konsekwentna niekonsekwencja

Zastanawiam się czy można być konsekwentnym w stosunku do innych ludzi nie będąc do siebie ?

Wszędzie, z każdej strony wyskakują informacje :  bądź konsekwentna … ćwicz, zdrowo się odżywiaj, pij zieloną herbatę, myśl pozytywnie itp. a przede wszystkim bądź konsekwentną mamą. Przyznaję (wcale nie z bólem), że to ostatnie zagadnienie dość rzadko mi wychodzi. Nie jest poza tym łatwo oddzielić co jest naprawdę ważnym powodem do wyciągania owych konsekwencyj, a co zwykłą pierdołą podżeganą przez zmęczenie i wyolbrzymianą do nie wiadomo czego. Czy jak dziecko, powiedzmy, zachlapie łazienkę to trzeba już stosować te całe konsekwencje ? skoro raz już upomnienie było, a i tak rozlało wodę … mam dylemat w tej kwestii i jakoś tak dziwnie się czuję żeby na siłę upierać się i tresować pociechę. Niektórzy radzą nawet, że trzeba być twardym i jak płacze – nie przejmować się zbytnio bo musi się przecież nauczyć ponosić odpowiedzialność za czyny swoje … No niby tak.

Niestety jak moje dziecko zanosi się od płaczu wszystkie złote rady idą w beztroską niepamięć i odpuszczam. Czyli z “nie będzie dzisiaj bajek” – są, nawet w telefonie. Lecz ostatnio postanowiłam jednak wprowadzić jakąś zasadę ponoszenia konsekwencji za swoje zachowanie i padło na zalaną łazienkę właśnie. O dziwo byłam bardzo spokojna i opanowana (no, tylko trochę podniosłam głos ale jak zobaczyłam, że jest takim małym, bezbronnym chłopczykiem i co by się nie działo jestem większa i mam przewagę-natychmiast złagodniałam) i oznajmiłam, że po kąpieli nie ma latania po domu tylko do siebie i spać. Rozpoczął się lament i szloch.  Przeprosiny na miarę taty, a może ładniejsze 🙂 Matczyne serce w rozterce, ale postanowiłam, że nie, nie złamię się ten raz i sprawdzę efekty. Przytuliłam, ukochałam, na ręce wzięłam, zapewniłam o mojej miłości i tłumaczyłam, tłumaczyłam i tłumaczyłam, że każde zachowanie przynosi jakieś konsekwencje, że trzeba się liczyć z innym ludźmi bo można zalać sąsiadów itd.itp. O dziwo coś zaskoczyło i pozostanie w pokoju nastąpiło w sposób łagodny, a nawet radosny (!jest boski!) Był więc koncert organowy dla mamy, czytanie i teatr zwierząt. Niestety nie przyspieszyło to uśnięcia ale i tak cieszę się, że jednak byłam w sumie stanowcza i wytrwałam. Wiem, może to głupie, że łzę w oku poczułam jak płakał ale na szczęście szybko przestał. Poza tym pojawiły się motywy aktorskie, a te każdy rodzic rozpoznaje gołym okiem.

spanie

Mały sukces jest, chociaż mam dylemat czy aby nie jest przesadą rozliczać dziecko za coś, co samemu się robiło ? za zabawy na miarę swoich i lokalowych możliwości …? I najważniejsze, czy nie jest TOTALNYM zakłamaniem wyciągać konsekwencje od kogoś samemu zasad nie przestrzegając? Może w stosunku do dzieci trzeba jednak skoro jesteśmy ich przewodnikami i mają kiedyś bez nas funkcjonować w świecie …. A przy tym sami pracujmy nad siłą swojego charakteru bo zostaniemy wyłapani czy potrafimy tylko od kogoś coś wymagać czy od siebie jednak trochę też ….

Upewniłam się natomiast, że po 1. spokój i opanowanie to podstawa (tak tak OMM), 2. INTUICJA – ona bezwzględnie podpowiada co jest w stanie przyjąć dziecko, dzięki niej wiemy jak z nim rozmawiać i jeżeli czujemy, że na coś nie jet gotowe, to choćby nie wiem co się działo odpuszczajmy i czekajmy na właściwy moment … Bo każde dziecko jest inne, każde ma swoją unikalną wrażliwość i nie można stosować żadnego szablonu.

Co do konsekwencji, niech każdy pilnuje sam siebie, czy potrafi zaprzyjaźnić się z nią na dłużej czy są to tylko chwilowe zauroczenia … 🙂

 

Hmm… Czyżby owa konsekwencyja była rodzaju żeńskiego? Jeżeli tak, to wiele wyjaśnia 😉

legalni mordercy

Jadąc pociągiem patrzyłam sobie na piękne sarny na jesiennych polach i od razu przypomniało mi się nasze nowe prawo łowickie (niestety ehh)…
Przepraszam ale muszę to powiedzieć NIENAWIDZĘ WAS MYŚLIWI !!!
Być może macie jakieś uczucia ale bardzo niskich lotów i wyjątkowo ukryte chyba …

Bardzo bardzo pragnę myśleć pozytywnie dlatego nie oglądam ani nie czytam żadnych wiadomości. Ot tak, dla własnej higieny psychicznej … Ale ten strach zwierząt i ich cierpienie wyczuwam na odległość i NIC na to nie poradzę … W moich rodzinnych nadjeziornych i leśnych stronach dopiero po sezonie można jakieś dzikie zwierzęta uświadczyć, a latem siedzą głęboko schowane.
Przyjeżdżając więc do moich lasów modlę się żeby nie słyszeć strzałów (bo we wrześniu było dużo, jak nigdy chyba). Nie wiem o co chodzi z tym światem, kompletnie go nie rozumiem i nie wiem czy kiedykolwiek pojmę.
Mordowanie w imię prawa i jeszcze poszerzenie uprawnień do tego dramatycznego procederu jest czymś ohydnym i odrażającym. Żeby paru debili miało rozrywkę …

Czytaj dalej legalni mordercy

na burzowej chmurze

Zastanawiam się czy w naszym kraju rośnie jednak świadomość w kwestii marihuany czy też nie … ? Strach nawet publicznie wypowiadać owo demonizowane słowo 😉

Ale nie mogę jakoś trzymać buzi na kłódkę gdy słyszę, jakoby od niej zaczynała się każda przygoda z nałogiem. Do tego właściwości lecznicze bezsprzecznie już dawno zostały zbadane, a są kompletnie ignorowane i bagatelizowane przez nasze społeczeństwo, co już się w głowie po prostu nie mieści… Może, powiedzmy, moje pokolenie ma do tego tematu już inne podejście i przełoży się na edukację swoich pociech ?

Może gdyby rodzice otwarcie rozmawiali z dzieciakami o używkach było by im znaczniej prościej odnaleźć się później w świecie,

pięknym i dobrym lecz pełnym zasadzek i niespodzianek … (?)

Alkohol jakoś jest tolerowany, a nawet stoi na piedestale jako używka niemalże nie szkodliwa. Jednak z wieloletnich obserwacji, wychowana w domu terapeutycznym, gołym okiem widzę, że jest tysiąc razy niebezpieczniejszy niż spożywającym się wydaje.

Czytaj dalej na burzowej chmurze

dylematy herbaty

Nie wiem doprawdy czy to jesień i widmo zbliżającej się zimy działa na mnie w tak destrukcyjny sposób? I czy TYLKO na mnie?

Kocham zdanie : żeby tak się chciało jak się nie chce. Ale może za bardzo je pokochałam? Bo czuję kompletne zniechęcenie do czynności domowych i przyziemnych. Popijając herbatę (ziołową) stwierdzam, że podziwiam wszystkie pracujące zawodowo MATKI, które wracają do domu na drugi (może nawet trzeci) etat. No bo ilu facetów ogarnia bałagan samemu z siebie? Po ciężkim dniu pracy ? Z moich ogólnych obserwacji  wynika, że płeć męska została stworzona do wyższych celów niż sprzątanie. Niektórzy się burzą na równouprawnienie ale chyba nie wiedzą jak wygląda sytuacja w domu. Czy w nim istnieje jakakolwiek sprawiedliwość społeczna?

Owy facet na ten przykład kompletnie nie zwraca uwagi na pierdoły takie jak np. kurz zwyczajny. Omija łukiem szerokim kosz na pranie mieszając swoje brudne rzeczy razem z czystymi i tylko później jest zdziwiony, że rano nie ma czystej koszulki. I czyja to jest wina? No, na pewno nie jego osobiście … A do kosza na brudy to nie łaska wrzucić? No taak zapomniałem, ale przecież widać gołym okiem, że nie mam już w czym chodzić …

Kiedyś ruch feministyczny uważałam za głęboko przesadzony i czasem dalej uważam, że w tej swojej męskiej kobiecości zapędzają się panie za daleko. Ale z drugiej strony gdyby nie one nadal nie miałybyśmy prawa do głosowania i rodziły rodziły rodziły … Po prostu silniejszy fizycznie samiec zastraszył słabszą fizycznie jednostkę i zrobił z niej ofiarę. Kobieta, puch rzekomo marny, jest bowiem słabsza na ciele lecz silniejsza duchem. Tak czy inaczej mało kogo to obchodzi i skoro taka silna to wytrzyma wszystko. Tak też trochę jest, że mężczyzna czasem szybciej dostałby depresji na to, z czym my się borykamy.

Z drugiej strony taki facet udający kurę domową staje się nie męski i nagle traci swój samczy urok. Są wyjątki od reguły kiedy zakłada ten nasz fartuszek i gotuje… Nooo wtedy czapki z głów. To nic, że kuchnia wygląda jak po wybuchu wulkanu, liczy się efekt końcowy … I nie chodzi o to, żeby stało się to normą, ale w wolnym czasie, powiedzmy w sobotę, można chyba też tą cholerną wannę umyć, wynieść puste słoiki do piwnicy czy przykręcić półkę, która czeka od roku …  My też chcemy poleżeć  na kanapie i poczytać książkę. Albo pójść na bezcelowy spacer … Dlaczego to my, kobiety, mamy się obwiniać, że dom nieodkurzony i że mamy jakieś marzenia związane ze swoją TYLKO i TYLKO swoją osobą? I dlaczego w zderzeniu z codziennością NASZE dziecko nagle należy tylko do matki? I wszystkie obowiązki spadają właśnie na nią ?

A może trzeba taki stan rzeczy zaakceptować po prostu ? egzekwując bardziej stanowczo wspólne prawa i obowiązki w domu ? Mężczyźni są wspaniali i życie bez nich nie miałoby żadnego smaku, ale prawda jest taka, że jak się im nie mówi wprost o swoich oczekiwaniach, to ni w ząb sami się nie połapią … Sporadycznie tylko bez słów domyślą się o co nam chodzi (na szczęście w ważnych sprawach budzi się w nich ta umiejętność). Komunikacja to podstawa i trzeba wyrażać się bezpośrednio biorąc pod uwagę, że jednak nasze półkule mózgowe działają nieco inaczej 😉

arbuz

 HARMONIA I RÓWNOWAGA potrzebna we wszystkim

strachy na lachy

Czasami mama beata ma chętkę postraszyć swoje dziecko czymś czego nie lubi. Kiedy tak dokazuje i np. włącza wszystkie przyciski w windzie, a akurat bardzo się śpieszmy lub mam ciężkie zakupy i psa na wyposażeniu dodatkowym (noo albo ktoś jedzie akurat na 10). Albo w sklepie najeżdża wózkiem na innych ludzi. Albo krzyczy uaaaaa i nie chce słuchać … Biega między regałami, siada mi na stopach, oplata dookoła wieszając na moich nogach … Ooo przykładów jest mnóstwo … Z reguły ludzie patrzą na mnie ze swego rodzaju wyrzutem, jak to ? nie umie za pa no wać nad własnym dzieckiem?  A najbardziej zadziwiają ci, których dzieciaki zachowują się akurat dobrze… W ich oku czai się wyższość, a mo-je jest ta-kie grzeczne … (choć pewnie przerabiają nie raz to samo hihi). Oczywiście- być może- są wyjątkowo spokojne dzieci, które nie dokazują lub sporadycznie.

Osobiście nie oceniam więc rodziców jak mają podniesiony głos np. na zakupach. Sama dobrze wiem, że czasem trudno się powstrzymać żeby ostrzej nie zwrócić uwagi po pięćsetnym wypowiedzianym “prooszę”. A z racji tendencji do późniejszego obwiniania się, że przesadzam, naprawdę udzielam wieeelu ostrzeżeń i uwag najłagodniej jak się da (a niektórych sytuacji unikam świadomie kiedy wiem, że nie będzie lekko). Lecz czasem mam ochotę powiedzieć, że zaraz pan ochroniarz się tobą zainteresuje ty mały terrorysto (taaak niestety). Ale gryzę się w język bo wiem, że słaby to sposób na okiełznanie małolata

Po prostu, są takie chwile, że idzie się rozpieprzyć i ma się wrażenie, że te wszystkie tłumaczenia idą w las. I człowiek wie, że to minie (zwłaszcza skoki rozwojowe, później rzadsze ale nie mniej ciekawe …) a skutek po czasie będzie pozytywny, owszem owszem. Z doświadczenia wszak widać, że tylko rzeczowe i spokojne postępowanie działa, a nie krzyki i afery. Rodzic ma nad sobą panować i być ponad wszystko. Nerwusy mają jednak  zdecydowanie większa pracę ze swoim temperamentem żeby nikomu (a zwłaszcza dziecku) nie szkodzić. Dlatego nie krytykuj i nie oceniaj jak widzisz zdenerwowaną matkę/ojca (ale ojca ewentualnie) bo po 1. nie wiesz czy cały dzień się nie powstrzymywał i na koniec, po setnym numerze pociechy puścił, a po 2. twoje dziecko ani ty też do ideałów nie należycie.
Cały czas staram się pamiętać, że dziecko jest lustrem nas – rodziców i jego zachowanie wynika z naszego.

cropped-IMG_0065-2.jpg

Niemniej jednak przy dziecku właśnie uruchamia się wyobraźnia, o którą człowiek by siebie nie podejrzewał. Trzeba zmierzyć się z prawdą, że dziecko reaguje dokładnie na nasze zachowania i zaczyna funkcjonować identycznie (ponieważ zachowania rodziców są dla niego oczywiste i wydają się dziecku prawidłowe). A więc np. jak podnosimy głos lub kłócimy się z partnerem to nie oczekujmy, że dziecko będzie wyjątkowo ciche. Dzieci i tak długo wytrzymują zanim naprawdę zaczynają przyjmować nasze negatywne cechy. W zasadzie w ogóle nie można się złościć na dzieci bo to my mamy ze sobą problem i swoją złością (nie wiem jak ze starszymi, ten etap przed nami). One chłoną jak gąbka i odzwierciedlają nas samych osobiście. To zawsze mnie stawia do pionu … Bo jak chcemy mieć dobrze wychowane (w naszym subiektywnym odczuciu) dziecko –  najpierw zadbajmy o własne zachowanie (wychowanie). A żeby nie zwracać uwagi na pierdoły trzeba mieć dużo cierpliwości i wewnętrznego spokoju …

**********************************************************
Widziałam dzisiaj na szybie salonu kosmetycznego ofertę na woskowanie BIKINI DLA MĘŻCZYZN 50 % rabatu 🙂 Jakoś nigdy nie brałam pod uwagę, że faceci mają akurat bikini (chociaż rzeczywiście coś w tym jest) i do tego poddają je woskowaniu ! … Ha ha (bikini mają i woskowaniu poddają)

Poza tym wyszłam po waciki, a wróciłam z pomadką (za ostatnie $$$ co przy tyłku miałam i oficjalnie się przyznałam – to był akurat błąd ale warto było 🙂 )

*słaba, oj słaba herbata jestem, kiedyś się nie powstrzymałam i jak zrywał plakaty z słupa ogłoszeniowego powiedziałam, że przyjedzie policja i go zabierze … A on na to : TAAK? MAAMOO A CZY BUSEM I NA SYGNALE ? 🙂 bosko 🙂

pierś niezgody

O co tyle szumu z tym karmieniem piersią?

Widziałam informacje w necie jakoby księża uważali, że ta czynność, najnaturalniejsza na świecie, przyczynia się do rozbudzenia seksualnego niemowlaka !!!

Ludzie kochani, to jakaś PA RA NO JA. Najbardziej przeraża mnie moherowy świat, który wierzy w te dyrdymały. A ci (przepraszam) idioci apostolscy zamiast zachęcać kobiety do życia w zgodzie z naturą jeszcze atakują karmiące matki. A Matka Boska z dziecięciem przy piersi to co? Po co takie obrazki? Też złą matką była? Bo karmiła syna swego i dawała mu co najlepsze? Rozbudzała seksualnie?
Weźcie puknijcie się w te “czarne” głowy, bo to przechodzi ludzkie pojęcie …

Kobiety kochane, karmcie dzieci własnym mlekiem najdłużej jak się da !!! Sama karmiłam 3 lata i początki łatwe nie były. I przychodziły chwile zwątpienia, a jakże. Zwłaszcza na starcie. Ale nie zniechęcajcie się. Jeżeli przejdziecie początek, resztę macie z górki. Słuchajcie swojej intuicji i obserwujcie dziecko. Później ludzie szaleją, że niemowlę ciągle płacze.

Czytaj dalej pierś niezgody

winowajca

ksiezyc

A więc wszystko jasne !

Za obecne psychiczne perturbacje odpowiedzialny jest nie kto inny jak … Księżyc  (do tego super Księżyc czyli emocji moc ponad standard) ! Znalazł się więc winowajca 😉 .  Z reguły rolę tę pełni (właśnie, byle do pełni) facet, ale nie ma się co dziwić, wszak największej rozrywki dostarcza życie uczuciowe i pożycie z facetami. Zwłaszcza związki z długim stażem. Same uniesienia i pikowania, niekiedy totalne kołowrotki. Ale weź tu człowieku bądź romantyczny przez lat kilkanaście i słodki jak miód. W ogóle nie jestem pewna czy co jakiś czas nie trzeba by zmieniać partnera żeby to jedno życie, które obecnie mamy, nie utknęło na mieliźnie wszelakiej (sorry za szczerość).

Ktoś mi kiedyś powiedział, że “przyzwyczajenie drugą naturą człowieka” i o ile wtedy (mając lat 20) wydawało mi się kompletną niedorzecznością, tak teraz widzę, że ziarno prawdy w tym jest. Facetom mimo wszystko łatwiej jakoś podejść do urozmaicania sobie życia i jeżeli już mają takie dylematy to traktują je na pełnym luzie. Tak już jest przyjęte, że np. skok w bok kobiety budzi oburzenie wszelakie, a facet ma po prostu odskocznię od codzienności. Wielu nie ma z tym problemu, nawet ich sumienie nie ugryzie, wszak normalne to i kropka. Kobiety (te zwyczajne, z pominięciem zwykłych dupodajek) może jednak bardziej angażują się emocjonalnie i potrzebują rozrywki ale hmm uczuciowej ? Opowiadają, że seks dla seksu jest spoko, a w głębi duszy marzą o tym, żeby stać się najważniejszą, bez której życie staje się niemożliwe (znam osobiście takie przypadki). Najczęściej więc pozostają na etapie flirtu i może dowartościowania się po prostu. A taki potencjalny emocjonalny “kochanek” wszystko chwyta dosłownie i od razu chce do łóżka. O dziwo po tylu latach dopiero zrozumiałam o czym najczęściej myślą faceci gdy atrakcyjna laska jest dla nich miła (działa w dwie strony, drugą widziałam zawsze). Być może cały świat opiera się jednak na dupie i pieniądzach … ?

Może więc lepiej szanować to, co się ma bo często tylko wydaje nam się, że cudzy mąż/żona/partner jest lepszy. I nie chce nam się wyjść poza własne ograniczenia, lepiej użalać się i kombinować zamiast pracować nad sobą i związkiem, wykazać jakąś finezją i zrozumieniem (nie tylko siebie) i ruszyć tyłek z kanapy. Zwłaszcza, że w pewnym już wieku nie wszystko złoto co się świeci i można władować się w niezły kanał. Zniszczyć życie sobie i o zgrozo, dzieciom. Dla jednego (mogłoby się okazać) słabego wzwodu 😀 . I czy każda kochanka w codziennym życiu nie staje się tą “zwykłą” żoną, babą, co to pierze (bo ktoś musi), gotuje (co poradzić), sprząta (noo może siedzieć w syfie jak lubi, chłopakom to nie przeszkadza) i co miesiąc wywołuje lokalne skandale … ? Ma słabe dni, jest zabeczana i z przysłowiowym pryszczem na nosie …  czepia się i ma spore potrzeby (finansowe najczęściej) …

Dużo chyba zależy też od poczucia naszej moralności i kodów z dzieciństwa. Gorzej jak  kurewska natura trafi się w udziale z góry wtedy żadna moralność nie pomoże, a jedynie psychoterapia. Chociaż i tu sprawa dyskusyjna, niektórzy specjaliści z tej dziedziny (w kuluarach oczywiście) uważają bowiem, że to chyba jedyny z popularnych nałogów nie do wyleczenia (seksoholizm).

Super, że widać Słońce – ładuje   mnie   pozytywną   energią …  Wiem, nie można uzależniać się od pogody, a deszcz pięknie brzęczy w parapet … Daleka od doskonałości jednak cieszę się chwilami pełnymi światła … I czekam, czekam aż ta pełnia minie, bo bad bea zaczęła rozrabiać …

slonce

 

 

pępowina

img_0088

Tyle się człowiek naczyta, nadowiaduje różnych rzeczy i cały czas okazuje się przepraszam, ale głupi.

Jak byłam w ciąży pochłaniałam informacje o rozwoju dziecka, poszerzałam wiedzę o jego psychice, o budowie układu nerwowego, sądziłam, że chyba wszystkiego. Starałam się przygotować psychicznie i fizycznie do porodu, a taką ważną sprawę pominęłam po prostu … A wydawało mi się (o i to jest świetne słowo), że wiem już sporo. Do tej pory zasilam się różnymi wiadomościami z tej dziedziny. Wiem, są historie, o których nie mam bladego pojęcia, zresztą nie jestem jakąś fanatyczką. Ale ostatnio przeczytałam coś, co dość mocno wbiło się do mojej głowy, a nawet poczułam ukłucie żalu i dziwnej niepewności w sercu.

Otóż okazuje się, że odcięcie pępowiny powinno nastąpić w momencie zaprzestania jej tętnienia (ustawowo przyjęte są 3 minuty). O ludu kochany ! Mnóstwo pytań w mojej głowie… Kiedy przecięli pępowinę mojemu synkowi? A czy czekali do tego momentu? I czemu wcześniej o tym nie doczytałam?! Itd. itp.  Zaraz też próbowałam sobie przypomnieć jak było u nas. Bez skutku bo czas w tym momencie płynął zupełnie inaczej (a może stał w miejscu) i totalnie nie wiem co ile trwało. Na szczęście wszystko potoczyło się dobrze.

Gdybym teraz spodziewała się drugiego dziecka z pewnością dopilnowała bym tego tematu. Okazuje się bowiem, że ma to znaczący wpływ na jego rozwój. Jest tam mnóstwo krwi, która ma trafić do krwiobiegu noworodka aby dać mu siłę życia. Zbyt szybkie odcięcie pępowiny jest m.in. przyczyną autyzmu u dzieci, niedotlenienia czy anemii i wielu innych poważnych chorób. Niestety lekarze są bardzo zdziwieni prośbami rodziców żeby pępowinę uciąć później, a zabieranie ze sobą łożyska do domu uważają za wynaturzenie. A w niektórych plemionach tak właśnie się dzieje, urodzone łożysko samo zasycha i pępowina odpada. U nas na takie “fanaberie” mogą pozwolić sobie głównie rodzące w domu (sądzę, że to najlepsza i najbardziej komfortowa opcja dla kobiety i maleństwa).

Póki co w szpitalach doznają szoku na odmowę szczepienia,
a co tu mówić o zabieraniu martwego płodu lub łożyska … Ale o czasie przecięcia pępowiny ma prawo zadecydować rodząca bo to jest fragment jej ciała i może zrobić z nim co chce …

na widelcu

Jest człowiek matka zachwycona nowymi umiejętnościami swojego dziecka, to prawda. Również tymi “ukrytymi”, które już dawno są nabyte ale jeszcze niechętnie przez latorośl publicznie (czyli w domu haha) ujawniane. I tak np. okazało się, że mój chłopczyk pięknie operuje widelcem, a nawet już nożem (łyżką od dawna) i zaczął wykazywać samodzielność w tym kierunku także w domu właśnie (a nie wyłącznie w restauracjach 🙂 ). Siedzi więc wieczorem i ogląda bajkę (TAK, je przed telewizorem aaa straszne) i pochłania kęsa za kęsem paróweczkę (o taaak je parówkę, aaaaa) widelcem, bez żadnego problemu. Chlebek, kiełbaska, keczup, kęsik …
Problemem jestem ja, nadopiekuńcza (o nie, nie, nie, nie chcę się do tego przyznać) mamusia, która z tej radości poczuła kompletny żal, że oto nie jest już niezbędna do wszystkich jego czynności… nie zawołał: MAMOOOOO KARM MNIE !!!

biegi
Taka to przewrotna natura, kobieca może (?) … Miast się cieszyć, że luz i można złapać minutę dla siebie – wewnętrzna użalanka 🙂

don’t cry baby

Czy człowiek naprawdę zawsze tęskni za tym, czego akurat nie ma lub mieć nie może? I czy wszyscy tak mają czy jest to może jakieś specyficzne  zwichnięcie emocjonalne?
Objawia się w różnych sferach życia, na różnych płaszczyznach i z różną szkodliwością.

Na ten przykład, prosty jak drut, ostatnio na prośbę syna zrobiłam racuszki z jabłkami i sosem malinowym (własnym swoim). Z pojawieniem się dziecka bardzo popularne i (niestety) pyszne. Wcześniej unikałam jak ognia tego typu potraw z przyczyn oczywistych (najbardziej lubią mój tyłek 😉 ). A więc zawsze wychodziło więcej i były zjadane również przez męża ale od jakiegoś czasu gardził takim deserem i zawsze zostawały (dojadał pies lub niestety ja, ostatecznie ptactwo za oknem, choć wiejskie koty u mojej mamy też wcinały). Tym razem zrobiłam ilość mniejszą, na 1,5 osoby z pominięciem ukochanego. I co się okazało? Że NAJlepsze, wspaniałe, cudowne, a dlaczego tak mało? DLACZEGO pominęłam resztę domowników? Czyżby się kompletnie nie liczyli ???

Kolejny całkiem prozaiczny przykład: mąż postanawia ograniczyć mięso i wyraża chęć diety bez (brawo silna wola 😉 ). Z wędlin, kiełbasek i innych stanowczo rezygnuje. Ale młody lubi czasem skubnąć zwierzę i zażądał kotleta (z kurczaka). Nabyłam więc smętnego fileta miniaturkę, usmażyłam w panierze z resztki bułki tartej i co? Przyszedł duży i afera, że dla niego nie ma kotleta, GDZIE jest KOTLET, głodzę go, niedobra jestem, pastwię się nad jego żołądkiem  (przecież on też ten jest moim synkiem hihhi). Mięsa nie jem, ale kotlety robię pyszne, cóż … taki dar.

Z rzeczy bardziej przydatnych to dobrze wybyć na trochę z gniazda i opuścić domowe pielesze. Zostawić tego faceta na dłuższą chwilę, a od razu kocha, lubi, szanuje i docenia nawet. Najpierw krzyk i bunt, że “do mamusi może się wyprowadź, taaak a ja tu sam jak ten palec zostanę” (od nogi chyba) itp. A po 2 tygodniach w słuchawce gwarantowane wyznania miłości: kiedy, nooo KIEEEDYYY wrócisz (buuuu  buuuu) bo ja tu taki sam jestem, nic nie jem, nie piję i w ogóle ledwo żyję 🙂 (ale pranie robię <ooo  za to należy się prawdziwy medal 🙂 >) … kocham Cię kocham Cię i tęsknię (auuuu auuuu). Ha ha pewnie za ogarniętą chatą, pełnym korytem, praniem i obiadkami. Bo tak to: znooowuuu kotlety z soczewicy yyyy? ileż ja mogę się zdrowo odżywiać ??? Czy JA wyglądam na wegetarianina? No nie, stanowczo nie kotku 😉

20160327_161026
Kobiety chyba i tak są bardziej skomplikowane (bez urazy) bo jak już zaczną tęsknić to zawsze za tym czego na pewno mieć nie mogą 😉 i nie wystarczy zadzwonić chyba, że chciałoby się całe swoje życie wywrócić do góry nogami … LOVE

PS. Spada facet z piedestału po pojawieniu się dziecka i staje się zazdrosnym lwem (o dziecko oczywiście). Pewnie nie każdy zresztą, wszak ludzi miliardy. A może niektórzy się po prostu do tej, powiedzmy, ułomności nie przyznają. Chociaż w moim odczuciu szczerość lepsza, a nie dowartościowywanie się później na bokach. Dziecko zmienia życie o 180 stopni i o ile babce jakoś łatwiej przychodzi rezygnacja z
dotychczasowego życia o tyle samiec nie chce oddać swojej autonomii i broni jej do upadłego. I większość ma tą swoją okrojoną wolność, wyręczani z miliona bzdur i upierdliwości dnia codziennego. Ale pazury lepiej trzymać w zanadrzu schowane i w razie czego drapnąć bo kto jak kto, ale facet wyjątkowo szybko przyzwyczaja się do dobrego 🙂