nożycoręka

Mamo, nie ma przekleństw (noo może jedno malutkie), możesz czytać 😛

Wszystko ładnie pięknie ale bycie fryzjerką z przymusu może wpędzić człowieka w zakłopotanie. Pierwszych kilka razy okej, człowiek włoski podcinał z radością nawet, z przyjemnością jakąś też jednak im dalej w las tym ciemniej.

lepiej za daleko w las nie chadzać z gołymi nogami 😀

I tak bardziej odrośniętych włosów nie idzie uciąć prosto, dziecię wierci się i kręci, a pójścia do prawdziwego fryzjera stanowczo odmawia. Oczywiście, powie ktoś, że trzeba było się kiedyś uprzeć, że z przymusu, jedynie tylko tak do tego dojść mogło bo żadne formy przekupstwa ani propozycji nie do odrzucenia od początku w grę nie wchodzą.

Dziecię ma się jednak wychowywać bez przemocy, zbędnych krzyków i płaczów

i masz teraz babo nowy zawód: fryzjerka. A w zasadzie nożycoręka 😉 Wolny wychów szczęśliwy, zadowolony i po mimo, że już był blisko fryzjerskiego fotela ostatecznie przed finiszem się wycofał i koniec. Nadal więc uparcie protestuje i kontaktu z zawodowcem sprytnie unika.

póki co grzywka wygląda jak wygląda 😉 czyli super… 🙂

Zanim przystąpię do cięcia oznajmiam więc już na kilka dni przed, że proceder będzie miał niebawem miejsce, przygotowuję psychicznie i zachęcam do samego końca do odwiedzenia (może jednak?) salonu (nadzieja umiera ostatnia). Ponieważ najbardziej nie lubi wpadających do oczu kosmyków znalazłam patent – na mokro w wannie. Warunek taki, że muszę sama do tej wanny z nim wejść, razem z nożycami fryzjerskimi (jestem więc świetnie przygotowana*) i zgrzebłem zgrabnie operować. Dobrze jak wanna wielka i babcina, a nie nasza blokowa to można się pławić i wyginać, pozy przybierać i dzieciem we wsze strony kręcić. Jednak nigdy przenigdy nie będzie to efekt wymarzony chociaż… wiedziona wieloletnią obserwacją jak robią to prawdziwi fryzjerzy jakoś tak dzierżąc te nożyce w dłoni zaczęłam kombinować innych sposobów haha i sama nie wierzę, że to zrobiłam 🙂

*czasami nawet za „świetnie” bo korci mnie podcinanie własnej grzywki 😉

Najsłabiej oceniam odpowiednią długość i pierwsze cięcie najważniejsze. Jak nie tak wyjdzie to dupsko zbite, zęby i inne otręby murowane. Obcinanie w wannie ma też tę zaletę, że nie uciekają małe stopy po całym domu tylko siedzą w jednym miejscu. Normalnie, zanim na ten genialny sposób wpadłam, była szopka, on biegał po całej chacie, a nawet dalej, a ja za nim z nożycami i grzebieniem 😀 Czasem przegląd mojego portfela, kosmetyków lub dzierżenie smartfona działał cuda ale też do czasu. Można się teraz śmiać ale do śmiechu mi nie było jak kiedyś mu ucho zahaczyłam. Bo fiknął w trakcie niespodzianie. Wtedy pierwszy raz odważnie pomyślałam, że rzucam ten nowy zawód i już nigdy, never nożyczek fryzjerskich się nie podejmę. Do następnego zarośnięcia i lamentów, próśb, całusków synka, że tylko mama ma to robić 🙂 I mama wymięka… Cóż, widocznie taki los mamy my mamy 😉 Więc temat ciągnie się dalej i prócz mnie (ucho krwawiło jednak nieco) nikt zrażony niczym nie jest.

tu nieco zapuszczone i zębiaste 😉

Zauważyłam też, że wiele od dnia zależy i mojego zrywu, weny*, której lepiej nie przegapić. Zdarzyło się bowiem, że czułam zew podcięcia włosia i go zignorowałam. Tłumacząc sobie, że bez przesady, teraz mi się nie chce, coś innego mam do roboty itakdalej… I zawsze klapa była.

A z tym wewnętrznym głosem, który przemawia do człowieka wszystko jakoś łatwiej przychodzi i się udaje.

Bez nerwów, gładko i z efektem pożądanym 🙂 I jak go słyszę w tej czy innej sprawie to się nie zawodzę 🙂

*potrzebna do wszystkiego, nawet do prozaicznych czynności. Dobrze działać pod jej wpływem, wszystko wtedy przebiega naturalnie, jak się poddamy i rozumem za dużo nie kombinujemy 🙂

Idąc dalej fryzjerskim tropem jak przystało na prawdziwą Nożycoręką strzygę sekatorem krzewy i drzewa w ogrodzie, a także pokrzywy, bluszcze i inne rośliny. Do tymianku wybieram sprzęcik mniejszy, zwykłe nożyczki ale znowu jednak ONE 🙂 Towarzyszą mi każdego dnia w takiej czy innej formie. Rozhulałam się, najpierw włosy później wrzosy 😉 Zahaczam też o trawy ale kosiarką, więc nie to samo. Niemniej jednak i z trawą obcować bardzo lubię…

Leżak – największym moim sprzymierzeńcem (jednak) jest. Do tego lasy, puste drogi i ja stanowimy całkiem dobrane trio i nie ma znaczenie czy pomykam z buta biegnąc (tak TAK TAK właśnie biegnąc) czy jadąc rowerem (o NIE NIE nie, niech nikt mi nie staje na drodze). Od razu skrzydła rosną, samo się po prostu dzieje i można poczuć znowu to cudowne uczucie wolności. Jednak przyroda działa kojąco na poszarpaną życiem i miastem duszę i jak pierwszy szok minął czuję ogromną wdzięczność, że mogę napawać się nią do woli. Plaża też cała moja z nowym pomostem (wolałam stary ale trza się cieszyć, że jest, a nie być taką sentymentalną piczką).

Teraz fragment taki, że Ty mężu nie czytaj i przeskocz do następnego akapitu Otóż prędkość w rowerze spodobała mnie się bardzo i ten (znowu) włos przy tym rozwiany. Jakieś takie powolne bujanie za bardzo Herbacie nie wychodzi i żałuję, że jak byłam młodsza bardziej się nie wkręciłam w jakąś jazdę wyczynową. Bo moja Żółta Strzała po terenie też zacnie sunie i podoba mi się to. W życiu rowerzycy górskiej nie zamieniłabym na żadną zwykłą i podrzędną damkę, tym bardziej na leśne podłoże.

herbatnica górska 😉

A ponieważ mój wiejsko-miejski żywot jest zakręcony jak lody z automatu donoszę o spostrzeżeniach z blokowiska. I tak słuchając wypowiedzi naszego rzekomego prezydenta odnośnie wizyty innego prezydenta USA jak to

nasz kraj jest krajem ludzi uśmiechniętych, zadowolonych z życia, o wysokiej stopie ekonomicznej

samochodowe samoje*** i nowe kolczyki rulezz 🙂

mało nie padłam na podłogę. Musiałam natomiast przerzucić kanał bo pan Andrzej nie bywa chyba w MOPS-ie, w przychodni czy na blokowisku. Nie chadza też po marketach i nie widzi ile serdecznych „uśmiechów” przekazują sobie ludzie. I tak dziecię bawiąc się na naszym osiedlowym placu zmusiło mię do ponownych obserwcyj i na mój uśmiech odpowiedziała tylko hiszpanka, tudzież włoszka, która to zdziwienia nie okazała żadnego. Reszta bez zmian. Mierzące się ponuraki nie pilnujące dzieci albo z kolei pilnujące nadmiernie. Włącznie z babcią (nie pierwszą już) wykazującą oburzenie, że ktoś śmie chcieć zjeżdżać na rampie (na wyczynowej hulajnodze), a przecież to takie świetne miejsce do wypuszczania nań niemowlaków pląsających na czworaczka 😀 Zwrócenie uwagi, a w zasadzie odezwanie się tylko, że po to właśnie jest rampa (do jeżdżenia of kors) poskutkowało oburzeniem, zabraniem dzieciaka ostentacyjnie i nie powiedzeniem zwykłego nawet „do widzenia”. Przynajmniej małolaty się ucieszyły 🙂 YO

Autor: BeaHerba

Bea Herba to ziołowa beata herbata słuchająca siebie, swoich odczuć i snów, czasem słaba, czasem czarna i mocna, bywa też kompletnie zielona i delikatna biała, niekiedy słodka i aromatyczna. Jak życie... *** A jeżeli spodobał Ci się mój tekst i pozostałeś pod jego urokiem, puść go proszę dalej, żeby inni też mogli łyknąć trochę herbaty ;)

13 myśli na temat “nożycoręka”

  1. Nie wyobrażam sobie obcinać włosów mojemu dziecku. Na szczęście chodzimy bez problemu do fryzjera. Podziwiam i pozdrawiam serdecznie!

  2. Gratuluję umiejętności praktycznych. Trochę kasy dzięki temu zaoszczędzisz. Ja niestety tak nie potrafię i zawsze z córką do fryzjera chodziłam. Na początku też protestowała, ale wystarczyło, że babcia ją próbowała obcinać i nożyczkami zahaczyła.
    Też sobie na rowerze jeżdżę. Tyle, że u mnie gór nie ma, ścieżek mało. Drzew w ogóle mało. Okolica zbrzydła od czasu, gdy prezydent miasta przehandlował ją dla firm i magazynów. Stąd i o uśmiech czasem trudno, więc ludziom się nie dziwię, co nie znaczy, że lubię ponuractwo całkowite. Jednak do nieznajomych raczej się za często nie uśmiecham czyli trochę na mnie działa to środowisko.

    1. Aniu, w góry to jeździmy sobie rodzinnie bo z Wrocławia mamy blisko 🙂 Rowerem śmigam po płaskim i dobrze bo nie wiem czy pod górę dałabym radę 😉 Z zielenią w miastach słabo, u nas też coraz więcej szkła ale staram się dostrzegać plusy, że niektóre budynki są całkiem ładne 🙂 Jak nie mam ochoty to się nie uśmiecham ale czasami jak się przełamię trochę nawet na siłę to od razu wchodzi mi w nawyk i żyje się jakoś lżej, przyjemniej, nie wiem, może radośniej ? Pozdrawiam cię serdecznie i mam nadzieję, że na Herbatkę będziesz zaglądać nadal 🙂 :***

  3. A ja dziabnęłam sobie włosy i wyglądam jak przez okno 😉 tzn. z lewej jakby OK, ale z prawej jakby… ojej 😛 ale chyba odrosną (?)

  4. Ja tez otrzymuje czesto dziwne spojrzenia, jak gdzies wchodze i witam sie z usmiechem. Musimy chyba przeniesc sie na Filipiny, tam ludzie sa przesympatyczni i sloneczni. A fryzjer…. no coz, na zdjeciach to wyglada swietnie, wiec gratuluje umiejetnosci. Mi sie zawsze trzesa rece, obcinam tylko koltuny psu, z daleka od pyska 🙂

    1. Wprawę złapałam chyba właśnie na obcinaniu włosów mojego cocker-spaniela już wiele lat temu 😀 Plus lalki wszelakie haha

  5. Mój synek nie miał jeszcze postrzyżyn 😉 Oprócz grzywki.
    Właśnie skończył 2 latka i ma takie piękne blond loczki że szkoda nam ich obcinać.
    Jednak kiedyś w końcu przyjdzie czas na wizytę u fryzjera. Sama chyba nie dałabym rady.
    Gratuluję świetnej grzywy 😛 Pozdrawiam, Gosia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *