skrzydlata beata

Jest progres i zaczęłam NAPRAWDĘ biegać. Sama jestem w szoku ale ruszyłam to swoje dupsko i z gadania przeszłam do czynu. Musiałam wręcz to zrobić skoro poczułam taką wewnętrzną potrzebę*. Jedynie nie mam odpowiedniego stroju i służą mi znoszone nieco ale wygodne superstary. Las się zgadza, pola nic do tego nie mają, łąki i jeziora nie czują ujmy. Nawet spotkany na drodze profesjonalny biegacz nie miał nic przeciwko, a jedynie z rytmu wybił. Myślała, że nikogo nie spotka, słodka idiotka 😉 Oczywiście bez make-up-u i w zwykłych ciuchach zawsze KTOŚ (czyt.facet) się napatoczy… i wybitnie rozmowny 😉

*ostatnimi czasy jak tylko świta mi w głowie jakiś pomysł, choćby absurdalny, realizuję go  i przełamuję swoje lenistwo albo chociaż próbuję żeby w ogóle przekonać się czy naprawdę TEGO chcę… Bo wena ucieka i czas też z gumy nie jest.

Kondycja w normie lepszej niż sądziłam i nawet astma aż tak bardzo mi nie przeszkadza. Rzeczywiście coś w sobie to bieganie ma. Koncentracja na oddechu pozwala zapomnieć, oderwać się od rzeczywistości czyli w moim popapranym przypadku od natrętnych, nie koniecznie pozytywnych myśli. Głównie o suce i wiem, że może nudna już jestem i nie każdy ma taką wrażliwość na zwierzęta. Od nikogo zresztą nawet tego nie oczekuję bo przecież jesteśmy różnorodni (na szczęście całe).

Ale miała miejsce taka sytuacja : mamusiu moja kochana najukochańsza nie płacz już proszę…- mówi synek. Na co ja: syneczku dorośli też płaczą, trzeba czasem wyrzucić z siebie emocje, dlaczego mam nie płakać? Bo istnieje niebezpieczeństwo, że będę płakać razem z tobą… I tu małe rączki zarzucają mi się na szyję, a buziak daje mokre i brudne od jedzenia całuski. Wymiękłam… I wiem, że ma tylko 4 lata ale czasami jest taki dojrzały, że kosmos. Tak czy inaczej weź powstrzymaj łzy…

Dzieci są takie mądre to my, dorośli, wciskamy je w rolę maluszków słabo rozumiejących rzeczywistość. I tak, trzeba im dawkować informacje stosownie do wieku ale traktować też po partnersku i przyjacielsko. Nie mieć tajemnic, nie kłamać i szanować. A wtedy jest nadzieje, że wróci to do nas jak wszystko co wysyłamy w eter. Lepiej nie robić też planów kim w przyszłości będą i nie mieć względem nich za wiele oczekiwań. Niech żyją swoim życiem, a my unikniemy rozczarowania… Bo projektując coś na kogoś, nie ważne czy to partner czy dziecko czy koleżanka zaczynamy żyć wytworzonymi przez siebie iluzjami, a później cierpimy (po zderzeniu z rzeczywistością). I po co? Niech każdy robi to co czuje w zgodzie z sobą 🙂 Skupmy się na swoim TU i TERAZ. To jedyne rozsądne co możemy sobie dać by mieć spokojniejszą duszę i szczęśliwsze życie. Chociaż w odniesieniu do własnego potomstwa zauważyłam, że ta tendencja jest bardzo silna. Mamy względem nich oczekiwania, które są naszymi prywatnymi pragnieniami, a często czym starsi się stajemy my i one zapędzamy się coraz dalej. Przymuszając, szantażując i uciekając się do innych podstępnych sposobów by robiły to, co my rodzice (chodzące alfy i omegi) uważamy dla nich za słuszne. Boże, co za bzdura. Mamy trochę więcej doświadczeń i tyle. Bo czym wielce się różnimy? Zabitymi marzeniami? Tym, że my też robiliśmy coś czego rodzice od nas wymagali? I jak się z tym czujemy? Jak czujemy się z kreowaniem naszego świata przez najbliższych, którzy zamiast dawać wsparcie i ciepły dialog mają oburzone miny, że miałaś być lekarzem, a jesteś tancerką…? A co poniektórzy rodzice wręcz pastwią się, obrażają i bardzo krytykują np. za nie skończone studia. Czy na pewno TO jest w życiu takie najważniejsze? To czy spełniamy oczekiwania innych rezygnując z własnych? Znam wielu ludzi, którzy przepłacają już teraz zdrowiem takie bezwzględne poddanie, nie możność zbuntowania się i stłamszenie. Albo właśnie chorują bo mimo pozornej akceptacji czują, że nie spełniają oczekiwań mamy i/lub taty. Smutne to bardzo i nie chcę być taka. Wiem jak boli krytyka ze strony kogoś bliskiego i tresowanie miłością, a raczej jej odebraniem, że chce się iść swoją drogą. Że śmie się w ogóle mieć inne plany. SWOJE plany na życie. Tak, droga jest wspólna i zawsze może taka być ale dzieci nie są naszą własnością i to, że wydaliśmy je na świat nie może przesłaniać nam tegoż faktu. To autonomiczne jednostki, które mają prawo do bycia sobą. Mają prawo do odkrywania siebie w taki czy inny sposób, popełniania błędów i swoich marzeń. Nadal wszyscy mamy takie prawo! Najbardziej poszkodowani ludzie to ci, którzy już we wczesnej młodości lub dzieciństwie zostali wewnętrznie stłamszeni i uśmierceni. Nie wiedzą nawet czego chcą i o czym marzyli. Wymagają bardzo dużo pracy, miłości i fachowej pomocy. Muszą odnaleźć w sobie dziecko, pokochać je i zaakceptować w pełni. Bo to małe dziecko drodzy Państwo cały czas jest w nas 🙂

Wracając do biegania, w naturze chyba najfajniej i nie wiem czy ten zryw dotrwa do miasta. Co prawda pieprzę konwenanse i rewie mody, buty (jakby co) kupię pierwsze, reszta przyjdzie z czasem. Legginsy i bluzy na stanie są. Ale tu rzeczywistość jest po prostu bajkowa. Śnieg na polach jeszcze leży, lód też jest ale mimo wszystko słońce jak przygrzało dało tchnienie wiosny. Np. jak  dzisiaj biegłam górką, która latem jest pełna ziół i kwiatów, w dole, na polu, zupełnie blisko – stał jelonek, może daniel i się patrzył. Spokojny, dostojny, w ogóle się nie bał. Ale podobno jak ktoś nie je mięsa to zwierzęta leśne nie czują zagrożenia i nie uciekają. I coś w tym może jest. Bo już od jakiegoś czasu zauważam taką prawidłowość. A te spotkania ze zwierzętami w naturalnej przestrzeni są niemal mistyczne. Może nie jestem nazbyt normalna ani przesadnie przeciętna i w końcu po latach zaczynam się prawdziwie z tym godzić i oswajać. Że każdy ma prawo do tej swojej wrażliwości również ponad normę i bycia kim chce. I każdy jest jaki jest. I moje wartości są moje takie jakie są i na siłę ich nie zmienię.

Biegnąc czuję się jeszcze bardziej częścią wszechświata, nie wiem, może za dużo tlenu łykam 🙂 Wyrosły mi skrzydła ale nie anielskie 🙂 Beata skrzydlata – zobaczymy jak daleko zaleci…

Czy jakoś pogodzę się też ze starością przyjaciółki i przejdę nad tym wszystkim do jako takiego porządku (dziennego albo chociaż nocnego)? A może nawet zostawię coś za sobą, te potargane emocje i łzy… Na które teraz sobie częściej pozwalam. Zresztą nie mam za bardzo wyboru bo nie mogę ich czasem powstrzymać… Tak samo jak biegania i lecę bo chcę na tych swoich małych skrzydełkach 🙂

 

Autor: BeaHerba

Bea Herba to ziołowa beata herbata słuchająca siebie, swoich odczuć i snów, czasem słaba, czasem czarna i mocna, bywa też kompletnie zielona i delikatna biała, niekiedy słodka i aromatyczna. Jak życie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *