niezmienne zmiany

Tak naprawdę większość ludzi boi się zmian i jeżeli nie świadomie to podświadomie przeraża nas stawianie czoła nowym wyzwaniom. Co innego te zaplanowane (chociaż te też lubią się wypiąć) i wyczekiwane jako cuda objawione.

Inne mamy za zło konieczne, przynajmniej na początku bo jednak

im dłużej się z nimi oswajamy to zaczynamy nawet doceniać ich moc.

Nie jestem przekonana czy gdybyśmy mieli z własnej woli czasem coś poprzestawiać w swoim życiu to w ogóle byśmy to zrobili. Często też nie widzimy tego co samo pcha się w ślepia, zakłamujemy rzeczywistość do ostatniej minuty i udajemy, że nic takiego się nie dzieje.

Z pewnością są ludzie przyjmujący życie w takiej formie w jakiej im się ono objawia, nie buntują się i akceptują je w pełni. Np. wspominani czasem przeze mnie szamani żyją zgodnie z cyklami przyrody i naturalnego rytmu życia ciesząc absolutnie wszystkim i dostając to, czego potrzebują.

w przyrodzie łatwiej żyć w zgodzie z sobą i swoimi demonami

W ogóle przyroda zbliża nas do nas samych i sprawia, że łapiemy kontakt z wszechświatem. Można się uspokoić i złapać oddech, odcięci od wszelakich wifi i innych urządzeń zakłócających prawidłowy przepływ energii odzyskujemy naturalny spokój. Bo

oddziałuje na nas wszystko.

Mało, że ograniczeni betonem to spowici kablami wszelakimi z telefonem przy uchu i laptopem przed nosem. Podobnież dzieci. Jak mają nie być pouzależniane od internetu, skoro od najmłodszych lat czas spędzają głównie z tabletem. Może często żyjemy więc nieświadomie, odrealnieni szusując po codzienności i walcząc z takimi czy innymi przeciwnościami losu. WALCZĄC. Szarpiąc się. Stresując. Zamiast poddać, wyciszyć i zaakceptować. Nie bać się. Bo nawet

nasze ciało zmienia się praktycznie w każdej sekundzie, wszystko płynie i nic stałe nie jest.

To tylko nam się tak wydaje jak nie zachodzą jakieś znaczące okoliczności w naszym życiu.

Jak nie chcemy czegoś w porę zobaczyć i podjąć decyzji np. o zakończeniu czegoś to spada to nas później jak grom z jasnego nieba i kończy się samo. Chociaż podskórnie czujemy gdzieś w środku, że tak ma być. Gdyby iść o krok dalej, że sami jesteśmy sprawcami naszych wydarzeń to już w ogóle nie ma się co rzucać, że to życie jest pojebane czy coś w tym stylu.

Nikt i nic nie jest za nas odpowiedzialny, tylko my sami.

to my pokazujemy dzieciom jak radzić sobie z emocjami po przez własne postępowanie… teorie nie zadziałają, liczy się tylko to, co widzą/słyszą od nas… i to od NAS przejmują kody na życie i według naszych wzorców, przynajmniej do jakiegoś czasu, będą funkcjonować

Największą i może jedyną odpowiedzialność ponosimy za nasze dzieci

i nie chodzi tylko o podstawową opiekę ale przede wszystkim o bagaż psychiczny jaki od nas otrzymają. To w naszych rękach jest co im kodujemy i jak będą radziły sobie emocjonalnie w tym świecie. To, w moim odczuciu, najważniejsze wyposażenie jakie dostajemy i jakie możemy podarować. Bo chodzi głównie o emocje i wspomniane zmiany też je wywołują. Jak są bardzo nieprzewidziane to ściska nam się żołądek i pocą ręce, a jak od razu pozytywne to czujemy się uskrzydleni i mamy na wszystko chęć i siłę.

Zostając jednak rodzicem nikt nie daje nam najważniejszych wskazówek

jak nauczyć dziecko radzić sobie z tymi emocjami właśnie.

A dzieci to papugi i uczą się od nas. Nie wiem czemu wielu ludzi kompletnie nie jest tym zainteresowanych, nie wiadomo po co chcą w ogóle te dzieci, jak później nie mają dla nich czasu, ani nawet chęci żeby go razem spędzać czy przyglądać się sobie jaki dają przykład. Dziecko to absolutnie najpiękniejsze wyzwanie z jakim zmierzyć może się człowiek ale obarczone dużym ryzykiem, że spieprzymy coś po całości. I tak naprawdę wychowując dziecię wychowujemy tez siebie i uczymy się ciągle czegoś nowego. Może też bym wolała być w grupie nie przejmującej się tym faktem ale nie potrafię. Myślenie boli (jak cholera czasem). Każdego dnia widzę jak ten mały człowiek się zmienia, ile nowości poznaje, jak wszystko przyjmuje i akceptuje z radością i ufnością.

Jak potrafi wytłumaczyć cięższe sytuacje i obrócić je na swoją korzyść.

Być może stosuje mechanizm wyparcia (gdyby ktoś chciał posłużyć się bardziej fachowym językiem) ale radzi sobie tak, jak umie. Szkoda, że jako dorośli tracimy tę zdolność przeinaczania faktów na nasza korzyść. Cieszę się jak wariatka, że mogę być tą pierwszą, która mu coś np. pokaże czy przekaże bo wiem, że to zaprocentuje w przyszłości. Ale każdy odpowiada za siebie. Nikogo do niczego zmusić nie możemy ale próbować coś zmienić w sobie TAK.

Czasami więc lepiej nie czekać na ostatnią chwilę, słuchać intuicji i działać. Bo pewne jest, że

jak nie zakończy się jakiegoś starego etapu, nie wejdzie się w nowy.

Chociaż końce bywają bardzo bolesne bo wyrywają nas z naszej skrzętnie tkanej rzeczywistości i rzucają często na głęboką wodę. Obnażając PRAWDĘ. Ale tkwienie w martwym punkcie prędzej czy później zaczyna nas niszczyć, najpierw podstępnie kiedy tylko sporadycznie wydaje nam się, że coś jest nie tak, później żalimy się np. przyjaciółce (najlepiej psychoterapeucie żeby nie truć bez celu ludziom tyłka), a dalej to już tylko czasami czujemy się szczęśliwi.

Dlaczego wielu z nas nie robi nic by poprawić jakość swojego życia?

Co trzyma ludzi w patologicznych związkach czy znienawidzonej pracy? Co trzyma kobiety nie odchodzące od partnera oprawcy? Bo to częsty przypadek naszego zdziwienia: leje ją, a nie odejdzie – głupia.

na dłuższą metę lęk jest paraliżujący i jeżeli nie przemawia do nas świadomie to już podświadomość nasiąknięta jest nim jak gąbka, a to ona nami głównie steruje… i wiele rzeczy w życiu robimy właśnie podświadomie, czy nam się to podoba czy nie 🙂

Oczywiście zachodzi dużo mechanizmów ale główną siłą napędową jest

LĘK.

Lęk przed nieznanym, lęk przed sobą, lęk przez zmianą właśnie. Plus lekko masochistyczna osobowość ale po przeanalizowaniu śmiem twierdzić, że któż jej nie posiada? Czym różni się człowiek nienawidzący swojej pracy, a codziennie od lat do niej chadzający od wspomnianej maltretowanej kobiety? Naturalnie szkodliwość społeczna czynu jest nieporównywalna ale chcę zwrócić uwagę na sam mechanizm. Większość z nas czyni podobnie tylko wydaje nam się, że jesteśmy w lepszej sytuacji. I tu znajdzie się mnóstwo wytłumaczeń, że to i i tamto i siamto. Byle niczego nie zmieniać… Ktoś ma to zrobić,

u kogoś dostrzeżemy przysłowiową szpilkę w oku, a belki w swoim nie.

Sądzimy, że nas to nie dotyczy. A dotyczy.

A gdyby tak dać się ponieść temu życiu tak, jak ono samo nas niesie? Bez lęków i ograniczeń stwarzanych w naszych głowach…? Czy nie żyłoby się piękniej?

Przede wszystkim egzystowanie w lękach znacznie obniża jakość naszego życia wewnętrznego i powoduje tym samym choroby.

Wszystkie bowiem schorzenia i urazy cielesne mają źródło w psychice. Tylko nie łączymy faktów. I nawet jak z tym lękiem spróbujemy się zaprzyjaźnić, bo np. walka już nie pomaga to zawsze jest to jakieś działanie, nie jesteśmy bierni, próbujemy podejść siebie od innej strony. Tym bardziej, że różna jest ich siła i dlatego nie na każdego działają te same metody unicestwienia. Na jednego zadziała klasyczna psychoterapia czy wizyta u psychologa, na innego psychiatra (chociaż tu uważam, że bez rycia beretu na terapii same leki cudów nie zdziałają, a jedynie mogą w cięższych przypadkach pomóc czy wyciszyć objawy).

Ważne jest żeby zdawać sobie z tego sprawę i mieć świadomość siebie. Zdecydowanie łatwiej żyje się z poszerzaniem wiedzy na swój temat.

czasami dobrze jak ktoś nam coś uświadomi, rzuci nowe światło na jakąś sprawę i choć wydaje się to niewygodne, buntujemy się i nie chcemy przyjąć do wiadomości to może warto spróbować żeby się uwolnić 🙂

Irydolog, u którego byłam, o którym pisałam w ostatnim tekście powiedział:

nie można żyć z lękiem! Nie można chodzić z takim ciężkim bagażem!

Coś mi jednak uświadomił i choć sądziłam, że pewne tematy mam zamknięte okazało się, że nie. Bo ciało nie jest jednak w pełni zdrowe i nie funkcjonuje w zupełnej harmonii. A jeżeli ono do nas przemawia w postaci jakiegoś (mniejszego lub całkiem dużego dyskomfortu) to znaczy, że coś tam w tej psychice siedzi nierozwiązanego.

Stąpamy często po tym świecie śpiąc. A jak ktoś nad sobą pracuje łapiąc się na uczuciach i jakie zmiany w nas wywołują, podążając za nimi z radością i wiarą, że to co się dzieje jest dla nas najlepsze w takiej formie, w jakiej się przytrafiło – wtedy zaczynamy łapać balans.

Życie takie jest, pędzi, przychodzimy i odchodzimy więc

czy jest coś ważniejszego niż miłość?

I to, że mamy przy sobie ludzi, których kochamy i którzy kochają nas? Bo często galopujemy w swoich ambicjach, niespełnieniach, roztrząsamy różne wydmuchane problemy, mówimy: od jutra, od poniedziałku, od nowego roku… A czemu nie teraz i już?

Szkoda czasu na odkładanie życia na później.

Wirtualny świat nie zastąpi prawdziwych relacji. Czasu nie cofniemy, a zmiany, które nas dosięgają mają często konsekwencje dla całego stada.

Nadal nie wiem czy lepiej być ślepym i czekać aż los zadecyduje za nas czy zmian dokonywać samemu. Pewnie

prawda jest gdzieś po środku

i zależy od okoliczności ale warto słuchać swojej intuicji i wierzyć w kosmiczną moc, która nas zawsze przez wszystko przeprowadzi. Niezmienna zmienność życia trwa i trwać będzie. I to jest może właśnie niezmienne, że wszystko się zmienia 🙂 Kurcze, lepiej być twardym i tak naprawdę wrażliwcy mają najbardziej przerąbane bo wszystko nadmiernie przeżywają, zwłaszcza zmiany wszelakie. Przydałoby się też być bardziej odważnym, a nie trząść jak królik i chować do norki. Dlatego tak dużo zależy od nastawienia bo pewne jest, że zmiany są i będą częścią życia każdej istoty na tej planecie 🙂 A może i w innych wymiarach też nie ma niczego stałego, kto wie 😉

Autor: BeaHerba

Bea Herba to ziołowa beata herbata słuchająca siebie, swoich odczuć i snów, czasem słaba, czasem czarna i mocna, bywa też kompletnie zielona i delikatna biała, niekiedy słodka i aromatyczna. Jak życie...

55 myśli na temat “niezmienne zmiany”

  1. Ja nie będę oszukiwać, zgadzam się z tym. Nie lubie zmian, wyjątkami są zmiany kolorów scian i mebli w domu. Jeśli trafi sie zmiana, na którą nie mam wpływu to stresuje mnie to.

  2. Dziękuję Ci za ten wpis. Ja jestem właśnie takim zmianowym tchórzem i bardzo trudno podejmuję decyzje. Walczę z tym, ale niestety jeszcze z marnym skutkiem.

  3. Bardzo duzo ciekawych watkow tu poruszylas. Zgadzam sie z twoim wpisem i mysla przewodnia na temat zmian. Nie lubimy ich bo boimy sie co przyniosa i rpzede wszystkim tego ze zmusza nas do wyjscia ze swojej strefy komfortu co rzeczywiscie czesto sie dzieje, ale choc na poczatku bywa bolesne potem moze nam zrobic dobrze. Wiadomo nie wszystkie zmiany sa pozytywne, czasem musimy sie tez przystosowac do tych negatywnych zmian w naszym zyciu, ale wazne by umiec wyciagnac lekcje z kazdej nawet trudnej sytuacji, dzieki temu mozemy sie rozwijac.

  4. Ciekawy wpis. Uważam, że jeżeli boimy się zmian, nie powinniśmy od razu rzucać się na głęboką wodę, a oswajać nowe małymi kroczkami. Ja staram się tak robić, bo drastyczne rozwiązania powodują stres.

  5. Przyznaję , że nie przepadam za zmianami i też napawają mnie one lękiem. Czasami inicjuję je sama – ale raczej takie, nad którymi mogę zachować kontrolę i na każdym etapie sama decydować o ich kierunku (typu – prozaiczne remonty, zmiana diety, trybu życia, wyglądu). Ale jeśli jakaś zmiana może bardzo mocno zaważyć na moim życiu w niezwykle ważnych dla mnie kwestiach – to “cykam” się strasznie i wolę status quo.

    1. I o tę kontrole chyba dużo się rozchodzi, nie chcemy jej tracić i płynąć z prądem życia. Kiedyś to lubiłam, jak byłam młodsza żadne zmiany nie były mi straszne ale z wiekiem chyba uległam przyzwyczajeniom i już tak bardzo nie przepadam za nimi… Pozdrawiam!

  6. Jakie to mądre i ważne co napisałaś. Dla mnie też zmiany są ważne, ale trudne. Ale raz na jakiś czas postanawiam kategorycznie, że coś zmienię, teraz jest to moje zachowanie w niektórych sytuacjach. Walczyć trzeba, bo o harmonię wewnętrzną trudno i jesli czujemy, że musimy coś zmienić, to trzeba zakasac rękawy i do roboty 🙂

    1. Ja przestałam walczyc bo walka nic nie dawała. Aktualnie poddaję się życiu tak jak płynie i patrzę co z tego wynika 🙂

  7. Świetny spis, bardzo spodobała mi się część o dzieciach, o nauczeniu ich radzenia sobie z emocjami i zmienianiu trudnych sytuacji w coś wartościowego. Tego nie uczą w szkołach, a my rodzicie musimy obserwować i rozmawiać z naszymi dziećmi, a nie dawać im tablet z kolejną bajką…:)

  8. “Potrzebne są zmiany! Konieczne są zmiany!Bo jeśli nic się nie zmieni Może nadejść dzień rebelii” “Rozwijać się i zmieniać chcę, Zmiana każda zmiana podnieca mnie, O nich ciągle myślę i do nich lgnę, Arsenały pełne na wiwat czas, Rozmach daje szansę, a wiedza strach”
    Ha, dzisiaj dwa punkowe cytaty, Dezerter i Kalus Mitfoch, można je odczytywać bardzo przyziemnie, politycznie, ale ja zawsze odbierałem je jako walkę wewnętrzom w człowieku, i strach przed zmianami. Ludzie dzielą się na tych co lubią rewolucję i na tych co idą z szarym tłumem.

  9. Bardzo fajny wpis. Powiem Ci, że osobiście bardzo nie lubię wychodzić poza moją strefę komfortu a co za tym idzie zmian też unikam. choć wiem, że bez nich nie można być szczęśliwym przeraża mnie ta nie wiadoma… Nie wiem co właściwie po tej zmianie uzyskam

  10. my Polacy (oczywiście ja również) czasami na wyrost boimy się zmian. Widzę jak moi znajomi mieszkający w Brytanii i Stanach nie mają z tym najmniejszego problemu. Czasami wydaje mi się, ze wręcz to lubią.
    Ps.musze dodać, ze świetny tekst! Swietnie się czyta.

  11. Chciałby się, żeby to, co dobre trwało wiecznie, a zło szybko mijało. Tyle, że sami nie wiemy, co dobre, co złe. Nam się tylko wydaje, że wiemy, ale co możemy wiedzieć z naszej ludzkiej ograniczonej perspektywy? Nic albo trochę. Tak więc, teoretycznie zmiany mogą być dla nas dobre, czasem złe, ale dopiero po jakimś czasie możemy je ocenić albo nigdy. Wiedza przyjdzie do nas po śmierci? Wiem, że nic nie wiem. Moja najbardziej pewna myśl.
    Poza tym ciekawy temat i dobrze przez Ciebie przedstawiony.

    1. Aniu, wiem, że nic nie wiem, też mi ta maksyma przyświeca 🙂 To prawda co napisałaś, zmiany dopiero po czasie możemy ocenić czy wyszły nam na dobre czy nie. Pozdrawiam !

  12. Przeczytałam tekst od deski do deski, zresztą nie pierwszy u Ciebie i muszę przyznać, że zawsze coś dla siebie wynajdę, jakaś myśl, którą skrzętnie zapisuję

  13. Wiele ważnych wątków się u Ciebie przewija. Z każdym z nim się zgadzam – nauczenie dzieci radzenia sobie z swoimi emocjami to podstawa do tego, by w przyszłości byli świadomymi siebie dorosłymi, ludźmi którzy kroczą z podniesioną głową i wiedzą, jak mają zareagować na trudy codzienności. Ale to da się osiągnąć przede wszystkim przez spędzanie czasu razem i rozmowę, rozmowę i jeszcze raz rozmowę.

    1. Dokładnie, wspólnie spędzany z dzieckiem czas zaprocentuje, tak jak rozmowy i tłumaczenie. Dziękuję za odwiedziny ♥♥♥

  14. Lubię zmiany, ale nie w każdej sferze zycia, nie boje się zmiany ubioru czy koloru włosów, ale takich bardziej poważnych juz tak, np zmiana pracy,

  15. Wierzę, że wszystko jest po coś, a każda zmiana jest dobra. Lubię zmiany, ryzyko, wyzwania i wychodzenie ze strefy komfortu. Dzięki temu wciąż się rozwijam i nie stoję w miejscu. Pozdrawiam! 🙂

    1. Super, ja kiedyś też lubiłam zmiany i ogólnie lubię nadal ale te przestawiające życie do góry nogami i rujnujące mój świat ostatnimi czasy już nie bardzo… Pozdrawiam 🙂

  16. Ja się zgadzam z tym tylko w połowie. Średnio lubię zmiany, ale zmieniam dużo w swoim życiu i często, ponieważ towarzyszy mi lęk, ale nie lęk przed zmianami, a lęk że zostanę już na zawsze w miejscu, w którym nie czuję się do końca szczęsliwa. Post napewno pokażę osobie, której może coś przemówi do rozsądku. 🙂

    1. Ciszę się, że post się przydał. Oczywiście każdy ma swoje indywidualne odczucia 🙂 Ale lęk przed zmianami dotyka chyba większość osób, przed tymi znaczącymi, bo małe jakoś łatwiej akceptować 🙂 pozdrawiam!

  17. hmm a ja uwielbiam zmiany 🙂 To jest jedna z tych trzech rzeczy, które są w życiu stałe i niezmienne.. Zmiana przynosi nowe doświadczenia, inne spojrzenie, więc jest cenna. A ja od pewnego czasu jestem właśnie Mng Zmiany i przeprowadzam organizację przez zmiany

  18. Ja nie przepadam za zmianami ale teraz jest mi bardzo potrzebna jakaś zmiana bo stanąłem w miejscu tylko nie mam odwagi aby zrobić krok do przodu.

  19. Ja za to jestem zwolennikiem regularnych pozytywnych zmian, ulepszania siebie pod wieloma względami. Myślę, że taka stagnacja i oporność na zmiany nie jest dobra, bo kto stoi w miejscu ten tak na prawdę się cofa. 🙂

  20. Wielu ludzi jest w stanie permanentnego zmęczenia i to ono odbiera chęci i moc do dokonywania zmian w życiu. Powoduje to dodatkowe leki przed zmianami.

  21. Ja z kolei mam coś bardzo dziwnego w sobie, bo nieznoszę monotonii. Nawet lubię zmiany i jak coś się dzieje. Czasami mnie nawet to przytłacza, bo muszę coś zrobić co robię już któryś dzień i jestem załamana, chcę coś nowego mimo, że początkowo mi się to bardzo podobało i byłam podekscytowana (nowość). No, ale jestem świadoma tego i systematycznie walczę z moją twórczą (nie zawsze to plus) osobowością 🙂

  22. Bardzo fajny tekst. Dla mnie zmiany to coś co mnie ciągle otacza, ale nie powiem, że jest to zawsze komfortowe. Zawsze wymaga to wyjścia z poza strefy komfortu, czasem dochodzi strach, a czasem zwyczajnie nie lubimy, nie chcemy zmian – bo dobrze jest jest. Staram się jednak żyć zasadą, że dobre jest wrogiem “lepszego” 🙂

  23. Kiedy byłam młodsza uważałam, że świat stoi przede mną otworem i zmiany mogę wprowadzać nawet 5 razy w tygodniu. Dzisiaj, kiedy dorosłam i mam dziecko, już nie jest tak łatwo na przykład zmienić całe swoje życie, przychodzi obawa, troska. Bardzo fajny wpis 🙂

    1. Dziękuję 🙂 I też tak mam, że z wiekiem odechciewa mi się drastycznych zmian, które kiedyś przyjmowałam ochoczo 🙂 ♥

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *