test prawdy

POWROTY I ROZSTANIA ROZSTANIA I POWROTY

Wszędzie dobrze ale jednak w domu najlepiej. Stare prawdy, a jakież aktualne. Chociaż tytuł nawiązuje do innej 🙂

Różne są przyczyny radości z powrotu do niego bo i tęsknota i jednak własne łóżko i swój tryb życia itd. Jest jednak jeden bardziej nieco wyróżniający się na tle innych powód, który to ujawnił:

test dżinsów 

I już sama śmieję się z siebie, że coś takiego w ogóle przyszło mi do głowy przeglądając się w lustrze z każdej strony, wypinając w różnorakich kierunkach i próbując oszukać się, że aż tak ciasno nie jest… i może być tak, że zasłyszałam to w jakiejś komedii co mimowolnie przywłaszczyło się zupełnie jako moje osobiste. Tak czy inaczej pasuje wyjątkowo do odczuć, które to już niejednokrotnie się pojawiały, a nazwane do końca nie były 🙂 U mamy nie da się w ogóle nawet wyhamować z żarciem, a co tu myśleć o jakimś odchudzaniu 🙂

Więc ten test prawdę ci powie i już… Nie chcę, och jak nie chcę używać nie odpowiednich wyrazów, które tak BARDZO mocno cisną mi się na usta… ale chyba muszę bo tylko w ten sposób mogę przekazać stan w jaki wprawiło mnie wbicie się w rurki po kilku dniach nie zakładania ich na tyłek: ogólny DRAMAT. Rzeczywiście cellulit jakby nie lubi ruchu nadmiaru co stanowi w rozrachunku ogólnym całkiem dobrą wiadomość i bezsprzecznie warto biegać. Ale bądźmy szczerzy, jak się wpierdala to nic nie pomoże. I tak to wygląda, że twoje własne dżinsy zawsze prawdę (choćby brutalną) ale powiedzą. Lustereczko to przy nich pikuś.

A oj nie są czasem łaskawe. Oczywiście ogólnie bywają pomocne i funkcji wiele przydatnych spełniają. Jednakże poczucie bycia szynką w siatce jest nieco niepokojące i do myślenia daje. Nadzieja gaśnie na końcu i łudzi się do samego końca człek wciskając nogę w pierwszą nogawkę, że odwrotnie będzie. O naiwności iskro bogów. Chociaż w ogóle jakoś ostatnio niezbyt komfortowo mi w tych jeansach, skrępowana niczym sznurem i wyjątkowo ciągnie mnie do kiecek w szerokim znaczeniu. Cieszę się, że wiosna/lato bo jednak szafa szafeczka i wieszaki wieszaczki mają jakieś sommerowe zasoby. Nie ma to jak spódnica, wszystko w niej robić można i za kosz do owoców służy, do grzybów zbierania i innych celów, do tego świetnie maskuje to i owo więc można nieźle zmylić przeciwnika/ w tym naturalnie najgroźniejszego – siebie samego 🙂 Podkreśla przy tym kobiece walory, dodaje tej żeńskiej energii no i bez majtek też wygodniej 🙂 czy się to komuś podoba czy nie. Takie są pokrótce spódnico fakty.

Chwilowo zawsze jednak jest jak jest. Zapakowałam się z dużym ograniczeniem do plecaka (dumna) i kroiłam ten bagaż jak szalony cukiernik masę cukrową bo wiedziałam, że mama będzie miała względem niego huczne plany i za chwilę stanę się (nie)typowym SŁOIKIEM. I tak by mnie siatami docisnęła: skoro tata was z samego pociągu odbiera

Poza tym naprawdę człowiek już ma to swoje życie i nie lekko nagle wrócić na dłużej pod matczyne skrzydła 🙂 I od razu, chcąc nie chcąc, zaczyna mi świtać myśl, czy z nami (rodzicami) będzie podobnie? Tak mi też coś podpowiada w tym samym niemal momencie z drugiej strony głowy, że wszystko prawdopodobne i szanse nawet dość duże na to są – niestety. Trzeba by przełamać schemat i to inny troszkę temat. Tylko serce znowu jest rozdarte na dwie części bo argumentów logicznych nie przyjmuje.

WIEJSKA BANDA

Aktualnie żyję jeszcze kocim, wiejskim życiem i cieszę się, że wiejska banda przetrwała zimę w podstawowym składzie. Fajne są te dzikusy i lubię śledzić ich żywot chociaż jak mnie wkurzają to gonię z ogrodu za paskudne zachowanie 😉 Ulubieńców bezdomniaków naturlich też mam (niestety) co ich czasem dożywię wyjątkowo bokiem. Istota ludzka daleka jest od ideału 🙂

Reszta walczy po swojemu o dostęp do misy i uroków kocic. U nas ogólnie słabo bo my ani nie mięsowi za specjalnie jak tak ogółem by popatrzeć. I nawet jak niektórzy lubią te trupy (które czasem im przyrządzam i z góry za takie zachowanie jest mi głupio… ale cóż, czego się nie robi z miłości) to próbują ograniczać ze względów zdrowotnych. Więc żadne wielkie obiady nie idą i nażeramy się na bieżąco to sałatkami, to marchewkowcem, to soczewicą, albo cieciorą, kapustą kiszoną, burakami, ciut kotlecika z kurczaka czy szynki wpadnie na stół. Ale idą w równym rzędzie buły świeże bardzo pyszne od sąsiadki (gluten), serki strzałkowskie śmietankowe (najlepsze i we Wrocku w ogóle nie jem czegoś takiegoś – nabiał) majonez (hmm tłuścioszek), jajeczka wiejskie od happy kórek, czekolady (cukier), miodu tony (bo herbata miodochłonna) itp.itd. Samo zdrowie 🙂 Lecz dla kociaków nic szczególnego. Strączkowce czasem lubią dziubnąć i racuchy uwielbiają.

Kociska poza tym dożywiane u sąsiadki właśnie i mlekiem pojone często gardzą niektórą żywnością i np. takiej zwykłej suszyny w ogóle nie ruszą. Leży i nasiąka. Więc nie jest z nimi tak źle. Jest też sąsiad rybak co latem wyżerkę notorycznie im zapewnia, a zimą weekendowo. Wiem, że kotom resztki rybakowa daje 🙂

Krówka w związku z wiosną ruszył w wir przygód i biedak ani nie je ani nie pije chyba (nie je nie pije, a chodzi i wyje). Wpada do tego domu jak po ogień i ledwo liźnie miskę. Żal mi go nawet bo chodzi i jęczy. Do tego potrafi usiąść na parapecie naszej sypialni i wyć, płakać, piszczeć o takiej 6.20. Robi się jasno, kogut nie pieje ale kot wyje. W domu też łapy za długo nie postawi, w biegu leczę wyśmigany opuch, który krótko się nie goi. A wyjcuje najgłośniej. Już go namierzyłam, że to on bo od kilku dni nie dawał mi ten dźwięk spokoju, jeden przebijający się na tle innych i dość charakterystyczny. Siada na dachu sąsiadów jakiejś stodoły czy czegoś i wyje jak wilk do księżyca z pyszczkiem uniesionym ku górze (również w zupełnie biały dzień) . Inne jakoś aż tak nie zawodzą chyba, że walczą. Noo ale to jest jednak po części sołtysowe kocię 😉

Dwa są dobre zakapiory jeden wielki, nie młody, Szary bo kolor właśnie taki ma, pysk podziabany i duży. Szef bandy ewidentnie. Ale ja mam słabość do takich banditosów (niestety) co potrafią większym się honorem i mądrością wykazywać czasem niż inne. Szanuję. Prawa dżungli i Krówkę też drapał. Jest i mniejszy od Szarego – skurwielek, że tak powiem, bo tenże atakuje znienacka jak przeciwnik już się znudzi patrzeniem w ślepia. Albo od razu jak tylko wyhaczy potencjalną ofiarę, a ona go jeszcze nie dostrzega. Skarpeta ma na imię bo wiadomo, na łapkach białe skarpetki. Imiona im nadawane są po prostu szalenie oryginalne 😉 Oba jak ostatnio stały na tym samym dachu sąsiadów co wyjec lubi i kły wystawiły to naprawdę groźnie nawet to wyglądało.

Na szczęście Krówka skoczny i na szczyty drzew się wspina unikając z nimi bezpośredniego zderzenia. Oby zawsze dobrze trafiał. Śliczny był, taki wypasiony, futro gęste i ładne, a teraz z dnia na dzień coraz szczuplejszy i brudnawy. To od ryb zapachem daje, ale nie żadnym nieprzyjemnym tylko wędzonym pstrągiem, a konkretnie dymem olchowym chyba więc nawet miło w nozdrza wchodzi. Musi się tam też stołować. To futro wyszargane w piachu co jako antypoślizg zimą służył, od deszczu przemoczony stoi pod oknem i rzecz oczywista – wyje… Za kocicą.

A kociczki (niezłe piczki) są najlepsze (słabość mam). Siedzą sobie po sztuk kilka pod drzewkami i krzaczkami w słoneczku, liżą łapki i futerka, pyszczki do słońca wystawiają i wszystko w pupie mają (mówiąc ładniej choć dosłowniej hihi). Kocury latają i się tłuką dookoła, a te nic, wyjebane mają 😉  Jak przyjadę następnym razem na szczęście większy spokój będzie. Za to koguty zaczną wyskakiwać bladym świtem. Lepszy (chyba jednak) kogut na cudzym dachu niż kot na własnym parapecie 😀

WEGETARIAŃSKA SZYNKA

Wracając do szynkowania to oczywiście pojawił się jakiś nowy element układanki zwanej psyche bo mimo, że na plusie waga to można czuć się seksownie nawet w swoim własnym i aktualnym ciele*. I nie potrzeba ciągle oceniać się przez pryzmat kilogramów co często prowadzi do totalnego zaniżenia samooceny. Schudnąć zawsze można tak jak przytyć, wielkie halo 😉 I NAGO się sobie podobać fajna sprawa 🙂 Na pewno warto eksperymentować zarówno pod kątem ciała jak i ducha. Warto też spojrzeć na siebie nieco łaskawszym okiem i dostrzec te cholerne plusy, które mamy cały czas 😉

Niczego konkretnego jednak nie planuję, daję sobie wolność, przestrzeń umysłową, w której wszystko może się zdarzyć. Nie będę sama się podduszać założeniami nie wiadomo jakimi i ograniczeniami. OJ NIE. Co będzie to będzie – będzie pięknie i wolę w ten sposób sobie myśleć. Bez różnicy czy stanie się tak, czy inaczej. Moje prognozowanie niczego nie zmieni. A takiego wyboru myśli mogę dokonać w każdym momencie. I wszyscy mogą to robić bez wyjątku. Jak nie przychodzi naturalnie trzeba tresować się do skutku, próbować przekuć to w zwyczaj jakiś. Przyzwyczaić myśli i umysł do nowego stanu bytu swojej psychy. I akceptować siebie jak coś nie wychodzi albo nici z naszych planów (wszak często są po to by zmieniać się mogły). Kochać siebie ze swoimi słabościami. Tak jak kochamy kogokolwiek bez względu na jego wady. Traktować siebie jak swojego najlepszego przyjaciela. Takie to wyświechtane, proste do bólu, a wiadomo – zapominane i niemożliwe czasem do pojęcia przewrotnym rozumem, który wszystko próbuje sobie wytłumaczyć po swojemu (ego niegodziwe). Tak czuję, że może to być dobra droga do lepszego samopoczucia. Oczywiście ludzie z nami żyjący jeżeli nie podążają tą samą ścieżką ani nie są nawet na kawałku tego szlaku czy poboczu choćby nawet mogą zaburzać nam ten proces. Umówmy się – mówiąc krótko i ogólnie – na szamana nie zadziała czyjaś ekspansja (gadanie, problemy, energia lęku, itp.itd) ale na przeciętnego człowieka tak. Bo jednak żyjąc z kimś pod jednym dachem oddziałuje na nas ta osoba. Pod każdym względem. I to może będzie temat na jakąś inną opowieść… pozdrawiam 🙂

Ps. W tłusty czwartek zęby wbiłam w słownie: dwa pyszne pączki. Na szczęście wiejski sklepik oferował ilość, która po godz 12 końca dobiegła co uchroniło moje dupsko przed jeszcze większą katastrofą 🙂 Idea dnia śmieszna bo przecież od następnego poranka chyba tylko jakaś garstka pościć będzie, a reszta dalej wpierdalać bez zmian 🙂 Ale okej. Ten jeden jedyny raz w roku jest wytłumaczenie na swoje niepohamowane słodyczowe żądze z czego naród polski ochoczo korzysta 🙂 PEACE

*zupełnie absurdalnie przy okazji słowa „ciele” przyplątał się do mnie taki wierszyk Wandy Chotomskiej:

Dlaczego cielę ogonem miele?

W cielętniku stoi cielę
i ogonem w kółko miele.

Prosiak wyrwał się z chlewika:
– Czy to cielę spadło z byka ?
Nikt ogonem tak nie miele,
więc dlaczego miele cielę ?

Przyszła koza, furtkę bodzie:
– Pewnie nudno mu w zagrodzie.
Mnie się zdaję, że to cielę
z nudów tak ogonem miele.

– Z nudów?
– Z nudów !
– Może z głodu ?

Wlazło cielę do ogrodu,
zjadło mlecz i seradelę
i ogonem dalej miele.

Przyleciała gęś z gąsiorem.
– Czy to cielę nie jest chore ?
Może zjadło wilcze ziele
i ogonem przez to miele ?

– Wilcze ziele ? Nie, aniele,
ciele jadło seradelę.
– Może zjadło jej za wiele ?
– Może to przez decybele ?
– Może to jest tik nerwowy ?
– Może tęskno mu do krowy ?

Przyszły kury, indyk, kaczor,
wszyscy gdaczą, meczą, kwaczą,
strasznie martwię się cielęciem
indyk z kozą, gęś z prosięciem.

Aż z pastwiska przybiegł źrebak
i rzekł:
– Martwić się nie trzeba,
tylko trzeba spytać cielę,
czemu tak ogonem miele.

No, bo jeśli w kółko miele,
ma w tym chyba jakieś cele.
– Mam- kiwnęło głową cielę-
robię muchom karuzelę !

Autor: BeaHerba

Bea Herba to ziołowa beata herbata słuchająca siebie, swoich odczuć i snów, czasem słaba, czasem czarna i mocna, bywa też kompletnie zielona i delikatna biała, niekiedy słodka i aromatyczna. Jak życie...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *