t(r)endy i owędy

Ostrzeżenie przed przekleństwem!

Tak sobie obserwuję te trendy i owędy myślę sobie, że nic

tylko skrajności.

Bo albo promowana jest mega chudość, co obserwujemy zwyżkowo od końca lat 90-tych, albo od jakiegoś czasu, dla odmiany, zupełna otyłość.

Nie mam nic do jednych ani do drugich i proszę się nie obrażać ale zastanawiam się gdzie jest miejsce dla średnich ludzi czy konkretnie dziewczyn? Piszę “dziewczyn” bo to one najczęściej padają ofiarami mody i dążą do nieistniejącego ideału. Chociaż anoreksja zatacza szersze kręgi i coraz więcej chłopaków/mężczyzn też pada jej ofiarą.

Wykreowanego przez programy do obróbki zdjęć. I faktem jest, że

niektóre modelki są tak chude, że na foto szopie muszą być zaokrąglane

bo wyglądają jak żywe kościotrupy.

pułapki naszego umysłu dominują nasze życie

Świat realny kompletnie myli się z wirtualnym i trzeba mieć naprawdę silną psychikę żeby się w tym wszystkim nie pogubić. Tym bardziej ludzie młodzi, nie ukształtowani jeszcze, padają ofiarą samych siebie i sztucznej rzeczywistości. Takiej, która po prostu nie ma racji bytu bo nie jesteśmy doskonali. Parę wylizanych modelek może tak, są przepiękne i zrobione, jednak też miewają swoje problemy ale tego nie widzimy.

Widzimy tylko kolorowy świat i boskie ciała.

Zostaje zagubiona granica, w zasadzie nie ma jej i mimo zakazu promowania anorektycznej sylwetki wcale tak się nie dzieje. Nadal im chudsza tym lepsza w świecie mody, a parę normalniejszych tylko wziętych i pokazanych, mam wrażenie, na podpuchę. Wieszak to wieszak, na nim ma wszystko wisieć i już. Najlepiej się prezentuje, a atrakcyjne i ponętne ciało nie stwarza konkurencji szmatom.

kolekcja Marca Jacobs-a lato 2017 wywołała burzę odnośnie kształtu modelek

Że świat mody zdominowany jest przez homoseksualistów to wiadomo i proszę się (ponownie) nie urażać, uwielbiam gejów czasem bardziej niż hetero ale tak po prostu jest. Mają dryg do mody wyjątkowy (Karl Lagerfeld, Dolce&Gabbana, Marc Jacobs, Jean Paul Gaultier, Tom Ford i wielu innych) jednak kobieta w ich pojęciu nie ma przypominać kobiety. Aktualnie najlepiej gdyby była androgeniczna i robiła czasem za faceta. Faceci podobnież.

Andrej Pejic – androgeniczny, bardzo popularny model

I podoba mi się to nawet, nie powiem, że nie ale przeraża wzrost głodzących się dziewczyn w społeczeństwie, dla których średniość nie oznacza normalności, a kobiecość nie wiąże się z pełnymi piersiami i pupą. A jak ktoś takowe na stanie posiada to co ma zrobić? Zagłodzić się niemal na śmierć? Czy roztyć ponad normę i wpierdalać bez ograniczeń?

nadmiar tłuszczu też nie jest powodem to chwalby i wielkiego kreowania, gdzie są średnie? te dla ścisłości kobiety też są podrasowione programem do obróbki zdjęć, czyli zapewne jeszcze wyszczuplone…

Bo albo dupska brak zupełnie albo wielkie jak stodoła.

Owszem, może mi ktoś zarzucić, że jestem chudzielcem bo czasem jestem jednak kiedyś tak nie było i większość życia przy wzroście 160 cm ważyłam 60 kilo. Taką poznał mnie mąż i z taką się ożenił dlatego jak schudłam 3 lata po ślubie orzekł, iż odnosi wrażenie, że ma nową kobietę. Podobnie czułam się i ja jak po ciąży naszej wspólnej przytył. Tak się role odwróciły dość przewrotnie 🙂

Tak więc sama byłam niegdyś w pułapce szczupłości i zawsze zazdrościłam mojej chudej i długiej przyjaciółce figury. Wszędzie kreowane szczupłe ciała, brak cellulitu, rozstęp to zuo kompletne, no i wzrost, najlepiej gdyby był wyższy niż przeciętny. Na szczęście są szpilki 😉 Nota bene stworzone z myślą o niskich 🙂

Długo więc miałam kompleksy, które postanowiłam w końcu zmienić i zrobiłam to.

Nigdy już tak nie przytyłam, jedynie w ciąży 22 kilo ale miałam niską wagę startową co mnie uratowało. Nigdy, przenigdy jednak nie miałam z tym problemu będąc nastolatką, wręcz przeciwnie,

drugie co do wielkości piersi w klasie zapewniały popularność u chłopaków

i dobrze się z tym czułam 😉 Dopiero później przy powstaniu Dziewczyny, Bravo Girl i innych tego typu czasopism człowiek zaczął się sobie nadmiernie przyglądać i czepiać siebie. Porównywać z innymi, chudszymi, wyższymi i zgrabniejszymi (oczywiście w indywidualnym odczuciu). Ale  apogeum osiągnęłam w liceum.

Kompleksy pojawiły się w związku z tym znacznie później niż szkoła podstawowa i ciężko uwierzyć, że w ogóle mogą zaczynać się w tak młodym wieku! Nie było jeszcze mody na puszyste tak jak teraz i to jest dla mnie zastanawiające. Dlaczego taki przeskok? Albo mini albo od razu maksi. Rozumiem chęć uwolnienia tęższych kobiet z kompleksów ale mam wrażenie, że promuje się albo szkarłatną chudość albo przesadzoną otyłość, która wcale zdrowa nie jest, a i z estetyką ma niewiele wspólnego. Przynajmniej z taką do promowania nie wiadomo jakiego. I znowu pojawia się biegun przeciwległy i przyzwolenie na obżeranie się i nie przejmowanie się tym.

Dlaczego nie ma miss normalnie ukształtowanych? Dlaczego te zostają pominięte całkowicie, bo przecież modelki plus size są, a pomiędzy?

Średnich nie chce nikt, bo albo są za grube albo z kolei za chude.

Kosmos jakiś.

Wszak pośredniość w tej materii jest najlepsza, a kobiecość nie polega tylko na skrajnościach. Tak naprawdę najzdrowiej i najefektowniej jest być po środku, nie za chudym, nie za grubym. Nie wszyscy faceci lubią szczupłe, większość lubi mieć za co złapać i do czego się przytulić. Ale nie koniecznie też totalnie otyłe… Kochamy jeść ale bez przesady,

jedzenie ma być zdrowe i dobrze zbilansowane

coby ciało się tłuszczem za bardzo nie okrywało.

Ze skrajności w skrajność. Więc z czego ta młodzież ma czerpać przykład? Popadają od jednego nurtu do drugiego i albo się głodzą albo wpierdalają bo panie w telewizji przecież mogą brać udział w wyborach, delikatnie mówiąc, puszystych co znaczy, że to jest ok. I paradoksalnie

wraz z rosnącą anoreksją przybywa dzieci otyłych,

unikających zajęć z wychowania fizycznego i trzymających w ręku paczkę z czipsami. Nie tędy droga. Rodzice muszą wykazywać się nie lada sprytem żeby to wszystko ogarnąć, a warunki życiowe nie sprzyjają dobrej kondycji psychicznej małolatów. Bo mało, że rywalizacja w szkole, a w domu czasem też niewiele wsparcia i zapracowani na byt rodzice. A psychika delikatna i wrażliwa, przeżywająca życie znacznie ponad normę (oczywiście nie wszyscy ale baaardzo dużo). Brak akceptacji ze strony bliskich lub siebie naraża na różnego rodzaju zaburzenia, w tym odżywiania.

zaburzenia odżywiania w każdą stronę są chorobami naszej duszy… jeżeli zaczynają się za młodu dobrze jak opiekunowie wiedzą kiedy zareagować i mają z dziećmi dobry kontakt… Później jako dorośli sami brniemy w swoje uwikłania psychiczne, w których czasem nawet jest nam dobrze bo tylko to znamy jako treść naszego życia. Dlatego wzbraniamy się przed zmianami i nowością…

Anoreksja bowiem jest chorobą duszy i

bez leczenia psychiki

nie ma szansy na pozbycie się jej. Kobiety dorosłe zapadające nań to perfekcjonistki dążące do ideału i chcące mieć wszystko pod kontrolą, kompletnie nie akceptujące i nie kochające siebie (ale ja sądzą, że problemy z psychiką zaczynają się dużo wcześniej, a później są po prostu efekty). Wyjście z tego to ciężka droga niejednokrotnie skazana na porażkę gdyż rodzice, w kontekście do osób jeszcze młodych, często swoich niedociągnięć nie chcą zauważyć, a już na pewno nie lubią siadać na kanapie u psychologa. Owszem, chcemy dla dzieci jak najlepiej ale czas im poświęcony jest największą i najcenniejszą inwestycją jaką możemy im dać, a nie robimy tego. Kasa kasą jednak

pewnych rzeczy nie kupimy i zegarka nie cofniemy.

Wehikuł jego to naprawdę byłby cud no ale stąpajmy twardo po ziemi. Przeraża mnie podejście niektórych rodziców, że dzieci ma wychowywać przedszkole czy szkoła i umywają ręce od wpajania wartości w domu. Znam takie przypadki. I twierdzą, że to normalne, że tak ma być. Rodzą później kolejne dzieci i zastanawiam się czasem czemu i po co skoro nie mają na nie czasu?

Otyłość

także jest chorobą duszy i ukrywaniem swojej wrażliwości pod dodatkowymi kilogramami. To swego rodzaju pancerz żeby nie pokazać jakim się jest delikatnym i bezbronnym. Dlatego niektórzy chudnący przechodzą totalną metamorfozę i stają się innymi ludźmi pod względem psychologicznym. Zmieniają się. Robią rzeczy, na które nie mieli odwagi, wzrasta ich pewność siebie. Nagle pozwalają sobie na więcej lub… z powrotem tyją nie radząc sobie kompletnie ze sobą i otaczającym światem. Dlatego bez konsultacji u psychoterapeuty czy innej pomocy duchowej w zdecydowanej większości przypadków się nie obejdzie i lepiej udać się jak najszybciej po taką jeżeli zobaczymy coś niepokojącego u naszych pociech lub siebie. Kiedy przestajemy sobie sami radzić z życiem po prostu.

A łatwiej czasem się schować i nie pokazywać jakim się jest naprawdę.

To komplikacje w głowie nami kierują i podświadomość. Dlatego najważniejsza w życiu jest RÓWNOWAGA. Nic innego nas przed zgubą uratować nie może, tylko ona. Niczego nie może być za dużo ani za mało i przesada nie jest dobra w żadną stronę. Nie pomogą cud diety, odchudzanie, jeżeli nie ma za grosz poczucia własnej wartości. To przykryje i zamaskuje tylko na jakiś czas problem, z którym i tak trzeba będzie się zmierzyć.

Więc nie mi oceniać ale zastanawiam się

czy nie lepiej dać siebie jednemu dziecku w całości niż żadnemu tak na prawdę?

Może jestem idealistką, może? A może to 500 plus jednak tak działa? Są ludzie stworzeni do posiadania potomstwa i potrafią kilka ogarnąć z radością i uśmiechem na ustach ale obserwuję też takich, dla których to tylko obowiązek i tak do tej roli podchodzą. Bez zastanawiania się, a nawet pytania jak minął dzień w przedszkolu za często nie zadają.

smartfon bogiem, wirtualny świat non stop pod ręką i może zatracić się dorosły, a co dopiero dzieciak…

Wychowanie dziecka to najbardziej skomplikowana czynność na świecie. Dla tych, którzy podchodzą do tego poważnie i zdają sobie sprawę z delikatności jego psychiki, że te białe karty to my zapisujemy w pierwszej kolejności i to MY mamy największy wpływ na to, jakie później te dzieci są. Jak  sobie poradzą dalej wypuszczane na wolność same, jakie mają poczucie wartości, czy mają jakieś zasady, a nie tylko kult metki i smartfona. Przedszkole, szkoła, koledzy to dopełnienie, które wyszlifuje je do końca. Ale

główne wartości zapadają w podświadomość przy nas, opiekunach i rodzicach

i mają szansę zadomowić się na zawsze. To my wpajamy pierwsze i najsilniejsze kody. A więź z rodzicami jest mega ważna jeżeli chcemy później być ich przyjaciółmi. I jak chcemy żeby do nas przychodziły po radę lub kiedy im źle. Wielu bowiem nie widzi problemu dopóki nie jest już prawie za późno. I dziecko waży 40 kilo lub 140. Pamiętajmy, że skrajności świadczą o zaburzeniu. A zaburzenia odżywiania są teraz na topie bo świat jest totalnie pogubiony, pojebany i upada coraz niżej w swych wartościach. Więc jako jednostki możemy coś zmieniać w swoim mikroświecie i siać do atmosfery pozytywną energię, którą w sposób herbaciany przekazuję 🙂

Autor: BeaHerba

Bea Herba to ziołowa beata herbata słuchająca siebie, swoich odczuć i snów, czasem słaba, czasem czarna i mocna, bywa też kompletnie zielona i delikatna biała, niekiedy słodka i aromatyczna. Jak życie…

14 myśli na temat “t(r)endy i owędy”

  1. Beata jak miło do Ciebie znów zajrzeć! Tekst jak zwykle konkretny i od serca. A temat ważny, oj ważny! Sama w liceum zmagałam się z problemem akceptacji własnej cielesności, a jednym z winowajców były oczywiście media masowe. Choć nie jedynym. Nie byłam nigdy gruba, ale też nie dane mi było doświadczyć bycia chudą. Byłam po prostu przeciętna, normalna. Po kilku latach, gdy zdałam sobie sprawę z czym się mierzyłam – zaczęłam szukać, poczyniłam nawet pracę magisterską na temat “Wpływ mass mediów na społeczne postrzeganie cielesności”, wcześniej był też licencjat na pedagogice o anoreksji i bulimii. Dzisiaj patrzę na to nieco inaczej i wiem, że media – owszem – potrafią wiele złego zrobić dla młodych, dojrzewających dziewcząt – ale najgłębszym czynnikiem, który wpływa na to, że człowiek nie akceptuje siebie i swojego ciała – jest cierpienie duszy. Brak zaopiekowania się swoimi potrzebami. Ignorowanie pragnień. I parę innych rzeczy 😉 Na szczęście można z tym pracować i zyskać ogromną radość. Dzisiaj wciąż nie jestem chuda – jestem za to szczęśliwa 😉 Zdrowo się odżywiam i biegam, co sprawia, że moje ciało jest po prostu spokojne, zadbane, ale nie wyglądam jakoś specjalnie “fit” 😉 Mam masywną budowę, jestem wysoka (178cm) i normalna 😉 A każde ciało jest w porządku – nikt z pewnością nie powinien nikomu narzucać jak powinien lub nie powinien wyglądać. Nikt nie zna do końca sytuacji drugiej osoby. Mając problemy z niedoczynnością tarczycy nie byłam w stanie schudnąć kilograma – mimo trzymania diety i regularnej aktywności fizycznej (całe życie uprawiam sport, dziś średnio 4/5 razy w tygodniu). Dopiero gdy zmieniło się myślenie, podeszłam do siebie holistycznie – również waga nieco spadła i ustabilizowała się na optymalnym dla mnie poziomie.

    1. A mi bardzo miło Cię gościć 🙂 Dziękuję Ci za podzielenie się swoją historią 🙂 Każde ciało jest w porządku i dajemy się po prostu podejść wpływom nie takim jak trzeba dążąc do jakiegoś nieistniejącego ideału. Sama też się na tym łapię, niestety. Zdecydowanie lepiej uprawiać sport i dbać o zdrową dietę jednak nie zawsze chce się tak zdrowo trzymać 😉 Bo jedzenie przyjemność stanowi i nie idzie się od niego uwolnić. Na pewno warto się starać, a bieganie jest wspaniałe, chociaż w mieście jakoś słabo mi ostatnio idzie i tak, jak w lesie biegałam w zasadzie codzienne tak w miejskiej dżungli słaba herbata bardzo… Pozdrawiam serdeczne 🙂

  2. Trudny temat. Wydaje mi się, że generalnie my ludzie jesteśmy pełni skrajności i ciężko nam złapać równowagę nie tylko w odżywianiu się, ale i pod wieloma innymi względami. A tak poza tematem, to bardzo ładne zdjęcia dobrałaś do posta.

  3. żadna skrajność nie jest dobra, a chyba najlepiej pokochac siebie i dbać o siebie. I warto pamietac ze to co widzimy w telewizji, w gazetach to jest jednak osoba ktora jest zrobiona przez specjalistow – make up, fryzjer, photoshop itd

  4. I znów temat ważny i trudny. Jak zaakceptować siebie? Najgorzej jest na pewno w szkole, ale i później wciąż się trzeba zmagać z lansowanymi w mediach wzorami. Albo być sobą albo jeszcze jedną z wielu kopii jakiegoś tam ,,ideału,,. A nawet jak chcesz być sobą, to się okazuje, że nie możesz, bo nie ma butów takich na przykład lub spodni, które chciałabyś nosić niezależnie od mody. Wszyscy jakby się zmówili i robią jedynie modne ciuchy. Musisz się nachodzić i naszukać swoich, pasujących do ciebie. Nie zawsze się chce. Czasem z lenistwa idziemy na łatwiznę i stajemy się kolejnymi kopiami tego co ktoś wymyślił. Podobnie jest z sylwetką. Dla świętego spokoju robimy z siebie na siłę wieszaki na ubrania. Nie chcemy się wyróżniać, odstawać czymś od reszty.

    1. Dokładnie Aniu, wtapiamy się w tłum, podobnie ubrani i ujednoliceni. Nie wiem czy szkoła też o to nie dba o to, by wszystkich zrównać razem.

  5. Bardzo ciekawy artykuł poruszający ważny temat. Zgadzam się z Tobą, że nie ma wzorca dla przeciętnych dziewczyn. O nich nikt nie mówi, są niezauważalne w świecie mediów.

  6. Dużo ważnych kwestii poruszasz- dla mnie najistotniejsza jest jedna: ” Czy nie lepiej dać siebie jednemu dziecku w całości niż żadnemu tak naprawdę?” -pytasz. Tak, lepiej, moim zdaniem. Zdecydowanie lepiej.
    I jeszcze jedna rzecz – miss normalnych/średnich – kapitalny pomysł!
    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *