krew ślimaka

Stała się rzecz o tyle niesłychana, że własny mąż wysłał mnie i zmusił niemalże do wyjścia na imprezę z dziewczynami. W sobotę. Wietrzę w tym co prawda jakiś podstęp ale co tam, korzystam.

PRZED: wyjściowa herbata w swej krasie 🙂 na koniec dla sprawiedliwości wrzucam fotkę z rana po bibie, bez makijażu, bo zawsze taka zrobiona się tu przedstawiam… a to był prawdziwy sabat czarownic 😀

I to by było na tyle zabawnych i wesołych wiadomości. Bo od jakiegoś czasu niechcący (choć może chcący i nie przez przypadek)

Czytaj dalej krew ślimaka

jeszcze słówko o facetach

O sylwestrowym, wrocławskim (i pewnie nie tylko) szaleństwie…

jeszcze słówko… I postulat w obronie facetów 🙂 Tekst jest kontynuacją poprzedniego 🙂

Otóż podkusiło mię pojechać do galeryji Magnolija celem dokonania zakupu głównie kolczyków w ulubionym sklepiku (jest tylko tam). Na szczęście dziecko i męża odesłałam (ale na początku taka pewna tego nie byłam bo autem wygodniej się przemieszczać) do domu, a ja zostałam (bo jak kolczyki to i bluzka mejbi tesz poczebna).

Czytaj dalej jeszcze słówko o facetach

ZNP

No więc chciałam tylko napisać, że podziwiam wszystkich mężczyzn na planecie Ziemia (i mojego osobistego, a w zasadzie dwóch w pierwszej kolejności), że wytrzymują z nami, Kobietami 🙂 Ogólnie jako do płci nie mam do nas żadnych zastrzeżeń no ale ten PMS… To jest wyższa szkoła jazdy kiedy hormony zaczynają rzucać się na głowę. I są zapewne babeczki, których ten wątpliwy zaszczyt nie tyka, niektóre przechodzą łagodnie jednak chyba przeważająca większość zapada na comiesięczne, psychiczne wygibasy.

Zaczyna się niewinnie i podstępnie, lekkim podenerwowaniem i widzeniem niewidzialnego. I nieważne czy stosuję dietę, witaminy, uprawiam sport(y), medytuję, relaksuję się, gniotę punkty na wszystkich odnóżach on JEST. Może łagodniejszy, owszem i na poście Dąbrowskiej dał się nieco oswoić ale wrócił. Tym bardziej jak zgrywa się z pełnią księżyca to biada, biada temu kto stanie na drodze.

Nie będę się rozpisywała o melanżach ze swoim ciałem i otoczeniem

Czytaj dalej ZNP

szał ciał

Był szał ciał na świąteczne relacje i zdjęcia w różnych konfiguracjach: rodzinne wieszanie bombek, pieczenie wspólne pierników, dzielenie się przepisami, zwierzęta domowe w mikołajowych czapeczkach, same ochy i achy*. Zgoda, pokój i miłość. A teraz nadchodzi czas na podsumowania roku i postanowienia noworoczne. Nie, spokojnie,

u mnie ich nie będzie.

Żadnych wspominkowych zdjęć, przytaczania sytuacji ani tym podobnych. Uważam, że mamy na to cały rok, na plany i podsumowania wszelakie. Udowodniono, że robienie właśnie postanowień noworocznych powoduje zaniechanie tychże i w zasadzie praktycznie nikt nie spełnia ani jednego. Tak to widocznie działa psychologicznie i ryje tylko beret (co mniej wierzącym w siebie jednostkom).

Czytaj dalej szał ciał

herbaciane przesłanie (może świąteczne)

stan na 21 grudnia

No więc jest i dopadł mnie,

ŚWIĄTECZNY NASTRÓJ.

Nawet się cieszę bo już pora najwyższa poczuć magię tych świąt, a zawsze ona jest (tylko nie każdy jej się poddaje). Czasami po prostu przychodzi za wcześnie i ucieka w kulminacyjnym momencie. Tak było ze mną. I pierwszy raz od ładnych kilku, a może lat kilkunastu, nie dałam się wkręcić po 1 listopada. A wrażliwa jestem i byle kawałek kolędy może we mnie uruchomić pokłady uczuć. Tym razem zatykałam uszy i odwracałam głowę, nie zwracałam na nic uwagi i jedynie w międzyczasie miałam przebłyski jak odbierałam to święto jako dziecko. Myślałam też o Jezusie i Maryi. O początku i końcu. O świetle i ciemności. O tym, że od Wigilii dni stają się coraz dłuższe i wychodzimy z mroku. Dla mnie to symbolicznie czas odnowy i żegnania się ze starym.

Czytaj dalej herbaciane przesłanie (może świąteczne)

były sobie okna

Czasami życie człowieka kręci się wokół czegoś całkiem prozaicznego. Na ten przykład u nas na pierwszy plan wysunęły się nie zbliżające święta, a wymienione w końcu, po latach wielu,

okna.

Niby nic nadzwyczajnego, prosta sprawa, prościzna może nawet, bo czym są okna w porównaniu do takiego np. pieca… ? 😉

No ale jednak to istna rewolucja, parę ładnych tysięcy po kieszeni idzie więc poprawki wszelakie nie są mile widziane.

Już sam montaż był nieco dziwny gdyż

Czytaj dalej były sobie okna

jak przyciągnąć do siebie miłość swojego życia

Ponieważ spędza to sen z powiek wielu ludziom przedstawiam kilka sposobów na przyciągnięcie do siebie miłości swojego życia. Tym bardziej w wieku 30+ nerwy mogą singli ponosić jeżeli oczywiście pragną związku. Co innego jednostki nastawione na samotniczy tryb życia, te się nie przejmują, chociaż czy na pewno??? Tego nie wie nikt bo człowiek jest stadny i lubi dzielić z kimś żywot. Są to metody herbaciane (czerpane z różnych doświadczeń i obserwacyj) i praktykowane z powodzeniem nawet 🙂 Trzeba jednak przyłożyć się do pracy nad sobą, szczerze i bez mydlenia oczu 🙂 

JAK PRZYCIĄGNĄĆ DO SIEBIE MIŁOŚĆ SWOJEGO ŻYCIA (zabawy z psychiką)

Czytaj dalej jak przyciągnąć do siebie miłość swojego życia

matka beatka

Czasami zastanawiam się czy te naczynia w zlewie muszą się tak dziko mnożyć? Mają zdolność kompletnej klonizacji, niby myję wszystko na bieżąco, a one nadal SĄ. I czekają na tego, który pierwszy się nad nimi ulituje.

To znaczy wiadomo, że z własnej woli zrobię to raczej ja. Facet jak to facet, będzie pół dnia przechodził obok i nie zauważy. Tylko ulubiony jego kubek stoi zawsze gotowy do zaparzenia herbaty w miarę schludny 🙂 Czytałam gdzieś takie porady dla kobiet, że

żeby wyegzekwować pomoc partnera w podrzędnych czynnościach domowych należy zaprzestać wykonywania tychże.

O super rada, być może nawet skuteczna i w końcu gdyby

Czytaj dalej matka beatka

(w głowie) remont

(Po)pieprzone sny, muszą być takie dosłowne… I przekleństwo to czasem większe, aniżeli błogosławieństwo bo od razu zmuszają wątłą niekiedy duszyczkę do pełnej konfrontacji.

sny snom nie równe 😉

Z drugiej strony piękne co ta

podświadomość potrafi wyprawiać także kiedy śpimy

i jakim fantastycznym tworem jest nasza psychika i ciało astralne, które to sobie (czasem) wędruje i podgląda to i owo. Zawsze jestem tak samo mocno zafascynowana tym zjawiskiem choć nie koniecznie (zawsze) zadowolona.

Czytaj dalej (w głowie) remont

listopadowa dziewczyna cz.1

A deszcz dalej kapie kiedy zasypiasz i w odstępach czasowych nagle jakieś kap kap dźwięczy ci w uszach coraz ciszej i ciszej. Wszystko zmyje, ma w sobie tę moc, magiczną lub nie ale ma, że coś oczyszcza. I daje przy tym jakąś taką ulgę. Niełatwą może ale jednak.

Że pewne sprawy mimo pozornych trudności się układają.

Że żyjesz ty i ten twój smutek, który niewątpliwie gdzieś tam jest i czasem się pokaże (przynajmniej w listopadzie), przypomni o sobie, że jeszcze się na stałe nie wyprowadził, a może nawet nigdy tego nie zrobi… Chociaż gdy wychodzi słońce i widać liście, których na drzewach już prawie nie ma ale błyszczą kolorami, wtedy jakoś listopadowej dziewczynie robi się lżej na sercu i zapomina. Może jednocześnie przypomina sobie, znowu całkiem paradoksalnie, te zajebiście dobre odczucia i po prostu żyje. A może żeby coś sobie przypomnieć trzeba o czymś innym zapomnieć… ?

Nie szkoda Pani takich pięknych paznokci na to ciągłe mycie naczyń? Nie lepiej byłoby dotykać nimi czyjąś skórę?
czasami można dostać z liścia w twarz…

Przeżywa dzień i chwilę spokoju w teraźniejszości. Tak bywa co nie znaczy, że jest zawsze 🙂 Niektórzy ludzie po prostu (za) dużo czują, (za) dużo myślą i pokonują morza emocji w sobie.

Czytaj dalej listopadowa dziewczyna cz.1