herbatyzm

prawdomówna kłamczucha

Podobno według statystyk kłamiemy od 2 do 200 razy dziennie! O ludu kochany, nie sądziłam, że aż tak często. Ogólnie kłamią wszyscy, to też statystyki i częściej ludzie inteligentni (przebiegli, bardziej kombinują i manipulują). Niby ale ja akurat wcale taka pewna tego nie jestem. Jeżeli już to każdy kłamie na swoim poziomie i tyle. I to co miało być na końcu piszę już na początku, że wcale nie plasuję się w żadnej tam czołówce haha. Oczywiście patrząc na to z przymrużeniem oka 😉 Ale tylko lekkim.

Doprawdy nie wiem dlaczego niektórym ludziom kłamstwa przechodzą bokiem, a innym nawet drobniutkie i niewinne kłamstewko długo odbija się czkawką.

Lepiej oczywiście unikać i prawdomówność szerzyć, nie być tą kłamczuchą, a nad sprawiedliwością się nie zastanawiać,

nie rozważać i zbytnio nie analizować. A już na pewno nie dopasowywać nic bezpośrednio do siebie. To co jednemu ujdzie drugiemu nie koniecznie i tyle. Widocznie tak po prostu jest.
I tak, skłamałam (choć to nie moja muza i nie wiem czemu ale od razu nuci mnie się E. Bartosiewicz), przyznaję, niby nic, a jednak. Może być tak, że skoro już w momencie kłamstwa wypowiadanego zakładałam, że się raczej nie uda i nie przejdzie tak łatwo, że po niepewnym gruncie stąpam – to się nie udało i już. To znaczy samo w sobie wyszło ale

konsekwencje do (po)niesiena są.

Otóż gdzieś tam dla potrzeb własnych, urzędowo wizytowych powiedziałam, że dziecię przeziębione i prychające więc gdzieś tam nie dotrę. I masz babo placek, a w zasadzie gorączkę i przeziębienie. A tak dobrze żarło. Za dobrze mówić nie można, przechwalać też nie wypada ale skłamać również bee. I zamiast cieszyć się wiosenną aurą uziemieni w domu.

prawdomówna coś ta kłamczucha 😉

Ale pytanie dlaczego samo ciśnie się na usta,

dlaczego akurat jak JA jak coś takiego powiem

to mi nie wychodzi (to znaczy wychodzi ale odwrotnie bo w ogólnym rozrachunku wydarza się i tak to, co kłapałam) i dlaczego akurat JA mam być taka super uczciwa. Bo co? Wkurzam się czasem i buntuję na ową prawidłowość co to chyba potrzebna jest mi jak ta dziura w moście. Uczciwość ponad normę cholera. Może nawet z mlekiem matki wyssana.
Może to wynika z przepływu energii, z zasad wpojonych, że kłamstwo to kłamstwo, kłamać nie można i już. Przepisy takież w głowę wciśnięte, poparte doświadczeniem, a może jednak samemu wykreowane? Wszak

sumienie czyste być lubi, brudu nienawidzi i pod jego wpływem wariuje,

spać nie daje i ciśnie. Że jednak nie do końca i coś nie bardzo.
Ach jak dobrze czasem by było niczym się nie przejmować i już.
Owszem, bajki potrafię pleść piękne, czasem specjalnie w błąd wprowadzam, ale niewinnie i dla zabawy. Taka natura przekorna kobieca (zwłaszcza w stosunku do facetów) jednak w poważniejszych sprawach zwykła i pospolita dupa (blada). Nie żebym kłamać nie umiała, wręcz przeciwnie, może zresztą za często to robię (haha) bo jednak nos mi urósł (do obejrzenia wyżej) ostatnio i nadal posuwa się do przodu. Czyli jednak kłamczucha ale jakaś dziwna. Wiem,

prawdomówna kłamczucha 🙂

To lepsze określenie zdecydowanie. Bardziej pasujące.

język czasem szybszy od rozumu 😉

Lepiej nie kłamać wcale ale każdy wie, że czasami trzeba (czy na pewno?). I jakich zasad uczyć dziecka, że nie kłamać i być zupełną życiową pipą? Czy kłamać z umiarem i troszeczkę? A może czasami i w małych sprawach? I czy dziecko odróżni kłamstwo ważne od zupełnie nieistotnego i jakie zasady jemu zostaną?

Kiedyś kłamałam bardziej ale też w sumie zgodnie z prawdą. I przyznaję, że jak mama na coś tam w szpitalu kilka dni leżała to w szkole ze złami w oczach opowiadałam, że cierpię bo sama na gospodarstwie (domowym małym blokowym). Panie nauczycielki się litowały, pomagały zdać i usprawiedliwiały nieobecności (latałam w końcu też do szpitala). Z tygodnia miesiąc się zrobił. Dziadek też pochowany był kilka razy i wyjątkowo długo i ciężko chorował (wybacz dziadku, uznałam, że Tobie bez różnicy i byś się nie obraził), w końcu rzeczywiście już nie żył, a i z chorobą sama prawda była.

Ale

czy ktoś nie wymyślał takich historii, zwłaszcza za młodu w szkole?

No ktoś na pewno jednak chyba dużo podobnych do mnie? Tak się przynajmniej pocieszam 🙂 Tu i ówdzie słyszę czego to się w latach młodzieńczych nie robiło. Zmyślałam też facetom, niechętnie ale przyznaję,  bardzo niestworzone rzeczy – to fakt ale czynione w swej świadomości kompletnie jednak nieświadomie – bo chęcią zemsty na tatusiu za dziwki i zdrady popełniane. W sposób wyrachowany psychicznie się nad nimi pastwiłam ale jakby w amoku odwetu i chciałam żeby cierpieli. Inny temat i może kiedyś o tym napiszę 🙂 W ramach przeprosin i samooczyszczenia chyba, ehh.
Tak czy siak zawsze

jak moje kłamstwo było pokryte prawdą

(co za sprzeczność niebywała ale jakże słodka) albo po prostu prawda była mocno naciągana (co za fortel dla sumionka) to przechodziło bokiem. A nawet robiło wrażenie np. we wspomnianym gronie pedagogicznym (to jedyne takie przypadki litości nad Beatą), a pogłoska o ciężkim losie rozprzestrzeniała się lotem błyskawicy niwecząc plany dokuczenia mi nawet wrednych i nieprzychylnych belfrów. Jednak dawno bo już za dzieciaka trochę większego odkryłam też, że jak np. powiem że jestem chora, a zdrowa byłam to zaczynałam chorować. Teraz niczego takiego nie wypowiadam, mąż boi się jak tylko zaczynam bo ostatnio jak wkurwiło mnie poprzednie nasze auto i nagadałam mu tak, że w opony chyba poszło to padło i nie wstało. Efekt był pożądany, owszem, ale dość kosztowny. Tu kłamstwa nie było ale

moc słowa, a to może o nią też w tym wszystkim chodzi?

Wszak najlepsze kłamstwo to to, w które sam kłamczuch (a) bezgranicznie wierzy i prawdą się dla niego staje. Dlatego nauczyłam się kombinować na kanwie posiadanego już doświadczenia, najlepiej zrealizowanego i przeminiętego. Żeby nie kusić niepotrzebnie losu i nie ściągać jakichś nieszczęść.

Lecz ten jęzor czasem szybszy od rozumu, naPRAWDĘ.

Nim zdążę pomyśleć i wydać polecenie głosowe on JUŻ powiedział. Nachlapał. Poooszłoo.
A Wy, kłamiecie czasem czy zawsze jesteście bezwzględnie prawdomówni? Co za pytanie i tak się przecież nikt nie przyzna 🙂 Pozdro

BeaHerba

Bea Herba to ziołowa beata herbata słuchająca siebie, swoich odczuć i snów, czasem słaba, czasem czarna i mocna, bywa też kompletnie zielona i delikatna biała, niekiedy słodka i aromatyczna. Jak życie...

Możesz również polubić…

9 komentarzy

  1. Myślę sobie, że najlepsze są półprawdy. Na przykład: nie jem słodyczy, bo akurat teraz je odstawiłam i nie jem. Nieważne, że być może do nich wrócę. Sprzątam i gotuje. Owszem, bo dziś i wczoraj posprzątałam i ugotowałam i mam taki zamiar zrobić to jutro. I zamiast jestem chora, czuje się dziś jakoś dziwnie. Lepiej będzie jak zostanę w domu, bo jeszcze się rozchoruję.
    Od takich półprawd nos nie rośnie, a tobie i innym może się wydawać, że są prawdą, bo są. Nieważne, że tylko do połowy.

    1. BeaHerba says:

      Ania – jesteś niemożliwa 😀 Mam nadzieję, że mój już większy nie będzie bo inaczej zaczynam zbierać na korektę haha buziak :*

  2. Wiele razy na własnej skórze przekonałem się, że w moim przypadku kłamstwo się nie sprawdza. Zwyczajnie miało krótkie nogi i zawsze wychodziło na jaw. Niosło przy tym dużo szkody zarówno dla mnie jak i osób z otoczenia. Dlatego lepszym rozwiązaniem w moim przypadku jest mówienie prawdy.

    1. BeaHerba says:

      Podobne mam odczucia do Ciebie 🙂 Super, że wypowiedział się facet, dzięki cmokasy beatasy 🙂

  3. Ja i klamie (bo czasami latwiejsze to, nie wdawanie sie w wyjasnienia) i chlapie cos za szybko (bo jezyk szybszy od rozumu, jak slusznie zauwazylas), ale to chyba ludzie zachowania, nie jestesmy robotami 🙂

    1. BeaHerba says:

      Na szczęście nie jesteśmy robotami to fakt 🙂 A ten język, cóż, często żyje swoim własnym życiem 😉

  4. Jeśli ktoś twierdzi, że nigdy nie kłamie bądź nigdy mu się nie przydarzyło skłamać, to ja po prostu nie wierzę. Wiem dobitnie, że kłamie 😉 Przynajmniej w tej danej konkretnej chwili. Z tym kłamstwem wcale nie jest taka łatwa sprawa. Kłamstwo to naturalnie mijanie się z prawdą – świadome, nieświadome, ale zawsze jest to “mijanka”. Jednak jest jeszcze coś takiego jak subiektywna prawda. I o ile dla jednej osoby coś jest tylko prawdą, to dla drugiej ta prawda może być już kłamstwem. Trochę namieszałam, ale mniej więcej chodzi mi o to, że w pewnych sytuacjach trudno tę absolutną prawdę ustanowić i zweryfikować.

    1. BeaHerba says:

      Muszę przyznać, że super zamieszałaś 🙂 Akurat ja wszystko zrozumiałam haha I zgadzam się z Tobą, z tym kłamstwem nie jest taka prosta sprawa 😉

  5. Czasem kłamię albo inaczej mówię “półprawdę” 😉 zazwyczaj gdy nie potrafię a chcę komuś czegoś odmówić

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *