no to wiosna

Kwitnące drzewa są niesamowite. W ogóle wiosna ma w sobie jakąś magię. Zapach kwiatów od razu kojarzy mi się z beztroskim dzieciństwem, kiedy to szwędało się miedzy blokami i kombinowało. W ogóle nie miało się ochoty wracać do domu, a mama musiała siłą niemalże ściągać na kolację i czasami wołała przez okno beeeeaaaaataaaa. Pierwsze zdjęcie kurtki i wyjście w bluzie cieszy do dziś zupełnie tak samo jak wiele lat temu. Owszem, czas płynął jakby inaczej, dni były ciut dłuższe, a tygodnie czasem stały w miejscu. Później przychodziły upragnione wakacje i w ogóle człowiek nogi w domu praktycznie nie postawił.

Podkładanie monet na tory, ależ to była zabawa. Ciekawe czy moja mama o tym wiedziała… Pewnie nie. Rodzice jednak nie wiedzą o wielu rzeczach ale gdyby było inaczej chyba od razu by osiwieli albo ołysieli 🙂 Teraz będąc po drugiej stronie barykady może lepiej wziąć na to poprawkę 🙂 I rzeczywiście, może niektórzy kierują się (pewnie nieświadomym) kluczem, że dziecko przy tablecie siedzi chociaż w domu i się nie włóczy nie wiadomo gdzie. Teraz tak mi przyszło do głowy… Bo problem jest i to zapewne złożony.

W tej chwili najważniejszy i w centrum uwagi domostwa przeciętnego wyposażonego w dziecię na stanie jest nie kto inny jak…

komputer.

Era cyber świata nastała i trzeba się z tym pogodzić. Bo nie jesteśmy w stanie uchronić przed tym dziecka, owszem, możemy opóźniać zapoznanie, nie dawać smartfona do łapki, nie udostępniać gier, nie pokazywać swojego fejsbuka itp. Ale żyjąc w jakieś społeczności i cywilizacji prędzej czy później latorośl zacznie ze sprzętu korzystać. Choćby nawet nie chciało szkoła zmusi do tego więc jak ma załapać bakcyla i uzależnić się, nie daj Boże, to tak się stanie. Może dużo w tym rozwagi rodziców i chęci do wspólnego spędzania czasu? Nie chodzi bowiem o to by całkowicie zakazać ani też o to by udostępniać bez opamiętania. Jak we wszystkim potrzebna

równowaga.

Chociaż jestem cichym obserwatorem, że coraz więcej dzieci jest właśnie uzależnionych od komputera, gier i wirtualnego świata. Chyba najbardziej od bycia akceptowanym przez wirtualnych znajomych, którzy nie oceniają tylko . Próbuję sobie odpowiedzieć na pytania

czy nic z tym nie idzie zrobić? Czy można jednak zapobiec i gdzie rodzice popełniają błąd, że dzieciak oddala się od nich i żyje zastępczym życiem?

Czy czasami nie jest tak, że opiekunowie idą na łatwiznę, wepchną ten tablet, internet i hulaj dusza? Brzydko mówiąc z głowy… Nie trzeba się wysilać i można myśleć o dorosłych, jakże ważnych przecież, problemach. A później płacz. I oczywiście wszyscy niewinni, nikt niby sprzętu nie daje, każdy się wypiera, że czas dziecku poświęca, grać nie pozwala no tylko problem zaczyna narastać aż okazuje się, że 10-cio latek ma 60 wirtualnych znajomych i łupie w pełne przemocy strzelanki.

Hello, czy na pewno to my, dorośli, do tego nie doprowadzamy, a później lamentujemy? Kiedyś jakoś żyło się bez tego całego cyrku i może dzieci agresywne też bywały no ale jednak do tego stopnia i w tak szybkim tempie nie załamywały się jak teraz. Trzeba było stoczyć tych parę podwórkowych bitew, a nie sztucznych dających sztuczne poczucie wartości w świecie, którego nie ma. Ustalić prawdziwą, a nie wirtualną hierarchię. Często takim małolatom mylić się może, co prawdą a co fikcją jest i prosta droga do depresji i załamki. A czasami może być już naprawdę późno żeby nagle chcieć wyciągnąć to dziecko z domu i jak ma 14 lat to może mieć już nas i rozmowy z nami po prostu w nosie. Kontakt buduje się non stop, a nie wtedy kiedy rodzice nagle są go rządni i gotowi.

I żeby nie było, mój 4-letni synek śmiga w kompie czasami lepiej niż ja, obsługuje nasze telefony i gra w Angry Birdsy czy Train Station lub Pigly. Uznaliśmy, że jak ma to być zakazanym owocem, który smakuje znacznie lepiej to niech się zapoznaje i uczy mądrze korzystać. Nie wiem jaki będzie rezultat bo nie mam w tych sprawach doświadczenia, a jedynie książki, pedagogów i intuicję 🙂 Poza tym sami korzystamy, a dziecku mielibyśmy zabronić? Tak mi wychodzi, że to jakoś nie w porządku wobec małego naśladowcy, który wiele rzeczy doskonale rozumie i umie łączyć sobie fakty*…

*Podobnie jak rodzice, którzy za plecami dziecka jedzą niezdrowe rzeczy licząc, że ono tego nie widzi. Nawet jeżeli przez pierwsze dzieciństwo taki sposób przejdzie, to tylko dawanie przykładu postawą własną wyposażyć może dzieciaka we właściwe zachowania. Prędzej czy później połapie się, że matka czipsów nie daje ale sama wieczorem, przepraszam za słowo, wpierdala. I tak to zakoduje i chwyci prędzej czy później za świństwo aż dochrapie się nadwagi. PRZYKŁAD IDZIE Z GÓRY. Pomijam element kłamstwa, który też bardzo rzutuje na relacje z dziećmi.

Naszemu pokoleniu w głowie się nie mieści jak można wybierać siedzenie w domu przed kompem zamiast hasania po podwórkach, które cały czas mają ten swój niepowtarzalny urok i zapach. Obiadów, kamienic, betonu, śmietnika, budzących się drzew i przygody. Trwają leniwie czekając i zachęcając do zabawy. Przechodzenie piwnicami z klatki do klatki, skakanie w gumę, no to było coś. I chłopaki tez skakały, a na pewno stali jako filary, żeby dziewczyny mogły fikać. Pomijam badmintona, wrotki czy bujanie się na trzepaku w różnych zwisach i konfiguracjach 🙂 I czy to wrodzone czy nabyte cechy, że się chciało? Ale z tego co pamiętam wszystkie dzieciaki pląsały po dworze, również te mniej sprawnie fizycznie i zawsze dla nich jakaś rola przypadała w udziale. Choćby miały tylko liczyć albo wołać pobite gary 🙂

A pierwsze samotne wyprawy do lodziarni, to było coś 🙂 W sklepie tylko Bambino więc w waflu WŁOSKIE miały smak ekstazy. I w ogóle

czy te lody naprawdę były takie pyszne czy po prostu TAK smakowały z dziecięcego punktu języka 🙂 ?

Teraz jak małolat czuje, że trochę odstaje od reszty znajduje pocieszenie w nierealnej rzeczywistości, a tym samym naraża się (nie) wiadomo na co. Wycofują się życia towarzyskiego, nawet rodzinnego i zamykają w świecie swoich fantazji/iluzji. Dzieci zawsze były okrutne względem siebie ale chyba nigdy aż tak mocno nie przeżywały jak teraz porażek. Mam wrażenie, że nawet nie potrafią się z nimi zmierzyć i od razu odpuszczają. Bardzo dużo cierpi na depresje, a nawet podejmuje próby samobójcze. Kiedyś tylko sporadycznie słyszało się o takich przypadkach i wiem co piszę bo przecież „siedzę” w tematyce psyche chcąc nie chcąc od lat 😀 Szok. Utożsamiają się ze światem snem, widmem, którego NIE MA.

Tysiące znajomych na fejsbuku może zrobić kuku.

Swoją wartość mierzą zdobytymi lajkami i może to przerosnąć młodego człowieka. Sama tracę po niektórych tekstach czytelników (przynajmniej z FB) i każdego mi szkoda 🙂 A takie małolaty cierpią ogromnie, przeżywają wszystko 100 razy bardziej i są bardzo wrażliwe. Niby ta (pajęcza) sieć jest potrzebna i ma swoje plusy ale też nieźle ryje beret.

A może dorośli sami to prowokują bo kiedyś mama brała termos, gotowała jajka, pakowała pomidory i dawaj na piknik nad wodę czy za miasto po prostu. Zwykły chleb z rozciapanym masłem smakował jak nie wiem co, a frytki wyskubane na plaży miały wartość nieziemską. Kto nie pamięta wbicia zębów w pomidorka, którego pestki ciekły po palcach i brodzie i było się totalnie uświnionym słodkim sokiem. W ogóle syropy rozrabiane z wodą lub kompoty, które chyba były w każdym domu. Kto myślał o galeriach handlowych i zakupach w weekendy… chyba tylko w sobotę rano szło się na targ i robiło zakupy, a później nie było leżenia i pierdzenia 😉 Jak ktoś miał fiata 126 P pakował do niego familię, dobytek i pryskał w teren. A na kolację kanapki z szynką i herbata z cytryną cieszyły i smakowały jak szalone. Nie sztuczne burgery w sztucznej burgerowni.

Bieganie jest zajebiste. Chociaż w mieście bardzo duża rewia mody i uśmiechają się tylko faceci. W ogóle przy okazji obserwuję, że więcej biega facetów właśnie, a lasek zdecydowanie mniej. Czyżby byli bardziej konsekwentni? Ale to temat może do następnych rozważań. Pozdrawiam…

Autor: BeaHerba

Bea Herba to ziołowa beata herbata słuchająca siebie, swoich odczuć i snów, czasem słaba, czasem czarna i mocna, bywa też kompletnie zielona i delikatna biała, niekiedy słodka i aromatyczna. Jak życie...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *