herbatyzm

taki zwykły niezwykły pies

Przychodzi czasami taki czas w życiu człowieka kiedy odczuwa totalną niemoc. Nie jest się w stanie nic zrobić, cofnąć czasu i przeżyć choć trochę jeszcze raz tego co traci. W takich chwilach zaczyna się rozmyślać nad tym całym przemijaniem, nieuniknionymi zmianami i śmierci. Dociera nawet mocniej jakoś, że ulotnymi chwilami trzeba się cieszyć jeszcze bardziej i jest to pewien paradoks. Bo tli się też jakaś radość,  że było super zajebiście. No a że się sądziło, że będzie taki stan trwać dłużej, a może że się nigdy nie skończy?

Wiążąc się z kimś zdajemy sobie przecież sprawę, że nie jest to dane raz na zawsze. Nie jesteśmy niczyją własnością ani nikt nie jest naszą. Łączy nas tylko wspólna droga i przeżycia dnia codziennego. Przywiązujemy się jednak w mniejszym lub większym stopniu i zapanować nad tym potrafią chyba nieliczni. Zwyczajny zjadacz chleba jak ja (no prawie, bo jednak gluten omijam) przeżywają i spada to wszystko na nich jak grom z jasnego nieba. Mimo świadomości. Mimo rozumu. Mimo wszystko.

Kiedy zleciało te prawie 15 lat razem ciężko określić. Że miała żyć wiecznie? Tak mi się wydawało. Niby wiedziałam jak to się wszystko skończy, a jednak pocieszałam się, że jeszcze mamy czas. Czas, który to nagle stopniał do zera. Teraz jak zamykam oczy widzę jak ją zabieraliśmy ze schroniska, jej radosny pysk, sterczący ogon, który pędził jak strzała przed siebie, zawsze mokry nochal, który wciskała pod kołdrę i lizała mi ręce. Czego wcześniej nie znosiłam, a u niej pokochałam. Widzę ją młodszą i cieszę się, że w zeszłe wakacje tyle zabierałam ją do jeziora i lasu. Chodziła ze mną wszędzie, była towarzyszem różnych skrajnych sytuacji kiedy cierpiałam i kiedy cieszyłam się jak głupia i jeździła z nami też wszędzie. Miała być małym dość pieskiem ale urosła jeszcze trochę stając nordyckim jamnikiem olbrzymem. Ludzie pytając co to za rasa wierzyli nam, że taka istnieje, dziwili się, cmokali, a my mieliśmy dobry ubaw 🙂

Wniosła tyle radości do tego mojego dziwnego życia i potarganego serca i nigdy bym się nie spodziewała, że można mieć takiego psa jak z bajki i tyle od niego dostać uczucia. Porywanie rękawiczek, dziurawienie zębiskami skarpetek, spanie z nami w łóżku całymi latami (i żeby nie było to głowa na poduszce, reszta pod kołdrą), wyślinione ciuchy pozostawione niechybnie na sofie wychodząc z domu, chodzenie rano po gazetę do kiosku specjalnie DLA NIEJ bo kochała to robić 🙂 Nosiła ze sklepu wszystkie drobne rzeczy jakie się jej pod pysk podstawiło. Podskakiwanie jak kangur, strzelanie min i próby rozbawienia mnie kiedy byłam smutna z ringiem na nosie. Robiła to wszystko naprawdę i poprawiała mi humor ZAWSZE SKUTECZNIE. Nawet jak wydawało się to nie możliwe to przy którymś jej podejściu zaczynałam się śmiać 🙂 Szczekała przy tym najgłośniej ze wszystkich psiaków, również tych w schronie i jakoś tak jak wzrok i słuch padł na nią to już żadnego innego nawet nie zapamiętaliśmy. Poszliśmy do auta żeby się chwilkę zastanowić, przemyśleć ale wróciliśmy szybko i zabraliśmy ze sobą. Była więc w tym wszystkim bardzo przebojowa, obdarzona niezwykłą energią, siłą i charyzmą nawet 🙂

Nieświadomi adopcji i ciężkich psychicznych przeżyć, których doznała pojechaliśmy do domu zacząć nową przygodę. Bo nie potrafiła chodzić na smyczy, sikała w domu i uciekała. Uciekała notorycznie i wiele razy bluzgałam, że już jej nie dogonię, nie idę, niech spada, a później leciałam zapłakana i goniłam po całym osiedlu. Aż zziajana, radosna, z wywalonym językiem i uśmiechem od ucha do ucha wracała i wybiegana pędziła na mój widok. Później dotarło do nas, że tak bardzo potrzebuje spacerów, najlepiej kilometrowych, bez smyczy oczywiście, a przynajmniej godzinnych. I że wylatana nie ma chęci pryskać. Kochała dwór i kije. Spała z naszymi znajomymi na afterach, można powiedzieć, że balowała z nami wiele razy. Lubiła towarzystwo i jak coś się działo ciekawego pierwsza pchała się w centrum uwagi i do auta. Nie ważne czy mróz czy upał. Pływała też niemalże równo z nami na środek jeziora. Byle z nami. Chciała być tylko z nami co czułam od początku.

Była wytrwała gdyż po poprzedniku ciężko szło mi zaakceptowanie jej. Chociaż z drugiej strony chciałam przecież i jak się później okazało potrzebowałam bardziej niż sądziłam. Taka prawdziwa przyjaźń psio ludzka, czułyśmy się wzajemnie i wiem, że 3 lata rozłąki kiedy z przyczyn nie do końca zależnych od nas została u mojej mamy na wsi odbiły się na niej bardzo. Czekała na te moje przyjazdy, jak wskoczy pod kołdrę, nosa wciśnie mi pod pachę i przytuli mocno. A później widziałam żal i lęk w jej oczach czy przyjadę jeszcze. Wszystko rozumiała jak jej mówiłam, że jeszcze nie mogę jej zabrać, nie pchała się nawet do samochodu co robiła zawsze, tylko na progu stała i smutno patrzyła. A ja miałam rozstrzaskane serce. Pewnie nie wierzyła, raz już do sierocińca oddana, że po nią wrócę, ale każdego dnia, wieczora i nocy tęskniłam za nią tak bardzo i tak bardzo nie chciałam jej zawieść bo czułam, że traci nadzieję. A w głowie miałam plan i dopięłam swego. Bo też mi brakowało tego miłego pyszczka i rudego szczeciniastego futra. Tego, że wieczorem po całym dniu zalegnę na łóżku, a ona będzie do mnie przyklejona. Po prostu nie mogłyśmy bez siebie wytrzymać 🙂 Oczywiście kot też na mnie i często nawet na niej leżał 🙂

Aż przyszedł ten dzień  kiedy wszystko się zmieniło i mogliśmy ją zabrać ze sobą do naszego domu. To był pewnie drugi najpiękniejszy dzień w jej życiu i mimo, że była troszkę zdezorientowana to szybko odzyskała radość i spokój. Od tej pory zostawała u mamy tylko sporadycznie i z przypadku ale wiedziała, że to chwilowe rozłąki. Naszą wieś zresztą też kochała, a za moją mama wprost przepadała. Razem sobie podjadały, chodziły na spacery, goniła koty co uwielbiała do końca robić, pilnowała podwórka i rządziła z wiejskimi psami. Czasem mama się śmiała, że nam jej nie odda bo jest wyjątkowa, wszystko rozumie i jest z nią po prostu fajnie. Ale później mówiła, że Funia tęskni, patrzy na nią pytająco, zniża charakterystycznie nos i smutnymi oczkami wodzi. Wtedy jej opowiadała, że niedługo po nią będziemy, że została na chwilkę i przechodziło jej. Moim zdaniem rozumiała wszystko co się do niej mówiło. A to, że nie słuchała to była cecha jamniczego charakteru. Grzała mnie swoim futrem i zimą było to mega przyjemne ciepło, którym się z przyjemnością dogrzewałam. Pokonała z nami tyle kilometrów, że nie raz dziwiliśmy się jak to robi na tych krótkich i nieco krzywych łapkach. A ona była niezmordowana. W locie łapała kije i trzymała tak mocno, że wisiała w powietrzu, a nie puściła.

Teraz wiem, że psy po przejściach mają bardzo zwichrowaną psychikę i ta nerwowość była z nią do końca. Warczała i wyszczekiwała niemalże do ostatnich chwil jak tylko lepiej się poczuła. W końcu na imię miała Symfonia 🙂 Widziałam też jak obraża się stopniowo na starość, a utrata wzroku chyba dobiła ją ostatecznie. Była zła i rozgoryczona próbując biec i nie mogąc tego zrobić. Wstydziła się, że siusia w domu i bardzo jej nie na łapę było takie zachowanie, za które przecież nie mogła i o które nikt jej nie obwiniał.

Ale te wszystkie lata były cudowne, po mimo, że mam parę wyrzutów, że mogłam coś zrobić lepiej i inaczej, to napawam się tymi chwilami i one ze mną zostaną na zawsze. Chcę zapamiętać każdy kłak z jej futra, pazurek i wąski, jej oczki młode i żwawe spojrzenie, jej łaty i gładkie części futerka, jej zapach bo NIGDY nie śmierdziała typowym psem tylko do ostatniej sekundy pachniała. Chcę wryć w pamięć tak żebym zawsze mogła poczuć ją koło siebie. Wiem, że będzie…. Bo to była miłość wyjątkowa, taka która nie zdarza się na co dzień i nie kończy ot tak sobie. Byłyśmy sobie obie na wzajem potrzebne i wiem, że gdyby nie ona, jej psiejskie czarodziejskie oddanie wiele razy byłoby ze mną słabo. Taki zwykły niezwykły pies odmieniający los człowieka o magicznych właściwościach. Ale będziemy jeszcze kiedyś razem na pewno – w innym wymiarze. Tak naprawdę tylko ostatnie 4 miesiące była babcią dlatego przeżyliśmy szok, że nagle zaniemogła.

A teraz biegaj, ciesz się wolnością, przestrzenią i odzyskaną młodością moja suczko ukochana… Przynajmniej ten czas razem wykorzystałyśmy na maksa intensywnie i w tu i teraz. Przy tobie zawsze było łatwo go osiągnąć kontemplując wspólnie chwile i ciesząc po prostu samym życiem i byciem 🙂 Wczoraj nie istnieje, a jutra nie ma. Może czasem gdzieś w moich snach przetną się nasze drogi…

25.03.2017 wiosna, która chwilowo zamieniła się w zimę… Ptaki śpiewały, a słońce grzało mocno pierwszymi promykami. Co roku razem cieszyłyśmy się na te letnie dni, a teraz… Co z tego wszystkiego jak tęsknię za Tobą mój kochany futrzaku i nie wiem czy kiedykolwiek przestanę… Wszędzie Cię widzę i słyszę, a dom stał się nieznośnym pudełkiem wspomnień. I może nie jestem normalna ale chwilowo nie odkurzam Twoich włosów i nie zmieniam wody w misce… bo przecież jeszcze niedawno z niej piłaś.

Zostawiłaś też załamaną kocicę, która patrzy nam prosto w oczy smutno i pytająco i teraz dopiero zaczyna normalnie jeść. Jak zaczął gasnąć pies oddaliła się razem z nią i też prawie nic nie jadła. Przy czym weterynarz nie stwierdził żadnej choroby, a jedynie depresję po stracie przyjaciela. W przed ostatni dzień kocica usiadła przy swojej przyjaciółce i futro w futro tkwiła przy niej kilka godzin. Pożegnała się i dlatego wiem, że bardzo to w samotności przeżywa. Na swój koci sposób. Może wróci, tak jak ja może wrócę do normalności…

Wypłakałem za tobą
Oczy niebieskie, królewskie i pieskie;
Wypłakałem za tobą
Morze ogromne, lubowne, żeglowne:

Po tym morzu odpływasz,
Ode mnie odpływasz,
Ode mnie!

Niech cię dobre bogi!
Niech cię dobre wiatry!
I obłoki białe, dobre!
Wszystko dobre, piękne, modre!
Na krawędzi ja tu stoję,
Gdy poruszę się, to po mnie. SDM

BeaHerba

Bea Herba to ziołowa beata herbata słuchająca siebie, swoich odczuć i snów, czasem słaba, czasem czarna i mocna, bywa też kompletnie zielona i delikatna biała, niekiedy słodka i aromatyczna. Jak życie...

You may also like...

4 Comments

  1. Katarzyna says:

    Wypisałaś wszystkie też moje odczucia, wszystkie chwile uchwyciłaś. Wszystko co we mnie jest – wypisałaś. Minęły ponad trzy lata, tęsknota nie mija. Ból, ten ostry, ukoił się. Wspomnienia coraz wyraźniejsze, słodsze. Dziękuję za udostępnienie Twoich przeżyć – czym miłość i zaufanie są naprawdę

    1. BeaHerba says:

      Bardzo Ci dziękuję za te słowa … lżej się robi troszkę na sercu, że nie jest się odosobnionym przypadkiem … I nie jestem pewna czy czas, ten bezwzględny lekarz, jest w stanie wszystko wyleczyć. Dobrze, że mamy wspomnienia. Nie oddam ich za nic 🙂 uściski

  2. Elżbieta says:

    Przeczytałam i się popłakałam. Napisałam Ci na tt, że miałam Benia za którym tak bardzo wszyscy tęsknimy. Nie odstępował nawet na krok mojego ciężko chorego, niepełnosprawnego synka. Gdy umierał, moja córka specjalnie przyjechała z Wrocławia by się z nim pożegnać. Boli do dziś.
    Może trochę się rozpogodzisz, gdy obejrzysz filmy mojej córki Kasi /3 filmy/ o Loganie, psie o równie pokręconym życiorysie. Uściski i bądź dzielna.
    Elka. @Ruda Elka z tt

    https://www.youtube.com/watch?v=-ga6-G9O7no

    1. BeaHerba says:

      Teraz i ja beczę. Dziękuje za piękny filmik (córka też piękna). Boli ale świadomość, że dostałam tyle ciepła od ludzi, często zupełnie obcych, od Ciebie, jest budująca 🙂 Jestem za to bardzo wdzięczna i patrząc na te psy naprawdę się rozweseliłam 🙂 Historia o synku… Boże… musisz być bardzo dzielną kobietą… ściskam i jeszcze raz DZIĘKUJĘ.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *