rowerzyca górska

Tak człowiek marzy o urlopie, odpoczynku i wolnym czasie tylko dla siebie, że jak już go ma to… kompletnie nie wie co ze sobą zrobić. I okazuje się, że aklimatyzacja przebiega powoli, postępuje ślamazarnie i jedynie wyspać się w ciszy zupełnej można. I niby coś by się tam chciało, gdzieś ruszyć, może nawet czas jakoś użytecznie zagospodarować a… nie chce się po prostu.

Nie chce się ani chcieć ani nie chcieć.

Taka przewrotność losu widocznie. Że jak już dostajemy to, czego chcieliśmy to nie umiemy z tego korzystać. Oczywiście to tylko przejściowe, szybko przyzwyczaję się do dobrego, do garów też (kiedyś) wrócę w swoim czasie, zaprawy i przetwory nie uciekną. I może dobrze, że we wszystkich pobliskich miejscowościach (czyt. wiochach) nie ma na sprzedaż ani 1 (słownie: jednej) truskawki gdyż uchroni mnie to przed terroryzmem dżemowym. Inaczej miałabym wyrzuty sumienia, że są, czerwoniutkie i pachnące, a ja zamiast smażyć grzeję i smażę ale swoje własne dupsko w kompletnej bezczynności na słońcu. Lub na kocu, łóżku, trawie i innych miejscówkach do polegiwania stworzonych. Wybredna nie jestem, byle się opalać lub dżem-ać 🙂 Bom blada jak ta zimowa zwykła… dupa wlaśnie (ups, no przepraszam maaamooo).

buuuu ….

Doznałam też pierwszych obrażeń dosiadając po latach nie ujeżdżania roweru swego nowego (nowego dla mnie, a starego dla świata). Który to dostałam w prezencie i rodzina świadkiem, żem go sobie wyczarowała. Ponieważ od 2-óch (tak tak tylu aż) sezonów planowałam zakup jegomościa do celów przemieszczania się po lasach i jagód łapania, a cały czas coś stawało na drodze,

zaczęłam sobie (starym ale jakoś zapomnianym ostatnimi czasy sposobem) czarować.

Już słyszę śmiech moich chłopaków jak to przeczytają (tzn. duży sam, małemu trzeba pomóc) ale dobrze pamiętają jak świadomie wzywałam z niebios rower i go do siebie przyciągałam. Teraz mogę wyznać to publicznie. Bo przybył. Znikąd, a w zasadzie od znajomego. Usłyszał mentalnie akurat on ale do kogoś hokus pokus dotarło i rower też właśnie niedawno przybył do mnie osobiście. Bez kasy, za zupełne darmo (noo może za jakieś małe przysługi po drodze, zwykłe herbaciane i wynikające z cech mego charakteru na stanie posiadanych) górska damka, która to miała być damką zwyczajną i przede wszystkim wybitnie wolną. Taką, na której powiozę też syna.

No nie jest ani zmulasta ani tym bardziej wolna, wręcz przeciwnie, szybka i przyczepna do drogi wyjątkowo. Siodełko niestety zapieczone i za wysoko, sama nie opuszczę ale sobą bym nie była gdybym go (a może jednak jej, rowerzycy górskiej) nie dosiadła. Korciło bardzo żółtą strzałę wypróbować. Ale cóż, niedopasowana wysokość sprawiła, że oczywiście z hamowaniem na ogrodzie problem był. I pierwszy raz (chyba hihi) przyznać muszę mojemu ukochanemu rację, że się o mnie boi i jak usłyszał co to za pojazd to się lekko (nawet) wystraszył czy zaniepokoił? Zna mnie jednak i wie, że mogę stanowić nie lada niebezpieczeństwo dla otoczenia i co gorsza (może) samej siebie 🙂

ogród jednak za mały na rozmach herbaciany 😉

Miałam być zwykłą babą na rowerze a nie jak to dzikie zwierzę 🙂

Ale oczywiście cieszę się niezmiernie z tego co od Losu dostałam bo jednak DOSTAŁAM i potwierdziło to teorię, że

WSZYSTKO absolutnie WSZYSTKO można do siebie przyciągnąć.

Czuję prawdziwe szczęście, że eksperyment się powiódł, sama na początku jak głośno rower do siebie wzywałam wahnięcia miałam ale z racji tej, że już nie raz sobie coś tam wyczarowałam brnęłam dalej mimo uśmieszków (serdecznych) rodziny. Która to zresztą czasem do mnie przemawia: noo weeeź wyczaruj coś… Tak więc

namawiam wszystkich do przyciągania do siebie tego czego pragną,

a sama zachęcona rezultatem jakże dla mnie cudownym działam w tej materii dalej. I śmiem praktykować czary mary teraz na inne zamówienia. Nawet jak realizacja opóźni się w czasie to nic nie szkodzi.

nie ma się co podniecać, tak było w zeszłym sezonie 😛

Jedynie, że na taki szybki pojazd nie zamontuję fotela dla dziecka ale za to po jagody będę śmigać co bardzo czasu mi zaoszczędzi. Teraz jeszcze muszę dorwać kogoś we wsi do siodełka i tu o tyle jest szkopuł, że chłopa wszędzie pełno ale baby nad wyraz przewrażliwione na punkcie innych bab 🙂 A już na pewno tych turystycznych. A ponieważ dawno mnie nie było na razie jeszcze po swojsku nie jestem traktowana i zmieni się to dopiero z biegiem dni. Ciśnienia jednak nie mam, owszem, oddaliłabym się z chęcią moim jednośladem ale nie za wszelką cenę gdyż plątanie się bezczynne z kąta w kąt też mi wyjątkowo odpowiada i bardzo dobrze wychodzi 🙂 A może muszę wypocząć zanim pozdzieram asfalt 😀

Tak więc drżyjcie tak czy siak wiejskie drogi bo Herbata rusza, a jak już ruszy to nie wiadomo gdzie i na czym się zatrzyma 🙂 Kierowcy, miejcie oczy szeroko otwarte, ahoj przygodo 🙂 całusy herbatusy :*

Autor: BeaHerba

Bea Herba to ziołowa beata herbata słuchająca siebie, swoich odczuć i snów, czasem słaba, czasem czarna i mocna, bywa też kompletnie zielona i delikatna biała, niekiedy słodka i aromatyczna. Jak życie…

3 myśli na temat “rowerzyca górska”

  1. Ja też swój rower przyciągnęłam. Tak o nim marzyłam, że w końcu pieniądze się znalazły i proszę mam. Już trochę od tego czasu minęło, ale rower bardzo dobry jest nadal. Tak więc, jeśli chcesz, możesz i przyciągniesz. Tylko uwierz i marzenie się spełni.
    Miłego leniuchowania życzę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *