(de)mobilizacja

Obiecywałam sobie, że będę ćwiczyć u mamy i na powiedzmy, urlopie na pewno się zmobilizuję.

Bo przestrzeń odpowiednio duża, lustro w lepszym miejscu, czasu dla siebie ciut więcej no i powietrze świeże leśne przecież … I co ? Z jakiejkolwiek gimnastyki najlepiej wychodzi mi kontrola mamowych garów bo wege zupki na żądanie gotowane i w zakamarkach różne rarytasy, a że ktoś poda to już w ogóle luksus nad luksusy 🙂 Palenie w piecu i zaszycie się w ciepłej i cichej kotłowni przyjemność nie lada stanowi… i na krótko żadnym wysiłkiem wielkim nie jest … Grzybów do zbierania nie ma to i motywacji do przesadnego hasania po lesie też brak…

A ogród – zbawienie – wystarczy dziecko ubrać odpowiednio i niechaj lata, niechaj biega i natlenia się dowoli 🙂 Samemu też nie zaszkodzi wokół domu się przespacerować, a przynajmniej odzienie może być byle jakie …

Beata zalicza się bowiem do tych matek, które jak okazję mają to na łatwiznę idą niestety, a jak się już same „wypuszczą” to i u lekarza w kolejce chwilę przed czasem chętnie posiedzą gazetkę przeglądając i na zielonym świetle dłużej zagapione w cudne niebo postoją- nie przechodząc oczywiście, wybiorą spacer zamiast tramwaju albo mówią, że już już są koło bloku (nie koniecznie swojego).

Teraz rozumiem matki i ich dar do przymusowej organizacji czasu. I choć zdarza się, że nie wszystko idzie zgodnie z planem to właśnie plan zawsze musi być (również B, a niekiedy C). Oj ta doba z gumy nie jest i najmniej czasu na sen i swoje (TYLKO swoje) sprawy pozostaje. Ktoś powie, że wymówki, że dla chcącego NIC trudnego i racja to nawet jakaś jest. W nocy też można przecież na siłkę skoczyć…
A jednak są takie dni, że no nie ma tej siły przebicia żeby o swój czas zawalczyć (nawet ze sobą samą) a jak już się go urwie ciutkę to (w sezonie zimowym zwłaszcza) dżemnie boczkiem iii za chwilkę koniec laby… Jak to JUŻ? a miałam przecież poćwiczyć … tyle szumnych planów było …

Później są te pieprzone wyrzuty sumienia… Chociaż teraz dla odmiany postanowiłam akceptować siebie bezwzględnie i koniec i kropka. Co mi szkodzi przetestować inną metodę na życie, a nuż zadziała? Ostatecznie nie mam nic do stracenia. Naobwiniałam się już w życiu dosyć. Nie muszę być perfekcyjną mamą ani żoną (ani ciągle do tej perfekcji dążyć) i gdzie jest u licha napisane, że moja chata ma lśnić na błysk zawsze, ja bez grama tłuszczu i cellulitu, zrobiona i wypoczęta od rana do wieczora … Wiecznie fit i happy. Zwłaszcza, że nikt oprócz mnie samej tego nie wymaga (najważniejsze wszak koryto pełne, a 3 kilosy w tą czy w tą widoczne tylko moim okiem są 😉 ) Może więc czas naprawdę przestać katować się, że ma być stale lepiej i lepiej … W moim przypadku popadnie ze skrajności w skrajność na szczęście ( choć może paradoksalnie) pomaga znaleźć równowagę…

13256477_1158553887512276_7657387954832934879_n

Ale mimo, że obiecuję sobie nie żreć tych cholernych słodyczy i nawet kilka dni wytrzymam to przychodzi moment, że jak synek śpi lecę wyjadć jego zapasy … Bo najlepszą metodą na ograniczenie jest po prostu NIE posiadanie. Dziecka jednakże ta zasada nie obejmuje … Jestem więc totalnym wyjadaczem bez jakichkolwiek skrupułów (nie tylko zresztą ja 😉 ). Waga jak i kobieta zmienną wszak bywa … Byle nie wykroczyć poza rozmiar i choćby na styk trzymać się swojego 😉 to wierzę, że reszta przyjdzie sama, a natchnienie i zacięcie do pracy nad sobą (fizycznej bo psychicznie ciągle trzeba coś modernizować) WRÓCI … A chęć zdrowego trybu życia wygra i zostanie na dłużej.

Może być też tak, że każdy jest od czegoś uzależniony, noo może buddyjscy mnisi stanowią wyjątek. Albo od jakiejś substancji (w tym jedzenia, cukru, tłuszczu nawet itp.) albo od emocji. Szkodliwość społeczna jedynie przybiera różną postać. Nazywana niekiedy przyzwyczajeniem lub wręcz przymusem genetycznym 🙂 (ostatnio bardzo popularne teorie jakoby za wszystko odpowiedzialne są geny).

Na razie na poprawę nastroju i tuszowanie drobnych niedoskonałości
najlepszy i najwierniejszy pozostaje SHOPPING.
Jakie to cudowne, że my kobiety mamy zawsze pod ręką tą tajną broń na słabsze chwile … I cieszymy się choćby z zupełnego drobiazgu jak szalone…  Być może nie jest to za mądre ale działa i to najważniejsze 🙂 No bo same zakupy to już nikogo przecież nie ranią i nie krzywdzą, może z wyjątkiem męża (węża) portfela 😉

Autor: BeaHerba

Bea Herba to ziołowa beata herbata słuchająca siebie, swoich odczuć i snów, czasem słaba, czasem czarna i mocna, bywa też kompletnie zielona i delikatna biała, niekiedy słodka i aromatyczna. Jak życie...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *