herbatyzm

zwierzogród

No niestety jednak bardzo uczuciowa jestem i przyzwyczajam się do tych, których kocham. Również do swoich zwierząt. Na samą myśl, że są już stare robi mi się ciężko (tak tak) na sercu i ni jak nie mogę nad tym zapanować. Oczywiście tłumaczę sobie, że taka kolej rzeczy, że wiedziałam że tak będzie, że ciekawy bardzo żywot przy nas mają itp. itd. Ale nie ma to przełożenia na uczucia jakie we mnie są.

Miałam już kiedyś pasa i pożegnanie z nim przeżyłam bardzo chociaż pojawił się u nas jak dzieciakiem większym jeszcze byłam i do końca nie wiedziałam jak się mam nim opiekować. Cocker spaniel wyjątkowo wyrasowiony był (Gerry von der Teufelsburg się nazywał) i niemiecka rodzina pozbyła się go bo miał bardzo duże problemy z uszami (takie są nasze podejrzenia + że kłaczył do tego niemożebnie a włosy miał dłuugie). Znajomy uchronił go przed uśpieniem i przywiózł do nas. Mimo papierów i udziału w wystawach nie podołali takiemu obowiązkowi jakim w tym przypadku była pielęgnacja i dbanie o zdrowie. Zresztą dla dziecka też nie było to nazbyt fortunne psisko gdyż codzienne czesanie i latanie po lekarzach nie należało do moich ulubionych/nastoletnich czynności. Do tego hrabia, wytresowany (np. podawał łapę lewą lub prawą w zależności o którą się poprosiło, chodził przy nodze, siadał i kładł się) i na komendy (w języku niemieckim wydawane) reagujący owszem ale ogólnie niesamowity indywidualista – nie przejawiał na przykład większej ochoty do ciągłego tulania się i nie przepadał za przesadnymi spacerami siłą czasem ciągnięty (zdarzało się, że chciałam sobie z nim pochodzić, a on skubany uciekał mi do domu). Bardzo go z mamą jednak kochałyśmy i uważałyśmy, że cierpi za urodę. Był już moment, że miał taką ropę w uszach, że żaden lekarz w Gnieźnie nie chciał go leczyć i uśpić radzili. Ale my się nie poddawałyśmy i znalazłyśmy jakieś starego już wtedy profesora w Poznaniu, który sytuację opanował. A później przeszedł operację uszu i do 13 roku sobie jeszcze żył. Za żarcie oddał by wszystko i tylko ono go interesowało (ale ponoć spaniele potrafią nażreć się do pęknięcia żołądka). Miewał też swoje fochy i chimery i jak w nocy został przyłapany na wylizywaniu cukru z cukiernicy na stole siedząc to autentycznie bardzo się wstydził i głowę “nie wiem o co chodzi” odwracał. Potrafił też odmówić wyjścia z domu i 3 dni siedział pod ławą w kuchni bo mu np. jedzenie nie podpasowało (nie sikając). Weterynarz więc nie raz do domu był wzywany i dopiero później załapałyśmy, że to taka psia histeria …  Po jego odejściu psa więcej mieć nie chciałam ale …

po kilku miesiącach od straty tamtego mąż mój osobisty narozrabiał (kłamał, że nie pali, a palił – papierochy) i wymyślił sobie, że przed Bożym Narodzeniem weźmie mnie na litość i psa przyprowadzi. Że decyzja to poważna była NA SZCZĘŚCIE mnie poinformował i oczywiście ziarno na grunt podatny padło. Pojechaliśmy więc do schroniska niby tylko zobaczyć co i jak i się jeszcze zastanowić, ale rudy duży jamnik tak głośno szczekał, że od razu poczuliśmy, że jest nasza. I wyszliśmy z psem. Kompletnie nie przygotowani i nie świadomi jak ma przebiegać opieka nad zwierzęciem z sierocińca. Długo się docierałyśmy ale jak już ją naprawdę pokochałam bez żalu o tamtego (który jeszcze jednak w sercu siedział i porównywałam ją do Gercia) to na zabój. Owszem, sprawiała trochę problemów bo ani nie umiała na smyczy chodzić, sikała w domu i notorycznie uciekała. Ileż razy po osiedlu ją jak ta głupia goniłam … (teraz się z tego śmieję, tamten DO domu uciekał, a ta Z domu) I sandały najlepsze też mi pożarła (a to pewnie dlatego, że młodsza była niż w schronisku powiedzieli bo nawet trochę jeszcze urosła). A później załapałam, że to pies mega spacerowo-wybiegowy i jak na solidny spacer wyjdzie to na miejscu grzecznie siedzi. Do dziś jak jest na wsi, prysnąć potrafi jak do lasu na wybieg nie pójdzie. Nerwowa bardzo też od  zawsze była i nawet kąsać próbowała (cały czas jak się zdenerwuje to na swój-na szczęście- ogon się rzuca) ale rzeczywiście coś  w tym jest, że psy do właścicieli są podobne (koty zresztą też) 😉 Nigdy nigdy przenigdy bym jej na żadnego innego nie zamieniła, towarzyszka najlepsza i pocieszycielka, pies jak z bajki – jak płakałam czasem to przychodziła i po rękach mnie lizała … Nawet wyrzuty sumienia trochę mam, że jednak jej od razu w pełni nie zaakceptowałam i do tamtego idiotycznie przyrównywałam.  Wszyscy bliscy znajomi darzyli ją uczuciem bo towarzyska nader była (teraz mniej już trochę ufna), wszędzie z nami jeździła, na imprezy i aftery też się zdarzało ją zabierać, setki chyba kilometrów pól, łąk, lasów, ulic przeszła z nami i miała potrzebę być TYLKO ze mną najlepiej, nieważne gdzie i w jakich warunkach. W życiu bym się nie spodziewała, że taką sukę cudowną będę miała, przytulaczkę, która przyznaję, lata całe do pojawienia się dziecka w łóżku z nami spała. I nagle ma 14 lat ! A do tego tyle kleszczy w życiu miała i żaden jej nie zaszkodził, aż do teraz. Nerwy straszne, przeżywam bardzo każdą akcję zdrowotną z nią (i kotem) związaną i cieszę się, że mąż w porę gnojka znalazł w futrze głęboko bardzo zakleszczenego i dużego już niestety. Pocieszające jest, że w porę antybiotyk dostała, bo w krwi jakiś stan zapalny wyszedł. Mimo więc innych zdrowotnych perturbacji trzymam kciuki, że będzie sobie jeszcze z nami żyła. Iii tam kciuki, tak naprawdę szczerze się za nią modlę …

zwierza

Jeżeli chodzi o kocicę to przyjechała z moim mężem, wówczas chłopakiem,  w Dzień Dziecka na weekend tylko. I oboje zostali na zawsze. Darzę ją szczególnym bardzo sentymentem i przeżywam jak szalona przytrzaśnięcie końca ogona przez dziecko (niestety) bo operacja ją nie minie (martwica). Nic za to nie mogę, że te moje zwierzole darzę takim silnym uczuciem chociaż obiecuję sobie, że już NIGDY więcej żadnego nie wezmę (jest u babci jeszcze Krówka). Ale później jak tak sobie rozmyślam  sam na sam to nie wiem czy jednak wytrzymam. Owszem, serce krwawić będzie ale życie bez psa czy kota jałowe jakieś mi się jawi. Oczywiście mogłabym mieć jeszcze papugę czy świnię morską ale jednak te dwa gatunki : pies i kot niesamowicie mi pasują i gdybym miała wybrać to nie wiem które (kot ma to, czego nie ma pies i odwrotnie 😉 ). Rozum każe więc zaniechać posiadania więcej zwierząt bo to obowiązek, wydatki, przeżycia emocjonalne na wysokim poziomie i upychać w razie wyjazdu trzeba (na szczęście można do mamy)  i same racjonalne argumenty przeciw przemawiają. I mąż też nie chciał więcej zwierząt (mówi, że kota na pewno nie zaakceptuje – zobaczymy …) ale już zaczął coś wspominać, że na małego pieska to się zgodzi 😀 jak synek będzie bardzo chciał haha …

Bo podobno najlepszym pocieszeniem dla psiarza po utracie przyjaciela jest wzięcie następnego. I o ile wydaje się to niemożliwe- to lekiem jedynym dla cierpiącej duszy się staje i nadzieję nową daje … Po zastanowieniu myślę sobie, że coś w tym może być … Pustkę zapełni. Oczywiście nie od razu ale ciągnie wilka do lasu prędzej czy później … Już raz to zresztą przeżyłam.

Nad nerwami natomiast średnie panowanie mam i słabo idzie mi NIE panikowanie. Czemu w tej głowie roją się od razu czarne scenariusze zamiast odpuścić i poczekać chociaż na wyniki badań suczki… ? Tym razem bardzo się starałam i szło mi jakoś ale do czasu oczywiście… jak pies za próg domu do lekarza nie wyszedł …  Ale przyjaciele to przyjaciele. Na 4 łapach czasem okazuje się, że najwierniejsi, zawsze kochający bez względu na wszystko i czekający z utęsknieniem. Nie lubię jak ich w pobliżu nie ma ale … może to nie tylko tęsknota … ?

Może też chęć posiadania nad wszystkim kontroli przeze mnie przemawia? Może tak być bo często wydaje mi się, że nikt się tak nimi nie zajmie jak ja, nie postara o karmę specjalistyczną jednej na nerki, drugiej light/senior, nie wygłaszcze wystarczająco i nie zobaczy tego, co ja potrafię wypatrzyć … czarna herbata normalnie jestem … Zresztą też się  z czasem przyzwyczaiłam, że wszystkim w domu SAMA zajmę się najlepiej (co za durne przekonanie). Kiedyś taka nie byłam ale zgodzę się z teorią, że kobiety przyjmujące nazwisko męża zmieniają się w zupełnie inne babki *. Osobiście byłam dość oporna i długo ukrywałam różne, powiedzmy, talenty ale w końcu i tak po latach zaczęłam coraz bardziej dbać o swój dom i swojego faceta z przyjemnością (do tego nawet !). Wdrożyłam też własne obserwacje pod tym kątem bo temat wydał mi się ciekawy i naprawdę coś w tym jest ! Ostatnim namacalnym przykładem jest moja mama, która długo po rozwodzie nosiła jeszcze nazwisko mojego ojca ale w końcu po wielu latach postanowiła się go pozbyć i wrócić do panieńskiego. I stopniowo zaczęła przejawiać cechy osoby wolnej, skoncentrowanej na sobie, a nie tam na przyziemnym sprzątaniu czy gotowaniu obiadków. Zawsze bardzo dokładna nagle robi wszystko z niedbałym rozmachem i oczywiście coś tam sprząta ale raczej tyle, ile trzeba 🙂 Nawet były pewne spory pod tym kontem gdyż denerwowałam ją swoim – jak to mówi perfekcjonizmem (lecz daaaleko mi do tego), a ona z kolei wkurzała mnie ignorowaniem spraw gospodarczo-domowych. Dopiero jak wykminiłam, że to proces naturalny i zmieniła znowu wibracje na panieńskie to jej o tym powiedziałam i wzajemnie się na nowo zaakceptowałyśmy.  Więc ja czasem odpuszczam, a ona właśnie inwencją ciut większą wykazuje …

* jeżeli chodzi o numerologię to kompletnie ją odrzucam jak i inne wróżby. Tu akurat motyw zmiany nazwiska jest dość naocznie opisany. Zajmowałam się przez wiele lat robieniem portretów numerologicznych i na koniec doszłam do tego, że nie chcę nikogo programować (bo to swego rodzaju kody są wrzucane ludziom), do tego każdy ma w sobie WSZYSTKIE cechy każdej z liczb bo jesteśmy wielowymiarowi (wyszło jak się pomyliłam i dla innej liczby opis zrobiłam, a zgadzało się w 100 % haha), pewne rzeczy i tak się dzieją w swoim tempie i żadne cykle nie są do końca w stanie tego przewidzieć, a najbardziej koliduje mi to z WIARĄ, ŻE WSZYSTKO ABSOLUTNIE JEST MOŻLIWE. Wyklucza się wzajemnie już z zasady i albo jest naprawdę wszystko możliwe (i w to wierzymy) albo jakaś wróżka czy doradca rzuci w podświadomość schematy, które temu przeczą. A jeżeli spróbujemy tak jak np. w książce Sekret przesterować swoje myślenie (i podświadomość) to będziemy żyć życiem jakim pragniemy i o jakim marzyliśmy. JA wierzę, że to JEST MOŻLIWE i testuję na sobie prawo przyciągania. Na dodatek korzystając z jakichkolwiek wróżbiarskich prognoz możemy (również nieświadomie) nakarmić swoje lęki i usłyszeć to, czego nie chcemy i się boimy (a później odwrócić i przekodować swoją głowę nie jest tak prosto i trzeba szukać pomocy, najlepiej od razu kogoś takiego jak Gracja Brzuskiewicz). Często właśnie (wiem po swoim przykładzie) ludzie słabi i zalęknieni bardzo chcą zajrzeć w swoją przyszłość i wykluczyć swoje obawy. I dostają jakiś program, jeden z wielu, który teoretycznie może się wydarzyć. Ale inny też ma szansę realizacji i jest to kwestia trochę naszego wyboru. A w tej branży nie ma aż tylu delikatnych wróżbitów, którzy nie chcą krzywdy wyrządzić i znając środowisko WIEM TO po prostu, że prędzej czy później epatują swoją niby przewagą i w pychę często popadają, a co za tym idzie koniecznie chcą wmówić człowiekowi, że wiedzą na pewno wszystko lepiej od Boga samego nawet. Jako gatunek ludzki jesteśmy bardzo wrażliwi na wszelkiego rodzaju sugestie i idąc do wróżki itp. sami wystawiamy się na totalną manipulację i niezłe wkręty. Astrologowie często są mistrzami konfabulacji i łączenia szybko faktów i tak sesję prowadzą, że większość informacji wyciągają od klienta (na swoim przykładzie u super astrolog, bardzo polecanej to zobaczyłam-powtarzała przerobione MOJE opowieści i bardzo zachęcała do kolejnych – a później droga prosta do własnej interpretacji). Biznes to jest i zapominają troszkę, że z psychiką ludzką do czynienia mają i ktoś może się okazać bardzo słaby i wrażliwy. Kompleksy, a co za tym idzie posiadanie  władzy również w tych kręgach bardzo bowiem jest kuszące i nadużywane. Tym bardziej jak ktoś do tego pazerny jeszcze jest – chętnie uzależni “ofiarę” od siebie żeby ciągle po porady przychodziła i kasę nie małą zostawiała.

BeaHerba

Bea Herba to ziołowa beata herbata słuchająca siebie, swoich odczuć i snów, czasem słaba, czasem czarna i mocna, bywa też kompletnie zielona i delikatna biała, niekiedy słodka i aromatyczna. Jak życie...

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *