zwykły człowiek

Na pewno warto i dobrze mieć marzenia, a może nawet dla higieny psychicznej są one wręcz potrzebne i niezbędne. Tylko czy czasami nas nie przerastają? Są takie, których realizacja to czysta przyjemność, niejako nagroda, która przychodzi bardzo często niespodziewanie ale jednak gdzieś tam w środku czekało się bardziej świadomie lub mniej na spełnienie. A są i takie, może to te kompletnie absurdalne, ze strefy: Niemożliwe. Tak bardzo odjechane, że aż prawdopodobne, że się spełnią właśnie 🙂 Taki sobie paradoksik.

I nagle

jak się dokonuje czy dokonać by miało to człowiek panikuje

i już sam nie wiem czy jest na to gotowy? Tak chyba można powiedzieć bez silenia się na górnolotność. Ale może niewielu ma takie dylematy (herbaty). A może właśnie tak 🙂 Kompletnie nie mam pojęcia. Wiem tylko, że co poniektórzy są nieźle tym życiem potargani i można mówić, że to takie proste i wystarczy chcieć żeby się uczesało. Nie jestem przekonana na ilu to wszystko, ta cała filozofia pozytywnego myślenia (mówiąc w skrócie) tak szybko działa bez jakiejś minimalnej pracy nad sobą czy może bardziej i ładniej brzmi zaangażowania. Żeby pomóc sobie i skorzystać też ze źródeł pomocy. No minimum jakieś trzeba z siebie dać, pomyśleć czy zastanowić się nad sobą, swoim postępowaniem i życiem nawet też.

Przyłożyć trochę rękę, palec choćby do zmiany tego myślenia i łapaniu się na starych przyzwyczajeniach. Jednemu pójdzie łatwiej innemu nie, ktoś odniesie szybki sukces, ktoś inny powoli będzie parł do celu ale jednak coś tam tymi szarymi komórkami ruszać trzeba. Najlepiej okazuje się, że cały czas warto dbać o UWAŻNOŚĆ. Tego co się mówi, robi i MYŚLI. I dobrze czynić to z radością i lekkością oczywiście 🙂

lepiej jak rosną za duże niż siedzą przy ziemi za małe…

Czego się więc boimy gdy jesteśmy już u kresu, u końca realizacji naszego mega pragnienia? Że życzenie owo się właśnie spełni? Czy nie na tym nam właśnie zależało? Czy tylko tak się wydawało? Czasami okazuje się, że te obawy są tak mocno zakorzenione w naszej głowie/psyche/podświadomości, że na pstryknięcie palcem mimo chęci najszczerszych eliminacja ich nie działa. Tym bardziej, że niepokój pojawia się dopiero przy finale. Wcześniej rozum myśli (dobre sobie), że ze wszystkim już sobie poradził, przerobił (o, świetne słowo) i jest git. Marzenie nadciągaj, jestem, stoję tu… Jebnij mnie w głowę. I… jeb. Jebło. No co zdziwiony? Ano tak i to bardzo. I co teraz? Nie wiem, a znasz to?

Uważaj na marzenia bo mogą się spełnić…

Może tak być u ludzi z niską samooceną i pewnie jakimiś innymi fiksami też ale strach wyłazi sobie i już. Brak w wiary w siebie i poczucie nie zasługiwania na dobrostan. A wydawało nam się, że jesteśmy już tacy do przodu 😉 Może nawet być taki potencjał energetyczny uruchomiony z poprzednich pokoleń (energia nas tworzy z energii więc to co działo się wcześniej ma znaczenie). Taki kolejny myk, ciekawostka i zarazem bardzo interesująca sprawa.

Błysk, który ciapnął nas w nieodpowiednim momencie

kiedy np. coś przykrego stało się w naszym życiu. Zaskoczyło nie tak jak by miało i uruchomiło nie to co trzeba, co ciągnie się później za nami nawet całe życie. Czasami już nie pomoże nawet (klasyczna) psychoterapia ani (w dodatku) żadna inna apia i walczymy z wiatrakami. Gdy już liźniemy temat i trafimy na pomoc kogoś takiego kto wie co z nas wyciągnąć z poprzednich rodzinnych zdarzeń to nawet daje się w niektórych przypadkach (nie u każdego jest potrzeba aż takiej głębokiej terapii) połączyć szybko pewne rzeczy w jakąś całość. Oczy otwierają się szeroko ze zdziwienia, że możemy coś takiego (potencjał energetyczny) przenosić i to, co działo się z naszymi pra dziadkami i rodami ma olbrzymie znaczenie. Otarłam się o coś takiego, tzw. terapię rodową i muszę przyznać, że robi wrażenie. Przepina się później kanały energetyczne na specjalnych matrycach. Wiem, że brzmi dość odlotowo ale to wszystko oparte jest na fizyce kwantowej.

Poczuj to, jesteś energią.

Jak wszystko co nas otacza. Jak nasze myśli i słowa wypowiadane na głos. Ale zaprzestałam kontynuowania, bo zupełnie zwykły człowiek jestem, z powodów czysto ekonomicznych (drogo i tyle). Może to wytłumaczenie, oczywiście, ktoś ma prawo tak uważać i dla chcącego nic trudnego ale jednak powiem „cóż „… Drogo dla mnie of kors, dla ciebie może nie 🙂 Poza tym jak zwykle punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i gdyby porównywać cennik z ustawieniami Hellingerowskimi to rzeczywiście tanio.

I dopiszę, że miałam niesamowite odczucia, zadziało się ze mną coś szalenie intrygującego,

otworzyły się niemal natychmiast jakieś kanały przepływu informacji

na poziomie mentalnym i umysłowym. Czułam, że ta metoda na mnie działa i jestem w stanie pozbyć się swoich przypadłości tych bardzo uciążliwych zatruwających mi życie i jego swobodę. A do tego uzmysłowiłam sobie, że nie jestem za to odpowiedzialna ani tym bardziej niczemu winna. Po prostu taki, a nie inny potencjał energetyczny uruchomił się w jakimś momencie mojego życia i zaczęłam funkcjonować pod jego wpływem. Jedna trauma wystarczyła. I to jest piękne, że pozbyłam się tej ciążącej na mnie frustracji, że mogłabym inaczej, a nie potrafię. Ano nie potrafię, bo energia z poprzednich pokoleń ciągnie mnie w dół i zwodzi na manowce lęków i nerwów. Przez co nakręca się spirala coraz groźniejsza dla duszy kiedy to szamoczemy się z czymś w środku i nie potrafimy pozbyć.

Teraz, będąc tego świadoma po rodowych kęsach coraz częściej sama się wyłapuję na procederze i wybaczam sobie niemal od razu niecne zapędy psychiki/uczuć (bo jednak to uczucia nakręcają psyche i kiedy zaczynamy czuć wewnętrzny lęk, taki w sercu i żołądku, każdy inaczej ale zapewne wiecie co mam na myśli to rozum natychmiast w to wchodzi produkując jeszcze więcej czarnych scenariuszy) w nie te meandry co trzeba 🙂 Nawet jeżeli argumenty lęków są bardzo rzeczowe i przekonujące staram się przypominać sobie to ukryte drugie dno, które mną kieruje. No na pewno nie jest to świadomość. Tu akurat sprawa jasna jak słońce, ona nami nie steruje.

czasami dobrze chodzić z głową w chmurach 😀

Nie mam nic na swoją obronę, że nie kontynuuję terapii (prócz miliona przyziemnych spraw, w tym nieprzewidzianych wydatków). Tak czasami wychodzi, że się chce, a jakoś nie można. Czy to możliwe? Sama nie wiem. Czy to podświadoma ucieczka przed konfrontacją? Bardzo prawdopodobne, a niekiedy zupełnie trafione (choć herbata lubi mierzyć się ze sobą). Nie potwierdzam nie zaprzeczam ale wiem, że jesteśmy tylko i aż ludźmi. Jest nas miliardy, różnorodnych postaci, każdy inny i tak naprawdę jedyny w swoim rodzaju. To fantastyczne. Ale jesteśmy też częścią podświadomości zbiorowej, każdy jest falą i wszystkie się wzajemnie przenikają. Dlatego tak ważna jest uważność siebie i tego co nas otacza też. Panowanie nad swoimi myślami, sterownie nimi, w którą stronę podążać. Dbanie o ciało i ducha. Życia w wewnętrznej harmonii, uspokojeniu emocji i koncentracji na teraźniejszości. To jest możliwe. I odpuszczenie sobie wszystkiego wraz z  dopuszczeniem do siebie miłości i ufności, że wszystko jest i będzie dobrze 🙂

A marzenia, nie wiem czemu ale sądzę, że jak mają się spełnić to i tak się spełnią, bez względu (a może nawet czasem tym bardziej) na wszystko i na przekór wszystkim 🙂 kropka

Autor: BeaHerba

Bea Herba to ziołowa beata herbata słuchająca siebie, swoich odczuć i snów, czasem słaba, czasem czarna i mocna, bywa też kompletnie zielona i delikatna biała, niekiedy słodka i aromatyczna. Jak życie...

11 myśli na temat “zwykły człowiek”

  1. Zakończenie mi się podoba. Jak mają się spełnić, to się spełnią, a jak nie, to cuda niewidy na kiju i nic z tego nie będzie. Takie powiedzenie i myślenie w moim stylu, bo ja nie lubię się napinać, ciągle tworzyć nowe cele i scenariusze. Bardziej wolę puścić coś luzem. Żyć sobie chwilą. Być tu i teraz.

  2. Dokładnie … jeśli marzenia się mają spełnić, to i tak się spełnią. Warto jednak w to uwierzyć, wizualizować sobie szczęście związane ze spełnieniem marzeń. Warto też uświadomić sobie w ogóle jakie ja mam konkretnie marzenia ? 🙂
    Pozdrawiam !

  3. Marzenia się spełniają, jeśli stają się naszymi celami. W pogoni za marzeniami ważna jest jednak ta uważność o której piszesz. Żeby się umieć zatrzymać, docenić, przeanalizować itp. Ja tak lubię, tzn. spojrzeć na wszystko z dystansu, z góry. To być może zabija spontaniczność, ale dobrze mi z tym 🙂

    1. Fajny komentarz, dziękuję 🙂 Osobiście mam wrażenie, że bycie w TU i TERAZ jest bardzo spontaniczne, a nawet piękne i możemy dostrzec wiele ciekawych rzeczy 🙂 pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *