na widelcu

Jest człowiek matka zachwycona nowymi umiejętnościami swojego dziecka, to prawda. Również tymi “ukrytymi”, które już dawno są nabyte ale jeszcze niechętnie przez latorośl publicznie (czyli w domu haha) ujawniane. I tak np. okazało się, że mój chłopczyk pięknie operuje widelcem, a nawet już nożem (łyżką od dawna) i zaczął wykazywać samodzielność w tym kierunku także w domu właśnie (a nie wyłącznie w restauracjach 🙂 ). Siedzi więc wieczorem i ogląda bajkę (TAK, je przed telewizorem aaa straszne) i pochłania kęsa za kęsem paróweczkę (o taaak je parówkę, aaaaa) widelcem, bez żadnego problemu. Chlebek, kiełbaska, keczup, kęsik …
Problemem jestem ja, nadopiekuńcza (o nie, nie, nie, nie chcę się do tego przyznać) mamusia, która z tej radości poczuła kompletny żal, że oto nie jest już niezbędna do wszystkich jego czynności… nie zawołał: MAMOOOOO KARM MNIE !!!

biegi
Taka to przewrotna natura, kobieca może (?) … Miast się cieszyć, że luz i można złapać minutę dla siebie – wewnętrzna użalanka 🙂

don’t cry baby

Czy człowiek naprawdę zawsze tęskni za tym, czego akurat nie ma lub mieć nie może? I czy wszyscy tak mają czy jest to może jakieś specyficzne  zwichnięcie emocjonalne?
Objawia się w różnych sferach życia, na różnych płaszczyznach i z różną szkodliwością.

Na ten przykład, prosty jak drut, ostatnio na prośbę syna zrobiłam racuszki z jabłkami i sosem malinowym (własnym swoim). Z pojawieniem się dziecka bardzo popularne i (niestety) pyszne. Wcześniej unikałam jak ognia tego typu potraw z przyczyn oczywistych (najbardziej lubią mój tyłek 😉 ). A więc zawsze wychodziło więcej i były zjadane również przez męża ale od jakiegoś czasu gardził takim deserem i zawsze zostawały (dojadał pies lub niestety ja, ostatecznie ptactwo za oknem, choć wiejskie koty u mojej mamy też wcinały). Tym razem zrobiłam ilość mniejszą, na 1,5 osoby z pominięciem ukochanego. I co się okazało? Że NAJlepsze, wspaniałe, cudowne, a dlaczego tak mało? DLACZEGO pominęłam resztę domowników? Czyżby się kompletnie nie liczyli ???

Kolejny całkiem prozaiczny przykład: mąż postanawia ograniczyć mięso i wyraża chęć diety bez (brawo silna wola 😉 ). Z wędlin, kiełbasek i innych stanowczo rezygnuje. Ale młody lubi czasem skubnąć zwierzę i zażądał kotleta (z kurczaka). Nabyłam więc smętnego fileta miniaturkę, usmażyłam w panierze z resztki bułki tartej i co? Przyszedł duży i afera, że dla niego nie ma kotleta, GDZIE jest KOTLET, głodzę go, niedobra jestem, pastwię się nad jego żołądkiem  (przecież on też ten jest moim synkiem hihhi). Mięsa nie jem, ale kotlety robię pyszne, cóż … taki dar.

Z rzeczy bardziej przydatnych to dobrze wybyć na trochę z gniazda i opuścić domowe pielesze. Zostawić tego faceta na dłuższą chwilę, a od razu kocha, lubi, szanuje i docenia nawet. Najpierw krzyk i bunt, że “do mamusi może się wyprowadź, taaak a ja tu sam jak ten palec zostanę” (od nogi chyba) itp. A po 2 tygodniach w słuchawce gwarantowane wyznania miłości: kiedy, nooo KIEEEDYYY wrócisz (buuuu  buuuu) bo ja tu taki sam jestem, nic nie jem, nie piję i w ogóle ledwo żyję 🙂 (ale pranie robię <ooo  za to należy się prawdziwy medal 🙂 >) … kocham Cię kocham Cię i tęsknię (auuuu auuuu). Ha ha pewnie za ogarniętą chatą, pełnym korytem, praniem i obiadkami. Bo tak to: znooowuuu kotlety z soczewicy yyyy? ileż ja mogę się zdrowo odżywiać ??? Czy JA wyglądam na wegetarianina? No nie, stanowczo nie kotku 😉

20160327_161026
Kobiety chyba i tak są bardziej skomplikowane (bez urazy) bo jak już zaczną tęsknić to zawsze za tym czego na pewno mieć nie mogą 😉 i nie wystarczy zadzwonić chyba, że chciałoby się całe swoje życie wywrócić do góry nogami … LOVE

PS. Spada facet z piedestału po pojawieniu się dziecka i staje się zazdrosnym lwem (o dziecko oczywiście). Pewnie nie każdy zresztą, wszak ludzi miliardy. A może niektórzy się po prostu do tej, powiedzmy, ułomności nie przyznają. Chociaż w moim odczuciu szczerość lepsza, a nie dowartościowywanie się później na bokach. Dziecko zmienia życie o 180 stopni i o ile babce jakoś łatwiej przychodzi rezygnacja z
dotychczasowego życia o tyle samiec nie chce oddać swojej autonomii i broni jej do upadłego. I większość ma tą swoją okrojoną wolność, wyręczani z miliona bzdur i upierdliwości dnia codziennego. Ale pazury lepiej trzymać w zanadrzu schowane i w razie czego drapnąć bo kto jak kto, ale facet wyjątkowo szybko przyzwyczaja się do dobrego 🙂

 

ałła szkołła

Trudno nie myśleć o tej cholernej szkole jak i nas ta “przygoda” czeka. Cud, że zaszłam w tą ciążę, raczej na fali uczuć bliżej wcześniej nie znanych i nieokreślonych. Bo gdybym zaczęła logicznie myśleć to naprawdę nie wiem czy bym się zdecydowała na dziecko. Powrót do szkoły przeraża mnie, wywołuje traumatyczne wspomnienia, podsyca niewiarę w  siebie, że nic nie umiem i słabo pojmuję zwłaszcza przedmioty ścisłe. Oo te długo śniły mi się po nocach i modliłam się o dzień, kiedy już nie będę musiała rozwiązywać żadnych zadań.  Pocieszeniem są koleżanki z dłuższym stażem rodzicielskim, które też orlicami nauki nie były, a dzieci szkoły jakoś kończą …

20160620_115636.jpg

Tak, czy inaczej zastanawiam się czy jest się w stanie uniknąć złamania kręgosłupa (psychicznego of course) dziecka … Oczywiście przed wszystkimi przykrościami nie da się uchronić potomstwa. Sama byłam łamana niejednokrotnie i fakt, że umocniło mnie to bardzo. Jednak dość dramatyczne, można rzec, przeżycia (również w domu) od szkoły podstawowej mocno zwichrowały moje poczucie wartości. A może to zależy jaka jest atmosfera w rodzinie właśnie … ?

Więc jednej sąsiadce “złamano” w przedszkolu 4 latka, że źle narysował zwierzę i było *podobno* podobne do niczego. Pani przedszkolanka opublikowała owy rysunek na tablicy jako przykład, że tak NIE rysować. Wygadany i otwarty wcześniej chłopczyk przez kolejny rok nie wziął kredki do ręki. A mama rysuje komiksy ! Teraz żałuje, że posłała dziecko do przedszkola, bo i tak pracowała w domu (!) i nie czuła tego do końca. Nie było wewnętrznej zgody matki (ojców przepraszam), że dziecko jest gotowe do wyruszenia w drogę. A do tego kazała synowi słuchać pań … Wie, że wtedy zmienił się diametralnie i już nie jest taki otwarty ani spontaniczny. Teraz mając lat powiedzmy 12 boryka się z problemami z rówieśnikami. Nie są mili… Sąsiedzi mieszkają w 2-pokojowym mieszkaniu i jeżdżą Peugotem 106.

Sąsiadka nr.2 ma 13 letnią córkę, która właśnie wylądowała w psychiatryku z ciężką depresją i podejrzeniem próby samobójczej … Dziewczyna do niedawna zdobywała medale w karate, a złamała ją matematyka. I oczywiście za “matematyką” kryje się szanowna pani matematyczka, która to wyśmiała ją (niejednokrotnie) przy całej klasie, że liczyć nie umie itp. (znam z autopsji). A młodzież podchwyciła i rzuciła się jak na ranne zwierzątko dobijając ją do końca (przerabiałam). Jak wiadomo dzieciaki bywają, a nawet są okrutne. Posypały się pały z innych przedmiotów, wagary i ogólnie wszystko. Teraz będzie się uczyć w placówce przyszpitalnej. Trzymam kciuki za sukcesy sportowe. Oby wola walki jej nie opuściła …

Boże, to nadal się dzieje, myślę sobie wracając z warzywniaka. Obie rodziny pełne, w sensie oboje rodziców, w tej drugiej ojciec alkoholik, owszem. Czyli sytuacje różne, a problemy podobne. Każdy człowiek rodzi się jako kompletne indywiduum.
Dla mnie nadal nic się nie zmieniło, wychowawcy nie mieli i nie mają podstaw do pracy z młodzieżą i dziećmi (chociaż z moich prywatnych statystyk wychodzi, że z młodszymi sprawy mają się jednak lepiej – może na zasadzie małe dzieci mały itd). Idą na “czuja”… Od niepamiętnych w Polsce czasów większość się po prostu do tego nie nadaje !!! Żadnej wiedzy psychologicznej, a poziom wiadomości o rozwoju dzieci … chlapiącej kałuży chyba i dno takie, że już nawet Frytka nie zapuka od spodu…
Będę chronić swoje dziecko (no niestety) ile się da i próbować tą pewność siebie wzmocnić tak, że mimo upadku i pokaleczeń kręgosłup będzie jednak cały… Cierpienie niby uszlachetnia ale nie chcę tak myśleć i nie do końca się z tym zgadzam (w zasadzie zupełnie odrzucam tą teorię). Wszystko w nadmiarze szkodzi, a przykre wydarzenia tym bardziej. Z niektórymi smutnymi historiami i tak każdy musi zmierzyć się sam więc po co dokładać stresu. Zniszczonego poczucia własnej wartości nie odbudowuje się tak szybko, a czasami nigdy.

.
OMMMM OMMMMM jestem spokojna i teraz temat szkoły mnie NIE  dotyczy OMMMM myślę tylko pozytywnie OMMMMMMMMMOMMMMMOMMMOMMMMMMOMMM

Wierzę głęboko, że akurat nasz syn będzie miał szczęście i trafi na samych wspaniałych wykładowców, będzie przy tym super zdolny i ze wszystkim sobie poradzi 😀 Bo niestety do nauczania domowego nie posiadam wystarczającej wiedzy ani odwagi …

Ale pewnie większość rodziców ma nadzieję, że jego dziecko będzie miało lepiej … ???

przemyślenia zbiegły się chyba z nadchodzącym Dniem Nauczyciela haha 😉

 

zmiany zmiany zmiany

Otóż kobieta jednak zmienną jest i to niepodważalna prawda. Może istnieją jednostki stałe i zrównoważone, jednak niezbyt często spotykane (albo zamaskowane). Z melancholii szybko przeskoczyłam do jesiennego wkurwienia. Zaiste rzecz się stała niesłychana i z prędkością światła …  i nie, nie jestem przed okresem… co też mnie mocno wkurza, bo jak wytłumaczyć takież zjawisko… Było miło, słodko, nastrojowo, a jest agresywnie, wściekle i wybuchowo. Dziecko na ten przykład ideał, dzielnie znosi wahania nastrojów mamy, bawi się pięknie, a nawet zjada to, co akurat podam (sam) ehh … Być tą kobieta dziwna sprawa. Faceci też mają swoje za pazurami ale przynajmniej stabilniejsi emocjonalnie i nie zawracają sobie głowy pierdołami. A w mojej stale coś kłębi, to kiełkuje, to wyrasta, to zdycha … Już nawet z tym nie walczę, bo i po co? Zaprzyjaźniona szamanka, Etira Tierra radzi, żeby jednak akceptować siebie i pokochać takim, jakim jest. Niby oczywista oczywistość, a jednak czasem dociera z innej przestrzeni kosmicznej 😉 Eureka, no tak, wcale nie muszę się na siłę zmieniać , hello kochaj siebie kobieto i akceptuj bo jesteś wspaniała taka, jaka jesteś !  Super, zaraz lepiej się z tym czuję 🙂 Może więc wulkan zaśnie i nie wybuchnie … Widmo poparzenia samej siebie jest najmniej przyjemne bo wtedy uzmysławiam sobie, że cierpią wszyscy dookoła. Czyli biedna, wspaniała i Bogu ducha winna rodzina. No, może mąż aż takie niewiniątko nie jest ale pracuje, zarabia na to nasze życie i robi co może żebyśmy mieli dobrze. To też się bardzo liczy … jee

20160328_151152

Szaro buro i ponuro, pada deszcz ale to żadna niespodzianka jesienią. A ja czuję się  jakby ktoś wywinął mi jakiś paskudny  żart. Ciekawe, czy gdyby mieć napchane konto (lub skarpetę) oszczędnościami byłoby jednak przyjemniej. Może w końcu uda się kiedyś przekonać … Kasa potrzebna i nie ma się co oszukiwać, że nie.

 Wczoraj przeczytałam takie fajne zdanie L.Hey  że jak zmienia się myślenie wtedy problemy rozwiązują się same i znikają. Babka skończyła 90 lat i widać po niej, że jakaś prawda w tej filozofii jest. Do mnie przemawia.

jesienne bzdury

I po co człowiek zastanawia się, rozmyśla, rozwodzi (nad SOBĄ oczywiście), użala i lituje nawet ( z reguły tylko PRZED sobą) jak wystarczy jedna chwila, całkiem niby zwyczajna i prozaiczna, która zmienia nagle postrzeganie świata … Jedno zdarzenie przywracające, powiedzmy, trzeźwość umysłu CO jest tak naprawdę w życiu ważne. W moim przypadku priorytety ustaliła odnowa kontuzji kociego ogonka. A że kocica ma swój wiek bardzo się zestresowałam bo czeka ją pewnie narkoza. Więc nie pozostaje mi nic innego jak : myśleć pozytywnie  –       myśleć pozytywnie  –  myśleć pozytywnie …   Afirmacja na pewno nie zaszkodzi, a zawsze może pomóc …

img_0065

O to całe zamieszanie podejrzewam oczywiście jesień. Zapach nadchodzącej zimy, przygnitych liści na chodnikach, jesienne kolory, w tym szarości, złota i czerwienie, mgły, szron, ciepły domek, zapadająca w sen przyroda … Jest w tym jakaś magia. Ma swój urok (jak każda pora roku) jeśli się zaakceptuje zmiany i biegnący czas (trening czyni mistrza). Sentymentalnie, nostalgicznie, romantycznie no cóż … wkręcam się regularnie raz do roku. I o dziwo dobrze mi z tym, a nawet lubię. Zwłaszcza wyjść z nieprzymuszonej woli na spacer z psem, bez dodatkowego towarzystwa (o tak, luksus nie byle jaki) i zaciągnąć się jesienią 🙂  Byle nie przesadzić z melancholią, to zejście na ziemię nie bywa aż takie bolesne … A tak … nawet sny mogą nie dać odpocząć i podsunąć TAKIE obrazki, że kosmos jakiś … Np. w to tłumaczenie kompletnie nie wierzę, wiele razy się nie sprawdziło ani tak spektakularnie, ani prawie wcale, ale śnił mi się wpadający ząb, brr… Po kawałku i jeden, zawsze jakieś pocieszenie może … ?

Jak dobrze mieć wyrozumiałego i tolerancyjnego męża 😉 obeznanego w życiu z kobietami. W życiu ze mną 🙂

 

 

spostrzeżenia wtórne

20161004_134149.jpg

Chciałabym tego swojego wewnętrznego krytyka bardziej “olewać”. Najczęściej odzywa się nie pytany i ma ścisłe powiązania z odkładaniem  na później 🙂 Więc może, na fali konstruktywnego poniedziałku, zrobię pastę ze słonecznika i suszonych pomidorów, do której się zabieram od 4 dni… Żeby tak się chciało jak się nie chce i żeby tak się nie chciało  jak się chce 😉

początek

Z moją tendencją do odkładania wszystkiego, a może wielu rzeczy na później, założyłam pierwszego w życiu bloga. Jak na razie kosztem dziecka (bajki w tv i drożdżówka do ręki), domu i braku sprzątania, a także piszczących za żarciem zwierząt (psica i kocica, suma wieku 30 lat, po połowie).

Udało się za to pranie i chociaż coś robi się samo 😉

Poniedziałek, kompletnie wywrócony do góry nogami. Jak większość rzeczy w moim życiu. Szczerze mówiąc nawet się cieszę, że nie jest nudne …

Synek : mamoo nakarm mnie …
Mama : synku, jesteś już dużym chłopcem, jedz sam …
po 5 minutach wraca skruszona mama ale o dziwo widelec w ruchu 🙂
Wniosek : oboje uczymy się samodzielności 😉
A dla mnie wcale nie jest takie oczywiste, że nie muszę być na każde zawołanie, bo robię to ochoczo ale mam tendencję do przesady. Najpierw poświęcenie później wkurzenie. Bea, nie podążaj tą drogą …

20160925_153845.jpg