herbatyzm

długa nauka

Miała sobie kupić nową kolorową czapkę bo przeceny i okazje, a wróciła z… okularami przeciwsłonecznymi… Też w bardzo atrakcyjnej cenie zakupione ale przede wszystkim wyjątkowo do facjaty pasujące. Się przymierzyły i odkleić za nic nie chciały, wręcz przeciwnie, dobrze i nad wyraz mocno do twarzy przylgnęły.

O dziwo na nic więcej kasy nie wydałam, powstrzymałam się więc chyba jednak dojrzałam i czegoś tam się nauczyłam. Nie tak dawno jeszcze mogłabym zrobić sobie przyjemność kosztem na przykład pożywienia (nie dziecka oczywiście). Ooo ileż to razy kupiło się to i owo panienką będąc jeszcze, a lodówka pustkami świeciła oojjj świeciła. Mając na studiach współlokatorki przyznaję, nie bez wstydu, że je na maksa objadałam i bez skrupułów większych z zasobów lodówkowych korzystałam. Sweter Morgana swoje kosztował nawet przeceniony plus fajna pomadka, a po drodze mega buty wypatrzyłam, a jakże i to nic, że w połowie miesiąca szarpnęły “perełki” po kiejdzie fundusz na przeżycie reszty dni. Zresztą, jak np. w weekend koleżanki wyjechały to po prostu nic nie żarłam, a jedynie czasem się zaprosić dałam na jakieś spotkanie połączone z wyżywieniem. Przykro mi, a może nie …  ale tak było. Najadłam się i tyle. Koniec randki. Oczywiście mogłam dzwonić do rodziców ale honor jakiś jednak trzymać próbowałam i taki ruch to była ostateczność. Nie chciałam się przyznawać do niechlubnego dość procederu.

– Beatka, znowu sobie coś kupiłaś? Czy ty się nigdy nie nauczysz, że pieniędzy nie można do końca wydawać?

Otóż mamo, tato, nauczyłam się 🙂 może parę latek nauka mnie zajęła czasu, ale yest udało się! Nie przepieprzam ponad normę!
Dumna z siebie jestem bardzo nawet bo wiadomo, że mąż i tak ma zaskórniaki i jak bym się uparła to mogłabym manewrować bardziej budżetem domowo – konsumenckim 😉 . Ale nie. Poprzestałam na oksach i piżamie dla synka. Sama z siebie, bez przymusu i kombinacji dodatkowych.
A płynęłabym szeroooko, oj płynęła. Bo męskich ciuchów parę fajnych wylukałam z tym że na takie poświęcenie facet jednak nie zasłużył. Bo mało, że jemu bym kupiła kosztem siebie to jeszcze opiernicz bym zebrała za trwonienie kasy i zrobienie komuś przysługi. Więc sprawiedliwe nikomu nic ponad program nie nabyłam.

A i tak nastrój długo podły miałam bo sobie rano pomyślałam, że jak pies ma się męczyć to zgodzę się na eutanazję. Ale później do mnie doszło, że to może ja się już bardziej męczę bo suczka jednak apetyt ma i wesoła w miarę dość. Do tego jak o tym mężowi powiedziałam, to może ktoś nie wierzyć, ale popatrzyła na mnie jakby dobrze rozumiała znaczenie tych słów durnych moich. Opuściła nisko nos i bokiem smutnie zerkała. Nawet nie zaszczekała jak do domu skądś tam weszłam. I poczułam się jak zdrajca jakiś, że JAK mogłam w ogóle tak pomyśleć?! Przez pryzmat chyba tylko i wyłącznie swojego egoizmu, że zmęczona nie ogarniam czasem już tego wszystkiego. Kot odgryza sobie ogon i nie wiadomo ciąć czy nie, suce oczy kroplić, tablety podawać, na smyczy podciągać, z łóżka wnosić – znosić a przecież odtrącić nagle nie można bo przyjaciółka typowa pościelowa całe życie przy mym boku, w bonusie babskie sprawy, a gdzie dziecko, zakupy, obiad i inne czynności domowe. Wiem, być może to nic takiego, się użalam itp ale cóż… Nie jestem jakąś super silną babką, słaba i cienka herbatka ze mnie. Przytulam psisko ile wlezie i wieczory całe nasze są. Tyle nam zostało, korzystać z chwil nielicznych już zapewne i nacieszyć się nimi jak najwięcej… 🙁

Jakoś się jednak przestawiłam i nie dałam sama sobie, w końcu jestem tylko człowiekiem, a może nawet kobietą? Bez urazy, kobiety po prostu więcej myślą i czasem nawet za nadto rozważają.
Za to po południu czarne myśli odpłynęły, psisko rozszczekane, chodzi lepiej i przymilne więc odetchnęłam z jakąś tam nawet ulgą. Wcześniej zresztą już postanowiłam, że póki ma apetyt to żyć u nas będzie choćby tylko na siku wychodziła i swoje trzeba robić bez lamentu.

Okulary trochę mnie mentalnie do wiosny przybliżyły i nadzieję w serce tchnęły, że ta zima MUSI minąć… I śnieg stopnieje. I się zazieleni nie tylko w mojej głowie 😉 . Tak więc wieczór cały na nosie w nich śmigałam i lato przyciągałam YO.

Ps. Rozmowa w tramwaju odwracająca uwagę od swojego popaprania. W roli głównej starsza elegancka pani w kapeluszu przewiązanym bordową wstęgą, mówiąca głośno acz ładnie i elegancko:

-Panie, her Herman, ja niemiecki świetnie znam ja ja. A więc zrobi pan te bombki czy nie zrobi? Złotą zamawiałam, nie zieloną ani w gwiazdki… tak tak… nie nie… ja ja langzam langzam aber sicher, ja niemiecki dobrze znam, mówię panu. Hallo, frau Frida, langzam langzam aber sicher… A Niemcy to tysiące dzieci wymordowały i jeszcze więcej chciały. Proszę pana Hermana do telefonu ja ja tak tak… To nie zrobi mi pan tej złotej bombki? o jaka szkoda… Bo ja panu powiem …

I wysiadłam ale przyznaję, że nieco się rozweseliłam 🙂

BeaHerba

Bea Herba to ziołowa beata herbata słuchająca siebie, swoich odczuć i snów, czasem słaba, czasem czarna i mocna, bywa też kompletnie zielona i delikatna biała, niekiedy słodka i aromatyczna. Jak życie...

Możesz również polubić…

1 komentarz

  1. dora says:

    skądś to znam, zakupy kosztem innych wydatków 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *