dieta bez kotleta

Chyba jednak najlepiej przejść na wspólną dietę. Jak ktoś człowieka wspiera, motywuje i zachęca postawą własną – łatwiej przełknąć powietrze i jakoś to dno pustej miski aż tak nie smuci. A dodatkowo mając na stanie tę jakąś tam ambicję (a chyba każdy prawie ją posiada bardziej lub mniej skrytą i rozwiniętą) to już bardzo bardzo optymistycznie się robi 🙂 Najfajniej jak towarzyszem jest partner, z którym się żyje i kuchnię wspólną dzieli…

AKTUALNOŚCI (z kolejnej chwili nie koniecznie ostatniej)

Osobiście próbuję zapanować nad uzależnieniem od cukru i od tłustego czwartku nie ruszyłam drania. Zawzięłam się. Postanowiłam skorzystać z postu 40-sto dniowego i wziąć się sama pod włos. Jedynym odstępstwem jest miód i suszone owoce. Waga niestety, ku zdziwieniu memu ogromniastemu ani drgnie. Zepsuła się czy co? Jem mniej, a grubsza według pomiarów jestem niż po

powrocie od mamy. Może to zasługa tej Wit C w prochu co się nią ochlewam aż po samą gardziel czasem. Może siemię lniane ma za dużo tych Omega 3 i to wyjątkowo kalorycznych? Nie wiem. A może lepiej nie wchodzić w ogóle na diablicę i olać sprawę? Wredna bestia z tej wagi i swoje fochy ma. Chyba zacznę ją omijać łukiem szerokim i nawet nie spojrzę w jej kierunku. Świnia i tyle. Kompletnie nie kompatybilna i nie zdolna do jakiejkolwiek owocnej współpracy.

Kochana żono, proszę mnie też przenieść na tę dietę – padło dnia pewnego.

Ale czy na pewno jesteś na to gotowy drogi mężu? Co to znaczy dla Ciebie dieta?

Nooo mięsa nie chcę za dużo i cukru absolutnie zero no i łykam wszystkie prochy jakie mi dasz… – dodaje.

Oookej, dobraa… Ambicja jednak się odezwała, górę (może górkę ale zawsze) wzięła bo impra się zbliża dużymi krokami, bandzioch z gramofonami nie prezentuje się zbyt szałowo i pary doskonałej nie tworzy, oj nie… Ukąsiłam trochę (to z głodu bardziej może) i jadu kolec w męskie ego wbiłam świadomie nawet dość ale ogólnie facet dorosły (przynajmniej z daty urodzenia) to jednak już coś kuma. Że O ZDROWIE TRZEBA DBAĆ. Że wiek już specyficzny i organizm oczyszczenia z toksyn się domaga. A pretekst każdy dobry. Nawet wyjście wieczorne może być do zmiany stylu życia zachętą. Tym bardziej jak jest się na świeczniku i za gwiazdę robi 😉 Tylko, że niestety ale samo ograniczenie produktów to nie wszystko. Tak naprawdę chodzi o metamorfozę przyzwyczajeń i zaprowadzenie nowych na więcej niż miesiąc. Najlepiej na stałe. W baniaku przede wszystkim. A czym dłużej się stosuje dietetyczne wygibasy tym lepszy efekt psyche&soma uzyskuje (słowo”psyche” celowo wymieniłam jako pierwsze gdyż jak jest zdrowy duch to z takim zawsze zdrowe ciało. Sama dieta nie pomoże bez wyeliminowania toksycznych myśli). Co oczywiście motywuje jeszcze bardziej do kontynuacji procederu. Wspaniałe uczucie jak tak to wszystko razem hula i każdy kto doświadczył tegoż stanu ten wie. Wie, że warto.

I tak zaczęła się dieta bez kotleta 🙂

Wstaję rano razu pewnego i widzę na ten przykład prawie puste opakowanie po ciasteczkach… Hmmm… a to co ? pytam… Aa to ciastka, pies w nocy jadł. Ha ha padłam jak to usłyszałam 🙂 Noo jak nie dziecko to pies jeszcze jest 🙂 Zawsze na kogoś zwalić można 😉 Wstała, otworzyła i łapką do pyska popchnęła 😀

A te kotleciki (z cieciorki) to z piekarnika będą? Yyy…  to ONE TAM się właśnie pieką?

Kanapki z szynką to do pracy mogą być kochanie, w końcu to nie żadne wielkie mięso 😀

Ale są też lepsze przypadki od mojego co na ścisłą dietę idą np. taką na jakąś naprawdę przewlekłą i nieprzyjemną chorobę, poświęcają się dla ukochanej (bardziej lub mniej dobrowolnie), towarzyszą jej w niedoli, a podstępnie robią sobie pod nieobecność owej JA JE CZNI CĘ. I naczynia po sobie myją 🙂 A tegoż procederu typowy przedstawiciel gatunku męskiego unika, brzydzi się i jest mycie garów poniżej jego samczej godności 😉 Tak więc mokra patelnia może stać się dowodem popełnionego przestępstwa 🙂 Dieta nie lekka sprawa i naprawdę odruchowo można coś nie przewidzianego chapnąć lub łyknąć jak takie mleczko przeznaczone do kawy dla klienta 😉

Mój przypadek taki, że nie mogę nawet oblizać lizaka co synek porzuci ani wyssać mini cukierka co to je za darmo wszędzie rozdają. Mogę sobie popatrzeć i to najlepiej z daleka 🙂 Na obrazku*. Bo w mojej główce OD RAZU MOMENTALNIE pojawia się przyzwolenie na więcej. I więcej i więcej wciąż… Jak alkoholik przed kieliszkiem wódki (czy innego specyfiku, który tak na niego działa). Już nie raz się przekonałam, że tylko czubek ust umoczyłam, skrawkiem wargi dotknęłam i KONIEC. Po diecie, założeniach, detoksie, obietnicach. Sukcesy tylko miałam jak nie tykałam. Czasami do wąchania produktów smakowitych się posuwam. Wiem, szaleństwo i wariactwo ale co mi szkodzi jak działa? Nawącham się i samym zapachem upajam. Wmawiam też sobie, że bułki i czekolada będą na świecie zawsze i jeszcze się zdążę nawpierdalać 😉 Ale już raz też, odruchowo właśnie, jakiegoś paluszka do dzioba przybliżyłam tylko w porę sobie przypomniałam… że fuu. Że intencje postną masz i uważaj herbata… uważaj bo znowu wygrają ale twe słabości. I będziesz na siebie (słusznie) oburzona. W porę się więc opamiętałam i do zaćmienia umysłowego nie dopuściłam. Pomijam szkodliwość glutenu, który uwielbiam i daleka jestem od ideału bo jednak pieczywa na razie z życia nie wyeliminowałam i na parę kromeczek sobie pozwalam. Gluten sruten samo zuo.

*będąc w ścisłym kontakcie z dziecięciem, które to od czasu do czasu dostaje jakieś smakowite kąski typu czekolada, to ta silna wola wystawiona jest na dodatkową próbę 🙂 naprawdę tak jest czy się to komuś podoba czy nie i to nie jest TYLKO wytłumaczenie…  Ładując towar do synkowej miseczki obcuje się z tym i owym na co ślinka leci…

No więc wszystko oczywiście pokręciłam i post zaczęłam w piątek po czwartku tłustym i kalorycznie zakończonym na pożegnanie cukru – kochanka prawie idelanego… Nie wiem czemu, to chyba z katolickiej nadgorliwości tak mi się ubzdurało w łepetynce* 🙂 Czyli zaczęłam pościć tydzień przed czasem. Intencyją się obdarzając jak raz wielce nadgorliwie. Dobraaa teraz już letę dalej i może w związku z tym dodatkowo rzucę nabiał, którego się wystrzegam jak mogę ale chwile zwątpienia mam i kawałek pysznej holenderskiej goudy długo dojrzewającej sam do buzi wędruje i szybko ginie w masakrze zębowej 🙂 Cukier to tymczasem najwyższej wagi poświęcenie na jakie się zdobyć mogę.

*takież zdrobnienia mnie się przyszwędały żeby jednak trochę milej o swej osobie się wyrażać 😉

Niestety biegnąca to ja w mieście jestem ale nie z wilkami tylko z siatami 🙂 zakupowymi… Sypnęłam też głowę popiołem i spopieliłam się dość dobrze w prawdziwy koniec karnawału zakładając intencję celem odmiany myśli na lepsze i panowania nade niemi wszystkiemi, najbardziej paskudnemi. Wiem, że kontrola powłoki i tego co do niej wrzucamy pozwala też zapanować nad innymi sferami życia co ogólnie wychodzi tylko na plus. Poza tym oczyszczone ciało to oczyszczony umysł, a na takowym bardzo mi zależy. Zresztą jak poczułam się super w swoim ciele takim, jakie jest to nagle samo ono z cukru zrezygnowało (no może trochę przeceniam jego możliwości ale chęci przemiany stanowczo wzrosły do poziomu zadowalającego) i źle się po prostu nacukrzone czuło (to akurat fakt i prawda co wcześniej nie przeszkadzało w spożywaniu).

To mózg i ego próbują nami sterować, że chcemy czegoś co wiemy, że nam nie służy i szkodzi nawet. Wmawia i wciska nam ten rozum jakieś pierdoły. Robi to namolnie i nachalnie aż ulegniemy. Ale WSZYSTKO JEST MOŻLIWE. Tylko trzeba trafić w odpowiedni moment i zrobić pierwszy krok 🙂 Jak zawsze… Przetrwać jeden dzień i bardzo się za niego chwalić. A później przetrwać następny. Bez hucznych planów. Tylko z założeniem dobowym. Tak mają też postępować uzależnieni jak nałóg rzucają i stanowi to część ich terapii. Nie wybiegać za bardzo w przyszłość i bez euforii dawać sobie pochwały przeżytego zgodnie z założeniem 1 (słownie: jednego) dnia.

WIOSNA  zaczęła się dla mnie 1 marca. Dzielę życie na 3 miesięczne pory roku i tak wypada, że marzec kwiecień maj to wiosna właśnie, czerwiec lipiec sierpień lato, wrzesień październik listopad jesień, grudzień styczeń luty zima. Innego podziału herbata nie przyjmuje, nie zgadza się i stanowczo protestuje 🙂

Autor: BeaHerba

Bea Herba to ziołowa beata herbata słuchająca siebie, swoich odczuć i snów, czasem słaba, czasem czarna i mocna, bywa też kompletnie zielona i delikatna biała, niekiedy słodka i aromatyczna. Jak życie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *