wybacz kotku

Ludzie w celu odnalezienia siebie i pomocy, najczęściej kiedy w ostateczności zrozumieją, że jest im ona potrzebna, udają się na różnego rodzaju psychoterapie, poruszają wróżki, jasnowidzów i inne wszelakie pomoce duchowe ale często wcale nie chcą chyba tak do końca tego uzdrowienia. A czas mija i spożytkowany na negatywnych odczuciach działa na naszą, niestety, ale niekorzyść.

Z obserwacji wychodzi mi bowiem, że jak sprawy dochodzą do takiego wybaczenia wtedy odzywa się bunt,

sprzeciw, jątrzone są krzywdy, z których każdy/wielu uważa, że jego jest ta NAJwiększa. Nie ma co toczyć sporów, która jest większa bo jednak każdy ma to co ma i (może) to, co jest w stanie unieść. Oczywistym bezsensem staje się porównywanie, pomniejszanie cierpienia innych i sianie destrukcyjnego egoizmu. Epatowanie swoją własną krzywdą ma sens jedynie taki, że osoba skrzywdzona przekonuje siebie, że ma prawo nienawidzić i nie wybaczyć. Rozmowy np. z rodziną czy przyjaciółmi prowadzą często do udowodnienia tejże teorii i żadne logiczne argumenty doń nie docierają. Dziwne są dla mnie stwierdzenia (jakoby zapewne) terapeutów (z dyplomami wszelakimi, a jak!) że jak cierpienie zaszło duże (tu pojawia się ocena kto ma prawo tak uważać i co znaczy “duże”) to wtedy jest się wytłumaczonym i oczywiste jest, że wybaczyć nie musimy. Tylko mamy/możemy sobie z tym żyć.

Serio, są tacy psychoterapeuci, nie jestem pewna czy rzeczywiście kierują się zdobytą wiedzą czy może idą na rękę klientowi, który to oporny dalej w swych lekcjach przejść nie chce*. I dziwi mnie to trochę bo polizawszy dość mocno te tematy, wychowując się w domu terapeutycznym, poznając różne również sławy z tej dziedziny, jak np. Anię Dodziuk, czytając mnóstwo fachowych książek nigdzie i przenigdy

nie spotkałam się z dzieleniem krzywd na większe mniejsze i pozwalaniem sobie na życie w takim urazie.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że wielu ludzi przyjmie pomoc tylko i wyłącznie od kogoś kto ma papier, studia i dyplom posiada, a nawet kieruje się głównie tym kluczem, że na pewno TYLKO taka osoba wszystko wie.

*może też tak być, że dając bezwzględne prawo do tegoż uczucia ma zajść paradoks samoistnej niechęci do jego krzewienia, czyli owoc już nie jest taki zakazany i nudzi się w rzeczy samej 🙂 a w konsekwencji odechciewa się po prostu nienawidzić…

niestety nasza nienawiść nie dociera do tego, kogo nią obdarzamy, za to bardzo wpływa na nas… warto o tym pamiętać…

Gryząc z kolei dość dokładnie i wiele lat temat bólu zapodanego mi przez ojca, który to poszedł w siną dal i zrobił mi niezłe jazdy po bani wiem na pewno, że

trzeba odpuścić żeby móc oddychać i żyć dalej.

Intuicja zawsze nam podpowie jaka droga jest słuszna chyba, że takowa śpi i najpierw ją trzeba obudzić. Myślę sobie, że najłatwiej jest całe życie zwalać winę za nasze cierpienia i przykre doświadczenia na kogoś, zasłaniając się (najczęściej) trudnym dzieciństwem, dramatem nieraz ale jednak przychodzi taki moment kiedy warto powiedzieć DOŚĆ. Dla własnej higieny psychicznej spojrzeć na swój przypadek z oddali, z perspektywy kogoś innego, znajomego lub obcego i spróbować przeanalizować sytuację od innej strony. Powiedzieć do siebie to, co powiedzielibyśmy np. przyjacielowi w takiej sytuacji. Jakiej rady byśmy mu udzielili? Bo zawsze jest druga strona i zawsze znajdzie się jakiś pozytyw. Choćby nie wiem jak tragicznie było to czas leczy jednak te rany, a jedynymi ich wskrzesicielami jesteśmy my. Nie osoby, które nam coś złego uczyniły, tym bardziej często nieświadome czy półświadome swojego postępowania, a całkiem często działające (o dziwo) w dobrej wierze. Tak, trudne to jest do zaakceptowania ale tak niestety jest (nota bene ciekawe co im wtedy podpowiada intuicja kiedy np. budują szczęście na nieszczęściu innych). I

rany rozgrzebujemy na własne życzenie od d*** strony

(przepraszam, że wkradł się brzydki wyraz ale wyjątkowo pasował) bo zamiast zaczerpnąć fachowej wiedzy, spróbować uleczyć się z traumy fundujemy sobie dalsze przykre emocje. Pomijam fakt nie mówienia wprost o swoich uczuciach temu, do kogo czujemy np. żal. Nawet po latach warto to zrobić. Warto pisać listy do tej osoby, które oczyszczają nas z negatywnych emocji i mają bardzo silne oddziaływanie terapeutyczno-lecznicze. Nawet, jeżeli, a może właśnie przede wszystkim, nie zostaną wysłane. To naturalnie wymaga naszego zaangażowania, o czym będzie dalej 🙂

Oczywiście nic nie przychodzi ot tak samo na pstryknięcie placem, to znaczy może ale liczą się też nasze chęci. Czy próbujemy np. takiej wizualizacji i ćwiczeń duchowych, wałkujemy temat z kimś kto się na tym zna i przyjmujemy zwroty. Czy nie boimy się spojrzeć prawdzie w oczy, że skoro jakiś temat, wspomnienie, wraca do nas co jakiś czas i wywołuje silne, często skraje emocje, to znaczy, że ciągle w nas to siedzi. Ooo

zwrotów nie lubimy, nie znosimy kiedy ktoś nam mówi coś, co wiemy (lub oszukujemy się, że nie wiemy), a czego słyszeć nie chcemy.

Ja bardzo długo zasłaniałam się dzieciństwem i nie lubiłam słuchać od mamy psychoterapeutki, że w końcu czas z tym skończyć. Wybaczałam też miliony razy, zanim ten milion pierwszy prawdziwie w sercu poczułam ulgę względem taty. To nie jest tak, że ból mija, bo chyba niektórzy utożsamiają wybaczenie z całkowitą zmianą emocji i eliminacją cierpienia w sercu. Z doświadczenia i analizowania sytuacji swoich i cudzych wychodzi mi, że ten zostanie/może zostać na zawsze. Tak jak nie znajdzie się odpowiedzi na pytanie: dlaczego ktoś nam to zrobił?

To tak nie działa, a przynajmniej nie zawsze. Ból zostaje ale nie ma nienawiści.

Pojawia się współczucie, coś na kształt litości i w efekcie końcowym przychodzi czysta miłość.

Poza tym bez naszej inwencji żadne sesje nie pomogą. Żaden terapeuta nie zabierze nam tego za nas. I później ludzie mówią, że terapia nie przynosi efektów, jest nic nie warta, prowadzący do niczego itp. A najczęściej to z nami jest problem bo nie chce nam się trenować swojego charakteru i zwalamy znowu wszystko na kogoś innego. Pewnie łatwiej żyć w takich okolicznościach jakie są nam znane i bliskie. A czas jest też potrzebny na przesterowanie myślenia, uspokojenia i opanowania emocji i naprawdę często ludzie czynią to latami zanim dojdą do względnej lub całkowitej równowagi. W zasadzie tym, którym się udaje, przyjmują psychoterapię wręcz jako swój styl życia. Dlatego, że jeżeli człowiek się wyłamie i sądzi, że pomocy już nie potrzebuje wtedy wypada z terapeutycznego rytmu i najczęściej wraca do dawnych przyzwyczajeń.

Tym bardziej jak są pozytywne efekty, wtedy najczęściej nabieramy takiej pewności siebie, że rezygnujemy bo wydaje nam się, że już wszystko wiemy.

A kwestie psychiki są bardzo delikatne i ta lubi figle płatać. Jak czegoś nie podtrzymujemy, nie pogłębiamy wiedzy itp. zanika to po prostu. A wtedy frustracja może być jeszcze większa. I złość na siebie. Dlatego warto stale pilnować tej swojej duchowej materii i nawet jak już poprawi się nasz stan lub się wyleczymy od czasu do czasu wpaść na sesję.

czasami lata miną zanim uwolnimy się od negatywnych uczuć ale każdy krok poczyniony w tym kierunku nie jest krokiem straconym…

Na to potrzeba więc długiej pracy i czasami sporo miesięcy zajmuje nam żeby tą wymarzoną ulgę poczuć.

Dlaczego taka ważna jest intuicja?

Bo ona wskazuje kierunek działania. Jeżeli jest się dociekliwym wnika się m.in. aż do poprzednich pokoleń i stara zrozumieć motywacje i cierpienie tych, którzy skrzywdzili nas. Tak, można to w jakimś sensie zrozumieć i wykazać się prawdziwą empatią. Zastanawiam się też czy czasem nie jest tak, że np. w przypadku zmarłych rodziców winę za nasze spieprzone życie nie przerzucamy na inne osoby (które po części też się do czegoś nie fajnego przyczyniły) ale tak naprawdę mamy złość na to, że umarli i nas zostawili. To wszystko jest bardziej skomplikowane niż się pozornie wydaje. Bo z negatywnymi uczuciami nie chcemy się mierzyć, być może z przekonania wpojonego nam w dzieciństwie, że są złe. I szkodliwe myśli, jeżeli się pojawiają, spychamy do podświadomości, a rozmawiać to już w ogóle wielu po prostu nie chce. A temat sam nie zniknie, nie rozpłynie się w powietrzu (przynajmniej nie w przypadku zupełnie zwykłych ludzi, bo może jacyś mistrzowie duchowi tak potrafią). I ja wiem, że jest mnóstwo argumentów potwierdzających zasadność goryczy ale nie można ciągle żyć przeszłością.

Tymczasem te właśnie odczucia prowadzą nas po nitce do kłębka do odpuszczenia. Tylko trzeba czasem tej prawdzie w oczy spojrzeć odważniej, powkurzać się i przemyśleć. Dać sobie przestrzeń na nienawiść ze świadomością, że jej siła uleczy nasze serce i zamieni się w miłość. Podjąć decyzję, czego tak naprawdę chcemy? Czy w ogóle chcemy wybaczyć czy jednak dobrze jest nam nurzać się ciągle w oparach złych wspomnień i karmić nienawiścią. A mamy prawo być na kogoś źli, nawet na tego, który umarł. Na rodziców też. Mamy prawo powiedzieć o nich źle i pamiętać co złego nam uczynili bez idealizowania. Ja wiem, że

w naszym społeczeństwie panuje pogląd, że nie mówi się źle o zmarłych. Ani nie nienawidzi tych, co dali nam życie, siląc się na szacunek.

Przepraszam za szczerość, może ktoś się zbulwersować ale zmierzyć trzeba się ze wszystkim co w nas siedzi i czego doznaliśmy. Bo oszukiwanie się oddala nas od uzdrowienia i powoduje kompletną iluzję sytuacji, blokuje przepływ prawdziwych uczuć i emocji, a w konsekwencji prowadzi do zgorzknienia, spychania problemów do podświadomości i… ciągłego powracania do tych samych, starych, tematów (które i tak wypłyną, a co bardziej niebezpieczne – determinują nasze życie i sytuacje). A terapię robimy sobie cały czas tylko często o tym nie wiemy. Nie chcemy przerzucać tych spraw na bliskich ale z drugiej strony jeżeli wszystko dzieje się konstruktywnie i wynika z naszych szczerych uczuć możemy sobie wzajemnie pomagać bliskością i zrozumieniem. Komu mamy się wyżalić z tego co nas boli? Oprócz terapeuty, of korsik 😉 Życie to ciągły proces wzajemnego oddziaływania na siebie i dobrze jak np. w partnerze mamy to wsparcie. I możemy zdobyć się na szczerość bo po przez rozmowę uświadamiamy sobie pewne rzeczy, a świadomość to pierwszy krok do uzdrowienia.

bardzo ważne są ćwiczenia relaksacyjne, wizualizacja i danie sobie szansy na odpuszczenie

Nie dam sobie wmówić, że hodowana nienawiść jest sensowna. Nienawiść tylko do pewnego momentu może nam pomóc jak doprowadzi nas do miłości właśnie. Nie ma innej możliwości np. życia z nią w przyjaźni bo zniszczy nas od środka. Owszem, dobrze jest to uczucie na początek zaakceptować i potraktować jako część siebie ale w konsekwencji dopadnie nienawidzącego. To tylko kwestia czasu. Jeżeli nienawiść sięga zenitu i nie możemy nad tym uczuciem zapanować, ciągnie się jak flaki bo tak bardzo czujemy się przez kogoś zranieni, że wraca to do nas choćby po latach, to

wykonujemy proste ćwiczenia relaksacyjne:

1. kładziemy się w spokojnym miejscu, zamykamy oczy i wyobrażamy sobie na tym kimś zemstę. Robimy to tylko do momentu aż poczujemy zadość uczynienie i przestajemy. Ma nam to dać mentalne oczyszczenie i ukaranie sprawcy. Pomaga. Możemy odważyć się na wszystko, byle jednorazowo i krótko dajemy upust takiej fantazji pamiętając, że wszystko jest energią i taka koncentracja naprawdę bardzo może zaszkodzić temu komuś. A później wróci i tak do nas więc kompletnie nie ma sensu w to brnąć.

Kolejnym bardzo pomocnym ćwiczeniem, które mi, po mimo, że wykonywane kilka, a może kilkanaście (kilkadziesiąt?) razy pomogło uwolnić się od nienawiści jest :

2. położyć się lub usiąść wygodnie, można włączyć spokojną muzykę, zamknąć oczy i wyobrazić sobie siebie jako małego, kilkuletniego człowieka lub tak małego jakiego siebie pamiętamy, popatrzeć na niego, również w oczy, spróbować przywrócić tamte odczucia z dzieciństwa, zastanowić się co myśli to dziecko, co my teraz do niego czujemy, jak na nie patrzymy, jakie teraz mamy odczucia z nim związane i przytulić mocno, po czym zmniejszyć siebie do rozmiarów małej lalki i włożyć sobie do serca. I tu wykonujemy ruchy w realu.

Następnie wyobrażamy sobie rodzica czy inną osobę, do której czujemy żal dokładnie w ten sam sposób. Znając już np. ich historię choćby pobieżnie, wyobrażamy sobie jako malutkie, kilkuletnie dziecko, może wystraszone, zapłakane, np. ludzie którzy wychowywani byli na wsi (proszę się nie obrażać) często byli bici i poniewierani, nikt nie szanował ich pragnień, odczuć itp. i patrzymy temu komuś w oczy. Co byśmy uczynili dla takiego dziecka? Jakie uczucia w nas wzbudza? Zaznaczam – dziecka. Po czym przytulamy je, pocieszamy, bo ono było dokładnie takie samo jak my, nic nie winne dopóki dorośli, ofiary ofiar nie zrobili swojej jazdy.  Zmniejszamy do rozmiarów laleczki i wkładamy sobie do serca.

3. wspomniane już pisanie listów.

I właśnie, to są czasami całe godziny ćwiczeń i wygadywania się z emocji, na które czas niestety aż tak nie działa. Bo podsycane bólem serca i ciągłym jątrzeniem cierpienia są jak żywe w nas i

żadne tam zacieranie wspomnień samoistnie nie następuje.

A jeżeli tak, to prawda i tak wyjdzie na jaw, np. podczas jakiejś przypadkowej rozmowy. Niektórym łatwiej, innym trudniej, wszystko zależy od indywidualnych predyspozycyj jednostki ale warto to świadomie praktyować. Próbować dla siebie. Tylko i wyłącznie. Nie ma innego powodu. Trzeba kontaktować się ze swoimi uczuciami i na fali litości podjąć decyzję, że CHCĘ WYBACZYĆ.

warto oczyścić serce żeby swobodnie mogło dawać i przyjmować miłość 🙂

Wiem, że niektórym wyda się to co napisałam wręcz niemożliwe do pokonania i mogą się z tym nie zgodzić, dlatego tym bardziej w takich przypadkach

warto zacząć trenować wybaczenie i miłość bezwarunkową na sobie

i stopniowo rozszerzać ją na innych. Naprawdę pomaga. Pomagają różne metody na opanowanie tych uczuć i poszukanie zrozumienia czyichś motywacji jeżeli ktoś się takowego domaga. Sięganie aż do poprzednich pokoleń też dużo wyjaśnia. Wycieczka śladami dzieciństwa rodziców, takiej matki czy ojca rzuca sprawę pod innym kontem. Nie można bać się myślenia, siebie, swoich uczuć, lepiej je analizować, sobie zadawać pytania, jeżeli nie chce się nienawiść odkleić to drążyć dlaczego. Czytać, uzupełniać wiedzę, a nie liczyć, że zapłacimy 100 zł za sesję i po sprawie. Pomocnik duchowy ma już praktykę, doświadczenie często zdobyte na sobie i teorię, którą może się podzielić ale cudu nie uczyni. Czy chcemy go słuchać, nawet za pieniądze? Czy wybieramy zachowawcze pierdoły nie wnoszące za wiele do naszego życia? I ciągle jęczymy i utyskujemy na te same tematy… Wybór należy do nas…

Oczywiście trudniej może być w przypadku obcych ludzi, o których niewiele lub nic nie wiemy ale dla samego siebie można poruszyć wyobraźnię od tej strony i spróbować popatrzeć sercem. Nie piszę o skrajnych przypadkach zabójstw czy gwałtów bo te wymagają pomocy specjalisty i na własną rękę niewiele zdziałamy.

Ale życie dobrze jest przyjmować takie jakie jest, a perspektywę trochę sami mu nadać możemy. Żeby kreować szczęście i przyciągać to, co chcemy trzeba pozbyć się obciążeń hodowanych samemu w sobie. I próbować krok po kroku odpuszczać bo w końcu się uda. Nawet za milion pierwszym razem. I to się tyczy każdego, każdej urazy której doznajemy choćby błahej, sytuacji, ludzi, którzy źle nam uczynili, wszystko na bieżąco dobrze jest wybaczać i odpuszczać. Sprzątać jak tylko pojawi się lekki bałagan w duszy. Nie czekać, nie obrażać się na tego partnera/dziecko czy kogoś tam jeszcze innego, nie prowokować cichych dni bo one najbardziej szkodzą nam. Mówić o co nam chodzi ASERTYWNIE. Rozmawiać. Wyjaśniać. Pokłócić się nawet. Lepsza burza z piorunami, po której jest słońce niż co innego.

Krzywdzą ci, którzy byli krzywdzeni. Bo nie potrafią inaczej i innego schematu nie znają. Upokarzają ci, którzy doznawali upokorzeń. Bo innych sposobów dowartościowania nie znają.

Trzeba to zrozumieć i być ponad to. Sytuacje w cyklu życia-śmierci-życia są odwracalne i płynne. Ta energia, którą wysyłamy wróci zarówno do nas, jak i do tych którzy źle czynią. Nie nam osądzać, nie nam ferować wyroki, nie nam się mścić bo wszystko i tak przyjdzie i zemści się samo. Jeżeli wierzy się w chociażby Boga, Kosmiczną Moc, Prawo Przyciągania – nie ma innej możliwości żeby stało się inaczej. Więc wybacz kotku i nie podgryzaj sam siebie 🙂

Odważnie podam przykład mojego ojca, który chciał uciec przez przeszłością, zapomnieć, że miał wcześniej rodzinę, córkę i żonę, sprzedał dom i wybudował sobie nowy, z dala od wszystkiego, nie podając ani mi ani nikomu z rodziny czy znajomych nowego adresu, ba! nawet miejscowości, do której się przeniósł. Chwalił się, że zaryje się na emeryturę i będzie sobie z piwkiem kosił trawniki. I co? Po przeciwnej stronie zamieszkała kuzynka mojej mamy, z którą znają się doskonale. Noo, minę miał podobno bezcenną jak mu pomachała zza płota. Mnie ta wiadomość zmroziła bo pokazała, że

i tak nie ucieknie się przed świństwami jakie z premedytacją wyrządzało się drugiemu.

To znaczy ucieknie ale tylko do pewnego momentu. Bo później pojawia się sumienie, które różne przybiera twarze, a przed nim tak łatwo się już nie schowa. I można tylko współczuć takiemu człowiekowi pilnując siebie.

być może boleć będzie już zawsze, nie zapomnimy jak bardzo było nam przykro, nie zrozumiemy dlaczego tak się stało ale za to będziemy WOLNI !

Więc tak czy inaczej przed wyrządzonym drugiemu złem nie uciekniemy. Zegar tyka nieubłaganie dla każdego. Owo sumienie siedzi spokojnie i czeka żeby dopaść nas w takiej czy innej chwili i tylko ten co niegodziwie czyni/ł wie w jakiej i kiedy.

A nienawiść jako uczucie nad wyraz destrukcyjne, podkarmiane latami też będzie miało swoje negatywne skutki w naszym życiu czy nam się to podoba czy nie.

To żółć, która zalewa nasze serce i narządy wewnętrzne. Powodująca nowotwory i inne schorzenia cielesne.

Być może ból nigdy nie przeminie i nie w każdym przypadku. I trzeba nauczyć się z nim żyć, zaprzyjaźnić, zaakceptować, bo on nas też ukształtował i pomógł coś zrozumieć (chociaż nawet możemy nie wiedzieć co, może po prostu cykl życia i doświadczeń – innych dla każdego). To zranione, dziurawe serce nigdy do końca się nie zrośnie, czasami nie ma takiej siły ale nie musi być czarne od smutku. Może nadal cieszyć się czystymi uczuciami i żywić miłością. A im więcej jej mamy w sobie, tym więcej jej dostaniemy. Nawet jeżeli przyjdzie z najmniej oczekiwanego kierunku i w najmniej spodziewanym momencie 🙂

Życie staje się łatwiejsze i przyjemniejsze kiedy idziemy przez ten świat wolni od nienawiści, żalu, z czystą głową, która nie rozmyśla o (smutnej) przeszłości sama z siebie. Z czystą kartą możemy narodzić się na nowo i zacząć wszystko od początku. Amen.

WYBACZAM SOBIE, WYBACZAM TOBIE – to moja ulubiona afirmacja, krótka i na temat 🙂

Autor: BeaHerba

Bea Herba to ziołowa beata herbata słuchająca siebie, swoich odczuć i snów, czasem słaba, czasem czarna i mocna, bywa też kompletnie zielona i delikatna biała, niekiedy słodka i aromatyczna. Jak życie…

40 myśli na temat “wybacz kotku”

  1. Człowiek jest tak skonstruowany, że żeby być szczęśliwym, musi nad sobą pracować. Odpuszczać, przebaczać i żyć w zgodzie ze sobą. jednak wiadomo, że czasami jest ciężko to zrobić mimo, że wiadomo, że nam to pomoże.

    1. Dokładnie… czasami wiemy, a nic nie możemy zrobić i ruszyć z miejsca. Jednak warto próbować bo hodowane urazy i żale bardzo nam nie służą, blokują rozwój i przenoszą się na ciało…

  2. Aby być szczęśliwym potrzeba ogromnej pracy nad sobą. Bowiem jesteśmy raczej zaprogramowani na tryb pesymistyczno-zarobkowy. A szkoda, bo nigdy nie będzie ludzi w pełni szczęśliwch.

    1. Dokładnie tak też jest 🙂 Plus to, że ludziom nie chce się pracować nad sobą i swoimi odczuciami, za to mają masę wymagań w stosunku do innych i życia w samego sobie. A te można wziąć we własne ręce 🙂

  3. W moim życiu są osoby, którym nigdy nie wybaczyłam pewnych rzeczy. Ale to dlatego, że nigdy mnie o to nie prosiły. Chyba nie umiem się wysłowić, ale chodzi o to, że nie mam ochoty się z tymi ludźmi na siłę zadawać, skoro ciągną mnie w dół i szczują swoją negatywnością. Nie chcę takich ludzi w swoim życiu. I nie wiem, czy to znaczy, że im nie wybaczyłam. Jeśli tak, to trudno. Może nie każdy zasługuje na moje wybaczenie? Ale ja na pewno zasługuję na to, żeby otaczać się dobrymi, życzliwymi ludźmi.

    1. To idealistyczne założenie, wybaczę jak ktoś będzie prosił o wybaczenie. Wybaczamy dla siebie, nigdy dla kogoś. Poza tym jak ktoś nas ściąga w dół oczywistym jest, że kończymy takie relacje, nawet jak doznamy wybaczenia 🙂 Na pewno Ty zasługujesz na pozytywne emocje i spokój ducha. Hodowanie uraz nie prowadzi do niczego dobrego i jest procesem do kompletnego uzdrawiania. Tak jak napisałam w tekście, ból nie minie, a pamięć nie zapomni ale serce będzie wolne 🙂 pozdrawiam

  4. Ten jakby u mnie na czasie, a to z powodu pewnej znajomej z Fb. która po raz kolejny odeszła. Odeszła, bo mnie nienawidzi. Tak po prostu. Dla mnie to okazja, żeby przyjrzeć się temu uczuciu. Jak bardzo ja nienawidzę i kogo i dlaczego? Jak zwalam winę za swoje emocje na innych. Oni mnie wkurzyli. Byli tacy siacy owacy. Nie ja pozwoliłam się wkurzyć, ale oni mnie bez mojego pozwolenia wkurzyli. Znasz to? Te historyjki, które sobie opowiadamy, hodując nienawiść. Ja miła, grzeczna, a oni niegrzeczni. Nie wybaczę, bo itd. itd. Bez sensu. Jak sama to zauważasz powyżej. A jak próbuję sobie radzić? Modlitwą ho,oponopono. Tekst brzmi: Jest mi bardzo przykro. Proszę wybacz mi. Ja wybaczam sobie i wybaczam tobie. Kocham siebie i kocham ciebie. Pomaga na pewno. Może nie od razu, ale po jakimś czasie. Poza tym najważniejsze: zanim na kogoś wybuchniesz złością albo zamkniesz się w milczeniu złości, stań na chwilę, uświadom sobie, co się dzieje. Tak sobie myślę akurat w tej chwili, gdy nie czuję złości. Jednak czy umiałabym zastosować swoje rady, gdy ktoś mnie porządnie wkurzy lub nie daj boże skrzywdzi? Nie wiem. Też w przeszłości brnęłam w złość. Teraz mogę sobie życzyć i Tobie też: zatrzymaj się, zanim na kimś się wyładujesz lub przed kimś schowasz w klatce milczenia.

  5. nie jest łatwo byc szczęśliwym, trzeba dużo pracy nad sobą, nie zawsze to wychodzi, trzeba widzieć we wszystkim choc odrobine dobrych rzeczy i życie staje się weselsze

  6. W moim przypadku są osoby, którym nie wybaczyłam i pewnie już nie wybaczę, ponieważ:
    – nie czuję takiej potrzeby,
    – one nie czują takiej potrzeby,
    – na wybaczenie też trzeba sobie “zasluzyc”, starając się jakos naprawić krzywdę lub chociaż przeprosić,
    – nie lubię robić niczego “na siłę” tylko dlatego, że “tak trzeba”.

    1. Wybacza się bezwarunkowo, TYLKO dla siebie i ulgi w swojej duszy. Nie można oczekiwać, że osoba, która nas skrzywdziła będzie kajać się o wybaczenie, przepraszać i zrozumie co zrobiła. Zdarza się tak, owszem, ale to założenie idealistyczne, tłumaczące siebie dlaczego nie chce się odpuścić. Może do tego trzeba też w jakimś sensie dojrzeć, czego życzę Tobie z całego serca bo warto 🙂 Wiem sama po sobie 😉

    1. A niektórzy klienci uzależniają się od terapeutów, a już od wróżek to w naszym kraju na potęgę 🙂 bo niestety ale w Polsce nadal mało osób korzysta z fachowej pomocy, więc uzależnienie raczej aż takie wielkie nie grozi, a jeszcze się przyda dla własnego dobra pozdrawiam 🙂

  7. Wybaczanie nie jest sprawą prostą, ale jak najbardziej jest możliwe nawet w sytuacjach gdy ktoś bardzo nas skrzywdził. Zdecydowanie spokojniej żyje się nie żywiąc żadnej urazy do ludzi, ale czasem jest to bardzo trudne. Różne są sytuacje w życiu i z różnymi rzeczami przychodzi nam się zmierzyć. Życie z negatywnymi emocjami i myślami krążącymi z tyłu głowy nie jest przyjemne i uważam, że warto życzyć innym jak najlepiej nawet gdy wbili nam nóż w plecy. Przebaczyć a udawać, że nic się nie stało to dwie różne rzeczy i myślę, że warto to rozróżniać i zawsze należy wyciągać wnioski na przyszłość 🙂

  8. Świetny materiał z konkretnymi wskazówkami. Masz
    Racje, nie warto nienawidzić. Podobno nienawiść zamienia się w
    Nowotwory i zżera nas od środka. Tak czy inaczej ja wybaczyłam wszystkim, którzy mi w życiu dali w kość. Co nie znaczy, że zapomniałam. ❤️

    1. Dziękuję 🙂 Dokładnie mam podobnie 🙂 Zapomnieć się nie da i to nawet nie o to chodzi ale wybaczać naprawdę warto i dobrze to zrozumieć dla własnego dobra 🙂

  9. Moim zdaniem nie trzeba wybaczać. Ludzie cierpią, bo nie mogą się z czymś pogodzić, co nastąpiło w przeszłości. Czasu cofnąć już się nie da, ale można do tego wrócić, przerobić to jeszcze raz i popracować nad swoją postawą wobec tych wydarzeń, zaakceptować, że to było. Są rzeczy, których po prostu wybaczyć się nie da.

    1. Oczywiście, że trzeba wszystko przerobić, choćby wiele lat to zajmowało, niemniej jednak bardzo ważnym procesem w przerobieniu przeszłości jest wybaczenie właśnie – sobie i innym 🙂 pozdrawiam!

  10. Ostatnio często się spotykam z określeniem ” jestem taki bo miałem trudne dzieciństwo” zauważam że ludziom jest coraz wygodniej zwalać winę za swoje niepowodzenia. Tylko od nas samych zależy jaki zgotujemy sobie los, a pracować nad tym trzeba całe życie

    1. Bo pewnie mieli to trudne dzieciństwo! Tylko może nikt nie mówi im, że takowe leczy się u psychoterapeuty lub innej pomocy duchowej 🙂 Lub wiedzą, a im się nie chce… Bo ludziom nie chce się pracować nad sobą i myśleć 😉

  11. Czasem nie jest łatwo z powodu wielu czynników… A nie raz po prostu trzeba spojrzeć na wszystko z dystansu, odciąć się od tego co nas rani wtedy spojrzenie na to staje się zupełnie inne i podejście również 😊

  12. Z własnego doświadczenia wiem, ze odpuszczenie jest najszybsza droga do uzdrowienia samego siebie. Hodowanie i wzmacnianie w sobie złości na dłuższą metę nie prowadzi do niczego dobrego. Pozdrawiam ciepło i życzę dużo miłości 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *