gorzka herbata

Wiem, że temat drażliwy ale przy herbacie z piołunu zaświerzbiły mnie palce…

Wyznanie Natalii Przybysz zbulwersowało opinię publiczną i wstrząsnęło krajem. We mnie niestety również coś poruszyło i jakiś taki wewnętrzny smutek obudziło …

Zadziwiająco zbiegło się też z wydaniem nowej płyty co nowością żadną nie jest i przykład M. Wiśniewskiego, który wyniki badań nowotworowych publikował już mieliśmy. Tu sprawa poważniejsza bo o życie jednak chodzi… Tak, może ktoś opowiadać o bezwartościowych zarodkach, które NIC nie czują i innych spłycających słów używać, ale płód rozwija się MEGA szybko i powiększa się w zawrotnym tempie. Tak więc ową komórką jest zaledwie na początku. W 12 tygodniu waży około 10 gram i jest wielkości limonki.

Czytaj dalej gorzka herbata

ranna sowa

Tak sobie rozmyślam przy szklaneczce krwawniku zbieranego latem, że w sytuacji kiedy pojawia się dziecko życie zmienia się diametralnie. I jest to oczywista oczywistość, którą niby bierzemy pod uwagę. Ale gdybyśmy byli świadomi jak wielkie są to zmiany chyba przestalibyśmy się na taką skalę rozmnażać  😉

Obserwując sobie dzieciatych znajomych wydaje nam się, że dociera do nas czym to całe rodzicielstwo grozi i …

Chwała dla nas kobiety, że jakoś szybciej przystosowujemy się do nowej sytuacji co nie znaczy, że jest nam łatwo. Bo nie jest. I może zanim zdecydujemy się na dziecko myślimy w duchu, że nam akurat NAM będzie lepiej? Że NASZE dziecko inne będzie i prześpi noce całe, później po bajce grzecznie powędruje do łóżka żeby zasnąć słodziutko zaraz po ostatnim czytaniu. Noo a pobudka wiadomo, nie szybciej niż 8 😉
Oczywiście każda sytuacja JEST INNA ale są te punkty zbieżne, które przejść trzeba.

I tak okazuje się, że świeżo przyniesiony do domu noworodek nie zamierza pospać ani kwadransa dłużej niż książkowe 3 godziny (oby tylko). W szpitalu spał, w domu odmawia. I życie weryfikuje wypowiedzi co poniektórych znajomych jakoby wyspani i wypoczęci chadzali. A po powiedzmy 2 latach nagle oznajmiają, że nie sypiali prawie wcale… Oj te problemy z pamięcią 😉 Z reguły w opowieściach czyjeś dzieci też pięknie jedzą i nie chorują.
A propos chorowania, tu sprawa ciekawa, za każdym razem gdy ktoś pyta : a dziecko zdrowe? I powiem “tak ” od razu na drugi dzień choruje. W ramach pozytywnego podejścia do życia nie można kłamać, że chore, bo a nuż się wykracze i paskudną afirmację chorobotwórczą rzuci … Ryzykować i mówić, że super też nie bardzo… Próbowałam wszak różnych metod i jedyna skuteczna to udać, że nie słyszy się pytania… Może bokiem przejdzie i nic się nie przyczepi …

Mi (do tej pory przynajmniej) najtrudniej było pogodzić się z utratą snu i sowim życiem. Weź tu człowieku latami po nocach żyjący stań się nagle skowronkiem … Lektury, ćwiczenia, porady, kombinacje, a pociecha budziła się między 5 a 7 i już. Dobrze, że pierwsze miesiące w amoku trochę biegną to człowiek zafascynowany nowym doświadczeniem aż tak się nie zastanawia. No i facet ukochany na rzęsach staje i robi co może. Zabawa zaczyna się później. Jak mleko TYLKO z cyca (wszak facet nie da to niech śpi sobie biedaczysko co na chleb nasz zarabia), butli nienawidzi i nagle niepostrzeżenie na matkę przechodzi w 100tu procentach ssak mały (co normą niestety pozostaje na wieki już chyba). Pocieszne to i rozkoszne, że mamusia na piedestale sobie stoi ale też przyczyną niezłego wkurwienia i goryczy bywa. Nie samo karmienie, ale pobudka, np. niedziela wakacje wszyscy śpią włącznie z kogutami bo 4.30 (!) a ty wstawaj i baw się. Czasem pierwsza u mamy z wózkiem po wsi zasuwałam licząc, że dziecię dobrze wybujane uśnie jeszcze. Ale nic z tego. Na szczęście od 6stej wylegało więcej mi podobnych. I to właśnie JEST pocieszające (choć okrutne nieco może) że inni wcale tak bardzo lepiej nie mają. I od razu łączą się te matki we wspólnym “cierpieniu ” wymieniając doświadczeniami…

aaaa1

Później nagle dociera do człowieka, że wszytko przemija i już nigdy ten mały człowieczek nie będzie taki mały … Ta świadomość pomaga przetrwać i spojrzeć na sytuację z innej strony. Kiedy to zrobimy zaczyna się pobłażanie i odpuszczanie niemalże wszystkiego. Bo to tylko raz w życiu przecież 😉

Okazuje się też, że można dziecko nauczyć spania dopasowanego do trybu życia głównego opiekuna. U nas matki. I że jak później padnie to później wstanie. I jest to kwestia wyrobienia nawyku i trwa czas jakiś ale poddawać się nie można jeżeli chce się osiągnąć pożądany efekt. A jak komuś się nie podoba niech sam sobie o świcie wstaje 😉

No cóż, nudy nie ma i nie będzie. Rozrywka na lata zapewniona ale prawda jest taka, że nie wróciłabym już za nic do czasów z przed dziecka, mimo wszelakich wygód i autonomii. Bo kiedy te pulchne rączki mnie obejmują, kiedy, mówi mi: maamoo a spoktamy dinozay w parkuu (?) i całuje tym umorusanym buziakiem to wszystko inne przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie… Choć brzmi to jak zwykły (może nawet wyświechtany) banał naprawdę jest dla kogo żyć i dużo spraw, które miały kiedyś ogromne niby znaczenie przestaje liczyć się niemal zupełnie. I uświadamia człowiek to sobie szybko, przy pierwszej kolce już może nawet, nie mówiąc o pierwszej gorączce powyżej 38 … Co się wtedy dzieje z rodzicami … Z moich obserwacji wynika, że najczęściej jesteśmy dobrani w pary uzupełniająco, tzn. jedno panikuje – drugie opanowane (w skrócie). Niektórym mimo nabierania doświadczenia i większej wprawy z radzeniem sobie w różnych podbramkowych sytuacjach nie mija niestety panikarstwo, a jedynie przechodzi do bardziej utajonej fazy. Ale jak się człowiek naczyta o tych wszystkich alergiach, przypadłościach, przypadkach i zagrożeniach to kosmos jakiś … a jeszcze objawy dopasuje …

Jest wszak też wiele atutów ze wspólnej drogi z dziecięciem ale to, że mamy szansę cofnąć się do bycia samemu przez niektóre chwile dzieckiem jest wyjątkowo korzystne dla psychiki. Nie bójmy się więc bawić i wymyślać różne, nawet na pozór głupie i błahe zabawy. Wejdźmy w ten świat wyobraźni. Dajmy sobie poskakać na trampolinie, pozjeżdżać z dmuchańców, pokręćmy na karuzeli czy pohuśtajmy trochę. Mam wrażenie, że jest w tym jakaś magia i jeżeli się na nią otworzymy to mamy szansę doświadczyć czegoś absolutnie fantastycznego od czego w duszy młodniejemy i dostajemy ogromnego przypływu energii (wynikającej z czystej radości).

Wcale się nie dziwię, że moje dziecko uwielbia te wszystkie kinder rozrywki i w miarę możliwości też z nich korzystam 😉 (najbardziej lubię duże wysokie zjazdy z dmuchańców i trampoliny). Tu muszę nadmienić, że latem kasjer zachęcał jedną z matek, której córeczka bała się wejść na dmuchańca właśnie, żeby zjechała z nią ale za nic nie chciała. A ponieważ stałam obok zapytałam czy ja za tą panią mogę i jak zjeżdżałam (kasjer zniknął z pola widzenia to jechałam ile wlazło)  jak się super bawiłam z moim synkiem, ile śmiechu było (również inne dzieci się do nas przyłączyły) to widziałam smutek i żal lekki w oku tej babeczki. I na bank sporo młodsza ode mnie była. Ale się nie przełamała mimo, że ją zachęcałam i prawie prawie buty już zdjęła.

Nie miejmy kompleksów, że np. za grubi, za duzi, nieodpowiednio ubrani, za starzy itp. Olejmy czasem konwenanse … Dajmy sobie szansę. Pomyślmy o tym dziecku, które kocha zabawy właśnie z nami na 1 miejscu. A jeżeli tak nie jest – zastanówmy się dlaczego (mowa o kilkulatkach dla jasności 😉 ). Też czasem bywam nie odpowiednio odziana, np. w spódnicę akurat i bluzkę bardziej jeszcze niestosowną od spódnicy – bo oczywiście nie zawsze przewidzi się takie rozrywki. A może z nadmiaru obowiązków zaczyna brakować nam spontaniczności i do tego jak pojawia się dziecko to nagle mamy uczyć się tych całych rytuałów bo przewidywalność potrzebna jest dziecku do prawidłowego i spokojnego rozwoju (i prawda w tym akurat jest). A tu przychodzi moment, że kilkulatek rządny jest większej uwagi, uczestniczenia w zabawach i wchodzenia w jego świat… Nie bądźmy kostuchami duchowymi i nawiązujmy głębokie relacje z dziećmi bo szanse z każdym intensywne przeżywanym przez malucha dniem maleją … To może jak będzie nastolatkiem nie wykopie nas (tak często) ze swojego pokoju i nie powie : teraz to (JA) nie mam czasu (dla CIEBIE) sorry …

A jak mam wszystkiego dość to idę do lasu i krzyczę, wrzeszczę ile wlezie aż samo przechodzi 😉

bo  życie jest piękne i fascynujące YO

 

 

(de)mobilizacja

Obiecywałam sobie, że będę ćwiczyć u mamy i na powiedzmy, urlopie na pewno się zmobilizuję.

Bo przestrzeń odpowiednio duża, lustro w lepszym miejscu, czasu dla siebie ciut więcej no i powietrze świeże leśne przecież … I co ? Z jakiejkolwiek gimnastyki najlepiej wychodzi mi kontrola mamowych garów bo wege zupki na żądanie gotowane i w zakamarkach różne rarytasy, a że ktoś poda to już w ogóle luksus nad luksusy 🙂 Palenie w piecu i zaszycie się w ciepłej i cichej kotłowni przyjemność nie lada stanowi… i na krótko żadnym wysiłkiem wielkim nie jest … Grzybów do zbierania nie ma to i motywacji do przesadnego hasania po lesie też brak…

A ogród – zbawienie – wystarczy dziecko ubrać odpowiednio i niechaj lata, niechaj biega i natlenia się dowoli 🙂 Samemu też nie zaszkodzi wokół domu się przespacerować, a przynajmniej odzienie może być byle jakie …

Beata zalicza się bowiem do tych matek, które jak okazję mają to na łatwiznę idą niestety, a jak się już same “wypuszczą” to i u lekarza w kolejce chwilę przed czasem chętnie posiedzą gazetkę przeglądając i na zielonym świetle dłużej zagapione w cudne niebo postoją- nie przechodząc oczywiście, wybiorą spacer zamiast tramwaju albo mówią, że już już są koło bloku (nie koniecznie swojego).

Teraz rozumiem matki i ich dar do przymusowej organizacji czasu. I choć zdarza się, że nie wszystko idzie zgodnie z planem to właśnie plan zawsze musi być (również B, a niekiedy C). Oj ta doba z gumy nie jest i najmniej czasu na sen i swoje (TYLKO swoje) sprawy pozostaje. Ktoś powie, że wymówki, że dla chcącego NIC trudnego i racja to nawet jakaś jest. W nocy też można przecież na siłkę skoczyć…
A jednak są takie dni, że no nie ma tej siły przebicia żeby o swój czas zawalczyć (nawet ze sobą samą) a jak już się go urwie ciutkę to (w sezonie zimowym zwłaszcza) dżemnie boczkiem iii za chwilkę koniec laby… Jak to JUŻ? a miałam przecież poćwiczyć … tyle szumnych planów było …

Później są te pieprzone wyrzuty sumienia… Chociaż teraz dla odmiany postanowiłam akceptować siebie bezwzględnie i koniec i kropka. Co mi szkodzi przetestować inną metodę na życie, a nuż zadziała? Ostatecznie nie mam nic do stracenia. Naobwiniałam się już w życiu dosyć. Nie muszę być perfekcyjną mamą ani żoną (ani ciągle do tej perfekcji dążyć) i gdzie jest u licha napisane, że moja chata ma lśnić na błysk zawsze, ja bez grama tłuszczu i cellulitu, zrobiona i wypoczęta od rana do wieczora … Wiecznie fit i happy. Zwłaszcza, że nikt oprócz mnie samej tego nie wymaga (najważniejsze wszak koryto pełne, a 3 kilosy w tą czy w tą widoczne tylko moim okiem są 😉 ) Może więc czas naprawdę przestać katować się, że ma być stale lepiej i lepiej … W moim przypadku popadnie ze skrajności w skrajność na szczęście ( choć może paradoksalnie) pomaga znaleźć równowagę…

13256477_1158553887512276_7657387954832934879_n

Ale mimo, że obiecuję sobie nie żreć tych cholernych słodyczy i nawet kilka dni wytrzymam to przychodzi moment, że jak synek śpi lecę wyjadć jego zapasy … Bo najlepszą metodą na ograniczenie jest po prostu NIE posiadanie. Dziecka jednakże ta zasada nie obejmuje … Jestem więc totalnym wyjadaczem bez jakichkolwiek skrupułów (nie tylko zresztą ja 😉 ). Waga jak i kobieta zmienną wszak bywa … Byle nie wykroczyć poza rozmiar i choćby na styk trzymać się swojego 😉 to wierzę, że reszta przyjdzie sama, a natchnienie i zacięcie do pracy nad sobą (fizycznej bo psychicznie ciągle trzeba coś modernizować) WRÓCI … A chęć zdrowego trybu życia wygra i zostanie na dłużej.

Może być też tak, że każdy jest od czegoś uzależniony, noo może buddyjscy mnisi stanowią wyjątek. Albo od jakiejś substancji (w tym jedzenia, cukru, tłuszczu nawet itp.) albo od emocji. Szkodliwość społeczna jedynie przybiera różną postać. Nazywana niekiedy przyzwyczajeniem lub wręcz przymusem genetycznym 🙂 (ostatnio bardzo popularne teorie jakoby za wszystko odpowiedzialne są geny).

Na razie na poprawę nastroju i tuszowanie drobnych niedoskonałości
najlepszy i najwierniejszy pozostaje SHOPPING.
Jakie to cudowne, że my kobiety mamy zawsze pod ręką tą tajną broń na słabsze chwile … I cieszymy się choćby z zupełnego drobiazgu jak szalone…  Być może nie jest to za mądre ale działa i to najważniejsze 🙂 No bo same zakupy to już nikogo przecież nie ranią i nie krzywdzą, może z wyjątkiem męża (węża) portfela 😉

konsekwentna niekonsekwencja

Zastanawiam się czy można być konsekwentnym w stosunku do innych ludzi nie będąc do siebie ?

Wszędzie, z każdej strony wyskakują informacje :  bądź konsekwentna … ćwicz, zdrowo się odżywiaj, pij zieloną herbatę, myśl pozytywnie itp. a przede wszystkim bądź konsekwentną mamą. Przyznaję (wcale nie z bólem), że to ostatnie zagadnienie dość rzadko mi wychodzi. Nie jest poza tym łatwo oddzielić co jest naprawdę ważnym powodem do wyciągania owych konsekwencyj, a co zwykłą pierdołą podżeganą przez zmęczenie i wyolbrzymianą do nie wiadomo czego. Czy jak dziecko, powiedzmy, zachlapie łazienkę to trzeba już stosować te całe konsekwencje ? skoro raz już upomnienie było, a i tak rozlało wodę … mam dylemat w tej kwestii i jakoś tak dziwnie się czuję żeby na siłę upierać się i tresować pociechę. Niektórzy radzą nawet, że trzeba być twardym i jak płacze – nie przejmować się zbytnio bo musi się przecież nauczyć ponosić odpowiedzialność za czyny swoje … No niby tak.

Niestety jak moje dziecko zanosi się od płaczu wszystkie złote rady idą w beztroską niepamięć i odpuszczam. Czyli z “nie będzie dzisiaj bajek” – są, nawet w telefonie. Lecz ostatnio postanowiłam jednak wprowadzić jakąś zasadę ponoszenia konsekwencji za swoje zachowanie i padło na zalaną łazienkę właśnie. O dziwo byłam bardzo spokojna i opanowana (no, tylko trochę podniosłam głos ale jak zobaczyłam, że jest takim małym, bezbronnym chłopczykiem i co by się nie działo jestem większa i mam przewagę-natychmiast złagodniałam) i oznajmiłam, że po kąpieli nie ma latania po domu tylko do siebie i spać. Rozpoczął się lament i szloch.  Przeprosiny na miarę taty, a może ładniejsze 🙂 Matczyne serce w rozterce, ale postanowiłam, że nie, nie złamię się ten raz i sprawdzę efekty. Przytuliłam, ukochałam, na ręce wzięłam, zapewniłam o mojej miłości i tłumaczyłam, tłumaczyłam i tłumaczyłam, że każde zachowanie przynosi jakieś konsekwencje, że trzeba się liczyć z innym ludźmi bo można zalać sąsiadów itd.itp. O dziwo coś zaskoczyło i pozostanie w pokoju nastąpiło w sposób łagodny, a nawet radosny (!jest boski!) Był więc koncert organowy dla mamy, czytanie i teatr zwierząt. Niestety nie przyspieszyło to uśnięcia ale i tak cieszę się, że jednak byłam w sumie stanowcza i wytrwałam. Wiem, może to głupie, że łzę w oku poczułam jak płakał ale na szczęście szybko przestał. Poza tym pojawiły się motywy aktorskie, a te każdy rodzic rozpoznaje gołym okiem.

spanie

Mały sukces jest, chociaż mam dylemat czy aby nie jest przesadą rozliczać dziecko za coś, co samemu się robiło ? za zabawy na miarę swoich i lokalowych możliwości …? I najważniejsze, czy nie jest TOTALNYM zakłamaniem wyciągać konsekwencje od kogoś samemu zasad nie przestrzegając? Może w stosunku do dzieci trzeba jednak skoro jesteśmy ich przewodnikami i mają kiedyś bez nas funkcjonować w świecie …. A przy tym sami pracujmy nad siłą swojego charakteru bo zostaniemy wyłapani czy potrafimy tylko od kogoś coś wymagać czy od siebie jednak trochę też ….

Upewniłam się natomiast, że po 1. spokój i opanowanie to podstawa (tak tak OMM), 2. INTUICJA – ona bezwzględnie podpowiada co jest w stanie przyjąć dziecko, dzięki niej wiemy jak z nim rozmawiać i jeżeli czujemy, że na coś nie jet gotowe, to choćby nie wiem co się działo odpuszczajmy i czekajmy na właściwy moment … Bo każde dziecko jest inne, każde ma swoją unikalną wrażliwość i nie można stosować żadnego szablonu.

Co do konsekwencji, niech każdy pilnuje sam siebie, czy potrafi zaprzyjaźnić się z nią na dłużej czy są to tylko chwilowe zauroczenia … 🙂

 

Hmm… Czyżby owa konsekwencyja była rodzaju żeńskiego? Jeżeli tak, to wiele wyjaśnia 😉

legalni mordercy

Jadąc pociągiem patrzyłam sobie na piękne sarny na jesiennych polach i od razu przypomniało mi się nasze nowe prawo łowickie (niestety ehh)…
Przepraszam ale muszę to powiedzieć NIENAWIDZĘ WAS MYŚLIWI !!!
Być może macie jakieś uczucia ale bardzo niskich lotów i wyjątkowo ukryte chyba …

Bardzo bardzo pragnę myśleć pozytywnie dlatego nie oglądam ani nie czytam żadnych wiadomości. Ot tak, dla własnej higieny psychicznej … Ale ten strach zwierząt i ich cierpienie wyczuwam na odległość i NIC na to nie poradzę … W moich rodzinnych nadjeziornych i leśnych stronach dopiero po sezonie można jakieś dzikie zwierzęta uświadczyć, a latem siedzą głęboko schowane.
Przyjeżdżając więc do moich lasów modlę się żeby nie słyszeć strzałów (bo we wrześniu było dużo, jak nigdy chyba). Nie wiem o co chodzi z tym światem, kompletnie go nie rozumiem i nie wiem czy kiedykolwiek pojmę.
Mordowanie w imię prawa i jeszcze poszerzenie uprawnień do tego dramatycznego procederu jest czymś ohydnym i odrażającym. Żeby paru debili miało rozrywkę …

Czytaj dalej legalni mordercy

na burzowej chmurze

Zastanawiam się czy w naszym kraju rośnie jednak świadomość w kwestii marihuany czy też nie … ? Strach nawet publicznie wypowiadać owo demonizowane słowo 😉

Ale nie mogę jakoś trzymać buzi na kłódkę gdy słyszę, jakoby od niej zaczynała się każda przygoda z nałogiem. Do tego właściwości lecznicze bezsprzecznie już dawno zostały zbadane, a są kompletnie ignorowane i bagatelizowane przez nasze społeczeństwo, co już się w głowie po prostu nie mieści… Może, powiedzmy, moje pokolenie ma do tego tematu już inne podejście i przełoży się na edukację swoich pociech ?

Może gdyby rodzice otwarcie rozmawiali z dzieciakami o używkach było by im znaczniej prościej odnaleźć się później w świecie,

pięknym i dobrym lecz pełnym zasadzek i niespodzianek … (?)

Alkohol jakoś jest tolerowany, a nawet stoi na piedestale jako używka niemalże nie szkodliwa. Jednak z wieloletnich obserwacji, wychowana w domu terapeutycznym, gołym okiem widzę, że jest tysiąc razy niebezpieczniejszy niż spożywającym się wydaje.

Czytaj dalej na burzowej chmurze

dylematy herbaty

Nie wiem doprawdy czy to jesień i widmo zbliżającej się zimy działa na mnie w tak destrukcyjny sposób? I czy TYLKO na mnie?

Kocham zdanie : żeby tak się chciało jak się nie chce. Ale może za bardzo je pokochałam? Bo czuję kompletne zniechęcenie do czynności domowych i przyziemnych. Popijając herbatę (ziołową) stwierdzam, że podziwiam wszystkie pracujące zawodowo MATKI, które wracają do domu na drugi (może nawet trzeci) etat. No bo ilu facetów ogarnia bałagan samemu z siebie? Po ciężkim dniu pracy ? Z moich ogólnych obserwacji  wynika, że płeć męska została stworzona do wyższych celów niż sprzątanie. Niektórzy się burzą na równouprawnienie ale chyba nie wiedzą jak wygląda sytuacja w domu. Czy w nim istnieje jakakolwiek sprawiedliwość społeczna?

Owy facet na ten przykład kompletnie nie zwraca uwagi na pierdoły takie jak np. kurz zwyczajny. Omija łukiem szerokim kosz na pranie mieszając swoje brudne rzeczy razem z czystymi i tylko później jest zdziwiony, że rano nie ma czystej koszulki. I czyja to jest wina? No, na pewno nie jego osobiście … A do kosza na brudy to nie łaska wrzucić? No taak zapomniałem, ale przecież widać gołym okiem, że nie mam już w czym chodzić …

Kiedyś ruch feministyczny uważałam za głęboko przesadzony i czasem dalej uważam, że w tej swojej męskiej kobiecości zapędzają się panie za daleko. Ale z drugiej strony gdyby nie one nadal nie miałybyśmy prawa do głosowania i rodziły rodziły rodziły … Po prostu silniejszy fizycznie samiec zastraszył słabszą fizycznie jednostkę i zrobił z niej ofiarę. Kobieta, puch rzekomo marny, jest bowiem słabsza na ciele lecz silniejsza duchem. Tak czy inaczej mało kogo to obchodzi i skoro taka silna to wytrzyma wszystko. Tak też trochę jest, że mężczyzna czasem szybciej dostałby depresji na to, z czym my się borykamy.

Z drugiej strony taki facet udający kurę domową staje się nie męski i nagle traci swój samczy urok. Są wyjątki od reguły kiedy zakłada ten nasz fartuszek i gotuje… Nooo wtedy czapki z głów. To nic, że kuchnia wygląda jak po wybuchu wulkanu, liczy się efekt końcowy … I nie chodzi o to, żeby stało się to normą, ale w wolnym czasie, powiedzmy w sobotę, można chyba też tą cholerną wannę umyć, wynieść puste słoiki do piwnicy czy przykręcić półkę, która czeka od roku …  My też chcemy poleżeć  na kanapie i poczytać książkę. Albo pójść na bezcelowy spacer … Dlaczego to my, kobiety, mamy się obwiniać, że dom nieodkurzony i że mamy jakieś marzenia związane ze swoją TYLKO i TYLKO swoją osobą? I dlaczego w zderzeniu z codziennością NASZE dziecko nagle należy tylko do matki? I wszystkie obowiązki spadają właśnie na nią ?

A może trzeba taki stan rzeczy zaakceptować po prostu ? egzekwując bardziej stanowczo wspólne prawa i obowiązki w domu ? Mężczyźni są wspaniali i życie bez nich nie miałoby żadnego smaku, ale prawda jest taka, że jak się im nie mówi wprost o swoich oczekiwaniach, to ni w ząb sami się nie połapią … Sporadycznie tylko bez słów domyślą się o co nam chodzi (na szczęście w ważnych sprawach budzi się w nich ta umiejętność). Komunikacja to podstawa i trzeba wyrażać się bezpośrednio biorąc pod uwagę, że jednak nasze półkule mózgowe działają nieco inaczej 😉

arbuz

 HARMONIA I RÓWNOWAGA potrzebna we wszystkim

strachy na lachy

Czasami mama beata ma chętkę postraszyć swoje dziecko czymś czego nie lubi. Kiedy tak dokazuje i np. włącza wszystkie przyciski w windzie, a akurat bardzo się śpieszmy lub mam ciężkie zakupy i psa na wyposażeniu dodatkowym (noo albo ktoś jedzie akurat na 10). Albo w sklepie najeżdża wózkiem na innych ludzi. Albo krzyczy uaaaaa i nie chce słuchać … Biega między regałami, siada mi na stopach, oplata dookoła wieszając na moich nogach … Ooo przykładów jest mnóstwo … Z reguły ludzie patrzą na mnie ze swego rodzaju wyrzutem, jak to ? nie umie za pa no wać nad własnym dzieckiem?  A najbardziej zadziwiają ci, których dzieciaki zachowują się akurat dobrze… W ich oku czai się wyższość, a mo-je jest ta-kie grzeczne … (choć pewnie przerabiają nie raz to samo hihi). Oczywiście- być może- są wyjątkowo spokojne dzieci, które nie dokazują lub sporadycznie.

Osobiście nie oceniam więc rodziców jak mają podniesiony głos np. na zakupach. Sama dobrze wiem, że czasem trudno się powstrzymać żeby ostrzej nie zwrócić uwagi po pięćsetnym wypowiedzianym “prooszę”. A z racji tendencji do późniejszego obwiniania się, że przesadzam, naprawdę udzielam wieeelu ostrzeżeń i uwag najłagodniej jak się da (a niektórych sytuacji unikam świadomie kiedy wiem, że nie będzie lekko). Lecz czasem mam ochotę powiedzieć, że zaraz pan ochroniarz się tobą zainteresuje ty mały terrorysto (taaak niestety). Ale gryzę się w język bo wiem, że słaby to sposób na okiełznanie małolata

Po prostu, są takie chwile, że idzie się rozpieprzyć i ma się wrażenie, że te wszystkie tłumaczenia idą w las. I człowiek wie, że to minie (zwłaszcza skoki rozwojowe, później rzadsze ale nie mniej ciekawe …) a skutek po czasie będzie pozytywny, owszem owszem. Z doświadczenia wszak widać, że tylko rzeczowe i spokojne postępowanie działa, a nie krzyki i afery. Rodzic ma nad sobą panować i być ponad wszystko. Nerwusy mają jednak  zdecydowanie większa pracę ze swoim temperamentem żeby nikomu (a zwłaszcza dziecku) nie szkodzić. Dlatego nie krytykuj i nie oceniaj jak widzisz zdenerwowaną matkę/ojca (ale ojca ewentualnie) bo po 1. nie wiesz czy cały dzień się nie powstrzymywał i na koniec, po setnym numerze pociechy puścił, a po 2. twoje dziecko ani ty też do ideałów nie należycie.
Cały czas staram się pamiętać, że dziecko jest lustrem nas – rodziców i jego zachowanie wynika z naszego.

cropped-IMG_0065-2.jpg

Niemniej jednak przy dziecku właśnie uruchamia się wyobraźnia, o którą człowiek by siebie nie podejrzewał. Trzeba zmierzyć się z prawdą, że dziecko reaguje dokładnie na nasze zachowania i zaczyna funkcjonować identycznie (ponieważ zachowania rodziców są dla niego oczywiste i wydają się dziecku prawidłowe). A więc np. jak podnosimy głos lub kłócimy się z partnerem to nie oczekujmy, że dziecko będzie wyjątkowo ciche. Dzieci i tak długo wytrzymują zanim naprawdę zaczynają przyjmować nasze negatywne cechy. W zasadzie w ogóle nie można się złościć na dzieci bo to my mamy ze sobą problem i swoją złością (nie wiem jak ze starszymi, ten etap przed nami). One chłoną jak gąbka i odzwierciedlają nas samych osobiście. To zawsze mnie stawia do pionu … Bo jak chcemy mieć dobrze wychowane (w naszym subiektywnym odczuciu) dziecko –  najpierw zadbajmy o własne zachowanie (wychowanie). A żeby nie zwracać uwagi na pierdoły trzeba mieć dużo cierpliwości i wewnętrznego spokoju …

**********************************************************
Widziałam dzisiaj na szybie salonu kosmetycznego ofertę na woskowanie BIKINI DLA MĘŻCZYZN 50 % rabatu 🙂 Jakoś nigdy nie brałam pod uwagę, że faceci mają akurat bikini (chociaż rzeczywiście coś w tym jest) i do tego poddają je woskowaniu ! … Ha ha (bikini mają i woskowaniu poddają)

Poza tym wyszłam po waciki, a wróciłam z pomadką (za ostatnie $$$ co przy tyłku miałam i oficjalnie się przyznałam – to był akurat błąd ale warto było 🙂 )

*słaba, oj słaba herbata jestem, kiedyś się nie powstrzymałam i jak zrywał plakaty z słupa ogłoszeniowego powiedziałam, że przyjedzie policja i go zabierze … A on na to : TAAK? MAAMOO A CZY BUSEM I NA SYGNALE ? 🙂 bosko 🙂

pierś niezgody

O co tyle szumu z tym karmieniem piersią?

Widziałam informacje w necie jakoby księża uważali, że ta czynność, najnaturalniejsza na świecie, przyczynia się do rozbudzenia seksualnego niemowlaka !!!

Ludzie kochani, to jakaś PA RA NO JA. Najbardziej przeraża mnie moherowy świat, który wierzy w te dyrdymały. A ci (przepraszam) idioci apostolscy zamiast zachęcać kobiety do życia w zgodzie z naturą jeszcze atakują karmiące matki. A Matka Boska z dziecięciem przy piersi to co? Po co takie obrazki? Też złą matką była? Bo karmiła syna swego i dawała mu co najlepsze? Rozbudzała seksualnie?
Weźcie puknijcie się w te “czarne” głowy, bo to przechodzi ludzkie pojęcie …

Kobiety kochane, karmcie dzieci własnym mlekiem najdłużej jak się da !!! Sama karmiłam 3 lata i początki łatwe nie były. I przychodziły chwile zwątpienia, a jakże. Zwłaszcza na starcie. Ale nie zniechęcajcie się. Jeżeli przejdziecie początek, resztę macie z górki. Słuchajcie swojej intuicji i obserwujcie dziecko. Później ludzie szaleją, że niemowlę ciągle płacze.

Czytaj dalej pierś niezgody

winowajca

ksiezyc

A więc wszystko jasne !

Za obecne psychiczne perturbacje odpowiedzialny jest nie kto inny jak … Księżyc  (do tego super Księżyc czyli emocji moc ponad standard) ! Znalazł się więc winowajca 😉 .  Z reguły rolę tę pełni (właśnie, byle do pełni) facet, ale nie ma się co dziwić, wszak największej rozrywki dostarcza życie uczuciowe i pożycie z facetami. Zwłaszcza związki z długim stażem. Same uniesienia i pikowania, niekiedy totalne kołowrotki. Ale weź tu człowieku bądź romantyczny przez lat kilkanaście i słodki jak miód. W ogóle nie jestem pewna czy co jakiś czas nie trzeba by zmieniać partnera żeby to jedno życie, które obecnie mamy, nie utknęło na mieliźnie wszelakiej (sorry za szczerość).

Ktoś mi kiedyś powiedział, że “przyzwyczajenie drugą naturą człowieka” i o ile wtedy (mając lat 20) wydawało mi się kompletną niedorzecznością, tak teraz widzę, że ziarno prawdy w tym jest. Facetom mimo wszystko łatwiej jakoś podejść do urozmaicania sobie życia i jeżeli już mają takie dylematy to traktują je na pełnym luzie. Tak już jest przyjęte, że np. skok w bok kobiety budzi oburzenie wszelakie, a facet ma po prostu odskocznię od codzienności. Wielu nie ma z tym problemu, nawet ich sumienie nie ugryzie, wszak normalne to i kropka. Kobiety (te zwyczajne, z pominięciem zwykłych dupodajek) może jednak bardziej angażują się emocjonalnie i potrzebują rozrywki ale hmm uczuciowej ? Opowiadają, że seks dla seksu jest spoko, a w głębi duszy marzą o tym, żeby stać się najważniejszą, bez której życie staje się niemożliwe (znam osobiście takie przypadki). Najczęściej więc pozostają na etapie flirtu i może dowartościowania się po prostu. A taki potencjalny emocjonalny “kochanek” wszystko chwyta dosłownie i od razu chce do łóżka. O dziwo po tylu latach dopiero zrozumiałam o czym najczęściej myślą faceci gdy atrakcyjna laska jest dla nich miła (działa w dwie strony, drugą widziałam zawsze). Być może cały świat opiera się jednak na dupie i pieniądzach … ?

Może więc lepiej szanować to, co się ma bo często tylko wydaje nam się, że cudzy mąż/żona/partner jest lepszy. I nie chce nam się wyjść poza własne ograniczenia, lepiej użalać się i kombinować zamiast pracować nad sobą i związkiem, wykazać jakąś finezją i zrozumieniem (nie tylko siebie) i ruszyć tyłek z kanapy. Zwłaszcza, że w pewnym już wieku nie wszystko złoto co się świeci i można władować się w niezły kanał. Zniszczyć życie sobie i o zgrozo, dzieciom. Dla jednego (mogłoby się okazać) słabego wzwodu 😀 . I czy każda kochanka w codziennym życiu nie staje się tą “zwykłą” żoną, babą, co to pierze (bo ktoś musi), gotuje (co poradzić), sprząta (noo może siedzieć w syfie jak lubi, chłopakom to nie przeszkadza) i co miesiąc wywołuje lokalne skandale … ? Ma słabe dni, jest zabeczana i z przysłowiowym pryszczem na nosie …  czepia się i ma spore potrzeby (finansowe najczęściej) …

Dużo chyba zależy też od poczucia naszej moralności i kodów z dzieciństwa. Gorzej jak  kurewska natura trafi się w udziale z góry wtedy żadna moralność nie pomoże, a jedynie psychoterapia. Chociaż i tu sprawa dyskusyjna, niektórzy specjaliści z tej dziedziny (w kuluarach oczywiście) uważają bowiem, że to chyba jedyny z popularnych nałogów nie do wyleczenia (seksoholizm).

Super, że widać Słońce – ładuje   mnie   pozytywną   energią …  Wiem, nie można uzależniać się od pogody, a deszcz pięknie brzęczy w parapet … Daleka od doskonałości jednak cieszę się chwilami pełnymi światła … I czekam, czekam aż ta pełnia minie, bo bad bea zaczęła rozrabiać …

slonce