matka beatka

Czasami zastanawiam się czy te naczynia w zlewie muszą się tak dziko mnożyć? Mają zdolność kompletnej klonizacji, niby myję wszystko na bieżąco, a one nadal SĄ. I czekają na tego, który pierwszy się nad nimi ulituje.

To znaczy wiadomo, że z własnej woli zrobię to raczej ja. Facet jak to facet, będzie pół dnia przechodził obok i nie zauważy. Tylko ulubiony jego kubek stoi zawsze gotowy do zaparzenia herbaty w miarę schludny 🙂 Czytałam gdzieś takie porady dla kobiet, że

żeby wyegzekwować pomoc partnera w podrzędnych czynnościach domowych należy zaprzestać wykonywania tychże.

O super rada, być może nawet skuteczna i w końcu gdyby

nie było już ani jednej najmniejszej łyżeczki wtedy z rykiem wilka zmyłby parę lub może nawet wszystkie. Do tego momentu w moim konkretnym przypadku lepiej złudzenia wystawić za drzwi bo mogłabym sobie i z tydzień czekać. Cuda wprawdzie się zdarzają i niekiedy dotknie statków sam z siebie dlatego czasem tak przeciągam. Mam nadzieję, że może? jednak? dziś? …

jak te naczynia to robią, że tak szybko pojawiają się nowe brudasy???

Osobiście to ja najwięcej używam szklanek i rzeczywiście należę do tych, którzy mają takową na każdą okazję. Kubki do ziół z zapażaczem (sztuk 2 w zależności od ziela), do kawy małej czarnej inna filiżanka, zabytkowa, z rodzinnego serwisu kiedy rodzice byli jeszcze razem czyli chyba jakieś 100 lat temu (Chodzieska Porcelana), do kawy z mlekiem (bo ostatnimi czasy tylko taką mogę przełknąć wymieszaną z Anatolem) inny kubek, do wody szklanka (zajumana też sto lat temu z imprezy, wespół z koleżanką i żeby nie było, ona zwinęła dwie, Bacardi do drinków), jest też szklaneczka do propolisu, a także do soku. No i kubek główny, najważniejszy, do herbaty tudzież po prostu do wszystkiego.

Święty graal.

Każdy z nas ma swój osobisty i fascynujące jest to, jak ludzie przyzwyczajają się do swojego naczynia, z którego piją 🙂 Te są pilnowane jak jakieś relikty bo normalnie (niby) często tłukę. Tłukę jak każdy, przypadkiem oczywiście ale chyba już mi to rodzina wmówiła i wytykany defekt posiadłam na własność bo prawidłowość też zauważam. Talerzy przy okazji stłuczki nie omijają ani luster, których chociażby w tych małżeńskich latach wytłukłam z 10 sztuk od małych po naprawdę duże. Tyle lat szczęścia mnie teraz czeka, bo u mnie to na odwrót, wiadomo 😉

EDIT: awaria osunięcia się blatu w kuchni do kompletnej jego nieprzytomności spowodowała zagładę naszych 2-óch świętych grali. Zaraz po napisaniu tego tekstu haha. Ale już są w to miejsce nowe. Stłukłam też jedną z ulubionych szklanek do wody, ehhh nawet nic mówić w tym temacie nie można (ani napisać) 😉

Najzwyklejsze

zadania domowe

mogą męczyć i kto tak naprawdę się do nich nadaje…? A występują jednak takie przypadki bo zresztą kiedyś sama miałam fazę, że chcę mieć w domu wszystko zrobione NAJ… ale mi przeszło (na całe szczęście). Dużo lat jednak trwało i nasiliło się wraz z pojawianiem potomstwa. Chociaż niepokojące symptomy wykazywałam wcześniej ale je bagatelizowałam nie przypuszczając wtedy jaki robię błąd…

Ooo chciałam mieć wszystko jak w zegarku aż w końcu padałam na ryj. Psychicznie. Straciłam sens życia haha. Prawie, bo to walka z wiatrakami. Co z tego jak zmyjesz (na ten przykład) jak za sekundę jest już z 5 nowych sztuk (czy małych sztuczek ale jednak albo jeden garnek robiący sztuczny tłok i przyciągający resztę).

Co z tego, że się codziennie naodkurzasz jak ledwo chowając ryczącego potwora wchodzisz do pokoju i na środku co widzisz? Wyplute, w zasadzie rozbryzgane ciastko w połączeniu ze słodką herbatą bo się zakrztusił i musiał wypluć. Tyle napchał do buzi. Akurat jak odłożyłam mopa (lub inny sprzęt). Więc czego się spinać? Po co? Miotłą też można ostatecznie zamieść, dziecko (już) nie leży z przyklejonymi ustami do podłogi, kurz też nie jest nazbyt nachalny i dopiero jak mnie baardzo atakuje i żyć nie daje to ścieram. Trzeba ułatwiać sobie życie psychiczne bo inaczej na głowę można dostać. A siły tracimy. Rano mamy ich najwięcej i stopniowo stopniowo ich ubywa… Pewnie zależy od indywidualnego przypadku ale jednak człowiek od rana wydajniejszy jakiś i zapał też ma większy 🙂

beztroski czas wakacji na rozgrzewkę grudniową porą 🙂

Nie zadowoli się każdego, a i tak te wszystkie nudne praktyki przymusowe (żeby żyć w jakimś względnym ładzie otoczeniowym) dużo czasu zajmują. Gdzieś trzeba coś kroić żeby chwilę dla siebie wykręcić. Bo jednak

nie można o sobie absolutnie zapominać i to błąd, który popełniamy my, kobiety, zwłaszcza kiedy zostajemy matkami.

Dajemy się pochłonąć żeby nasz dom był idealny, rodzinka jak z obrazka, a nie wiadomo kiedy gubimy siebie. I wiele razy naprawdę mogłybyśmy gdzieś odpuścić na korzyść większej ilości czasu TYLKO dla siebie. Żeby poczytać tę książkę, zrobić sobie maseczkę po południu, a nie w nocy kiedy można z nią usnąć na twarzy, obejrzeć durny serial, poświęcić się pasji, to chyba przede wszystkim bo robienie czegoś dla siebie to też zainteresowania, z których absolutnie nie warto rezygnować. Wyspać się i odpocząć też trzeba. To konieczność żeby normalnie funkcjonować. To jest zaprzedawanie duszy diabłu i zrzekanie się siebie. Bardzo hucznie tłumaczone, że zmęczenie, że sama z dzieckiem, że brak pomocy, że to i tamto, że się ogólnie NIE DA. Bo MUSZĘ wszystko zrobić. A jak nie to koniec (świata).

Będzie trochę piachu na podłodze i dziecko zamiast obiadu zje jajecznicę. Też mi wielkie co. Prawda? Wydaje się to trywialne i pewnie niektórzy czytając to będą nawet zaprzeczać, że jego sytuacja jest jednak inna 😉 A ledwo te matki nogi czasem wloką rozżalone w środku. Nasze życie jest w naszych rękach.

Choćby 15 minut dziennie mamy mieć wyłącznie dla siebie samej. Dać SOBIE czas.

wszystko ładnie pięknie ale każdy potrzebuje być czasem sam i odpocząć od tego, co kocha 🙂

Można z pewnością coś z tym zrobić tylko trzeba chcieć i podejść do sprawy bez emocji. Tak jak doradzamy przyjaciółce: noo weź przestań, niech facet zostanie z dzieciakiem a ty idź gdzieś, wyśpij się, nieważne, byleś odpoczęła. Bo to jest odpoczynek. Odpoczynkiem może być nawet pójście do przychodni i istnieje szansa czerpać z tego zdarzenia radość. Niebo jest dostępne cały czas, można zadrzeć głowę, pooddychać powietrzem choćby ze smogiem (to już trudno), w poczekalni posiedzieć spokojnie na FB, no trzeba się cieszyć z tego co się ma. Oczywiście to proste jak drut przykłady ale raz po raz warto też wyrwać się z tą koleżanką, która cię już tyle razy namawiała, że aż w końcu przestała. Wyłączać się choćby na dłuższy moment. Zresetować, bo czasami przy tysięcznym pytaniu: mamo, a jak się robi cukier? można wyjść z siebie (tym bardziej, że dobrze wie jak się go robi).

BYĆ DLA SIEBIE NAJLEPSZYM PRZYJACIELEM.

A oprócz organizacji samemu takich chwil korzystać z nadarzających się okazji. Nie myśleć ciągle o innych, że: co będę leżała  (jak całkiem niespodziewanie okazało się, że nikogo nie ma w domu), pranie mam zrobić albo: podłogi nie myłam od piątku, brudna już, sokiem oblana, zrobię szybko… I co? I zamiast poświęcenia sobie chwili stale wymyślamy, że coś musimy zrobić. Tworzymy sobie to na zawołanie. Zresztą to PRAWDA, mamy to wszystko do zrobienia ale można tak zagospodarować czas żeby sprawy pogodzić. A nie daj Boszhe jak do tego oczekujemy wdzięczności i uszanowania pracy. Wtedy może spotkać nas rozczarowanie bo np. domownicy zapominają i wchodzą po prostu w brudnych butach na umytą świeżo podłogę. I już żal: tyle się narobiłam i co z tego mam? Ano nic tyle, że brud się nie kumuluje. Po to się sprząta żeby był bałagan 😉

Więc wcale nie jest tak, że świat przestanie istnieć jak zrobimy pranie wieczorem albo posprzątamy na następny dzień, a odstrzał za małych ubranek dziecięcych przeprowadzimy w innym terminie.

dźwigamy cały dom na swoich barkach, często bez potrzeby dodajemy sobie obowiązków, chcemy być perfekcyjne, a później mamy żal, że nikt nie myśli o nas i nie chwali naszej pracy. Dlatego to MY mamy siebie doceniać, szanować i kochać, dbając o TYLKO swoją przestrzeń i nie stawać bez potrzeby na głowie. Mniej się spinać, na więcej mieć, przepraszam za słowo, wyjebane i cieszyć życiem 🙂

Kiedyś też sądziłam, że nie można. Miałam dziwne wrażenie, że nie zdążę być w międzyczasie super matką i doskonałą żoną, zadbaną i z umytymi włosami. Bo jeszcze trzeba też ogarnąć siebie, paznokcie, skórę, figurę i… masa tego jest 🙂 Depilacje, epilacje, usuwania i ścierania różnych partii ciała 🙂 Nawilżanie, matowienie – zależy na jaką okazję i tu części od czubka głowy po ostatnią skórkę przy paznokciu poddawane są zabiegom i eksperymentom wszelakim. Gdyby faceci mieli to wszystko ogarniać psychiatryki byłyby na każdej ulicy.

A jednak zapuszczać się nie można ani robić z siebie kopciucha bo prędzej czy później samiec zacznie zwracać uwagę na te zrobione.

Nuda zabija związek, zdecydowanie lepiej jej unikać i jakieś rozrywki mężczyźnie fundować na ożywienie 😉

Kiedyś gdzieś czytałam, że matce na swoje życie zostaje

NOC.

Autentycznie, taka była porada, że wyrobić się ze wszystkim i spełniać swoje pasje można wspaniale kiedy dzieci już śpią. Super! I wstawać pierwszą. Ja na ten przykład (niechlubny może dość) czytając synkowi na dobranoc sama dostaję ciężkich powiek i często usypiam razem z nim. A tu wyskocz teraz i leć zmęczona się realizować 🙂 Pisz (to czasami po nocach wychodzi akurat ale na spontanie), ćwicz, biegaj, szyj, maluj i nie wiem co tam jeszcze ale wiem, że moja głowa wraz z postępującym jesiennym mrokiem (czyli bardzo szybko) ulega zaćmieniu i nie jest zdolna do nadmiernej koncentracji włączając w to nagłe i irracjonalne napady głupawki czy też pustogłowia. W czasie dobranocki robię szybko to, co muszę i pilnuję żeby jak dziecko idzie spać nie zostawało mi już nic prócz zmycia tapety (maski). Pozycja horyzontalna to ta wymarzona, może jej towarzyszyć książka lub telewizor. Mało ambitnie, wiem, a do tego matka beatka jest już przebrana w piżamę (tudzież coś, co za nią robi).

Więc możemy wszystko tylko czasem po prostu tego nie chcemy, nawet jeżeli wydaje nam się, że BARDZO 😉 całusy herbatusy :*

Autor: BeaHerba

Bea Herba to ziołowa beata herbata słuchająca siebie, swoich odczuć i snów, czasem słaba, czasem czarna i mocna, bywa też kompletnie zielona i delikatna biała, niekiedy słodka i aromatyczna. Jak życie…

45 myśli na temat “matka beatka”

  1. Mój mąż już wie, że jak nie zrobi tego, o co go proszę – to będzie miał przechlapane. Ostatnio 10 razy powtarzałam i prosiłam, żeby wyniósł z mieszkania kilka swoich niepotrzebnie walających się rzeczy – jakichś narzędzi i innych cudów do majsterkowania. Nie wyniósł – więc wszystko wylądowało z balkonu na trawnik pod blokiem. Czasami taka terapia szokowa się przydaje.

  2. Zgadzam się w 100 procentach, kobieta jak zostaje matką ma tendencję do pomniejszania siebie i stawiania na końcu ogona. Zresztą kobiety w ogóle mają takie zapędy nie wiadomo dlaczego? Wszystkich chcemy zadowolić a co z nami? Fajny tekst, życiowy chociaż jak to u Ciebie bywa, z ironią i humorem, za co bardzo cenię twoje niesztampowe pióro 🙂 pozdrawiam serdecznie 🙂

  3. na fb widziałam taki obrazek:
    Kobieto, chcesz mieć czysto w domu?
    To pozbądź się męża i dzieci:D

    no i trudno – czasem będzie brudno;)

  4. Prawdziwe i realne. W każdym ziarenku tkwi prawda, a w ziarnie napewni 😉 Życzę bam, abyśmy w tym wszystkim miały czas dla siebie i dystans do tego co wokół 🙂

  5. Bardzo mi się podoba taka filozofia <3 Ja nie wychowywałam się w sterylnym domu, a dzieciństwo wspominam doskonale 🙂 Przypomniał mi się teraz ten kawał, że żona męża zabiła, bo wlazł na mokrą podłogę. No i ujęliście sprawcę? Nie, bo podłoga ciągle mokra. Nieodmiennie mnie bawi 🙂 A propos zmywania sama ostatnio prawie stłukłam jednego ze św graali, czyli mojego Męża szklankę do piwa. O mało zawału nie dostałam!

  6. Wiesz, że prawie od 4 lat jestem mamą i nadal mam problem ze zdrowym egoizmem wobec siebie samej… Usilnie nad tym pracuję, ale w praktyce wychodzi różnie…

    1. Znam z autopsji, zawsze byłam zdrową egoistką ale jak pojawił się synek to kompletnie się zapędziłam w tych wszystkich obowiązkach i byciem Naj… A tak nie można bo my mamy, mamy być szczęśliwe 😀

  7. Z opowieści koleżanek które są matkami jestem okazem bardzo rzadkim. Zawsze znajduje czas tylko wyłącznie dla siebie. Zamiast sprzątać gdy dziecko śpi, ja leżę i odpoczywam lub też śpię. Bycie matką nie oznacza utraty siebie czy swoich pasji. Trzeba walczyć o siebie, o własne ja.

  8. Ja zaczęłam robić dokładnie tak- przestałam sprzątać w kuchni. I tak jakoś magicznie się stało, że mój mąż całkowicie sam z siebie przejął to królestwo 🙂

  9. Mi mąż pomaga w domu, ale w rzeczach bardziej męskich – wszystko naprawi, skręci. Sprzątanie jest na mojej głowie, ale nie jest to dla mnie żadna ujma na honorze. Wszystko zależy od tego, co nam pasuje w związku i to jest najważniejsze 🙂

    1. Też tak mam ale pracuję od jakiegoś czasu nas sobą i coraz lepiej mi wychodzi oddawanie pracy innym jednostkom domowym 😉 jak również nie zwracania uwagi na detale, pozdrawiam 🙂

    1. O to prawda, nie bardzo lubią wykazywać się inwencją, chociaż na początku… w narzeczeństwie, które u nas trwało baaardzo długo to i owszem 🙂 gotowanie nawet było 😉

    1. Żeby to było takie proste wyrobić we wszystkich domownikach nawyk mycia 😉 Zwłaszcza jak się najpierw rozpuściło dobrze towarzystwo haha

  10. skad ja to znam, zostawienie kubków prowadziw końcu do ich wyczerpania i bałaganu 😉 Osobiście sprzątam dwa razy w tygodniu, bo przychodzę tak zmarnowana po proacy że ogarniam tylko to co z grubsza po prostu trzeba ;da czas dla mnie jest zawsze bardzo ważny i nie daje sobie go odebrać

  11. Takie badanie kiedyś zrobiono – poproszono grupę kobiet, aby napisały na kartce kim są (jakie w życiu pełnią role). Kobiety rozpisywały się: matka, żona, kochanka, kucharka, bizneswoman, przyjaciółka, siostra, córka itp. po kilkanaście różnych ról. Potem poproszono o to mężczyzn, najwięcej napisał jeden pan i było to jego stanowisko w pracy oraz syn i ojciec. Zazwyczaj panowie ograniczali się tylko do wymienienia swojego zawodu. Częściej padało słowo syn niż mąż, czasem ojciec… także tak 😉 żaden nie napisał partner, kucharz, sprzątacz, pomocnik, opiekun ogniska domowego… 🙁
    Ja bym zbyt długo nie czekała z tymi szklankami, bo zaczną pleśnieć, a on i tak nie zauważy…

  12. Jakbym czytala swoje przemyslenia. W miedzyczasie kurz gosci sie na polkach, kosz na brudy straszy jakimis horrorami, a ja mam INNE rzeczy na glowie i nie bede teraz zasuwac z mopem. Czasami mysle, czy go sobie nie przyczepic do plecow i zamiatac jak chodze 🙂 Mamy teraz za duzo na glowie, nie da sie wychowywac dziecka, chodzic do pracy i “prowadzic dom na poziomie” – cokolwiek by to znaczylo. Trzeba wybrac i odpuscic. Inaczej oszalejemy 🙂 P.S. Ja mam to szczescie, ze moj narzeczony czesto wyjezdza i wtedy nie robi balaganu, a pozniej z kolei ja wyjezdzam, on siedzi w balagania i sprzata przed moim przyjazdem, bo wiem , ze inaczej nie wejde do domu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *