poje***** z poplątaniem

Ach jaka ja ostatnio bywam modna. Przez zupełny przypadek oczywiście i w jednej kategorii. Przynajmniej jedynej zauważalnej 🙂
Otóż wszystko za sprawą mojej fryzjerki Ani. Może nawet stylistki na pewno na miarę największej Wrocławskiej gwiazdy Fedoryszyna (polecam faceta w ciemno, jest boski) do którego chadzałam do czasu urodzenia dziecka. Później okazało się, że zupełnie nagle zrobiłam się baardzo oszczędna no i w życiu nie wydam 600 na włosy (długie nie długi ale cena zaporowa). Wcześniej jakąś lżejszą rękę miałam i sobie nie żałowałam.

Wyrastające kosmate stworzenia potrzebują bowiem ręki prawdziwego fachowca i już od wczesnych lat młodości przyzwyczaiłam je do wyjątkowego traktowania. Oczywiście po milionie prób własnoręcznych eksperymentów, a nożyczki (prawdziwe, fryzjerskie), którymi ciacham synka (włosy) i moją grzywkę próbują czasem zwieść na manowce.
W Poznaniu miałam bardzo wspaniałego Krissa ale nie róbmy cyrku, bez przesady, nie będę w tymże celu pokonywała tyle kilometrów. Tak więc jest ten jeden zajebisty no ale okazało się, że Ania dorównuje mu w zupełności i mam nadzieję, że na stałe do tegoż atelier nie trafi. Czego z drugiej strony serdecznie jej życzę bo droga rozwoju u kogoś takiego otwarta na oścież. A że człowiek naprawdę przyjazny i na poziomie, lubi szkolić dobrych ludzi, to i nie traktuje ich jak konkurencję. A wiem, że już tam parę razy była, niestety 😉

Tak czy inaczej kompletnie nie znam się na tych fryzowych nowinkach i jak w zeszłym roku powiedziała, że zrobiła mi ombre kompletnie nie skumałam o co chodzi. Dopiero po czasie słyszę i widzę (na FB): a ja zrobiłam sobie ombre… Omber tu i omber tam. Wow, myślę sobie, w końcu mam coś na czasie 🙂
W tym roku też nie zawiodła i dostałam sombre. I co? na topie wyjątkowym, tu i tam widzę sombre – to jest TO 🙂 Farbowała zupełnie inaczej niż zwykle, tarmosiła końcówki, strzępiła i kombinowała, a efekt zajebiście naturalny z uwzględnieniem tylko siwusów (no niestety, trawę pszeniczną czas kupić, może ów proces starzenia nieodwołalnego nieco powstrzyma).

Gdyby nie fryzjer człowiek byłby znacznie w tyle, ogonie zupełnym, a koleżanki szaleją i wiedzą modową błyszczą 🙂 Bezpośrednio na sobie.

Wiosny brak, czapka zimowa w torebce obowiązkowa (czego włosy wprost nienawidzą i fryz ukiszony, a w domu wyglądał tak pięknie), dziecię wynudzone na maksa i słabo wybiegane czasem budzi się przedwcześnie do apopleksji rodziców doprowadzając. Walka trwa. Nierówna, bo facet szybki, poduszka pod pachę i tup tup do drugiego pokoju już w kulkę zawinięty :

jaaa JAAAA idę do pracy !!!!  – dobiega wycie z gawry.

No tak, jasna sprawa, przecież matka codziennie ma święto i wypoczęta wyjątkowo spać nie musi 😉 Ale z racji PMS-a, o którym za chwilkę, wywalczyłam sobie swoim babskim sposobem dodatkową niedzielę na sen od rana, bo oczywiście ten późniejszy się nie liczy. Nie było lekko, nawet w konsekwencji zachowania swego nikczemnego przepraszałam ale cóż. Jak się ten PMS przypierdoli to na amen i litości nie ma 🙂 Zaćmienie całkowite umysłowe powoduje, które to na wieczór lekko się ulatnia ale poczynione szkody zostają… Niektóre nawet odwracalne, inne niestety nie.

A tak w ogóle to zespół napięcia przedmiesiączkowego- po polsku ZNP- właśnie jest naprawdę ale to naprawdę bardziej skomplikowany niż się wydaje. I wcale się nie dziwię, że afekt powoduje, co czasem zakrawa już na defekt (mózgu). Komórki szare głupieją, wyprowadzają się czachy, a ta dymi, pulsuje i wymyśla niestworzone rzeczy. Nie wiem sama, czy to ja będąc starszą dziwaczeję jeszcze bardziej czy może już o menopauzę zahaczam delikatną (hihihi). Faktem jest, że z kobietami w tym trudnym czasie wytrzymać ciężko, z cudem wręcz graniczy jakiekolwiek pożycie i tak naprawdę największe pojebanie z poplątaniem dopada wszystkich włącznie z nią samą. I prawdę mówią te wszystkie zabawne memy typu:

chciałabym, nie, nie teraz, przytul, spierdalaj, czeeeekoooolaaaadaaaaa aaaa ale jestem gruuubaaaa, jak ja wyglądam, jestem zajebista i teraz będę płakała, o tak cały dzień BĘDĘ SOBIE PŁAKAŁA:) a co nie wolno mi? MI nie wolno? Bo MI to NIC nie wolno buuuu.

I jak o tym nie pisać? Kiedy samo pod pazury wskakuje 😉

Próbowałam różnych metod, nie pomogła nawet ciąża i po roku karmienia piersią nadszedł on, okres niezłomny i wierny jak pies, a w raz z nim wiadomo, PMS w darmowym pakiecie, którego nikt nie zamawiał. Więc piłam już zioła, stosowałam dietę, medytację, relaksację, masowanie punktów na stopach/dłoniach/głowie/nosie/uszach/podniebieniu itp. i…. nic. Już już czasami byłam bliska uwierzeniu, że będzie git, wycofał się, bo każdy miesiąc bez niego (a zdarzają się takowe) wywołuje nadzieję, nadziejunię choćby maleńką ale jednak wraca uparty jak ten osioł. Może więc niektóre kobiety są na niego skazane, chociaż głowy mądre, lekarskie, zielarskie, medyczne czysto i alternatywnie uważają inaczej. A KCE PTA CJA. To jedyny lek jaki okazuje się być pomocnym i sprawdzonym (co nie oznacza łatwy). A także wydawanie ostrzeżenia przez niebezpieczeństwem – też trochę działa.
Że być go nie powinno, a jeżeli jest to znaczy coś nie tak hula. Hula krasula całe życie tak samo tak więc nie jestem przekonana do teoryj owych.
I szkody poczyniam na sobie ale za te na rodzinie to już ukarana być muszę i raz pozwoliłam swojemu facetowi przyłożyć sobie na goły tyłek. Przepraszam za wynurzenia ale lepiej się poczułam a nawet bardzo dobrze 🙂 Masochizm to kolejna rzecz ZNP – czyli sama destrukcja. W każdym razie pomysł okazał się wyjątkowo trafiony i polecam serdecznie 😉 Lepsze to niż pochlastanie się żyletką 😉

Obwieszczam więc kilka dni co rano z rzędu, że mama jest nieznośna, hormony szaleją jak dzikie konie na Jakucji, później wyję i przepraszam. O tak, wycie pomaga na chwilę, dziecię z otwarta buzią przygląda się mamie wariatce i mówi z politowaniem : mamaooo weź ty już dostań ten okres 🙂 Niech chłopak wie, niechaj przygotowany od małego będzie i ssie z mlekiem matki życiowe mądrości o kobietach 🙂 Może mniej rzeczy go później zaskoczy.

Boszhe, rozumie chyba 🙂
Faceci, nie macie z nami lekko, oj nie 🙂 Wielkie sorry czynię w stronę Waszą i dziękuję, że nas tak kochacie mimo wszystko 🙂 YO

P(M)s. Sądzę, że pogoda zupełnie nakręca sytuację, nie współpracuje, podpowiada i podsuwa mordercze instynkty, zachęca do złego czyli żarcia i rozniecania lokalnych afer. Przez które później można czuć się nieszczęśliwą do woli. Sama jestem wściekła na siebie, co odreagowuję na najbliższych, a jak. W obłędu błędnym kole haha. Rykoszet mknie nawet 200 km dalej nie bacząc na nic i nikogo. Celny wyjątkowo, skubany. Poza tym sprawdziłam, przed ową niedyspozycją waga sama rośnie o około kilosa, a po maleje. Nooo to już w głowie się nie mieści przeciętnemu (i nie) facetowi, że jest możliwe bardzo silne odczuwanie tego owego kilosa, co to rozrasta się do 100, a może i do tysiąca. Widać go okiem gołym, lupy nie potrzeba, a spojrzenie w lustro wiele wyjaśnia 🙂

Miłego dnia bez makijażu (5 maja) ciekawe która zaryzykowała (nie liczą się te poniżej 30-chy wyglądające zawsze dobrze 🙂 ) całusek herbatusek :**

A to ja, no make-up i mój sombrer – trochę widać, oł jee 🙂

Może po ostatnich fotach nikogo już nie zgorszę 😛

 

Autor: BeaHerba

Bea Herba to ziołowa beata herbata słuchająca siebie, swoich odczuć i snów, czasem słaba, czasem czarna i mocna, bywa też kompletnie zielona i delikatna biała, niekiedy słodka i aromatyczna. Jak życie…

2 myśli na temat “poje***** z poplątaniem”

  1. Aż dziw bierze, że ja ciągle do tej samej fryzjerki, a ona nie dość, że zapisów nie robi, bo tak było i będzie, to jeszcze pomysłów nie ma. Jednak ja niewymagająca. Chodzę sobie z długimi włosami w naturalnej barwie ciemno siwej. Staram się nie przejmować. Chyba mi wszystko jedno, ale kto wie, może kiedyś…
    PMS raczej mnie nie gnębi tak bardzo. Pewnie z powodu tabletek, które biorę.
    Rozumiem jednak problem, bo i bez tego potrafię być złośliwa i nieznośna.
    I co tu zrobić? Jak piszesz nic tylko akceptacja zostaje i w żadnym wypadku nie pozwolić, żeby inni wchodzili ci wtedy na głowę, raczej, żeby schodzili z drogi. Najlepszy chyba sposób.
    Tekst mi się podoba. Lubię Twój styl pisania.

    1. Dziękuję Aniu za podzielenie się swoimi spostrzeżeniami 🙂 I zazdroszczę trochę braku pms-a haha. Chociaż z moim nauczyłam się już egzystować 😉 Co prawda rodzina chyba nie …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *