odgrzewane kotlety

Czy powracanie do przeszłości jest nam potrzebne? Czy w ogóle warto bawić się w odgrzewane kotlety i żyć złudzeniami? A może właśnie dobrze wrzucić na ruszt jaką zmarzlinę żeby te iluzje spadły i prawda wyszła jednak na jaw? Tylko czy aby na pewno niesie to dla nas jakąś korzyść?

Ogólnie

prawda jest niezbędna do życia w harmonii

przede wszystkim z sobą samym i bez niej daleko nie zajedziemy ale może jednak są jakieś okoliczności łagodzące mierzenia się z nią, a nawet wykluczające zupełnie proceder? Wszak życie rzuca nas na różne głębiny zmagania się ze sobą i światem i może czasem lepiej sobie czegoś zaoszczędzić…

czasami coś nam się po prostu wydaje… i widzimy obraz taki, jaki chcemy widzieć, nie koniecznie zgodny z rzeczywistością 😉
Chyba zależy od jednostki

bo wziąć to wszystko na klatę nie jest czasem łatwo, że na przykład nie znaczyliśmy dla kogoś tyle ile nam się wydawało.

I tak idziemy przez ten żywot (człowieka poczciwego bardziej lub mniej) w poczuciu naszego własnego “wydawania się” gdyż prawdy tej prawdziwej czasem kompletnie nie widzimy, nie chcemy i nie przyjmujemy do wiadomości.

Tak łatwiej funkcjonować, z tymi mechanizmami obronnymi, inaczej pewnie nie dalibyśmy rady, tym bardziej będąc na starcie w dorosłość. Młody człowiek wyjątkowo słaby psychicznie jest i wszystkim bardzo się przejmuje. Zdecydowanie ZA bardzo ale o tym jeszcze nie wie, idzie na żywioł, oddaje swoje serce, oddaje siebie, a czasem może okazać się po latach, że zupełnie przesadził i było to w aż takiej formie zupełnie zbędne. Potrzeba akceptacji jednak jest niezwykle silna, że nie ma co wymagać od małolatów dojrzałego postrzegania rzeczywistości i relacji międzyludzkich. Które często są zafałszowane, powierzchowne i z prawdziwą przyjaźnią niewiele wspólnego mają. Ale to oczywiście wychodzi po czasie i może lepiej być bardziej jednostką pędzącą do przodu, nie zastanawiającą się nadmiernie nad sobą, życiem i przeszłością. Skupioną na pozyskiwaniu wykształcenia, pracy, pieniędzy, paru znajomych lub całych rzeszy, nieważne ale jednak bez zagłębiania się przesadnego w doświadczenia przebyte i jakość tychże relacji.

z tą prawdą bywa tak, że może czasami i w niektórych przypadkach lepiej pozostać przy swojej własnej i nie mierzyć się z czyjąś 😉

Właśnie, czy ta cała przeszłość to na pewno realne fakty, które w życiu człowieka wystąpiły czy może jednak patrzymy na nią wyłącznie przez swoje emocje i indywidualne postrzeganie? Bo może być tak,  że do zdarzeń i doświadczeń dopisujemy sobie swoją własną historię, łudząc się, że ktoś inny odbiera(ł) podobnie. To, że nadawało się na tych samych falach w jakimś momencie wspólnej drogi wcale nie daje nam pewności, że te osoby mają nadal do nas jakiś sentyment czy żywiły uczucia tym podobne do naszych. Tak to chyba jest, że jak jakiś związek zostanie z jakiegoś powodu przerwany to już po latach nie idzie odbudować relacji ani nawiązać jej na nowo. Przyjaźnie, które przetrwają czas długi, dobry i zły, są prawdziwe, reszta nic nie wartą kupką wspomnień, do której można mieć słabość, sentyment jakiś ale lepiej nie łudzić się, że coś odżyje na nowo. Co oczywiście na pewno

nie jest niemożliwe i czasem się zdarza 😉

Wszak prawdziwe uczucia nie giną tak łatwo w tłumie. Ale być może jest to tylko romantyczne pieprzenie i takie sytuacje trafiają się niezwykle rzadko. Może czasem warto cofnąć się do tej przeszłości wyłącznie dla siebie samego, żeby np. coś naprawić, przeprosić kogoś kiedy zachowało się jak świnia czy coś wyjaśnić. Okazuje się jednak często, że tamte osoby nie pamiętają, zapominają i cały ten wspólnie spędzony czas dawno wymazały z kart pamięci. A ty się człowieku bujasz, głowisz czasami co zrobiłeś źle, dołujesz, że można/trzeba było inaczej, chcesz coś zmienić i nagle postanawiasz to zrobić. TYLKO, powtarzam tylko dla siebie samego. Nawet jak wydawać by się mogło, że do sprawy podchodzi się na zimno to jednak uczuciowe jednostki nie sądzę aby potrafiły tak zupełnie oddzielić rozum od serca i po prostu nie czuć. Jeżeli przychodzi nam coś takiego do głowy to tylko dlatego, że odczuwamy, może nawet właśnie za bardzo.

A życie to dziwka i pieprzy się z każdym, bez względu na naszą uczuciowość. Jest bezwzględne i lepiej czasem nie wchodzić do tej samej rzeki bo może się okazać, że serce i wszystkie wnętrzności zostaną pożarte przez piranie i zostaniemy okaleczeni, w skrajnych przypadkach o własną godność, w lepszych o dobre wspomnienia. I nagle stracą ten dziecinny blask i niepowtarzalny urok po wygrzebaniu demonów przeszłości (które to wyskoczą całkiem przypadkowo i niespodziewanie).

Gdyby jednak przyszło komuś do głowy wsiąść w wehikuł czasu to najlepiej zrobić to bez emocji właśnie i nadziei. Tej mieć nie można, niepotrzebna w takich okolicznościach i owszem, umiera ostatnia ale właśnie ta jej agonia może mieć przykre skutki dla naszej psychiki.

Pewne sprawy lepiej żeby biegły swoim torem,

korzystniej raz na zawsze wybaczyć sobie i innym, a wspomnienia zachować w takiej formie w jakiej przetrwały lata całe i zostać z twarzą na miejscu. Iść do przodu bo wczoraj już nie istnieje, a jutra nie ma. To oczywiście lekka metafora i twardziele, jednostki pozbawione sentymentów w ogóle tak do sprawy nie podchodzą. Po prostu zapominają i ta niepamięć działa w dwie strony, bo puszczają w niepamięć swoje uczynki tak samo jak czyjeś. Ba, o tym nawet nie myślą. Są później tylko zdziwieni, że wyskakuje jakiś królik z kapelusza, o którego istnieniu dawno już zapomnieli. Tylko królik myślał, że ktoś o nim pamiętał. Nic z tych rzeczy.

Do tego całego tanga trzeba dwojga ale przecież każdy rozwija się w swoim tempie i wszyscy jesteśmy po latach w zupełnie innej bajce i odmiennej rzeczywistości. Warto o tym pamiętać

bo największe szkody robimy sami sobie,

nikt i nic nie jest odpowiedzialny za nasze rozterki czy nawet cierpienie tylko MY SAMI. Sami decydujemy kto i co na ile w nas uderza. Co naturalnie jest bardziej złożone (skomplikowane może nawet) i wychodzi mi na to, że wiąże się silnie z poczuciem własnej wartości. Im mniej ktoś wierzy i ceni siebie tym bardziej dostaje po nosie od innych. Tym intensywniej wszystko przeżywa i cierpi później duchowe katusze (do których może się oczywiście nikomu nie przyznać, a nawet uciekać prze konfrontacją z samym sobą). Nierzadko samodzielnie więc się na to cierpienie wystawiamy bardziej świadomie lub mniej. Ale jednak kombinując coś tam z przeszłością stwarzamy sobie wizje w wyobraźni, wyobrażenia, snujemy jakieś tam rozważania i bęc na ziemię spadamy z dużą mocą grawitacji. Bo niekiedy wyobrażenia mogą różnić się od (parszywej nieco) rzeczywistości.

lepiej nie być takim wrażliwym ale czy można coś na to poradzić jak się jest?

Głupio jest być takim przesadnym wrażliwcem, niemodne to i nie na czasie. Jednak na pewno

nie jest głupio być sobą,

to umiejętność, która posiada każdy od urodzenia tylko nie każdy z racji warunków życiowych i rodziców jakimi został obdarzony (lub sam ich sobie wybrał) może używać do woli. Właśnie to bycie sobą jest cholernie ważne żeby móc wybaczać sobie te swoje błędy i robić to co się czuje. Ze wszystkimi konsekwencjami. Każdy bowiem uczynek czy to spełniony względem siebie czy innego człowieka ma swoje konsekwencje i każda decyzja, którą w życiu podejmujemy nie jest ani tak naprawdę dobra ani tak do końca zła. Po prostu jakichś wyborów musimy dokonywać i tyle. Któregoś zawsze można żałować niemniej jednak lepiej to po prostu akceptować tak jak jest. Dlatego

dla własnej higieny psychicznej trzeba słuchać siebie, swojego wewnętrznego głosu

i niczym go nie zmącać. Nie zakłócać przesadnie rozumem co to chrzani swoje i próbuje zagłuszyć intuicję. Ona nie myli się co do ludzi, których spotykamy po drodze, to nasze wychowanie i konwenanse, stereotypy wszystko psują. Że trzeba dawać ludziom szansę na znajomość nawet jak podskórnie się tego nie chce, że coś wypada lub nie, że tak będzie dla nas lepiej itd. Od dziecka ten głos często jest w nas tępiony i zmuszamy się do nawet niekorzystnych kontaktów międzyludzkich. A jak coś nie pasuje to nie, po co brniemy czasem dalej?

Rzecz tak oczywista nie dla każdego jest taka prosta bo właśnie te

warunki dorastania mają ogromne znaczenie.

Czym wcześniej zniszczona dusza tym trudniej ją uratować ale nie jest to niemożliwe. Może właśnie ten wewnętrzny głos pomaga i po mimo porażek pozwala się pozbierać. I człowiek może sobie powiedzieć, że przecież zrobił to, co czuł. Nawet jeżeli uczucia zostają odrzucone i serce poparzone zostało do krwi to dokonał świadomego wyboru bo TAK CZUŁ.

Czy ludzie, którzy się boją podejmują najodważniejsze decyzje? Czasami sobie myślę, że coś w tym jest. Ileż to razy odbierano mnie jako jednostkę odważną, a ja bałam się i trzęsłam w środku. A i tak robiłam coś pokonując tym samym swoje słabości. Przyzwyczaiłam się, uodporniłam i zaprzyjaźniłam ze swoimi lękami.

Życie w dysharmonii ze swoim wnętrzem powoduje frustracje i choroby i w pewnym wieku już nie wypada postępować inaczej.

Odwagi też można się nauczyć i przekonać do jej przełamywania, nabyć drogą pozyskiwanych doświadczeń na stan posiadania i przyjąć jako stałe wyposażenie siebie. Poza tym życie (niektórych) zmusza do pokonywania siebie i swoich ograniczeń. Nigdy nie jest na to za późno jedynie, że czym człowiek starszy tym oporniejszy na zmiany. Nawyki stają się tak głęboko zakorzenione i dla niektórych są nie do przeskoczenia.

Alkoholizm, narkomania i inne nałogi świadczą o kompletnie chorej duszy, wewnętrznym nieszczęściu zagłuszanym środkami żeby tylko nie słyszeć swojego prawdziwego i naturalnego głosu, za którym człowiek nie podążał. Poukładane pozornie życie, czasem za szybko, czasem wbrew sobie bo tak trzeba kompletnie rozwalają instynkt, który to nawet później może wręcz wkurzać. I trzeba go zabić, ujarzmić, odciąć się od tego co pierwotne i prawdziwe. Bo jak coś zmienić jak już całe życie zostało ułożone i zaplanowane wcześniej? Lęk przed nowym/nieznanym staje się nie do pokonania.

lepiej uważać odgrzewając kotlety przeszłości bo można poczuć rozczarowanie… i nakarmić się nie tą strawą co trzeba…

A Herbata lubi łamać schematy i stereotypy i odgrzałam parę kotletów. Wyciągnęłam z lodówki wspomnień i ożywiłam na chwilę, na sekundę łudząc się, że ? No właśnie że co? Że przywrócę coś na nowo do życia? Powiem “przepraszam” czy “dziękuję”? A okazało się, że czyjaś pamięć wygląda zupełnie inaczej i naprawdę często, jak nie robiło się aż takich nie wiadomo jakich świństw, lepiej się NIE PRZEJMOWAĆ! Bo ktoś może kompletnie Cię nie pamiętać i nie przywiązywać wagi do żadnych tam wspólnych wspomnień. Może nawet nic dla kogoś nie znaczących. Jedynie, że co bardziej uwrażliwione jednostki będą miały problem żeby to zaakceptować i przeżyć zderzenie ze stanem faktycznym.

Nie nastawiając się na nic wiem, że było nawet warto chociaż (zupełnie) niepotrzebnie. Bo jednak odgrzewane potrawy nie są już takie same, nie smakują nazbyt atrakcyjnie, nie stanowią dobrej strawy dla ducha, nie łatwo też zupełnie nie czuć rozczarowania i może lepiej takie praktyki zostawić sobie na stare lata 🙂 I zmierzyć się z tą akurat prawdą kiedy już na nas nie będzie robiła aż takiego wrażenia, a póki co żyć w swoim świecie fantazji i iluzji, że znaczyliśmy dla kogoś coś więcej niż znaczyliśmy i nam się wydawało 🙂 YO

Autor: BeaHerba

Bea Herba to ziołowa beata herbata słuchająca siebie, swoich odczuć i snów, czasem słaba, czasem czarna i mocna, bywa też kompletnie zielona i delikatna biała, niekiedy słodka i aromatyczna. Jak życie…

8 myśli na temat “odgrzewane kotlety”

  1. Mega tekst! Trudny ale prawdziwy 🙂 ja jestem za tym, żeby starych kotletow nie odgrzewać 🙂 lepiej mieć w pamięci ich smak jak były jeszcze świeże i pyszne niż rozczarować się ich smakiem teraz, a jeszcze przy tym można sobie żeby polamac.

  2. Ja staram się nie wracać do przeszłości, ale czasem zwyczajnie się nie da. Jeśli jednak to robię, staram się wyciągać wnioski i nie popełniać tych samych błędow 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *