst – koniec owszem zawsze jest początkiem i nigdy nie wiemy, czy czegoś dobrego czy złego, ale warto próbować – wtedy zawsze mamy szanse, że spotka nas coś lepszego niż dotychczas 🙂

  11. Ilekroć czytam Twoje teksty zawsze przechodzą mnie takie…dreszcze. Oczywiście nie dreszcze grozy, a dreszcze ekscytacji. Bo jakże trafnie to ujmujesz. Dokładnie jest tak, jak piszesz. Te dylematy, czy coś zmieniać, czy zostawiać……choć, czy aby na pewno mamy na to wpływ? Czy nie jest tak, że te zmiany i tak nas dopadają? Myślę, że lepiej jest dokonać samemu wyboru, nawet jeśli ten wybór skończy się przegraną, niż dać się popchać w kierunku zmiany, której nie wybieramy.
    Bardzo mądre przemyślenia.

    1. O tak, zdecydowanie lepiej samemu projektować swoje życie bo często po prostu nie chcemy widzieć, że coś się dzieje . Sądzimy, że jakoś się ułoży, jakoś będzie, a to “jakoś” może się później odbić czkawką 😉 dziękuję za budujący komentarz 🙂 noo groza rzeczywiście czasem trochę się z mych tekstów wyłania haha może dlatego, że są emocje 😉 pozdrawiam cieplutko 🙂

  12. Każdy z nas nosi w sobie różne lęki… myślę że to składowa ludzkiej egzystencji. Ważne żeby tym strachom nie ulegać, tylko oswajać i powoli iść do przodu swoim rytmem

  13. Głosy w głowie idzie uspokoić, tylko trzeba żyć w zgodzie ze sobą, nie robić nic wbrew swoim przekonaniom. Tylko tyle? Tak, ale niestety jest to bardzo dużo. Znam osoby, które od lat żyją w nieustającym kłamstwie i wbrew sobie. Dzień w dzień powtarzają sobie niezliczoną ilość kłamstw. Robią to tak długo i skutecznie, aż przychodzi moment, że zaczynają w to wierzyć. Kłamstwa zamieniają się w prawdę, błędne teorie w fakty. Teraz wyobraźcie sobie ile wysiłku, ile pracy trzeba żeby zbudować ten nierealny świat? Nawet na chwilę nie chciałbym znaleźć się w głowie takiej osoby, tam ciągle trwa wojna, igrają demony, panuje chaos. O ciszy i spokoju już nawet się nie marzy.

    1. Masz rację, tak jest, tylko tyle i aż tyle żeby być sobą… Dla niektórych to naturalne jak oddychanie, dla wielu coś nierealnego do osiągnięcia… Pozdrawiam!

  14. Staram się we wszystkim szukać pozytywów, w zmianach też (nawet jeśli ich nie planowałam i na dany moment wydają mi się totalnie bez sensu). Wierzę, że wszystko co nas spotyka jest po coś i, chyba trochę z własnego egoizmu, wolę doszukać się w tym czegoś pozytywnego 😉 Póki co wychodzę dzięki temu na plus!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *