trening asertywności

Niby taka prosta i oczywista sprawa z tą asertywnością ale czy na pewno? Czy potrafimy wyrażać jasno nasze wątpliwości tam, gdzie naprawdę trzeba to zrobić, a nie tylko w domowym zaciszu, miotamy się jacy to jesteśmy asertywni lub, że tacy właśnie nie byliśmy ? 🙂

Bo obwiniamy się później w stosunku do siebie, że nie powiedzieliśmy wprost o co nam chodzi czy chodziło. I na przykład podają nam w pizzeri przypaloną pizzę i ciekawa jestem ilu z nas ją odda i wyrazi swoje niezadowolenie, a ilu jednak coś tam przełknie, chce być grzeczna i kulturalna bo przecież często tam bywa i dopiero jak wyjdzie postuka się w czoło.

A mówienie o co nam chodzi jest bardzo ważne

żeby uniknąć samosądów, wyrzutów sumienia i niszczenia siebie. Żeby uniknąć destrukcyjnej i złej energii skierowanej przeciwko sobie samemu.

przede wszystkim to żyć w harmonii z samym sobą 🙂

I znowu trzeba cofnąć się do dzieciństwa kiedy to bogu ducha winni rodzice kazali, czy przekazali nam jak być uprzejmymi, grzecznymi i kulturalnymi ludźmi w stosunku do innych. Kiedy nie mogliśmy powiedzieć, że coś nam nie pasuje, bo coś tam nie wypada, nie można, bo komuś się zrobi przykrość itp. A

czym człowiek starszy tym trudniej mu się później przełamać, ciężej pozbyć się wrosłych i zakorzenionych nawyków

i musi nad sobą mocno pracować, pilnować się, żeby nie dać sobie nic wcisnąć i nie być wykorzystywanym. Taka niewinna, nadmierna kultura i super dobre wychowanie, przesadzone w jedną stronę, prowadzić później może do nadużywania naszej dobroci właśnie i nawet pretensje świadomie żywimy później do siebie. A na każdym kroku ktoś próbuje nas w coś wkręcić, chociażby pani w przydomowym warzywniaku czy sprzedawca ryb pociskając coś zupełnie innego ni z planowaliśmy. Ileż to razy dałam tak się zwieść, że coś będzie dla mnie lepsze niż to co na początku sama chciałam. I ileż to razy nacięłam się właśnie, a w konsekwencji wkurzyłam, że znowu dałam się podejść. I zaczyna się jazda po bani, a po co? Nie lepiej trzymać się swoich decyzji i swojego stanowiska? Grzecznie i z kulturą, owszem, ale

jednak stawiać na swoim i jak chcemy kapustę włoską to nie brać zwykłej.

Bo nie miało się  ochoty pożyczyć bluzki koleżance ale nie powiedziało się tego jej prosto w oczy. A potem wieczorem wyjście i wkurwienie, że co ja najlepszego zrobiłam. Przykładów jest mnóstwo, te akurat bardziej prozaiczne ale niewinna asertywność dotyczy każdego obszaru naszego życia i niektórzy mają z nią prawdziwy problem.

Nie jestem pewna czy każdy w mniejszym lub większym stopniu nie nabiera się na nią, a raczej na jej niedostatek. Z obserwacji wychodzi mi też, że problem z nią idzie w parze z z zaniżonym poczuciem własnej wartości, o którym pisałam wcześniej. I

ciężko nam mówić co się nie podoba jak nie wierzymy w siebie, czujemy, że się ośmieszamy i jacyś tacy skrępowani jesteśmy,

niepewni, wybiegamy myślami w przyszłość, że co ta druga strona sobie pomyśli itp. Uruchamiamy pokłady wyobraźni, a wystarczy tylko odmówić czegoś i już. Ktoś kto żywi do siebie pełne zaufanie nie ma z tym kompletnie problemu, nie rozmyśla w ogóle nad tym czy kogoś uraził czy nie i robi swoje. Jeżeli nie czynimy zła świadomego to nie ma sensu zastanawiać się w kółko czy dobrze, że wyraziliśmy swoje zdanie. Nie ma sensu rozmyślać i tworzyć historii. Kierować energii tam, gdzie kompletnie nie potrzeba.

czasami trzeba być bezwzględnym, w czyimś oczywiście mniemaniu, a chronić po prostu siebie 🙂

Zdrowa asertywność ułatwia nam życie,

pomaga nawiązywać uczciwe relacje międzyludzkie kiedy to nie czujemy się wykorzystani. Co prawda wykorzystani tylko w naszym mniemaniu gdyż osoba, która dopnie swego czy nawet po prostu zwyczajnie o coś pyta (z korzyścią dla siebie) nie czuje, ze przegina lub robi coś niewłaściwego, bo nie robi. Próbuje osiągnąć coś dla siebie i tyle. Osiągnąć swój cel. A jak już sprzeda tą starą rybę ma to w nosie.

Współżycie z ludźmi to taka trochę gra, każdy chce coś przewalczyć dla siebie i trzeba pilnować granicy żeby nie dawać za dużo. Nie chodzi o to, by być niemiłym, nie uczynnym, nie pomóc itp, ale nie robić tego jak nie czujemy na to wewnętrznej zgody.

Tak naprawdę wszystko co dzieje się w naszym życiu tej właśnie zgody wymaga, a przymus jest bardzo słabym rozwiązaniem,

bo po 1. rodzi wiadomy już opór, a po 2. wyniszcza nas od środka.

Bo robiąc coś wbrew sobie nie kochamy się i sami na siebie ściągamy winę i krytyczną samoocenę (swoją i innych). A ta jak wiadomo do niczego dobrego nie prowadzi. Wręcz przeciwnie. Nie można robić niczego wbrew sobie. Nie można praktykować tego za często, a najlepiej wcale bo może wejść w nawyk.

Dlatego dbajmy o poziom swoich uczuć i w razie niepewnej sytuacji pytajmy siebie: co czuję w tym momencie? Czy chce to zrobić, czy jednak nie? Czy mam na to swoją wewnętrzną zgodę? Co czuję? Czego chcę tego JA?

Przy okazji ćwiczymy w ten sposób swoją intuicję i zbliżamy się do niej. Zaczynamy żyć w harmonii z o otaczającym nas światem i sami ze sobą. A o to w pierwszej kolejności chodzi.

Nie można czuć się bowiem z kimś dobrze, jeżeli sami ze sobą czujemy się źle.

A jeżeli jest inaczej, to znaczy, że rekompensujemy sobie drugą osobą nasze poczucie wartości, zamiast odnaleźć je u siebie. I są później czasem ludzie, którzy bez partnera nie potrafią żyć, choćby cena była bardzo wysoka. Muszą koniecznie być z kimś związani żeby czerpać dodatkową energię bo nie mają jej, tej siły, tak naprawdę w sobie. Dowartościowują się z boku.

Pewność siebie i asertywność może niektórym się nie podobać, oj może.

Zwłaszcza na początku tej przygody kiedy byliśmy nazbyt ulegli i zaczyna się dokonywać metamorfoza. Wtedy możemy spotkać się z agresją nawet, z oburzeniem, wyśmianiem, krytyką itp. To oczywiście skrajność bo jak ktoś nas naprawdę kocha to będzie się cieszył z takiego stanu rzeczy i pomoże przejść ten proces. No sklepikarz zapewne będzie oburzony po uszy.

Wszystkie obszary zostają wtedy poruszone, chociaż czasami łatwiej postawić się obcym niż najbliższym. Bo w imię tak zwanej miłości jesteśmy zdolni do różnych rzeczy i wytłumaczeń. I piękne to nawet, nad wyraz szlachetne i potrzebne, o i le nie staje się rutyną, przesadą i nie godzi w nasze uczucia na dłuższą metę. Nie chodzi bowiem o wspaniałomyślność, którą później okupujemy łzami w zaciszu domowej łazienki i cierpimy, że o nas to nie myśli nikt. We wszystkim potrzebna jest harmonia i równowaga i tyle ile wydajemy, tyle ma do nas przypływać. Jeżeli energii wydatkujemy za dużo wtedy czai się za plecami frustracja i poczucie niesprawiedliwości. Warto też przyjrzeć się swoim wzorcom z domu, jak zachowywała się matka lub ojciec. Często bowiem przejmujemy zupełnie nieświadomie te schematy i np. stajemy się nazbyt ofiarni jak mama, która poświęciła życie dla dobra domu i dzieci kosztem siebie. Mam wrażenie, że to głównie kobiety celują w nadmiernym poświęcaniu się, a później stają się wysoce nieszczęśliwe. Mało tego, lubią ten stan, jest im w tym dobrze i wcale nie mają ochoty tego zmieniać. Będą ciągle się czuły zranione, niedowartościowane ale pomocy nie przyjmą żadnej. Może później nawet w jakiś sposób to wykorzystują obarczając i przerzucając winę na innych, same uzyskując chorą przewagę.

i uważać żeby nie dać się zeżreć bardziej wyrachowanym jednostkom 🙂

Chociaż wrażliwi mężczyźni również potrafią być wykorzystywani i tak naprawdę płeć znaczenie większego nie ma. Grunt to mówić szczerze i wyrażać się wtedy, kiedy jest na to pora, a jeżeli mamy z tym problem udać się oczywiście do fajnego psychoterapeuty, który pokieruje nas tak, jak trzeba 🙂

Trening asertywności

zaczynamy więc od uświadomienia sobie rzeczy następujących: JESTEM WAŻNA/WAŻNY. MAM PRAWO do swojego zdania, swoich odczuć, do bycia sobą. MOGĘ/CHCĘ robić to co czuję. Nikt nie może mi dyktować co mam robić jeżeli nie mam na to wewnętrznej zgody czy chęci.

Po czym przystępujemy do działania, które to może przyjść bardzo szybko. I sprawy błahe można zignorować jeżeli nie kosztują nas zbyt wiele emocji ale ważnych niestety nie. I trzeba łapać się i być uważnym KIEDY dajemy sobie przekraczać naszą granicę lub wypowiadamy słowa, których wypowiadać nie chcemy i jakoś tak dziwnie dla nas i z rozpędu może godzimy się na coś, na co ochoty tak do końca nie mamy. I może wydać się to teraz proste ale praktyka pokazuje zgoła coś innego i jak zaczynamy w to wchodzić to nie zawsze tak łatwo udaje nam się na tym wyłapać. A o ten jeden moment właśnie chodzi. Żeby nie było po fakcie.

Kolejną rzeczą jest

przeprogramowanie umysłu i zmiana przyzwyczajeń.

Praktykowanie gdy nas takie sytuacje spotykają. Że zanim coś odpowiemy i na coś się zgodzimy to zastanowimy się dwa, a czasem trzy razy. A jeżeli na początku nie będzie nam wychodziło – nie będziemy się obwiniać tylko analizować sytuację żeby uchronić się prze następną podobną. Będziemy się obdarzać miłością i akceptacją bez względu na wszystko. Zrobimy dla siebie co w naszej mocy by czuć się szczęśliwymi i nie robić niczego wbrew sobie.

Bo później takie sytuacje rozstrajają nas nerwowo, a stres powoduje choroby. Nie poświęcajmy się w imię nie wiadomo czego gdyż zdrowy egoizm jest potrzebny. Jest wręcz niezbędny do życia w szacunku i zaufaniu do samego siebie. W harmonii i równowadze. A tylko wtedy można dostać szacunek od innych, kiedy sami go sobie dajemy 🙂 ♠

Autor: BeaHerba

Bea Herba to ziołowa beata herbata słuchająca siebie, swoich odczuć i snów, czasem słaba, czasem czarna i mocna, bywa też kompletnie zielona i delikatna biała, niekiedy słodka i aromatyczna. Jak życie…

24 myśli na temat “trening asertywności”

  1. Dziękuję za ten tekst, dla mnie jest bardzo przydatny bo właśnie zdrowy egoizm to coś czego potrzebuje w swoim życiu, zawsze starałam się być asertywna i często myślałam że jestem… Ale to nie było to, raczej moja naiwność i ufność w ludzi, a tak serio to chyba głupota własna bo pozwalałam sobą manipulować wiele razy, bo bywało że odmawialam stanowczo i grzecznie ale to i tak nie działało, i robiłam co się ode mnie oczekiwalo bo myślałam że będzie komuś przykro, a wychodziło że byłam właśnie zła na siebie i innych też później i łzy w samotności. Trudno jest pojąć ten zdrowy egoizm ale uczę się go teraz w właściwy sposób (tak myślę), bardzo chcę by mi się udało😊😘 Pozdrawiam

    1. Super, bardzo się cieszę, że tekst się Tobie przydał 🙂 Trzeba być trochę egoistą, nie ma wyjścia, tym bardziej jak się jest dobrym i naiwnym względem ludzi, czego sama doświadczałam nie raz i nie raz byłam wykorzystywana. Zanim nauczyłam się szanować siebie, swoje zdanie i potrzeby i nie dawać sobie wejść na głowę. Nadal jestem empatyczna i chętnie pomogę ale swoje zdanie, nawet jak komuś się nie podoba, wyrażam grzecznie i jasno. Pozdrawiam ciepło i dziękuje za podzielenie swoimi spostrzeżeniami 🙂

  2. z tą asertywnością to rzeczywiście różnie bywa… czasami człowiek chce, a nie potrafi odmówić, a później się wkurza strasznie 🙂 najtrudniej chyba w stosunku do najbliższych się postawić 🙂

  3. Moja asertywnosc zwykle kończyla się tam, gdzie czułam niepewny grunt pod nogami.
    Tzn, jeśli wiedziałam, ze moje słowo “nie” może mi zaszkodzic.
    Od niedawna próbuję nad tym pracowac, wychodzi mi to średnio, ale… Przynajmniej się staram. 😀

    1. Trzeba próbować żeby później nie czuć się źle w swoich własnych oczach 🙂 ja zauważam, że starsi ludzie lub wyżej postawienie jakąś pozycją działają na mnie zbyt onieśmielająco i nie raz wywarli presję, której kompletnie nie chciałam, a później byłam właśnie zła 🙂

  4. O asertywności można mowić i pisać wiele, ale na pewno nie jest to prosta sprawa. Mówienie o swoich oczekiwaniach, stawianie granic, odmawianie, zwłaszcza w stosunku do najbliższych, zwykle sporo nas kosztuje.

  5. w zupełności się zgadzam,niestety już od małego poczucie ważności tego czego sami chcemy się skutecznie z nas wykorzenia. Na szczęście żyjemy w czasach, w których dużo łątwiej zadbac o siebie i starac się o popprawę jakości swojego życia. Mi asertywności przybywa z wiekiem, chyba zaczynam dostrzegac upływający, bezcenny czas. I bardzo mi się moja nowa postawa podoba. Nie wszyscy podzielają mój zachwyt :), ale to już nie mój problem. Głowy do góry, znajmy swoją wartośc :)!

    1. Super! Mam podobne odczucia, z tym wiekiem związane 🙂 Jakby przestałam się wieloma sprawami tak przejmować i ciesze życiem 🙂 Robię to co czuję nawet jeżeli nie każdemu się to podoba 🙂 Mam chyba więcej odwagi ale w końcu takiej prawdziwej, wewnętrznej 🙂

  6. Ciężka sprawa. Pamiętam jak kiedyś dawno temu zamówiłam u krawca spodnie. Uszył owszem, ale nie tak jak chciałam. I co? Poszłam po nie z mamą i żadna się nie odezwała, a potem się okazało, że nie pasują do mojej sylwetki. Wyglądam w nich strasznie. Jednak nie zaniosłam ich z powrotem, co jak mi się wydaje, teraz bym zrobiła. Później znów postąpiłam wbrew sobie. Uległam prośbie koleżanki i wzięłam do siebie jej psa, żeby mogła sobie wyjechać na wcześniej zaplanowany wyjazd, gdy psa jeszcze nie było. Właśnie nie było. Pies okazał się niespodzianką i dla mnie i dla niej. Miał padaczkę. Dostawał ataki co 4 godziny. Po prostu pięknie zepsuty sylwester. Nie dość tego. Marudzenie owej koleżanki, jej ,,super,, rady tolerowałam dość długo, zanim wreszcie zerwałam kontakt. Wydaje się, że teraz jestem inna. Jednak czy na pewno?

    1. Ja myślę, że trochę tak. Zmieniamy się cały czas, nasze życie, doświadczenia wpływają na nasze metamorfozy mniejsze lub większe… Myślę też sobie, że warto korzystać z tych doświadczeń i nie popełniać tych samych błędów. Tym bardziej jak człowiek nie czuję się z czymś dobrze. Wtedy warto nad tym zapanować i zmienić 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *