śladami przodków

Dużo nam się wydaje…

Otóż nie zawsze wszystko w życiu jest takie oczywiste i takie, jakie nam się wydaje, że jest. Czasami coś, co z pozoru odbieramy jako negatywne, złe, ronimy nawet łzy – w konsekwencji wychodzi nam na dobre.

Przykład:

2 tygodnie temu miałam poważną awarię zęba. Do tego stopnia, że przez poraniony język przez dni sześć nie mogłam prawie mówić, czytać dziecku ani jeść. Ba, nie było za bardzo możliwości całowania nawet tych małych, słodkich stópek. Przez pierwsze 3 dni byłam wściekła, żeby nie powiedzieć wkurwiona, zwłaszcza przez ograniczony dostęp do pożywienia. A rozhulałam się ostatnio zdrowo i wcinałam wszystko na co ochotę miałam.

Na 4 dzień jednak jak zobaczyłam efekty głodówki i znikający tłuszczyk z bioder – nagle samoistnie przestałam być głodna. Na szósty dzień efekt spadających z tyłka dżinsów, w które już ledwo się wbijałam przerósł moje najśmielsze oczekiwania. A wierzcie mi, naprawdę zastanawiałam się JAK wrócę do wiosennej formy bo ostatnie nasze ciągnące się przeziębienia utkwiły nas w domu i ruchu za dużo nie miałam. Kilka kilosów na plusie. Za to ciągle wymyślaliśmy CO byśmy zjedli.

I tak chcąc nie chcąc owa awaryja przyczyniła się do powrotu mojej kondycji, bo zaraz zaczęło mi się bardziej chcieć i dostałam pałera. 😉

czasami jak sobie czegoś odmawiamy, to później to lepiej smakuje 😉 na koniec dnia pełnego wzruszeń szlakiem naszych przodków zaliczyłam bezę z dzieciństwa 🙂 kiedy świat jeszcze był bezpieczny i sądziłam, że rodzice bardzo się kochają…

Także czasem (a w zasadzie zawsze) nie warto się przejmować bo nigdy nie wiemy CO obróci się na naszą korzyść. I teraz dziękuję zębu memu za zmobilizowanie mnie do tego, o czym marzyłam, a nie mogłam się przełamać.

Bo jak człowiek tak się zasiedzi, zakleszczy w sobie to nijak nie może wyrwać się czasem z tego marazmu psychicznego. Tylko zaczyna się katować i obwiniać, że chciałby, a jakoś nie może.

ŚLADAMI PRZODKÓW

W majowy weekend zabrałyśmy z moją mamą dziecia i pojechaliśmy do oddalonej o jakieś 60 km wsi, z której ona pochodzi, na cmentarz posprzątać grób mojej babci i zapalić znicz. Ponieważ na początku dnia pogoda była jaka była – z chęcią ruszyliśmy się zahaczając też o Maka i jak się okazało wyszła nam całodniowa przejażdżka śladami przodków.

Na cmentarzu wyszło słońce, nagle zrobiło się gorąco i przypomniało mi się jak za dzieciaka przychodziłam tu z moją babcią. Cmentarz ten jest wyjątkowo urokliwy i gdyby nie zapach śmierci, który wyraźnie czułam byłoby znacznie przyjemniej i nie uciekałabym tak szybko.

A skoro już tam dotarliśmy – mama zapragnęła odwiedzić jeszcze jedną wiochę, kilka kilometrów dalej, w której mieszkała ona ze swoimi rodzicami i moją prababcią przez pierwszych kilka lat swojego życia. Tak naprawdę chodziło o odwiedzenie naszej sławetnej i rodowej figury Jezusa, którą to moja owdowiała młodo prababcia wychowująca na gospodarstwie samotnie 5-iątkę dzieci, po prostu zamówiła i postawiła w ogrodzie. Gdy wybuchła wojna i wkraczać zaczęli Niemcy dewastując po drodze wszystko co popadnie, zakopali ją w stodole (stoi tam ten budynek do dziś). Wysiedlili ich w Bieszczady, notabene ku wielkiemu szczęściu mojej prababki bo dokładnie stamtąd pochodziła – więc szybko odnaleźli się na miejscu.

Jezus jest trochę pokancerowany lecz odmalowany i stoi tam cały czas… mama nawet chciała figurę odkupić i odzyskać ale nie jest to takie proste… rzeczywiście, też poczułam, że chciałabym ją mieć w naszym ogrodzie… a dzień był piękny…

Po powrocie z wojny figurę wykopali i stoi tam do teraz. Dziwnie jakoś, tak sentymentalnie się zrobiło, jak człowiek uzmysławia sobie ile pokoleń było przed nim i jak te losy się toczyły. Ile ludzie czasem przechodzą różnych historii, bo prababka była kobietą mega dzielną, dawała radę prowadzić gospodarstwo, miała parobka i strzelała z fuzji do tych, co chcieli samotną kobietę okradać. Nie miała skrupułów.

A skoro dojechaliśmy już dotąd, to przemieściliśmy się jeszcze kawałek dalej, do wsi zabitej kompletnymi dechami, 2 domy na krzyż, z której pochodzi mój ojciec. Nie robiłam zdjęć zrujnowanego gospodarstwa dziadków i nie mi oceniać do czego doprowadził mój tato – budowlaniec, magister inżynier, kierownik budów ogromnych obiektów w Polsce i za granicą.  Nie pomagając w żaden sposób swoim rodzicom doczekać śmierci w miejscu, w którym spędzili całe życie. Nie wiem też jaka jest do końca prawda bo są tylko przekazy rodzinne, owszem, z bezpośrednich źródeł gdyż wszyscy się tam doskonale znają i wyjątkowo o tej sytuacji plotkowano.

Po przeprowadzce do swojej córki bowiem, gdy już nie dali rady pracować  w polu (co kochali) i zajmować się zwierzętami, zmarli. Najpierw dziadek, z 2 lata później babcia. Która to ponoć cały czas uciekała w tamto miejsce kilka kilometrów pieszo (87 lat) i dostała, krótko mówiąc, na głowę. Ponieważ nikt mnie o jej śmierci nie poinformował, a i ona wyparła się mnie, jak jej syn, jakiś czas temu udając 1 listopada ostentacyjnie na cmentarzu, że mnie nie zna i odwracając głowę (a za dziecka bardzo mnie kochali, owszem i mam stamtąd cudowne wspomnienia) przyśnili mi się, że proszą mnie oboje o wybaczenie i wiedziałam, że też nie żyje (o odejściu dziadka dowiedziałam się od obcych ludzi kilka dni po pogrzebie).

to jest dopiero na dobre i na złe, dożyć takiego wieku razem i umrzeć też prawie razem… bo ludzie później już nie chcą żyć bez tego drugiego…

Udało się to potwierdzić dopiero po roku czasu. I znowu dziwne wrażenie znaleźć się w miejscu, które kiedyś żyło, miałam w oczach tych dziadków bo ostatni raz odwiedziłam ich jeszcze rok po ślubie z mężem. Dali nam masło swojej roboty, kurę i stówę w kieszeń. Wtedy ostatni raz spojrzeli mi w oczy.

W zrujnowanej chacie wisiały 2 kaszkiety dziadka, które pamiętam doskonale na jego głowie, zostały ich ciuchy i różne rzeczy więc za dużo dobytku ze sobą nie zabrali. Smutne to, bo mogli być przypadkiem baby i dziada siedzących na tej ławeczce do naprawdę późniejszej jeszcze starości. No ale dach im się na głowę walił i nie podołali sami tego remontować.

Patrząc teraz na tę lepiankę, tak malutką, że nie wiem jak kiedyś mogła wydawać mi się większa, uważam, że ojciec odniósł w życiu niesamowity sukces. Finansowy. Jest bardzo zamożnym człowiekiem, fachowcem wyjątkowym i JESTEM Z NIEGO DUMNA. Że wyrwał się z tej dziury, z miejsca, gdzie mieszkali w 5 osób na malutkich dwóch pokoikach i nie dziwię się, że nie chciał tam nigdy wrócić. Poza tym nie wiadomo co tam przeszedł skoro w wieku lat 14 wyjechał do szkoły do Poznania, sam z mapą tylko, szukając podobno przez dwa dni swojej bursy i nie pytając nikogo o drogę – tak się wstydził. Nie szokuje mnie więc wcale, że wymazał z kart pamięci przeszłość (szkoda, że razem ze mną ale to bardziej skomplikowane jak drugie żony nie chcą widzieć dzieci z pierwszych małżeństw*). Aż nie do wiary, że osiągnął to co osiągnął i żyje w takich luksusach.

Z drugiej strony czasami niedostatek bardzo ludzi determinuje i potrafią pokonywać takie przeszkody, o jakich nie śni się przeciętnemu człowiekowi. I przejść bardzo dużo.

I taka to herbaciana, łikendowo-majowa, uczuciowa historia osobista mi wyszła 🙂 PEACE

Be.

*jest nowe określenie, powiedzmy, w psychologii – byłe dzieci. Nie tylko więc już byłe żony, tendencja porzucania dzieci z pierwszych związków zatacza szersze kręgi, taki spokój chcą mieć panowie, że oficjalnie w ten sposób zaczyna się określać wcześniejsze potomstwo… Rzadko kto rozstaje się więc z tą klasą, o której tylko się pięknie mówi, z reguły zostają psychiczne zgliszcza… I dzieci muszą później wiele wiele lat dochodzić do siebie po takim odrzuceniu. Zwłaszcza dziewczynki odtrącone przez ojców  mają przechlapane bo rzutuje to na ich relacje z mężczyznami i w większości przypadków bez psychoterapii nie są w stanie stworzyć zdrowego związku…

Autor: BeaHerba

Bea Herba to ziołowa beata herbata słuchająca siebie, swoich odczuć i snów, czasem słaba, czasem czarna i mocna, bywa też kompletnie zielona i delikatna biała, niekiedy słodka i aromatyczna. Jak życie...

73 myśli na temat “śladami przodków”

  1. Bardzo zaciekawił mnie wątek chodzenia śladami swoich przodków, człowiek uświadamia sobie, że wcale nie istnieje tylko to co TU i TERAZ. Jesteśmy połączeni z poprzednimi pokoleniami i to jest fascynujące.

  2. Ciekawy wpis. Też często myślę o swoich przodkach, przypominam sobie historie jakie opowiadała babcia. Czasem żałuję, że jak miałam możliwość nie ciekawiło mnie to bardziej, że nie zadawałam pytań itp. ale do pewnych spraw chyba trzeba dorosnąć.

    1. Dokładnie mam podobnie, żałuję że od babć nie wyciągałam jeszcze więcej historii bo jak się okazało jest to wszystko bardzo ciekawe. I ma na nas energetyczny wpływ, gdyż czasami jakimś potencjałem pokoleniowym jesteśmy obciążeni. Wystarczy go odkryć ale trzeba wiedzieć, w którą stronę podążać…

  3. O tak, często nie ma tego złego … 🙂 Sama czasem z obawą patrzę na coś, co okazuje się w końcu czymś bardzo pozytywnym! Tak więc staram się patrzeć na wszystko z optymizmem i jakoś mi wtedy łatwiej, nawet jak coś nie do końca wychodzi! 🙂

  4. No co ja mogę powiedzieć? Uwielbiam czytać Twoje teksty i przenosić się na chwilę do Twojego herbacianego świata, bo jest dla mnie inny, ciekawy! 🌼🌼🌼 Jeśli chodzi o to, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło – w 100% się z tym zgadzam chociaż czasem człowiek się próbuje opierać😉

    1. Magdo, dziękuję Ci serdecznie za odwiedziny i ciepłe słowa 🙂 To moje życie nie było usłane różami stąd być może moje wywrócone troszkę na drugą stronę podejście do niego 🙂 Na szczęście moja mam jest psychoterapeutką i dużo dobrego zrobiła w naszym życiu terapia właśnie, bez której pewnie byłybyśmy w zupełnie innym punkcie. Nie staram się już też udawać przeciętnej i całkowicie normalnej haha 😉 ani wpasowywać się na siłę w jakieś ramy 🙂 :***

    1. Dziękuję Ci pięknie za odwiedzenie sentymentalnej Herbatki 😉 pozdrawiam Cie ciepło i życzę cudnego dnia :**

  5. Czasem zła sytuacja to dobra sytuacja. Nie jesteśmy w stanie wszystkiego przewidzieć, dlatego coś, co w danym momencie wydaje się krzywdzące może takim wcale nie być z perspektywy czasu.

  6. Tak, czasami nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Z kolei historie rodzinne bywają różnorodne. Mi kiedyś do głowy by nie przyszło, że będę podróżować, mieszkać w różnych krajach, bo życie nie zawsze było różowe. Tekst świetny i taki Twój.

    1. Dziękuje bardzo za ciepłe słowa 🙂 Ja kiedyś też nie sądziłam, że wyprowadzę się z mojego rodzinnego miasta i że w ogóle nie będę tam miała kiedyś nikogo… jednak dobrze się stało i mimo, że nie podróżuję nie wiadomo jak daleko to dobrze mi się żyje 🙂 Pozdrawiam ciepło i słonecznie ! 🙂

  7. wciągający tekst, no cóż moją babcię rzuciło w stronę Rumunii, drugą pod Łódź, a mimo to rodzice się spotkali pod Wrocławiem, jak widać rodzinne historie są bardzo różne, na pewno odciskają piętno na dzieciach, jakie by nie były:)

  8. Zawsze nie mogę się doczekać kolejnego wpisu!
    Bardzo lubię słuchać rodzinnych opowieści 🙂

  9. Bardzo fajnie się czyta te Twoje psychologiczne wywody 🙂 Ja już od dawna zrezygnowałam z pisania z mojego psychologicznego punktu widzenia. Baa, nawet przestałam z tej perspektywy myśleć. Jakoś tak będąc mężatką skupiłam się więcej na dniu powszednim. Jest super i dobrze nam to służy 🙂 Pozdrawiam gorąco 🙂

    1. Ja jestem psychologią nasiąknięta od dziecka z racji mamy specjalisty w tejże branży więc to się jakby dzieje poza mną lub jednocześnie jest po prostu częścią mnie (jakkolwiek pokrętnie by to nie brzmiało ha ha). Poza tym kręci mnie i fascynuje ludzka psychika i te różne duchowe niuanse, plus moja natura, która to jest mega intuicyjna i miewam różne zdarzenia w życiu, których nie można w żaden logiczny sposób wytłumaczyć. Także nie uciekam już od tego, a jedynie zaczęłam się w ten sposób dzielić swoją wiedzą z innymi. Przynajmniej nie mam poczucia drenowania mnie przez nikogo (bo całe prawie życie tak właśnie było) bo jak ktoś chce to może czytać teraz mojego bloga i nie musi mnie piłować. Paradoksalnie chronię siebie 🙂 Pozdrawiam ciepło! ♥♥♥

      1. Tak właśnie myślałam, że jesteś z tym związana. Powiem Ci, że gdy założyłam rodzinkę w ogóle mnie psychologia nie interesuje. Lubię czasem poczytać takie fascynujące wpisy jak ten Twój 🙂 A czyta się tym lepiej, że są z pewną dozą humoru 🙂

        1. Super, to bardzo się cieszę, że tak to odbierasz i rzeczywiście humor w tym wszystkim zawsze mi towarzyszy 🙂 Choć nie każdy to rozumie i odczytuje, dlatego moje teksty nie są dla każdego 🙂

  10. A ja myślę o swoim nieznanym dziadku, który wyruszył na wojnę i gdzieś po drodze
    zniknął. Jak bohater z mojej opowieści. Może inspiracja dla tworzenia nowych bohaterów.

    1. Całkiem możliwe 🙂 Tym bardziej, że tu wyobraźnia może naprawdę człowieka ponieść bo zarówno mógł zginąć jaj i się gdzieś jednak uchować… Ogólnie to jesteśmy dość okrojeni o te rodowe wspomnienia…

    1. Właśnie odważyłam się naprawdę ale co mi szkodzi, okazało się, że ten temat przerabia wiele osób i kobiet więc jeżeli kogoś choć troszkę podniósłam na duchu to misja spełniona 🙂 Ściskam ♥

  11. Bardzo ciekawy wpis! Warto pamietac o przodkach 🙂 a w biegu dzisiejszego swiata czesto o tym zapominamy

  12. Ja w zeszłym roku miałam poważną awarię żołądka. Ale gdy w dwa miesiące zrzuciłam prawie 20 kg, to wszyscy znajomi mi gratulowali, bo wyglądałam naprawdę świetnie (co innego samopoczucie, bo jedyne co byłam w stanie przełknąć to woda po kartoflach), a lekarka od razu wysłała na wszelkie możliwe badania, żeby wykluczyć najgorsze. Na szczęście okazało się, że to tylko wrzody. Nagłe chudnięcie NIGDY nie jest niczym dobrym i warto o tym pamiętać.

    1. No na pewno nie w takiej sytuacji. I nie nagle bez uzasadnionej przyczyny. Nie chodzi o to żeby chudnąć z choroby, tu była tylko awaria zęba więc nic poważnego. Tym bardziej, że schudnięcie przez chorobę sprawia, że później, jak się wyzdrowieje – często na powrót się tyje. Ale wszystko, absolutnie wszystko można obrócić na swoją korzyść. Zależy na czym skoncentrujemy uwagę 🙂 Pozdrawiam!

  13. Chyba każdy ma takie swoje historie, swoje miejsca i osoby w rodzinie, których zachowania nie możemy zrozumieć. Miło mi, że poznałam Twoją historię 🙂

  14. Taki trochę smutny ten wpis, przynajmniej dla mnie, dotarło do mnie jak z wieloma osobami z mojej rodziny nie utrzymuję kontaktu.

  15. zaczęło się od przypadkowego odmawiania sobie jedzenia i już myślałam że wyjdzie z tego tekst prawie jak na moim blogu, że brak jest ważny, post dobry, bo oczyszcza i takie tam prozdrowotne ple ple. A potem tak się rozwinęłaś z osobistą historią, że hej, że się wzruszyłam i zaciekawiłam. A jednak po ostatnim słowie, po pe.esie pełnym bólu myślę… że w Całości jednak ten tekst jest o tym co na początku, o b r a k u ( czasem przez biedę, ucieczkę czy odrzucenie) z którego może popłynąć Dobro, Nadzieja i coś jeszcze lepszego. Czego Ci życzę.

    1. Pięknie to podsumowałaś, dziękuję Ci… Dziękuję też za odwiedziny i chętnie wskoczę do Ciebie skoro są posty i detoksy bo to w moim klimacie 🙂 pozdrawiam ciepło 💜

  16. Szkoda, że nie mogłaś pożegnać sie z dziadkami jak sie należy, ale jak to się mowi” z rodziną dobrze wychodzi sie tylko na zdjeciach” Życzę by stosunki rodzinne byly z czasem jak najlepsze.

  17. Czasem coś co z początku wydaje nam się złe przyniesie w przyszłości jakieś korzyści.
    Tak to prawda, że czasem niedostatek jest tym bodźcem, aby coś w życiu zrobić.

  18. Bardzo fajny tekst – rzeczywiście tak jest, że nic nie dzieje się bez powodu, a w każdej z pozoru negatywnej sytuacji można znaleźć coś dobrego 🙂

  19. Historie rodzinne zazwyczaj mają w sobie sporo tęsknoty, miłości i często żalu. Myślę, że warto o nich pamiętać, tak jak Ty. Wtedy będzie łatwiej radzić sobie z własnymi “potyczkami”.

    1. Też tak uważam, odkrywanie rodzinnych historii ms sens i pomaga zrozumieć często nasze obecne zachowanie. Jednak w przyrodzie nic nie ginie 🙂

  20. Uwielbiam czytać wpisy o losach rodzin, o tym jak wiele przeszkód musiało przejść starsze pokolenie, jak wiele odwagi i wytrwałości trzeba było uruchomić w sobie, aby wyrwać się z miejsca, które człowiekowi nie służy. Pięknie, że gromadzisz takie opowieści, wspomnienia, przedmioty, i jeszcze ta wycieczka w przeszłość. 🙂

    1. Ja myślę, że nagrody trzeba sobie robić bo wtedy jest zupełnie inna motywacja 🙂 Nie jestem zwolennikiem całkowitego katowania się i co jakiś czas psychika potrzebuje dyspensy, przynajmniej moja 😉

  21. Jeśli chodzi o przodków to moja babcia ma stworzone drzewo genealogiczne naszej rodzi, nie powiem byłam niezle zdziwona jakich przodków mam w rodzinie ale ich sladami jeszcze nie poszłam :p

  22. Ludzie, którzy wychowali się w trudnych warunkach, mają w sobie ogromną determinację, żeby się z nich wyrwać – ale ta przeszłość w nich zostaje, dopóki się z nią nie uporają. A nie wszyscy są nawet świadomi, że powinni i z tego wynikają potem dalsze problemy.

    Strasznie smutny ten wpis, ale cóż, każdy z nas ma swoje demony 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *